Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alek Rogoziński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alek Rogoziński. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 stycznia 2020

Dom tajemnic - Alek Rogoziński

Dom tajemnic - Alek Rogoziński
Dom tajemnic - Alek Rogoziński



Tytuł: Dom tajemnic
Autor: Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Edipresse
Premiera: 18 września 2019 r.

Moja ocena: 6/10 


Po książki Alka sięgam zawsze, gdy wpadam w czytelniczą niemoc. Tak było i tym razem - przez listopad i grudzień przeczytałam może ze dwie książki, potem wciągnęłam się w serial i zupełnie nie miałam ochoty na czytanie, ale takiej ochoty fizycznej, żeby siąść z książką w ręku, bo psychiczną miałam i to ogromną. W pewnym momencie pacnęłam się w czoło, że przecież "Dom tajemnic" czeka na półce ;) Zasiadłam więc do tej właśnie książki, wchodząc z nią w Nowy Rok.

Głównymi bohaterami są znani już i lubiani z poprzednich książek autora Mario i Dominika - tym razem biorą udział w reality show - razem z dziesiątką innych celebrytów trafiają do domu, gdzie mają za zadanie odnalezienie skarbu, rozwiązując uprzednio odpowiednio przygotowane zagadki kryminalne. Zapowiada się dobra zabawa, ale przede wszystkim - promocja ich agencji. Gdy program startuje, nie wszystko jednak idzie zgodnie ze scenariuszem przygotowanym przez produkcję i w domu zaczynają ginąć ludzie... 

To, co przede wszystkim podobało mi się w tej książce, to pomysł na fabułę. Tak prosty, a tak genialny ;) Nie wiem, jak Wy, ale ja często oglądając reality-show zastanawiałam się, co by było, gdyby nagle coś wymknęło się mocno spod kontroli i na ile zwykły widz mógłby to wyłapać. Autor wyszedł naprzeciw moim oczekiwaniom i ukazał też nieco pracy produkcji od środka. Fabuła jak zwykle opowiadana jest z perspektywy różnych bohaterów, w tym czarnego charakteru, przez co czytelnik może spróbować sam rozwikłać zagadkę "Domu tajemnic". Mnie to się jak zwykle nie udało, jednak zupełnie nad tym nie ubolewam ;) 

Bohaterowie - większość już jest znana z wcześniejszych książek autora, więc stali czytelnicy nie powinni się gubić w gąszczu postaci, ale jak zawsze na początku książki jest mała ściąga. Mamy tutaj całą plejadę gwiazd (i to dosłownie ;)), każdy bohater jest uosobieniem innej cechy charakteru, jaką można zaobserwować u siebie czy innych - niektóre z nich są celowo uwypuklane, czy przedstawiane w sposób groteskowy - taka już natura komedii kryminalnych, które wychodzą spod pióra Alka i ja w stu procentach to przyjmuję i uwielbiam ;) Tak samo, jak poczucie humoru, które znajdujemy we wszystkich książkach autora. Mi ono niesamowicie pasuje :)

Styl - lekki, przystępny, jak to u Alka. Przez książkę się płynie i właściwie można ją przeczytać w jeden dłuższy wieczór, zaparzając tylko kolejne herbatki, czy uzupełniając lampkę winem, w zależności oczywiście od preferencji (kawka też wchodzi w grę, jeśli to nocne czytanie ;)).

I generalnie na tym mogłabym zakończyć ten post, bo w tej książce właściwie wszystko się zgadza, jak zresztą we wszystkich książkach autora. Tylko jednak czuję już niedosyt i chętnie bym przeczytała coś innego w wykonaniu autora (i nie chodzi mi tutaj o opowiadania, które Alek chętnie popełnia). Nie mówię tu oczywiście o skrajnym gatunku, lecz może o klasycznym kryminale? Książki Alka są jednak dość schematyczne - nie pod kątem fabuły, czy zwrotów akcji, bo tutaj zawsze mnie zaskakuje, ale jednak wiem, co dostanę - oczywiście jest do duży plus w sytuacji, w której wiem, czego chcę i wiem, po co sięgam. I mogę zostać uznana za maruderę, ale myślę, że autor osiadł w swojej strefie pisarskiego komfortu, a na pewno w jego głowie znajduje się kopalnia pomysłów, nie tylko na komedie kryminalne. Wiem, tytuł Księcia Komedii Kryminalnej zobowiązuje, ale może warto zrobić mały krok w bok?

Mam nadzieję Alku, że po przeczytaniu powyższego akapitu nie umieścisz mnie w swojej kolejnej książce w roli czarnego charakteru, który na końcu ginie albo spędza życie za kratkami ;) I tak z niecierpliwością czekam na Twoją trzynastą już książkę ;)

Podsumowując - fani komedii kryminalnych z inteligentnym humorem się nie zawiodą, fani autora też nie:)

Czytaliście "Dom tajemnic"? A może macie w planach? Koniecznie dajcie znać ;)



środa, 22 maja 2019

Raz, dwa, trzy... giniesz ty! - Alek Rogoziński

Raz, dwa, trzy... giniesz ty! - Alek Rogoziński
Raz, dwa trzy... giniesz ty! - Alek Rogoziński



Tytuł: Raz, dwa, trzy... giniesz ty!
Autor: Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Premiera: 15 maja 2019 r.

Moja ocena: 8/10 


Autor dostał chyba jakiegoś niezłego kopa twórczego, bo "Raz, da, trzy... giniesz ty!" pojawiło się na księgarnianych półkach dwa miesiące po jego ostatniej książce 'Śmierć w blasku fleszy". To bardzo dobrze wróży na przyszłość, bo sugeruje, że możemy mieć do czynienia z płodnością literacką na miarę Mroza, a ja nie mam nic przeciwko takiemu stanowi rzeczy, bo Alka mogłabym czytać non stop. Jako książę komedii kryminalnej, autor wrócił z potężną dawką humoru (często czarnego i absurdalnego), który jest mi (i podejrzewam, że wielu czytelnikom) bliski.

Zaczynając jednak od początku - mamy tutaj właściwą dla autora mnogość bohaterów. Bartek jest początkującym aktorem i dostał właśnie rolę w "Jak cię zabić, kochanie? 4", Agnieszka zaś próbuje swoich dziennikarskich sił, by dostać nową pracę i trafia na plan tejże produkcji. Pech chce, że podczas wizyty na tymże planie nasi bohaterowie znajdują trupa. Bardzo jest możliwe, że morderstwo to (denat raczej nie odszedł z tego świata zgodnie ze swoją wolą) ma związek z tragedią, jaka wydarzyła się w tym samym studio 17 lat temu. Szybko okazuje się, że morderca realizuje scenariusz filmu, na którego planie reportaż miała zrobić Agnieszka... Chcąc nie chcąc, razem ze swoją przyjaciółką Oliwką (także dziennikarką) trafia w sam środek tego morderczego zamieszania i próbuje zapobiec kolejnym tragediom.

Autor konsekwentnie raczy nas humorem, który niezwykle mi pasuje. Zawsze, gdy sięgam po jego książki, jestem spokojna, że dostarczą mi sporo rozrywki - tak też było tym razem. Nie raz i nie dwa parsknęłam śmiechem, czytając "Raz, dwa, trzy...", doceniając nie tylko humor słowny, ale także sytuacyjny, jaki pojawia się w tej książce. Autor pokusił się nawet o "podsumowanie" siebie samego jako "bubka", więc raczej nie można mu zarzucić, że nie ma do siebie dystansu ;) Zdaję sobie sprawę, że komedia kryminalna nie jest popularnym gatunkiem i trzeba po prostu go lubić, na szczęście twórczość autora znakomicie wpisuje się w mój gust. Odnośnie natomiast do samej akcji w książce - nie zwalnia ona tempa ani na moment (no, może w momentach tzw. dygresji od dygresji, które mają humorystyczny wydźwięk), wszak u Alka trup lubi ścielać się gęsto i często, więc i kolejne tropy, prowadzące do rozwikłania zagadki, pojawiają się dość szybko. Przez lekkie i bardzo przystępne pióro autora książkę czyta się niewiarygodnie szybko - zawsze po skończeniu jego książki mam zagwozdkę, czy aby wszystko jest logiczne i konsekwentnie pociągnięte (wszak liczba występujących w jego książkach bohaterów zawsze jest dość pokaźna), by ostatecznie dojść do wniosku, że on całkiem sprytnie sobie to wszystko obmyśla i układa, podpuszczając czytelnika i podrzucając fałszywe tropy, by zgrabnie wytłumaczyć wszystko w zakończeniu. 

Miłym akcentem jest pojawienie się w tej książce dobrze nam już znanych bohaterów - komisarza Darskiego, Róży Krull, czy Pepe. Ja uwielbiam takie zabiegi - dzięki temu możemy dowiedzieć się, co u nich słychać, choćby miał to być jedynie strzępek informacji. Będąc już przy bohaterach - wszyscy są bardzo charakterystyczni, czasem przerysowani - ot, taki urok gatunku, a i autor wykorzystuje tutaj swój dobrze rozwinięty zmysł obserwacji.

Książka w skali "podobania się" historii ląduje na brązowym pudle ze "Śmiercią w blasku fleszy" i "Kto zabił Kopciuszka?". "Zbrodnia w wielkim mieście" to ciągle dla mnie najlepsza książka autora, a zaraz po niej "Lustereczko powiedz przecie...".

Podsumowując - fani autora i gatunku na pewno nie będą zawiedzeni ;) Ja jestem bardzo zadowolona ze spędzonego z tą książką czasu i liczę, że w wakacje pojawi się kolejna ;)

Czytaliście? Dajcie znać, co sądzicie o niej i o innych książkach autora ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Skarpa Warszawska.

piątek, 15 marca 2019

Śmierć w blasku fleszy - Alek Rogoziński

Śmierć w blasku fleszy - Alek Rogoziński
Śmierć w blasku fleszy - Alek Rogoziński



Tytuł: Śmierć w blasku fleszy
Autor: Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Edipresse
Premiera: 13 marca 2019 r.

Moja ocena: 8/10


Na każdą książkę autora czekam z wielką niecierpliwością. Kto mnie zna, albo czyta mojego bloga, ten wie, że jego twórczość niezwykle mi pasuje. Nie inaczej było i tym razem, i oto 13 marca (równy rok po premierze "Kto zabił Kopciuszka?" i pół roku po "Zbrodni w wielkim mieście" - to chyba jakieś cykle wydawnicze, co pół roku książka, autor niedługo będzie jak Mróz ;)) do księgarń trafiła jego najnowsza książka - "Śmierć w blasku fleszy". Fabularnie niezwiązana z żądnymi poprzednimi, które wyszły spod pióra Alka Rogozińskiego, choć głównym bohaterem jest Mario - właściciel agencji eventowej, którego mogliśmy poznać bodajże przy okazji historii Róży Krull (choć miałam cichą nadzieję, że autor postawi na Cecylię, gosposię Róży, no ale może następnym razem ;)).

Wspomniany Mario, wraz ze swoją przyjaciółką Dominiką, prężnie rozwija swój biznes. Ich obecne zlecenie to organizacja pokazu mody najpopularniejszych polskich projektantów, przy czym jeden z ich ma całkiem odważną wizję swojego pokazu - łącznie z udawanym na zakończenie morderstwem. Mario i Dominika stają na rzęsach, by wszystko zorganizować, jak należy - zatrudniają najlepszych modelów z najlepszej agencji, którego właścicielką jest Krystyna Rośnicka, zdobywają prawdziwą broń (która oczywiście ma być oczywiście załadowana ślepakami), ściągają na pokaz celebrytów wszelkiej maści itp. Mario pragnie, by ten pokaz został zapamiętany w towarzyskich kręgach i jego marzenie się w sumie spełnia, lecz nie do końca tak, jakby sobie tego wymarzył... Pokaz kończy się morderstwem znanej modelki, córki Krystyny, a potencjalnych zabójców jest całkiem spore grono, gdyż modelka miała sporo za uszami.

Chcąc nie chcąc, Mario i Dominika znajdują się w centrum wydarzeń, nie tylko z uwagi na organizację tragicznego pokazu, ale także wobec okoliczności, że organy ścigania na muszkę biorą ich pracownicę Iwkę (swoją drogą niedawno zatrudnioną). Iwka to obok pani Stefanii (matki Dominiki) najbarwniejsza i najzabawniejsza (z pewnością nie dla Maria) jak dla mnie postać tej historii. Dziewczyna jest kompetentną asystentką niestety wyłącznie w swoim przekonaniu, a swoją niefrasobliwością doprowadza głównego bohatera do szewskiej pasji - dla pracodawcy taki pracownik to koszmar, a dla postronnego obserwatora dostarczyciel rozrywki, ale niestety znam w swoim otoczeniu takie przypadki, więc sytuacje opisane w książce niestety nie są wyssane z palca ;) Stefania za to to taka matka, która niby chce dla swojego dziecka jak najlepiej, ale okazuje to w dość specyficzny sposób... Dominika jest do tego przyzwyczajona, jednak nie raz było mi za nią przykro. I w ten sposób gładko przeszliśmy do bohaterów "Śmierci w blasku fleszy" - jak w każdej książce autora jest ich dość sporo i narracja poprowadzona jest z wielu perspektyw, ale na szczęście na początku mamy spis postaci, dzięki czemu przy najmniejszym tylko zagubieniu szybko można przypomnieć sobie któż zacz i po kiego grzyba. Część postaci może wydawać się przerysowana, jednak taki jest urok komedii kryminalnych, albo się to akceptuje, albo nie. Ja lubię i akceptuję, choć wiem, że nie do każdego trafia ten gatunek i wiele osób on najzwyczajniej w świecie męczy.

Autor nie zawiódł mnie jeśli chodzi o humor - "Śmierć w blasku fleszy" w niego obfituje (czy to słowny, czy sytuacyjny) i jest on podany w taki sposób, że nie przeszkadzają mi dygresje i dygresje od dygresji (generalnie takie zabiegi mnie męczą w książkach, jeśli nie są po coś - tutaj tym czymś jest zdecydowanie rozbawienie czytelnika). Wielokrotnie podkreślałam, że poczucie humoru Alka mi odpowiada, być może dlatego, że mam podobne, więc czytając jego najnowszą książkę niejednokrotnie parsknęłam śmiechem i chichrałam się w skrytości serca. W tej kwestii mam pełne zaufanie do autora i wiem, że mnie po prostu nie zawiedzie.

Odnośnie do samej książki - odniosłam wrażenie, że została nieco inaczej skonstruowana, niż poprzednie autora. Zwykle chyba trup był gdzieś na początku historii, tutaj natomiast wiemy, że takowy będzie (choćby z okładki), jednak na jego pojawienie się w tej formie (martwej) trzeba troszkę poczekać. Także podział czasowy na dni przed pokazem, dni po pokazie - nie kojarzę czegoś takiego z wcześniejszych książek autora (a przynajmniej takiego nagromadzenia), ale mnie poprawcie, jeśli się mylę. Nie piszę tego w kontekście jakichś wad książki, zupełnie nie, ale to już dziesiąta książka autora, kilka poprzednich przeczytałam, więc nie da się uniknąć porównań.

Co do natomiast samej historii - w skali "podobania się mi" stawiam ją na równi z "Kto zabił Kopciuszka?", czyli ex aequo zajmują brązowe pudło na podium - złoto to "Zbrodnia w wielkim mieście", a srebro - "Lustereczko, powiedz przecie" (stąd ocena, ledwo 8 gwiazdek na 10 ;)). Książka już stoi na półce, obok innych autora, choć lekko mnie boli serce, patrząc na jej rozmiary, zupełnie niekompatybilne z pozostałymi. 

Podsumowując - fani komedii kryminalnych nie będą zawiedzeni najnowszą książką Alka Rogozińskiego. Dla mnie tutaj wszystko jest w sam raz, przez co nie można się lekturą zmęczyć, lecz wyłącznie miło spędzić przy niej czas.

Mam nadzieję, że macie tę pozycję w planach, a jeśli dotychczas nie mieliście - że zwrócicie na nią uwagę ;) Dajcie znać, czy przypadła Wam do gustu ;)



PS Odpowiadając Alku na Twoje pytanie, zadane na końcu książki - mam nadzieję, że nie za szybko, bo ja chcę jeszcze czytać o Mario i ekscesach Iwki ;)


Za książkę dziękuję wydawnictwu Edipresse.


wtorek, 20 listopada 2018

Zbrodnia w wielkim mieście - Alek Rogoziński

Zbrodnia w wielkim mieście - Alek Rogoziński
Zbrodnia w wielkim mieście - Alek Rogoziński



Tytuł: Zbrodnia w wielkim mieście
Autor: Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Filia
Premiera: 3 października 2018 r.

Moja ocena: 10/10


Bez zbędnych wstępów.

"Zbrodnia w wielkim mieście" to majstersztyk w kategorii komedii kryminalnej. Autor dalej tworzy w pieleszach swojego mieszkania, ale doprawdy nie wiem, jak wzniesie się ponad wyżyny swoich możliwości, skoro ta książka przebija wszystkie, które dotychczas wyszły spod jego pióra.

Pierwsze, co przyszło mi na myśl po przeczytaniu tytułu - oczywiście jeden z moich ulubionych seriali, czyli "Sex w wielkim mieście" (oho, już jest dobrze - pomyślałam). Dalej, po zapoznaniu się z opisem z okładki, zaczęłam się zastanawiać, ilu pracowników kupi tę książkę i będzie ją traktować jak poradnik :) Mamy bowiem trzy dziewczyny (Martynę, Iwonę i Sandrę) za główne bohaterki, pracujące w jednej gazecie, których szef (Waldemar) jest tyranem. Wspólne godziny pracy, do tego ekstra robótki wieczorem, tuż przed puszczeniem kolejnego numeru, dodatkowo przy procentowych wspomagaczach, sprzyjają ich inwencji twórczej przy wymyślaniu sposobów na jego pozbycie się. Ostatecznie obmyślają świetny - w ich zapijaczonych w tym momencie umysłach - plan, jednak ciągle pozostaje on w strefie marzeń niezrealizowanych. Ku ich zdumieniu kilka dni później ktoś realizuje ich plan... Dziewczyny tego nie wiedzą, ale potencjalnych morderców jest kilku - obawiają się, że skoro ktoś podsłuchał najwyraźniej, jak planują zabić szefa, równie dobrze może chcieć skierować na nie podejrzenia organów ścigania. Od tego momentu zaczyna się klasyczna, uwielbiana przeze mnie, komedia pomyłek, którą obserwujemy nie tylko z punktu widzenia naszych głównych bohaterek, lecz także innych osób - męża Martyny, dzieci Iwony, Waldemara, jego żony, czy wierzycielki szefa naszych głównych bohaterek. Jak się okazuje, wszyscy mają swój udział w historii zabójstwa Waldemara, a ilość tych postaci może wprowadzać czytelnika w dezorientację, jednak na Alka zawsze można liczyć i na początku książki znajduje się piękny spis postaci, który znacznie ułatwia początkowe czytanie ;) Autor zastosował ponadto zabieg, który ja uwielbiam, a mianowicie nawiązał do swoich innych książek i bohaterów w nich się przejawiających - Róży Krull, jej gosposi i Krzysztofa Darskiego. Takie sztuczki są przeze mnie bardzo pożądane, gdyż czuję się wówczas niemalże, jak w domu, gdy choćby czytam imię znanej mi postaci.

Co do akcji - czytelnik po delikatnym wprowadzeniu co i jak, zamieszaniu związanym z prezentacją postaci, zostaje rzucony w wir wydarzeń, z którego nie można się wydostać, póki nie przewróci się ostatniej kartki. Wydarzenia te, w połączeniu z błyskotliwym stylem pisania autora, ciekawie wykreowanymi bohaterami, niebanalnymi dialogami oraz humorem (w każdej postaci) tworzą zgrabną całość, która prezentuje się niezwykle atrakcyjnie dla miłośników komedii kryminalnej. Nie raz pisałam, że Alek Rogoziński jest niezwykle spostrzegawczym obserwatorem - teraz jeszcze napiszę, że ma niezwykły talent w wykorzystywaniu tego daru w swojej twórczości i umiejętność takiego sposobu przelewania myśli na papier, że zawsze trafia w sedno. Czegokolwiek, ale zawsze jest to sedno. Dodatkowo mi poczucie humoru autora bardzo odpowiada, więc jestem po prostu idealnym celem, do którego można rzucać jego książkami, a ja je zawsze złapię. Umiem być krytyczna (jak choćby w przypadku "Pudełka z marzeniami" klik, które jednak pisał w duecie, w przypadku "Biura M" było znacznie lepiej), lecz tej pozycji nie mam nic absolutnie do zarzucenia. 

"Zbrodnia w wielkim mieście" to pozycja obowiązkowa każdego miłośnika gatunku. Będę ją polecać każdemu, kto potrzebuje odstresować się po ciężkim dniu (niekoniecznie w pracy ;)), przeczytać coś wartego uwagi czy po prostu miło spędzić czas. Autor oferuje wszystko czego oczekuje się od książki, czyli przyjemność z czytania.

Alku - wysoko postawiłeś sobie poprzeczkę (dostałeś jedną z niewielu u mnie dziesiątek ;)). Oby w przyszłości zabrakło mi skali w ocenianiu :)

Znacie tę pozycję? A może zachęciłam Was po jej sięgnięcie? Dajcie znać w komentarzach :)





Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi.

środa, 23 maja 2018

Biuro M - Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński

Biuro M - Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński
Biuro M - Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński


Tytuł: Biuro M
Autor: Alek Rogoziński, Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Premiera: 9 maja 2018 r.

Moja ocena: 9/10 

W połowie kwietnia gruchnęła wieść, że 9 maja światło dzienne ujrzy kolejna książka duetu Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego. Mnie, jako fankę twórczości Alka (i samego Alka notabene) niezmiernie ucieszyła ta wiadomość, jednak miałam pewne obawy, gdyż lektura poprzedniej książki tego duetu (Pudełka z marzeniami - klik) nieco mnie rozczarowała... Jak było tym razem, zapytacie.

A ja Wam odpowiem, że o niebo lepiej, niż przy Pudełku ;)

Przede wszystkim odniosłam wrażenie, że autorzy zgrali się jako duet. Narracja została poprowadzona konsekwentnie i jednolicie. O ile przy Pudełku nie miałam problemu, by odróżnić, które partie należą do którego autora, tak tutaj miałam autentycznie wątpliwości. A skoro już przy narracji jesteśmy - fabuła została przedstawiona z punktu widzenia Basi - kobiety, której życie zostało naznaczone Michałami (pierwszym, drugim i trzecim) oraz Elwirką (zołzą, z którą tańcowały wszystkie trzy Michały) oraz Jacka, miłującego wszelkie istoty płci pięknej i pechowca, niemogącego zagrzać dłużej miejsca w jednej pracy. Pewnym splotem wydarzeń zaczynają pracę w Miasteczku i biurze matrymonialnym o wdzięcznej i jakże pokrzepiającej nazwie Minerwa, którego szefowa jest... dość specyficzną osobą. Obok swoje gabinety mają pewien zielarz i wróżka (tak tak - wróżka ;)), którzy wprowadzają wiele kolorytu w życie bezpłciowej i workowatej Basi (pochowała się pod wieloma warstwami ubrań po tym, jak Michał trzeci poszedł w tango z Elwirką). Uwierzcie mi, że każda z przedstawionych tutaj przeze mnie postaci jest niezwykle barwna, a w kupie (że się tak wyrażę) mogą wywołać (i wywołują!) uśmiech na twarzy czytelnika. Dialogi, jakie między sobą prowadzą, ich zachowanie oraz reakcje są po prostu zabawne i skonstruowane w bardzo błyskotliwy sposób. Nie raz to już pisałam, ale poczucie humoru, z jakim spotykałam się dotychczas w książkach Alka, bardzo mi odpowiada. Po prostu. Uważam, że autor ma niesamowity dar obserwacji i skrzętnie wykorzystuje to w swoich książkach, bawiąc się słowem i humorem. Sam autor mówił, że ta książka go bawi i muszę przyznać, że faktycznie Biuro M jest zabawniejsze od Pudełka ;)

Tak, jak pisałam wyżej - nie jestem w stanie odróżnić, które partie należą do którego autora, ale cała książka trzyma poziom, jeżeli chodzi właśnie o to poczucie humoru, co bardzo mnie - jako czytelnika - cieszy. Spowodowało to, że Biuro M przeczytałam właściwie na jedno posiedzenie (ku mojej rozpaczy) - tę książkę czyta się za szybko!

Autorzy, jak zwykle, nie zawodzą czytelnika i serwują wartką akcję, z nieoczekiwanymi (i zabawnymi) zwrotami (tudzież nie) akcji. Fakt - w książce dużo się dzieje, jednak nie można stwierdzić, by panował w niej chaos - historia została poprowadzona konsekwentnie i nie znalazłam w niej żadnych kwiatków i zagięć czasoprzestrzeni, jak w Pudełku. 

To, co jeszcze poczytuję za plus - epizodycznie pojawiają się bohaterowie znani z Pudełka - bardzo cenię sobie takie zabiegi, gdyż lubię wiedzieć, co się dzieje dalej z postaciami, z którymi zdążyłam się polubić, a których historie zostały zakończone wraz z ostatnią przewróconą kartką książki, w której występują. I uwaga - zakończenie Biura M wcale nie jest takie oczywiste, jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka, po przeczytaniu opisu z okładki ;) 

Podsumowując - Biuro M to kompletna i pełna humoru historia duetu, który ewidentnie osiągnął level wyżej we wspólnym pisaniu książki. Podobało mi się w niej wszystko i jeżeli lubicie inteligentny i błyskotliwy humor słowny oraz sytuacyjny - ta książka jest dla Was ;) 

I nie wiem, czyja to sprężyna, ale "lambadziara" bardzo na propsie :D

Znacie? Lubicie? Dajcie znać!



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Filia. 


środa, 14 marca 2018

[PREMIERA] Kto zabił Kopciuszka? - Alek Rogoziński (Róża Krull na tropie, tom III)

[PREMIERA] Kto zabił Kopciuszka? - Alek Rogoziński (Róża Krull na tropie, tom III)
Kto zabił Kopciuszka?
Alek Rogoziński


Tytuł: Kto zabił Kopciuszka?
Autor: Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Filia
Premiera: 14 marca 2018 r.
Seria/cykl: Róża Krull na tropie

Moja ocena: 8/10 (rewelacyjna)


Z komediami kryminalnymi jest jak z anyżkowymi cukierkami - albo się je kocha albo nienawidzi.

Ja nienawidzę tych cukierków.

Co nie przeszkadza mi oczywiście uwielbiać komedii kryminalnych - a tych, które wyszły spod pióra Alka Rogozińskiego, już szczególnie :) A zwłaszcza, jak otrzymuję je w takiej pięknej oprawie, jak "Kto zabił Kopciuszka?", ale przecież ja nie jestem przekupna ;)

No ale co my tutaj mamy?

Róża pisze kolejną książkę. Jako, że z jej weną bywa różnie, a deadline goni, z dużą pomocą swojej przyjaciółki pisarki - Miłki - obmyśla scenariusz nowej powieści. Jednocześnie owa przyjaciółka namawia Różę na udział w balu charytatywnym, na którym to jakby to powiedzieć... spełnia się scenariusz z wymyślonej chwilę wcześniej fabuły na nową książkę Krull, z trupem młodej celebrytki w roli głównej. Brzmi ciekawie? No to dodam, że jest aż dziesięć osób, które mogły (że tak powiem) być zainteresowane w śmierci Lilian (bo to o jej ciele mowa)...

Nasza bohaterka i jej świta (głównie Betty i Miłka, choć Pepe w sumie również zostaje wciągnięty - chcąc nie chcąc - w ich "niesubordynację") - niby pomne konsekwencji konfrontacji z przystojnym komisarzem Krzysztofem Darskim (nota bene facetem Betty), prowadzącym (jak zwykle :)) śledztwo w sprawie morderstwa - postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i rozwiązać zagadkę śmierci Lilian. W końcu - jakby nie patrzeć - Róża jest mistrzynią w układaniu i rozwiązywaniu kryminalnych zagadek! Czasem jej pomysły nie są do końca racjonalne... i bezpieczne... i logiczne... no ale! Na końcu zawsze przecież wychodzi, kto pomógł złapać zabójcę! A że czasem cel uświęca środki, to Róża jest gotów zrobić wszystko, by odkryć, kto zabił Lilian i udowodnić, że nie jest to Mario - youtuber, którego poznała przy okazji wyborów Mistera Polonia.


W książce występuje wiele postaci - na początku znajdziemy (jak zwykle zresztą u Alka) małą ściągawkę, któż zacz i jaką rolę odgrywa w historii. Zapewne taka mnogość bohaterów ma za zadanie zmylić nas - czytelników - w próbie odgadnięcia, kto stoi za morderstwem i muszę przyznać, że autorowi wyprowadzanie czytelnika w pole wychodzi bardzo dobrze. Choć, gdy pojawiła się pewna postać, mały głosik w głowie powiedział "a może to ta osoba?", jednak szybko zostało po tym głosie tylko echo, bo fabuła pędzi na łeb na szyję i nie daje nawet w spokoju zastanowić się, kto, co, gdzie i po co. Będę musiała chyba jeszcze raz przeczytać przynajmniej te fragmenty, w których główni bohaterowie rozmawiają z podejrzanymi, by wyłapać te sugestie autora, które naprowadzają na mordercę ;) Co do samych bohaterów - często przerysowane postacie to z pewnością znak rozpoznawczy Alka. Ponadto autor niewątpliwie bogato czerpie z otaczającej nas rzeczywistości i w postacie fikcyjne tchnie ducha osób, które znamy z pierwszych stron gazet - choć ja odnoszę wrażenie, że to bardziej chodzi o pewną grupę cech i zachowań, które prezentują współczesne nam gwiazdy i "gwiazdy". Główną bohaterkę - Różę - po prostu uwielbiam, a z najbliższych jej osób chyba najbardziej umiłowałam sobie Pepe - w moich oczach jawi się jako taki poczciwina, który często znajduje się w złym miejscu i o złym czasie, zwykle skazany na konsekwencje niezbyt racjonalnych zachowań Róży. Bardzo mnie cieszy, że autor dał większą rolę gosposi Róży - Cecylii. Uwierzcie mi, że ta kobieta jest wcale nie mniej pomylona, niż jej pracodawczyni ;) 

Utarczki słowne Róży (zwane potocznie dialogami :)) z przyjaciółmi to majstersztyk! Podobnie jak humor (i słowny, i sytuacyjny) przedstawiony w "Kto zabił Kopciuszka?". Ja bardzo lubię właśnie takie poczucie humoru i odpowiada mi ono zarówno w literaturze, jak i życiu codziennym, dlatego książki Alka chyba nigdy pod tym kątem mi się nie znudzą ;) Ponadto sposób skonstruowania fabuły, jak również wielotorowo poprowadzona narracja, także mają wpływ na ten humor, o którym zawsze się mówi/pisze w doniesieniu do książek Alka. 

"Kto zabił Kopciuszka?" to świetna propozycja na przyjemne spędzenie kilku chwil z książką - w sumie jak chyba wszystkie dotychczas przeczytane przeze mnie książki autora. Alek niewątpliwie bawi się słowem, wykorzystując do tego swoją umiejętność wyłapywania co ciekawszych smaczków z otaczającej nas rzeczywistości. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli czekać na kolejny tom przygód Róży Krull tak długo, jak to miało miejsce ostatnim razem (prawie pół roku!!!) i szybko będziemy mogli się przekonać, co tam Róża nawywija w sprawie śmierci wójta swojej gosposi Cecylii (zamiast pisać kolejną książkę!) ;)

Tak więc - nie lubię cukierków anyżkowych, ale lubię komedie kryminalne. 

A jak jest z Wami? :)

No i mam nadzieję, że choć trochę zachęciłam Was do sięgnięcia po książki, które wyszły spod pióra Alka Rogozińskiego ;)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi i Wydawnictwu Filia.


Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie.


czwartek, 21 grudnia 2017

Pudełko z marzeniami - Alek Rogoziński, Magdalena Witkiewicz

Pudełko z marzeniami - Alek Rogoziński, Magdalena Witkiewicz
Pudełko z marzeniami - Alek Rogoziński, 
Magdalena Witkiewicz


Tytuł: Pudełko z marzeniami
Autor: Alek Rogoziński, Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Premiera: 8 listopada 2017 r.

Moja ocena: 5/10 (przeciętna)

Uwielbiam twórczość Alka, no ale każdy, kto odwiedza Zakątek, doskonale o tym wie. Dlatego oczywistym było, że sięgnę po kolejną pozycję, która wyjdzie spod jego pióra, niezależnie od tego, czy będzie ona napisana solo, czy w duecie. Jak tylko gruchnęła wieść, że Alek Rogoziński i Magdalena Witkiewicz wydają wspólnie książkę, (a szum się zrobił niemal w całej blogosferze książkowej), to wiadomym było, że po nią sięgnę. Premiera została zaplanowana na 8 listopada 2017 r., a jako, że udało mi się w tym roku odwiedzić Targi Książki w Krakowie, to nie dość, żeśmy sobie z autorami pogawędzili i zdjęcia porobili, to jeszcze Pudełko okazało się być w przedpremierowej sprzedaży. Małżonek mój dobry chłop, nie dość, że uczynił zadość mym pudełkowym zachciankom, to jeszcze nabył drogą kupna Ósmy cud świata Magdaleny Witkiewicz, coby spragniona wrażeń żona zapoznała się z twórczością autorki przed lekturą tegoż cuda, które wyszło ze wspólnej pracy Specjalistki od szczęśliwych zakończeń i Księcia Komedii Kryminalnej.

W okolicy premiery jak grzyby po deszcze zaczęły się ukazywać pudełkowe recenzje - konsekwentnie omijałam każdy post traktujący o tej książce, gdyż chciałam zostawić sobie przyjemność z lektury na czas okołoświąteczny, zachęcona "najzabawniejszą świąteczną komedią romantyczną" na tylnej okładce, no i z obawy przed spoilerami. Jedyne, co wiedziałam o treści to to, że główna bohaterka ma na imię Malwina - no nareszcie to piękne imię nosi bohaterka jakiejś książki! I to takiej, której współautorem jest mój ulubiony pisarz :) No więc w miniony weekend, pomiędzy jednym spotkaniem wigilijnym a drugim i trzecim (powinnam chyba napisać tszeacim :D), zasiadłam do wyczekanej lektury Pudełka.

Po tym jakże przydługim wstępie pewnie oczekujecie na jakiś boom, na ochy i achy i w ogóle, jaka ta książka jest fantastyczna, przecież z TAKIEGO duetu nie mogło wyjść fiasko. No fiasko może nie, ale wiecie... Odrobinę rozczarowałam się tą lekturą.

Miało być śmiesznie i świątecznie, a ani razu nie parsknęłam śmiechem (choć przyznam, że wiele razy uśmiechnęłam się pod nosem), a o świętach w tej książce traktuje jedynie kilka kartek.

W tym miejscu lojalnie uprzedzam, że jeżeli jesteś jeszcze przed pudełkową lekturą, to nie czytaj dalej tego postu, bowiem zawierać będzie spoilery. Także czytasz dalej moje słowa na własną odpowiedzialność. 

Odnośnie do fabuły - losy Malwiny i Michała krzyżują się w Miasteczku, gdzie ona miała zacząć nowe życie u boku ukochanego, który ostatecznie dał nogę i zostawił ją samą z nowozakupioną restauracją, a on szuka tajemniczego skarbu, o którym majaczyła na łożu śmierci jego ciotka bodajże. Ów skarb miał się znajdować pod jakąś kapliczką, a tak się składa, że w piwnicy restauracji Malwiny znajduje się takowa, w której święty Ekspedyt, podniszczony nieco zębem czasu, spełnia podobnoż marzenia. W całej tej historii biorą udział także pani Wiesia i babcia Janinka, które (jak to starsze panie) mają swoje już za uszami i razem z małym Kamilem i Kalinką mieszają w życiu głównych bohaterów. O, jest jeszcze Rozalia, bliźniaczka Malwiny, która gra główne skrzypce pod sam koniec tej historii.

Książkę - jak można było się spodziewać - czyta się szybko. Bez problemu można rozróżnić, które partie należą do Alka, a które do pani Magdy (tak tak, przeczytałam Ósmy cud świata przed lekturą Pudełka z marzeniami). I - cóż za zaskoczenie :) - alkowe partie pełne są słownego humoru, z którego Książę słynie, natomiast pani Magdy - swoistej retrospekcji i zadumy. Co mi przeszkadzało już na początku - historia Malwiny pokazywana jest z jakby z "teraz"  i "wcześniej", a w międzyczasie narrację prowadzi także Michał. I nie wiadomo, czy Michał jest z "teraz", czy z "wcześniej". Było to dość mylące i dopiero koło setnej strony umiejscowiłam sobie historie obojga bohaterów w czasie. W książce tak w ogóle często pojawiają się zaburzenia czasoprzestrzeni, np. w połowie grudnia Rozalia przyłapuje swojego faceta na zdradzie, a na początku stycznia okazuje się, że ta zdrada miała miejsce dwa miesiące wcześniej. A Walentynki są dwa miesiące po początku stycznia. Niby nic wielkiego, ale obok błędów redakcyjnych i jednym logicznym (gdy okazuje się, że Malwina rozmawia z Malwiną - czy to może jakaś wpadka redakcyjna jednak?) pozostawia w czytelniku dziwne uczucie, że coś poszło nie tak...




Co więcej - czuję niedosyt w związku z okolicznością, że nie została przedstawiona reakcja Michała na odnaleziony skarb. Poznajemy tę stronę historii od strony pani Wiesi... Po tym, jak Michał nie ustępował w poszukiwaniach, wręcz dziwi nawet brak zdania z jego strony na ten temat.  Tak samo, jak brak jakiegokolwiek odniesienia do jego reakcji na widok Rozalii - Michał widzi po raz pierwszy Rozalię i nie dziwi go, że Malwina jakby się "wyuzdała", że tak rzeknę ;) Wydawałoby się, że powinna to być naturalna reakcja każdego człowieka w takiej sytuacji, która mogłaby pociągnąć za sobą całkiem interesujący wątek pełen pomyłek, aczkolwiek potencjał ten pozostał niewykorzystany.

Niestety nie poczułam także tak reklamowanego świątecznego klimatu :( Historia może i jest taka trochę baśniowa (o czym za chwilę), ale no zupełnie bez zapachu pierników i żywej choinki... Same Święta zostały opowiedziane dosłownie na kilku kartkach, a miałam trochę nadzieję na takie Love, actually, czy już z naszego rodzimego podwórka Listy do M., lecz w wersji papierowej. Co do baśniowości - bo to nie jest tak, że ta książka zupełnie nie przypadła mi do gustu (być może moje oczekiwania były zbyt duże) - bardzo potrzebny chyba w dzisiejszych czasach motyw spełniania marzeń podbił moje serce. Tytułowe pudełko z marzeniami stoi w restauracji Malwiny (a tak swoją drogą, czy ona ma jakąś nazwę, czy to jest bliżej-nieokreślona-ale-bardzo-dobra-restauracja, bo nie kojarzę, by w książce padła jej nazwa?), gdzie każdy gość może wrzucić karteczkę z wypisanym marzeniem. I ono się spełnia, bowiem święty Ekspedyt nad tym czuwa :) Czasem potrzebuje odrobiny pomocy dobrych ludzi, a czasem wystarczą jego własne moce :) A prawda jest taka, że ludzie potrzebują happy endów, choćby w książkach, by móc podnieść się na duchu, gdy życie uwiera. W Pudełku z marzeniami mamy kilka szczęśliwych zakończeń - niektórym dopomógł los, tudzież święty Ekspedyt , a innym Kamil z Kalinką :) Można się ich było spodziewać, tak samo, jak przebiegu fabuły, ale czy przewidywalność nie jest czasem atutem książki? Autorzy sprawnie lawirują pomiędzy poruszonymi wątkami, przedstawiając losy wszystkich bohaterów raz z perspektywy Malwiny, a raz Michała (jak dla mnie to najlepszy sposób narracji), choć czasem pojawia się też narrator wszystkowiedzący, ukazujący losy Rozalii, czy pani Wiesi. Czytelnik ma także kompleksowy pogląd na zaistniałe wydarzenia i nic nie jest w stanie mu umknąć. 

Niewątpliwie Święta Bożego Narodzenia to czas zadumy i refleksji nad własnym życiem, a w Pudełku z marzeniami poruszane są i takie tematy (choćby epizodycznie), które pozwalają nam inaczej spojrzeć na otaczających nas ludzi a i dać impuls do bycia lepszym - dla siebie i innych. Cuda się przecież zdarzają, nie tylko w filmach, czy książkach. 

Każdy z nas powinien mieć własne pudełko z marzeniami - tak, by móc każdemu z nich przypisać jakiś termin ważności... Bo czymże jest życie bez marzeń? Bez ich realizacji? 

Jak widzicie pewne kwestie spowodowały, że nieco rozczarowałam się lekturą "Pudełka z marzeniami", co zupełnie nie oznacza, że ta książka jest kiepska. Prawdopodobnie postawiłam jej zbyt wysoko poprzeczkę po "Lustereczko, powiedz przecie", choć powinnam pamiętać, że ta powstała ze współpracy dwóch osób, z których zapewne każda miała swoją wizję i być może coś po prostu nie zaskoczyło w pewnych momentach. 

A jak jest z Wami? Dajcie znać, co sądzicie o "Pudełku z marzeniami", czekam na Wasze komentarze!


PS Ja ciągle oferuję konsultacje pod kątem prawnym... :P W Kodeksie karnym są artykuły, paragrafy to ich mniejsze jednostki ;)


Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie.


wtorek, 31 października 2017

Lustereczko, powiedz przecie - Alek Rogoziński (Róża Krull na tropie, tom II)

Lustereczko, powiedz przecie - Alek Rogoziński (Róża Krull na tropie, tom II)
Lustereczko, powiedz przecie - Alek Rogoziński
(Róża Krull na tropie, tom II)


Tytuł: Lustereczko, powiedz przecie
Autor: Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 27 września 2017 r.
Seria: Róża Krull na tropie

Moja ocena: 9/10 (wybitna)

Na początek przedstawię Wam kilka faktów, towarzyszących mojej lekturze przedmiotowej pozycji. Przede wszystkim - przeczytałam ją jeszcze przed Międzynarodowymi Targami Książki w Krakowie. Po drugie, znałam wcześniej Alka jedynie via Internet i nie miałam przyjemności poznać go osobiście. Po trzecie - już wówczas był moim ulubionym polskim pisarzem. Po czwarte - pomimo kilometrowej kolejki podczas wspomnianych Targów Książki udało mi się doczłapać do stanowiska Wydawnictwa Filia, gdzie autor wraz z Magdaleną Witkiewicz podpisywali swoje książki. Po piąte - zamieniłam z nim tylko kilka zdań i nie wiem, czy to jest możliwe, ale uczucie "ulubionego polskiego pisarza" jakimś cudem się spotęgowało. 

No i w takich okolicznościach chcę napisać obiektywnie, co myślę o "Lustereczku". Jak tego dokonać, nie narażając się na zarzut osobistego stosunku do autora, no jak?! (świntuchy - poskromcie swe myśli!)

Challenge jednak accepted! No to lecimy ;)


Dla przypomnienia - tutaj znajdziecie wpis na temat pierwszej części cyklu o Róży - klik. "Do trzech razy śmierć" podniosło wysoko poprzeczkę i myślałam, że autorowi ciężko będzie napisać coś, co spodoba mi się jeszcze bardziej... Przed lekturą "Lustereczka" czytałam opinie, że ta książka jest najlepszą w dorobku Alka. I wiecie co? Muszę się z tą opinią zgodzić. 

Ale od początku. Róża - znana wszystkim i lubiana autorka (chciałoby się napisać - poczytnych :)) powieści kryminalnych - wspina się na drabinie społecznej - nowe mieszkanie w centrum Warszawy i gosposia Cecylia wynagradzają jej trudy związane z ciężką dolą pisarza. Kariera bohaterki nabiera chyba tempa, bo wydawca czeka na jej kolejną książkę...


- I ty to widzisz z takiej odległości? - zdziwił się Pepe. - Czy tylko sobie wyobrażasz? Przecież dzieli was kilkadziesiąt metrów, o ile nie więcej. Chyba że specjalnie na tę okazję kupiłaś lornetkę, ale wtedy nie tylko straż miejska, ale i ja zacznę cię podejrzewać o zaburzenia psychiczne...- Jeszcze nie zwariowałam - fuknęła Róża. - Pewnie to kompilacja tego, co widzę, i tego, co podsuwa mi wyobraźnia, ale i tak lubię na niego patrzeć. Tym bardziej, że wciąż nie dowieźli mi telewizora i nie mam co robić!- Myślę, że twój wydawca nie podzieliłby tej opinii. Przypomnij mi łaskawie, na kiedy obiecałaś mu oddać nową książkę?- Na koniec przyszłego miesiąca. To jeszcze sporo czasu!- I będzie tak jak zawsze - zawyrokował Pepe. - Panika, histeria, depresja, rozpacz, pisanie po kilkanaście godzin dziennie, wyciskanie siódmych potów, a potem lament i jęki, że popsuł ci się kręgosłup szyjny. Klasyka.

Róża pisze zatem książkę i w wolnych chwilach oddaje się kontemplacji nowego otoczenia. Jej ulubionym zajęciem jest obserwowanie go z balkonu... Nie pytajcie, co widuje w oknie biurowca naprzeciwko. Dość, że pozwala jej to na dużą dawkę świeżego powietrza... I w takich właśnie okolicznościach nasza bohaterka zostaje świadkiem tragicznego wydarzenia. Okazuje się, że nieboszczyk (no bo któżże inny) był uczestnikiem imprezy Mister Polonia i właściwie pewniakiem, jeżeli chodzi o zdobycie tegoż tytułu... Pewna wizyta powoduje, że Róża chcąc nie chcąc (a właściwie bardziej chcąc) rozpoczyna własne śledztwo i w towarzystwie wiernej Betty i jeszcze bardziej wiernego Pepe próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci jednego z najprzystojniejszych mężczyzn Polski. 

Autor na samym początku zaznacza, że właściwie wszystkie postacie, jakie występują w "Lustereczku" są wymyślone, poza Rafałem Maślakiem. Przyznać muszę, że wykorzystanie wizerunku dość znanej osoby jest interesującym zabiegiem dla czytelnika, a dla autora zapewne dodatkowo jeszcze bardzo trudnym zadaniem. Według mnie poradził on sobie świetnie, wplatając w fikcję tę dozę rzeczywistości - zarówno rola, jak i osoba Rafała Maślaka w tej historii nie są jednak w żadnej mierze ani przerysowane, ani zbytnio wyeksponowane, czego chyba podświadomie się spodziewałam i jednocześnie obawiałam. W książce znajdziemy także wiele odniesień do znanych nam i lubianych (bądź też nie) postaci, jak choćby Magdy Gessler, Matta Bomera (<3), Remigiusza Mroza, czy samego autora (te kilometrowe kolejki na Targach Książki nie świadczą przecież o fejmie, ani troszeczkę... ;)), jak również "sparafrazowane" odniesienia do znanej polskim czytelnikom rzeczywistości.


Ostatnio przeczytałam jednym ciągiem dwanaście nowych książek Remigiusza Mroza i mam pobudzony zmysł łowiecki niczym ogar albo inny wyżeł. - Ania się uśmiechnęła.


- Róża postanowiła urządzić przyjęcie niespodziankę. Zaprosiła część rodziny i spisała po kryjomu z jej kalendarzyka jakieś znajome i przyjaciółki. A przynajmniej tak jej się wydawało. Traf chciał, że w tym samym czasie została druhną na ślubie BC Lamer i przygotowywała dla niej wieczorek panieński. Znasz ją? To ta młoda pisarka, która ma w powieściach więcej opisów stosunków, niż Wisłocka w Sztuce kochania.


- Co to za maź? - zapytała Róża, patrząc z odrazą na zbliżający się do jej twarzy wacik z czymś przypominającym zaprawę murarską.- Dwa wymieszane podkłady - powiedział Mario. - Użyłbym jednego, ale obawiam się, że po tylu latach zaniedbań, okazałby się niewystarczający.- Zaniedbań?! - Pisarka usiłowała zabić go wzrokiem. - Jak śmiesz! Dbam o cerę i malować też się potrafię bez niczyjej pomocy.- Kochanie, Florence Foster Jenkins też była pewna, że umie śpiewać, a Rogoziński uważa, że pisze zabawne książki - powiedział stanowczo Mario, rozmazując jej po twarzy zawartość wacika.




Co do głównej bohaterki i jej pobratymców - nie utracili oni swojego charakteru i tej iskry, jaką zaprezentował swoim czytelnikom autor w pierwszym tomie serii "Róża Krull na tropie". Ich wzajemne relacje, dialogi i myśli tworzą ten humor, o jakim mówi się w odniesieniu do Alka Rogozińskiego jako księcia komedii kryminalnej. Tego nie da się właściwie opisać słowami - aby tego doświadczyć, trzeba po prostu przeczytać którąś z jego książek :) Mi tego rodzaju humor bardzo odpowiada, choć zdaję sobie sprawę, że komedie kryminalne nie wszystkim pasują - ja jednak zdecydowanie jestem w targecie twórczości autora  :) 

Narracja, jak przy wcześniejszym tomie, poprowadzona została kilkutorowo, co dodatkowo wprowadza czytelnika w słodką dezorientację - oprócz prób podjętych celem rozwikłania zagadki, głowi się on, z czyjej perspektywy napisanych jest kilka rozdziałów, a przecież zdecydowanie jest to ktoś uwikłany po same pachy w genezie tego całego nieszczęścia, które próbuje rozwikłać Róża. Oczywiście wszystko na końcu zostaje pięknie wyjaśnione, co się jednak czytelnik namęczy, to jego ;) Akcja toczy się chyżo, autor jest konsekwentny w budowaniu historii i łączeniu wątków, a jego styl pisania jest niczym miód na moje naznaczone sformalizowanym językiem serce. Finał historii - co wprawniejsi czytelnicy pewnie szybko doszli co i jak, ja jednak pozwoliłam przyjemności z czytania po prostu rozlewać się po mojej skołatanej mózgownicy :) Wszystko powyższe plus pomysł na fabułę spowodowało, że ta część podobała mi się bardziej od pierwszego tomu. Skoro tendencja jest zwyżkowa, wszystko wskazuje na to, że przy trzecim tomie (kiedy? kiedy?) autor powinien przejść samego siebie, a przy czwartym zatrudnić swoje drugie ja do pisania :)

Wzbraniałam się przed lekturą tej książki, bo wiedziałam, że jej jedyną wadą będzie to, że szybko się skończy... No i się nie pomyliłam. Alek po prostu świetnie pisze i tyle. Na półce już czeka "Pudełko z marzeniami" - jedna z targowych zdobyczy i nie wiem, jak długo wytrzymam, zanim się zabiorę za tę książkę... Najpierw jednak planuję przeczytać "Ósmy cud świata" Magdaleny Witkiewicz, żeby poznać się z autorką i móc zabawić się w zgadywankę, kto co pisał :)

"Lustereczko..." to gwarancja świetnie spędzonego czasu w doborowym towarzystwie. Autor jest szalenie spostrzegawczą osobą i wykorzystuje tę umiejętność przy kreowaniu swoich bohaterów i ich wzajemnych relacji. Różę i jej ekipę (#teamróża :D) po prostu uwielbiam, a ich przekomarzanki są po prostu genialne (jak posłuchałam rozmów toczących się pomiędzy autorem a Magdaleną Witkiewicz, to chyba nie powinnam się zastanawiać, skąd czerpie on inspiracje :)). 

I teraz apel do Alka - proszę jak najszybciej o następną książkę. Myślę, że w imieniu wielu czytelników :)

Mam nadzieję, że udało mi się zachować obiektywizm... Co myślicie? I co sądzicie o twórczości Alka Rogozińskiego? Dajcie znać w komentarzach!






Za możliwość przeczytania "Lustereczka..."  serdecznie dziękuję autorowi.



Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam bo polskie.



Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger