czwartek, 28 maja 2020

Więzy krwi - Hanna Greń

Więzy krwi - Hanna Greń
Więzy krwi - Hanna Greń





Tytuł: Więzy krwi
Autor: Hanna Greń
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl/seria: II tom
Premiera: 6 maja 2020 r.

Moja ocena: 6/10

"Więzy krwi" to drugi tom przygód Dionizy Remańskiej - byłej policjantki o dość mocnym charakterze. Tym razem fabuła skupia się nie wokół głównej bohaterki (przypomnijmy - w pierwszym tomie próbowała ona rozwiązać zagadkę śmierci swojego biologicznego ojca) - Diona razem z ojczymem planuje założyć agencję detektywistyczną i tak się składa, że dostaje pierwsze "zlecenie". W Świercznicy zostaje bowiem znalezione ciało młodej kobiety, która została zgwałcona i uduszona. Dziewczyna przyjechała do małej miejscowości z drugiego końca Polski, jednak nikt z mieszkańców nie chce rozmawiać na ten temat, co jest o tyle dziwne, że w takich społecznościach ludzie wiedzą o sobie wszystko, a tym bardziej o nowoprzybyłych. Diona ma za zadanie pod przykrywką dowiedzieć się jak najwięcej na temat Wioletty (tak miała na imię ofiara).

Autorka zdecydowanie trzyma poziom pierwszego tomu. Czyta się szybko, z dużym zaangażowaniem, akcja jest zawieszana w odpowiednich momentach. Jest mocno rozwinięty wątek obyczajowy, jednak nie jest on tak rozwlekły i przyćmiewający wątek kryminalny, jak lubi się zdarzać w innych kryminałach. Bohaterowie są dobrze zarysowani, logiczni, charakterystyczni, nie zlewają się w jedną nierozpoznawalną masę. Dioniza nic nie straciła na charakterze, dalej jest nieugięta i dociekliwa, dzięki czemu doprowadza sprawę do końca. A ta jest... naprawdę przerażająca. Mimo że domyślałam się, kto stoi za zbrodnią, to nie przypuszczałam, z jakiego powodu. Autorka nieźle to sobie wymyśliła i przyznam, że jestem usatysfakcjonowana takim obrotem sprawy. 

Tak cichutko mam nadzieję, że Hanna Greń w kolejnym tomie wreszcie popchnie do przodu kwestie osobiste Diony ;) Fajna dziewczyna, a trochę już w życiu przeszła i chociaż tutaj autorka mogłaby się nad nią ulitować i dać jej trochę stabilizacji. No ale to moje pobożne życzenie, zobaczymy w następnej części :)

Jeśli czytaliście pierwszy tom - koniecznie sięgnijcie po "Więzy krwi". Jeśli nie - polecam Wszej uwadze całą serię, bo to naprawdę przyjemna odskocznia.

Znacie? Czytaliście? Dajcie znać!


wtorek, 24 marca 2020

Stacja miłość - Zoe Folbigg

Stacja miłość - Zoe Folbigg
Stacja miłość - Zoe Folbigg




Tytuł: Stacja miłość
Tytuł oryginalny: The Note
Autor: Zoe Folbigg
Wydawnictwo: W.A.B.
Data premiery: 29 stycznia 2020 r.

Moja ocena: 5/10

Tak naprawdę to nie wiem, co mogłabym Wam napisać o tej książce. Teoretycznie tutaj wszystko się zgadzało, jednak w ogólnym rozrachunku zabrakło tego czegoś. No kurczę zabrakło. Powstało wiele historii miłosnych i do wielu z nich wracam (czy to w książkach, czy to w filmach) - jest w nich coś nieszablonowego, coś, co przyciąga. A w "Stacji miłość" właśnie tego zabrakło.

Historia podobno oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. Dziewczyna zakochuje się w Mężczyźnie Z Pociągu. To jest jakby główny wątek tej książki. Maya dojeżdża codziennie pociągiem do pracy i w pewnym momencie tym samym pociągiem zaczyna jeździć także ON. Maya jest nim tak zafascynowana, że omawia swoje życie uczuciowe z przyjaciółmi i znajomymi z pracy, a po roku wzdychania do Mężczyzny Z Pociągu decyduje się na pewien odważny krok... który i tak nie zmienia niczego w jej życiu uczuciowym.

Za to w życiu zawodowym Mayi dużo się dzieje.I powiem Wam, że ten aspekt jej życia został w książce o wiele ciekawiej i barwniej pokazany, niż wątek główny - miłosny. Swoją drogą jest on bardzo przewidywalny i zaczynając czytać "Stację miłość" wiesz, jak ona się zakończy. Bohaterowie są dokładnie tacy, jak powinni być w tego typu książkach - ona świetna w życiu zawodowym, zupełna porażka na polu uczuciowym; on w związku (mniej lub bardziej udanym). Tylko że w naszej historii to nie szczęśliwy zbieg okoliczności powoduje, że się spotykają, tylko zachowanie Mayi. 

I to by było właściwie na tyle. Bez żadnego wow, bez polotu, bez romantyzmu, który by sprawił, że zechciałałabym wrócić do tej historii. Jestem jednak przekonana, że miłośnikom romansów ta książka przypadnie do gustu. Ja po szumnej zapowiedzi naprawdę oczekiwałam jednak czegoś więcej Otrzymałam takiego średniaczka, o którym szybko zapomnę.

Znacie tę książkę? Czytaliście? Podzielcie się swoimi wrażeniami.


sobota, 21 marca 2020

Zakłamani - Joanna Dulewicz

Zakłamani - Joanna Dulewicz
Zakłamani - Joanna Dulewicz



Tytuł: Zakłamani
Autor: Joanna Dulewicz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data premiery: 11 marca 2020 r.

Moja ocena: 4/10


Oj rzuciłam się na tę książkę jak szczerbaty na sucharki. Po rekomendacjach na okładce obiecywałam sobie naprawdę wiele. No i książka wygrała konkurs kryminalny wydawnictwa, więc pomyślałam sobie, że to naprawdę musi być sztos... Tymczasem męczyłam się z "Zakłamanymi" tydzień, po czym odłożyłam książkę po przewróceniu ostatniej kartki i dalej się zastanawiam, co właściwie przeczytałam.

Fabuła jest obiecująca. A przynajmniej jej zapowiedź. Prezes zarządu spółki, prowadzącej prywatny szpital, ginie bez wieści. Jego żona - Eryka Olbracht - po roku powraca do rodzinnej miejscowości, nadzorując stąd szpital, bowiem za męża staje na jego czele. Pod jej domem zostają znalezione zwłoki Ukrainki, która kilka miesięcy wcześniej była pacjentką tego szpitala. Sprawę prowadzi kielecka policja, w której pracę zaczyna Patryk Wroński, były uczeń Eryki (która wcześniej była polonistką w liceum). Opis na okładce sugeruje "serię morderstw, korupcję, handel żywym towarem", bohaterów "jak demony, oplątanych siecią kłamstw" oraz "niewyobrażalne zło".

Niestety nie poczułam ani przez chwilę ani napięcia, ani tego zła, które miało się wylewać z kartek tej książki. Właściwie to w połowie zastanawiałam się, czy nie porzucić czytania "Zakłamanych"...

Zacznijmy od tego, że w ogóle nie potrafiłam wyobrazić sobie bohaterów. Nie odnotowałam ich wyglądu, więc autorka albo to pominęła, albo potraktowała po macoszemu. Jedyną charakterystyczną postacią była szefowa Patryka. Babeczka z zadziorem, fajnie się czytało sceny z nią, a dialogi wymiatają ;) Co do reszty - przede wszystkim nie potrafiłam sobie ich wyobrazić. Owszem, ich cechy zostały nakreślone wręcz wprost, przeszłość także, ale co z tego, skoro wszyscy zlewali mi się w jedną całość. Nazwiska się powtarzały (bracia, dzieci) koligacje rodzinne były dla mnie nie do wychwycenia, każdy z każdym miał jakieś powiązanie, a ja już w pewnym momencie przestałam nadążać za tym kto, komu i z kim. 

Nie potrafiłam też zrozumieć motywów zachowań bohaterów. I teraz uwaga - będzie SPOILER (na biało, więc kto czytał, może sobie zaznaczyć fragment i przeczytać) - na przykład Eryka dowiaduje się, że na ciele Ukrainki, którą znaleziono pod jej domem, znaleziono nasienie jej zaginionego przed rokiem męża; Eryka dopiero po długim czasie zaczyna to przeżywać i analizować. Normalnie człowiek przecież od razu wpadły w jakieś emocje... Albo Magda zagina parol na Patryka, nie wiedzieć czemu, wcześniej zupełnie nie zostało zasygnalizowane, że taki on przystojny i pociągający, a z dalszej fabuły nie wynikało, że on może jej się do czegoś przydać. No chyba, że mi to umknęło, ale czytałam dość uważnie. Albo Eryka zupełnie nie powiązała charakterystycznej ozdoby, której części miała ona i Milena... KONIEC SPOILERA. 

W książce jest dużo niedopowiedzeń. Fajnie, autorka zasiewa wiele ziaren niepewności, ale w pewnym momencie było tego za dużo, a żadna zagadka nie jest jeszcze rozwiązana. Akcja płynie raczej jednostajnie, nie przyspiesza, nie jest zawieszana w kulminacyjnych momentach... Inaczej mówiąc, dość nudno jest. A zakończenie - no jest zaskakujące co do pewnych kwestii, więc zaliczam to na plus. Dobrze nawiązuje do tytułu książki tylko szkoda, że jej opis (to, co cytowałam Wam na początku) już wskazuje na clue tej historii... 

Niestety nie czułam tego zła, które miałam poczuć. Brakowało napięcia, zawieszenia akcji w odpowiednich momentach, zbudowania dogłębnie postaci. Na plus na pewno mogę zaliczyć lekki styl autorki i łatwość w budowaniu dialogów. Czytało się je naprawdę dobrze. Jednak zabrakło w tej historii takiej głębi, miałam wrażenie, że ślizgam się po wydarzeniach i nie mogę złapać, o co tak naprawdę chodzi.

Bardziej zaliczyłabym tę książkę do obyczajówek, niż kryminałów czy thrillerów, bo ta część obyczajowa wyszła autorce bardzo dobrze. Wątki kryminale zostały potraktowane po macoszemu. Praca Policji ukazana bardzo pobieżnie (tak na marginesie - serio policjantka pyta innego policjanta, czy udostępnianie pornografii w Internecie jest legalne?). I naprawdę rozczarowałam się, zwłaszcza, że autor uwielbianych przeze mnie książek twierdzi, że jest to "niewiarygodny kryminał"...

Czytaliście "Zakłamanych"? A może macie w planach? Dajcie koniecznie znać, bo jestem ciekawa, czy jestem odosobniona w swoich odczuciach, czy wręcz przeciwnie.


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger