niedziela, 14 stycznia 2018

Spektrum. Leonidy - Nanna Foss (Spektrum, tom I)

Spektrum. Leonidy - Nanna Foss (Spektrum, tom I)
Spektrum. Leonidy - Nanna Foss
(Spektrum, tom I)


Tytuł: Spektrum. Leonidy
Tytuł oryginalny: Leoniderne
Autor: Nanna Foss
Wydawnictwo: Driada
Premiera: 29 listopada 2017 r.
Seria/cykl: Spektrum, tom I

Moja ocena: 8/10 (rewelacyjna)

Oj dawno nie przeczytałam młodzieżówki, ostatnio chyba Skazę i Doskonałą Cecelii Ahern w wakacje. Wszyscy wiemy, czym cechuje się tego typu literatura - historia osadzona jest albo w wykreowanej rzeczywistości, albo w świecie dobrze nam znanym, a główna bohaterka (zwykle jest to dziewczyna) odkrywa, że wydawało jej się, że zna rzeczywistość, która ją otacza. Potem okazuje się, że oczywiście to na jej barkach spoczywa ciężar uratowania świata i zwykle dochodzą mniej lub bardziej czarne charaktery, mierzenie się z władzą, do tego to wszystko okraszone jest miłosnymi rozterkami, które mają ogromne znaczenie w normalnym życiu, a co dopiero w ekstremalnych warunkach, w jakich przyszło działać głównej bohaterce.

Po przeczytaniu opisu Leonidów pomyślałam, że ta pozycja jest inna, że warto dać jej szansę - i na szczęście nie rozczarowałam się tą lekturą :) 

No ale o co chodzi?

Emi, Alban i Linus to trójka przyjaciół, uczęszczających do jednej szkoły, lecz do różnych klas. Są zwyczajnymi nastolatkami, borykającymi się z problemami adekwatnymi do ich wieku, z tą małą różnicą, że Alban jest niewidomy. W dzieciństwie przebył zapalenie opon mózgowych, które pozostawiło po sobie taką właśnie nieprzyjemną pamiątkę. Emi uwielbia rysować i robi to naprawdę dobrze, natomiast zainteresowania ALbana i Linusa koncentrują się głównie wokół fizyki i astronautyki. Nasza trójka żyje sobie spokojnie swoim nastoletnim życiem, aż pewnej nocy Emi śni się dziwny sen. Jest on tak rzeczywisty, że dziewczyna postanawia narysować chłopaka, który pojawia się w tym śnie. Wyobraźcie sobie jej zdziwienie, gdy na następny dzień... ten chłopak pojawia się w szkole i zaczyna się uczyć, wraz z siostrą bliźniaczką, w klasie Emi. Od nowego nauczyciela dostają do wykonania ciekawy projekt, który doprowadza Emi, Albana, Linusa, bliźniaków Noa i Pi oraz Adrianę, klasową prymuskę (która jest w parze z Pi w projekcie) do domu na skraju miasteczka, w którym mieszka Karl, wybitny astrofizyk. W tym domu odgrywa się scena ze snu Emi... Do czego doprowadzą dziwny kompas, pryzmat z łańcuszka Noa, oparzenia na rękach szóstki naszych bohaterów, a które ujawniają ich niesamowite umiejętności? O tym przekonasz się, sięgając po tę książkę :)

Akcja Leonidów dzieje się w przeciągu kilku dni, choć biorąc pod uwagę okoliczności, które wychodzą na jaw pod koniec lektury, te "kilka dni" to pojęcie dość... względne ;) Tempo biegu wydarzeń jest niesamowite - co rusz pojawiają się nowe zagadki i czytelnik po prostu nie może się nudzić. Wydarzenia prezentowane są wyłącznie z perspektywy Emi, co powoduje, że wraz z głównymi bohaterami czytelnik próbuje odgadnąć, co się z nimi dzieje. Niewątpliwie bowiem umiejętności, jakie okazuje się, że posiadają nasi bohaterowie, sieją niemały zamęt w ich głowach, a przecież nic nie dzieje się bez przyczyny... Gdzieś podświadomie czujemy, że bardzo blisko czai się coś niedobrego, choć de facto w tej części autorka jedynie zarysowuje problem szóstki bohaterów, a czarny charakter występuje jedynie epizodycznie. 

Bohaterom brak jest irytującej infantylności - na szczęście! Są rozsądni, logicznie myślący, a wobec pojawiających się nowych okoliczności - prawidłowo ustawiający priorytety. Każda z postaci jest charakterystyczna i wykreowana w indywidualny sposób. Autorka nie poszła na łatwiznę w tej materii, kształtując wszystkich bohaterów "na jedno kopyto". Emi, jako narratorka, nie jest w ogóle irytująca, co często jest minusem tzw. młodzieżówek. Sam pomysł na fabułę jak dla mnie - genialny! Motyw, który wykorzystała autorka, łapie za serducho i powoduje, że u czytelnika włącza się syndrom "natychmiast-muszę-poznać-dalsze-losy-bohaterów". Jak przeczytacie Leonidy, to zrozumiecie, co mam na myśli :) Pewne wątki mocno mnie poruszyły i choć teoretycznie zostały wyjaśnione, mam nadzieję, że w kolejnych tomach autorka jeszcze do nich wróci. Kilka zaś wątków pozostało nierozwiązanych i w zwieszeniu - bardzo, ale to bardzo chciałabym natychmiast się dowiedzieć, jaki one mają wpływ na to, co spotkało głównych bohaterów. Sama historia napisana jest tak, że czytelnik dopiero dowiaduje się, do czego służy kompas, który pojawia się właściwie na samym początku książki. Apetyt na poznanie dalszej części historii jest ogromny po przewróceniu ostatniej kartki Leonidów i mam ogromną nadzieję, że już wkrótce będę mogła go zaspokoić.

Znacie Leonidy? Mam nadzieję, że chociaż trochę zachęciłam Was do sięgnięcia po tę książkę, mimo że wielu z Was stroni od młodzieżówek. Jak dla mnie Leonidy to naprawdę interesująca i nieszablonowa propozycja na interesujące spędzenie wolnego czasu. 


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Driada.

sobota, 13 stycznia 2018

[ZAPOWIEDŹ] Kindness boomerang - Orly Wahba

[ZAPOWIEDŹ] Kindness boomerang - Orly Wahba
Dobro wraca – przekonuje autorka książki „Kindness Boomerang, czyli 365 sposobów, jak zmienić świat i siebie”. Premiera już 17 stycznia nakładem wydawnictwa Buchmann.

Wśród wielu noworocznych postanowień czasem wystarczy tylko jedno – codziennie spełnić drobny gest życzliwości. Pomóc zagubionemu turyście odnaleźć drogę, podziękować nauczycielowi za ciekawą lekcję, zrobić karmik dla ptaków, nawiązać rozmowę z kimś, kogo codziennie mijamy w drodze do pracy lub po prostu powiedzieć bliskiej osobie od dawna planowany komplement. Jeden niewielki uczynek może wprawić w ruch dobro, które prędzej czy później powróci do nas ze zdwojoną mocą. Bo, jak przekonuje Orly Wahba w swojej najnowszej książce, na otaczającą rzeczywistość każdy ma wpływ – tylko czasem o tym zapomina.

„Kindness Boomerang” to 365 codziennych gestów życzliwości, refleksji, inspirujących cytatów oraz historii. Książka napisana została w formie kalendarza. Jej autorka na każdej stronie zaprasza czytelników do rozmowy, dzieli się swoimi doświadczeniami, a przede wszystkim motywuje: efekt domina zaczyna się od jednego prostego aktu dobra – i nas samych.


Orly Wahba – amerykańska działaczka społeczna i edukatorka. Karierę zawodową zaczynała jako nauczycielka. W 2011 roku założyła słynną organizację non-profit o nazwie Life Vest Inside, której celem jest globalna popularyzacja życzliwości. Organizacja zasłynęła w sieci produkcją viralowego filmiku „Kindness Boomerang”, pokazującego, w jaki sposób okazana ludziom dobroć zatacza koło i pewnego dnia niespodziewanie powraca do inicjatora. Film miał ponad 27 milinów wyświetleń na platformie YouTube. 

Ciekawi? Ja bardzo! Książka jest już u mnie i powiem Wam, że zerknęłam na kilka dat (książka jest napisana w formie kalendarza, z cytatem i "zadaniem" na każdy dzień) i uważam, że jest to super sprawa. 

Cytat na dziś:
Nie mów mi, że ogranicza nas tylko nieboskłon, skoro na Księżycu są już ślady stóp. - Paul Brandt

sobota, 6 stycznia 2018

Magia kąsa - Ilona Andrews (Kate Daniels, tom I)

Magia kąsa - Ilona Andrews (Kate Daniels, tom I)
Magia kąsa - Ilona Andrews
(Kate Daniels, tom I)


Tytuł: Magia kąsa
Tytuł oryginalny: Magic bites
Autor: Ilona Andrews
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: wznowienie - 10 listopada 2017 r.
Seria/cykl: Kate Daniels, tom I

Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra)

Dopiero od niedawna poznaję klasyki gatunku urban fantasy i jeśli stale podczytujecie mojego bloga na pewno wiecie, że jestem wręcz zakochana w Mercedes Thompson i świecie wykreowanym przez Patricię Briggs. Dochodziły mnie jednak słuchy, że seria o Kate Daniels jest co najmniej tak dobra, jak wspomniana przeze mnie ta o Mercy. Gdy w Polskę poszła wieść, że wydawnictwo Fabryka Słów wznawia obie serie, zauważyłam większe poruszenie wśród czytelników na wiadomość o wznowieniu Kate Daniels. Bez najmniejszego wahania zatem sięgnęłam po pierwszą część, czyli "Magia kąsa".

Kate Daniels to 25-letnia dziewczyna, która posiada unikatowe możliwości - w jej żyłach płynie czysta magia. Jest członkiem Gildii Najemników - instytucji, która rozwiązuje ludzkie "problemy rodzaju magicznego". W świecie, w którym funkcjonuje, działa także Zakon Rycerzy Miłosierdzia, który teoretycznie ma oferować obywatelom Atlanty bezinteresowną pomoc, jednak aby na nią zasłużyć, często trzeba mieć odpowiednie argumenty (finansowe) i najlepiej, by interes obywatela pokrywał się z interesem Zakonu. Jako istota o niesamowitych zdolnościach, Kate ma możliwość zostać członkiem Zakonu, na co wielokrotnie namawiał ją jej opiekun - Greg. W świecie, w którym przypływ magii potrafi zablokować całą istniejącą technologię, w którym żyją stwory, których istnienia nawet byśmy nie podejrzewali, Kate byłaby bardzo cennym nabytkiem. Kwestia ta schodzi jednak na dalszy plan, gdy okazuje się, że Greg, podczas prowadzenia śledztwa, zostaje zamordowany. Kate, dla której opiekun był jak ojciec, na własną rękę początkowo usiłuje dowiedzieć się, kto stoi za śmiercią Grega, by później dostać błogosławieństwo Zakonu w tym zakresie.

Pierwszy tom zwykle wprowadza czytelnika w wykreowany przez autora świat - nie inaczej jest w przypadku "Magia kąsa". Ilona Andrews powoli i metodycznie przedstawia świat po magicznej apokalipsie - na szczęście można bez problemu zorientować się co i jak, wszystko zostało opisane bowiem bardzo przystępnie. W mojej ocenie nie sposób jest nie polubić głównej bohaterki - Kate to po prostu świetna babka, z pasującym mi poczuciem humoru, profesjonalistka w każdym calu. Wszystko jest u niej przemyślane - w jej świecie nie ma miejsca na improwizację i "najpierw działam, potem myślę". Jest odważna i zdeterminowana, bardzo mi pod wieloma aspektami przypomina Mercedes Thompson. I tak, jak wokół Mercy, tak i wokół Kate pojawiają się ciekawi mężczyźni, a na szczególną uwagę zasługuje Curran - Władca Bestii, stojący na czele Gromady. Akcja została poprowadzona tak, by atmosfera co rusz się zagęszczała, nie tylko dzięki Curranowi, ale i Grzebykowi... No ale wracając do głównego wątku "Maga kąsa" - czyli próby odnalezienia zabójcy Grega - przyznać muszę, że intryga została poprowadzona interesująco, a finał zaskoczył nie tylko mnie, ale przede wszystkim - samą Kate.

Książkę czyta się płynnie i bez zacięć. Niby nic takiego, w końcu każdą dobrą książkę tak się czyta, ale może to dziwić choćby dlatego, że Ilona Andrews to tak naprawdę pseudonim małżeństwa Ilony i Andrew Gordonów. Jak czytałam "Pudełko z marzeniami", bez problemu mogłam wskazać, które fragmenty zostały napisane przez każdego z autorów, a w przypadku "Magia kąsa" miałabym z tym problem. Ilona i Andrew muszą być bardzo zgranym małżeństwem :) Styl, jakim się posługują, jest bardzo przystępny, a w przedstawionej historii nie sposób jest dopatrzeć się jakichkolwiek błędów logicznych czy nieścisłości.

"Magia kąsa" to po prostu bardzo dobra książka :) Z niecierpliwością czekam na kolejny tom historii Kate Daniels - końcówka pierwszego zapowiada bowiem bardzo obiecująco drugą część. 

Znacie Kate Daniels? Lubicie? Dajcie znać!


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów.


środa, 27 grudnia 2017

Brulion zabaw na święta

Brulion zabaw na święta
Brulion zabaw na święta


Jak często zdarza nam się wracać do gier, które z powodzeniem wypełniały nasz wolny czas w dzieciństwie? Umiemy jeszcze ruszyć głową i spróbować wytężyć wyobraźnię? Przede wszystkim - czy nam się chce to robić? W dzisiejszych czasach często brak nam chęci, by w ten właśnie sposób spędzić czas ze swoimi najbliższymi, czy z samym sobą. A tutaj proszę - mamy gotowe rozwiązanie, nawet dla leniuszków, dla których rozrysowanie tabelek do "Państwa, miasta" to zbyt duże wyzwanie :) 

"Brulion zabaw na święta" zawiera wiele propozycji spędzenia wolnego czasu w oderwaniu od ekranu komputera czy telefonu. Nie tylko gry ("Państwa, miasta", "Piłkarzyki", "Smok", czy "Kartofel"), ale również zabawy rysunkowe. Nauczymy się rysować bałwana, Mikołaja, czy renifera :) Z takich rysunkowych najbardziej spodobało mi się rysowanie Mikołaja - na jednej karcie znajdziemy propozycje, jak mają wyglądać jego oczy, nos, broda itp., wybieramy poszczególne "elementy" i na drugiej stronie tworzymy nasz portret :) 




Przy okazji "Brulionu zabaw na święta" okazało się, że mój mąż nie zna połowy gier, w jakie grałam w dzieciństwie - np. "Piłkarzyków", czy "Łapki" :D Nie zmienia to jednak faktu, że spędziliśmy kilka wesołych wieczorów, grając w "Państwa, miasta" i "Smoka" - a po kilku głębszych wychodziły nam dość interesujące historie, które raczej nie nadają się na ich przytaczanie :) Brulion zainspirował nas także do rodzinnego zagrania w "Państwa, miasta" w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia - nie wiedziałam, że można grać w tę grę w pięć osób... Nie muszę chyba dodawać, że była to niesamowita alternatywa dla wgapiania się w ekran telewizora podczas konsumowania świątecznych potraw :)

Wydawać by się mogło, że zupełnie bez sensu jest gromadzić w jednym zeszycie właściwie gotowe plansze do gier, w które z powodzeniem można zagrać bez tego typu bajerów. Ale pomyślcie - czy nie jest to impuls po prostu do spędzenia wolnego czasu w towarzystwie najbliższych nam osób z kartką papieru i długopisem? Leży sobie taki brulion, zerkasz na niego kątem oka i bach - wieczorem winko, jutubowe hity, druga osoba i gra, przy której można świetnie spędzić czas.

Często nam się po prostu nie chce - a tutaj mamy gotowe rozwiązanie, wystarczy usiąść i zagrać :)

Ja jestem zachwycona "Brulionem zabaw na święta" i z pewnością sięgnę po inne propozycje z tej serii. 

A Wy jak spędzacie wolny czas? Nie da się uciec od wirtualnego świata, ale czy umiecie się z niego wylogować?


Za brulion serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wilga.



czwartek, 21 grudnia 2017

Pudełko z marzeniami - Alek Rogoziński, Magdalena Witkiewicz

Pudełko z marzeniami - Alek Rogoziński, Magdalena Witkiewicz
Pudełko z marzeniami - Alek Rogoziński, 
Magdalena Witkiewicz


Tytuł: Pudełko z marzeniami
Autor: Alek Rogoziński, Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Premiera: 8 listopada 2017 r.

Moja ocena: 5/10 (przeciętna)

Uwielbiam twórczość Alka, no ale każdy, kto odwiedza Zakątek, doskonale o tym wie. Dlatego oczywistym było, że sięgnę po kolejną pozycję, która wyjdzie spod jego pióra, niezależnie od tego, czy będzie ona napisana solo, czy w duecie. Jak tylko gruchnęła wieść, że Alek Rogoziński i Magdalena Witkiewicz wydają wspólnie książkę, (a szum się zrobił niemal w całej blogosferze książkowej), to wiadomym było, że po nią sięgnę. Premiera została zaplanowana na 8 listopada 2017 r., a jako, że udało mi się w tym roku odwiedzić Targi Książki w Krakowie, to nie dość, żeśmy sobie z autorami pogawędzili i zdjęcia porobili, to jeszcze Pudełko okazało się być w przedpremierowej sprzedaży. Małżonek mój dobry chłop, nie dość, że uczynił zadość mym pudełkowym zachciankom, to jeszcze nabył drogą kupna Ósmy cud świata Magdaleny Witkiewicz, coby spragniona wrażeń żona zapoznała się z twórczością autorki przed lekturą tegoż cuda, które wyszło ze wspólnej pracy Specjalistki od szczęśliwych zakończeń i Księcia Komedii Kryminalnej.

W okolicy premiery jak grzyby po deszcze zaczęły się ukazywać pudełkowe recenzje - konsekwentnie omijałam każdy post traktujący o tej książce, gdyż chciałam zostawić sobie przyjemność z lektury na czas okołoświąteczny, zachęcona "najzabawniejszą świąteczną komedią romantyczną" na tylnej okładce, no i z obawy przed spoilerami. Jedyne, co wiedziałam o treści to to, że główna bohaterka ma na imię Malwina - no nareszcie to piękne imię nosi bohaterka jakiejś książki! I to takiej, której współautorem jest mój ulubiony pisarz :) No więc w miniony weekend, pomiędzy jednym spotkaniem wigilijnym a drugim i trzecim (powinnam chyba napisać tszeacim :D), zasiadłam do wyczekanej lektury Pudełka.

Po tym jakże przydługim wstępie pewnie oczekujecie na jakiś boom, na ochy i achy i w ogóle, jaka ta książka jest fantastyczna, przecież z TAKIEGO duetu nie mogło wyjść fiasko. No fiasko może nie, ale wiecie... Odrobinę rozczarowałam się tą lekturą.

Miało być śmiesznie i świątecznie, a ani razu nie parsknęłam śmiechem (choć przyznam, że wiele razy uśmiechnęłam się pod nosem), a o świętach w tej książce traktuje jedynie kilka kartek.

W tym miejscu lojalnie uprzedzam, że jeżeli jesteś jeszcze przed pudełkową lekturą, to nie czytaj dalej tego postu, bowiem zawierać będzie spoilery. Także czytasz dalej moje słowa na własną odpowiedzialność. 

Odnośnie do fabuły - losy Malwiny i Michała krzyżują się w Miasteczku, gdzie ona miała zacząć nowe życie u boku ukochanego, który ostatecznie dał nogę i zostawił ją samą z nowozakupioną restauracją, a on szuka tajemniczego skarbu, o którym majaczyła na łożu śmierci jego ciotka bodajże. Ów skarb miał się znajdować pod jakąś kapliczką, a tak się składa, że w piwnicy restauracji Malwiny znajduje się takowa, w której święty Ekspedyt, podniszczony nieco zębem czasu, spełnia podobnoż marzenia. W całej tej historii biorą udział także pani Wiesia i babcia Janinka, które (jak to starsze panie) mają swoje już za uszami i razem z małym Kamilem i Kalinką mieszają w życiu głównych bohaterów. O, jest jeszcze Rozalia, bliźniaczka Malwiny, która gra główne skrzypce pod sam koniec tej historii.

Książkę - jak można było się spodziewać - czyta się szybko. Bez problemu można rozróżnić, które partie należą do Alka, a które do pani Magdy (tak tak, przeczytałam Ósmy cud świata przed lekturą Pudełka z marzeniami). I - cóż za zaskoczenie :) - alkowe partie pełne są słownego humoru, z którego Książę słynie, natomiast pani Magdy - swoistej retrospekcji i zadumy. Co mi przeszkadzało już na początku - historia Malwiny pokazywana jest z jakby z "teraz"  i "wcześniej", a w międzyczasie narrację prowadzi także Michał. I nie wiadomo, czy Michał jest z "teraz", czy z "wcześniej". Było to dość mylące i dopiero koło setnej strony umiejscowiłam sobie historie obojga bohaterów w czasie. W książce tak w ogóle często pojawiają się zaburzenia czasoprzestrzeni, np. w połowie grudnia Rozalia przyłapuje swojego faceta na zdradzie, a na początku stycznia okazuje się, że ta zdrada miała miejsce dwa miesiące wcześniej. A Walentynki są dwa miesiące po początku stycznia. Niby nic wielkiego, ale obok błędów redakcyjnych i jednym logicznym (gdy okazuje się, że Malwina rozmawia z Malwiną - czy to może jakaś wpadka redakcyjna jednak?) pozostawia w czytelniku dziwne uczucie, że coś poszło nie tak...




Co więcej - czuję niedosyt w związku z okolicznością, że nie została przedstawiona reakcja Michała na odnaleziony skarb. Poznajemy tę stronę historii od strony pani Wiesi... Po tym, jak Michał nie ustępował w poszukiwaniach, wręcz dziwi nawet brak zdania z jego strony na ten temat.  Tak samo, jak brak jakiegokolwiek odniesienia do jego reakcji na widok Rozalii - Michał widzi po raz pierwszy Rozalię i nie dziwi go, że Malwina jakby się "wyuzdała", że tak rzeknę ;) Wydawałoby się, że powinna to być naturalna reakcja każdego człowieka w takiej sytuacji, która mogłaby pociągnąć za sobą całkiem interesujący wątek pełen pomyłek, aczkolwiek potencjał ten pozostał niewykorzystany.

Niestety nie poczułam także tak reklamowanego świątecznego klimatu :( Historia może i jest taka trochę baśniowa (o czym za chwilę), ale no zupełnie bez zapachu pierników i żywej choinki... Same Święta zostały opowiedziane dosłownie na kilku kartkach, a miałam trochę nadzieję na takie Love, actually, czy już z naszego rodzimego podwórka Listy do M., lecz w wersji papierowej. Co do baśniowości - bo to nie jest tak, że ta książka zupełnie nie przypadła mi do gustu (być może moje oczekiwania były zbyt duże) - bardzo potrzebny chyba w dzisiejszych czasach motyw spełniania marzeń podbił moje serce. Tytułowe pudełko z marzeniami stoi w restauracji Malwiny (a tak swoją drogą, czy ona ma jakąś nazwę, czy to jest bliżej-nieokreślona-ale-bardzo-dobra-restauracja, bo nie kojarzę, by w książce padła jej nazwa?), gdzie każdy gość może wrzucić karteczkę z wypisanym marzeniem. I ono się spełnia, bowiem święty Ekspedyt nad tym czuwa :) Czasem potrzebuje odrobiny pomocy dobrych ludzi, a czasem wystarczą jego własne moce :) A prawda jest taka, że ludzie potrzebują happy endów, choćby w książkach, by móc podnieść się na duchu, gdy życie uwiera. W Pudełku z marzeniami mamy kilka szczęśliwych zakończeń - niektórym dopomógł los, tudzież święty Ekspedyt , a innym Kamil z Kalinką :) Można się ich było spodziewać, tak samo, jak przebiegu fabuły, ale czy przewidywalność nie jest czasem atutem książki? Autorzy sprawnie lawirują pomiędzy poruszonymi wątkami, przedstawiając losy wszystkich bohaterów raz z perspektywy Malwiny, a raz Michała (jak dla mnie to najlepszy sposób narracji), choć czasem pojawia się też narrator wszystkowiedzący, ukazujący losy Rozalii, czy pani Wiesi. Czytelnik ma także kompleksowy pogląd na zaistniałe wydarzenia i nic nie jest w stanie mu umknąć. 

Niewątpliwie Święta Bożego Narodzenia to czas zadumy i refleksji nad własnym życiem, a w Pudełku z marzeniami poruszane są i takie tematy (choćby epizodycznie), które pozwalają nam inaczej spojrzeć na otaczających nas ludzi a i dać impuls do bycia lepszym - dla siebie i innych. Cuda się przecież zdarzają, nie tylko w filmach, czy książkach. 

Każdy z nas powinien mieć własne pudełko z marzeniami - tak, by móc każdemu z nich przypisać jakiś termin ważności... Bo czymże jest życie bez marzeń? Bez ich realizacji? 

Jak widzicie pewne kwestie spowodowały, że nieco rozczarowałam się lekturą "Pudełka z marzeniami", co zupełnie nie oznacza, że ta książka jest kiepska. Prawdopodobnie postawiłam jej zbyt wysoko poprzeczkę po "Lustereczko, powiedz przecie", choć powinnam pamiętać, że ta powstała ze współpracy dwóch osób, z których zapewne każda miała swoją wizję i być może coś po prostu nie zaskoczyło w pewnych momentach. 

A jak jest z Wami? Dajcie znać, co sądzicie o "Pudełku z marzeniami", czekam na Wasze komentarze!


PS Ja ciągle oferuję konsultacje pod kątem prawnym... :P W Kodeksie karnym są artykuły, paragrafy to ich mniejsze jednostki ;)


Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie.


niedziela, 10 grudnia 2017

Komisarz - Paulina Świst

Komisarz - Paulina Świst
Komisarz - Paulina Świst


Tytuł: Komisarz
Autor: Paulina Świst
Wydawnictwo: Akurat
Data premiery: 22 listopada 2017 r.

Moja ocena: 9/10 (wybitna)

kilka słów o Prokuratorze - klik

Nie wiem, jak Wy, ale ja czytałam naprawdę różne opinie na temat debiutanckiej powieści Pauliny Świst - "Prokuratorze". Że gdzie te obietnice z okładki, że przekoloryzowana, że greyowata, że odrealniona, że słaba itd. Mnie natomiast debiut autorki naprawdę przypadł do gustu i nie mogłam się doczekać, aż wyda kolejną powieść. Bałam się, że przyjdzie mi czekać naprawdę długo, a tu bach! Gruchnęła wieść, że po pół roku od debiutu Paulina Świst wydaje kolejną książkę. Przebierałam nogami, by jak najszybciej dostać ją w swoje ręce, bo nie dość, że "Prokurator" bardzo mi się spodobał, to i polubiłam samą autorkę ;) Nadszedł ten dzień - wyjęłam książkę ze skrzynki w sobotę rano (w sobotę! Nie sprawdziłam skrzynki w piątek po powrocie z pracy!) i w niedzielę wieczorem byłam już po lekturze...

Wydarzenia z "Komisarza" rozgrywają się niedługo po zakończeniu "Prokuratora". Tym razem jednak to nie Kinga i Zimny są głównymi bohaterami i narratorami, tylko Radek Wyrwa i Zuzanna Kadziewicz - Wyrwę mieliśmy już okazję poznać przy okazji pierwszego tomu, lecz wówczas jego rola była raczej epizodyczna. Radek jest policjantem, któremu polecono rozpracować właśnie ojca Zuzanny - jedno z ogniw w handlu ludźmi - kobiet do domów publicznych. Radek jest dla naszej bohaterki (pedagog z zamiłowania) ideałem, mężczyzną zupełnie innym, niż w "prawdziwym" życiu - lecz wkrótce bańka Zuzanny pęka, gdy dowiaduje się, na czym tak naprawdę zarabia jej ojciec, a Radosław nie pracuje w korporacji i nie jest szarmanckim dżentelmenem, za jakiego dotychczas go miała... Niestety, ale ojciec Zuzanny postanawia współpracować z policją, a to oznacza, że jest ona skazana na towarzystwo Radka, niezależnie od tego, czy sama sobie tego życzy, czy już nie... 

U Pauliny Świst podoba mi się to, że nie tworzy sztucznych dialogów pomiędzy postaciami. Bohaterowie wypowiadają się w sposób naturalny, adekwatny do swoich kreacji i sytuacji, w jakich aktualnie się znajdują. Nie ma tutaj przesłodzonego stylu, chyba że akurat pasuje do postaci (jak np. Zuzanny na początku). Prawnicy w jej książkach rozmawiają między sobą tak, jak w realnym życiu, a nie w napuszony sposób "no tak tak, zdecydowanie stanowi to naruszenie przepisów postępowania, tj. artykułu takiego a takiego Kodeksu postępowania karnego (względnie kapeka), mamy solidną podstawę do wywiedzenia apelacji, musimy tylko najpierw zgodnie z artykułem takim a takim złożyć wniosek o pisemne uzasadnienie tego wyroku!". Dwutorowo poprowadzona narracja pozwala czytelnikowi dość kompleksowo poznać przedstawioną przez Paulinę Świst historię, od razu także wiadomo, z czyjej perspektywy ją aktualnie widzimy. Nie sposób bowiem nie rozróżnić, czy narratorem jest aktualnie Zuzanna, czy Radek. Początkowo bałam się, że nie polubię tej dwójki, gdyż zapałałam ogromną sympatią do Kingi i Zimnego, lecz na szczęście nic takiego się nie stało :) Ponadto w "Komisarzu" autorka zastosowała zabieg, który po prostu uwielbiam - Kinga i Łukasz często pojawiają się na kartach kontynuacji "Prokuratora" - wprawdzie grają drugie skrzypce, ale SĄ! A ja kocham wiedzieć, co się dzieje z moimi ulubionymi bohaterami po zakończeniu książki :) 

Akcja toczy się szybko - nie sposób się nudzić przy lekturze "Komisarza", autorka co rusz zaskakuje czytelnika zwrotami akcji. Tym razem jednak przyglądamy się kulisom pracy policji i prokuratury. Książkę czyta się z ogromnym zaangażowaniem - w moim przypadku o zaangażowaniu świadczył fakt, że nie mogłam po lekturze "Komisarza" zacząć innej książki, myślami byłam ciągle przy Radku i Zuzie. Co więcej? Scen łóżkowych jest mniej, niż w "Prokuratorze", lecz nie można powiedzieć, by chemii między bohaterami było przez to mniej, o nie :) Jak dla mnie chyba jedyną wadą tej książki jest to, że zbyt szybko się ją czyta... 

Podsumowując powyższe - spokojnie mogę podtrzymać wszystko, co napisałam o pierwszej części, czyli "Prokuratorze" :) "Komisarz" to idealna propozycja na odstresowanie po ciężkim dniu w pracy, przy kieliszku wina oczywiście ;) Historia Zuzanny i Radka pozwala na odcięcie się od rzeczywistości i zatopienie w przyjemności, jaką można czerpać z czytania. Mam nadzieję, że Paulina Świst nie próżnuje i zaczyna powoli szykować dla nas kolejną czytelniczą ucztę. 

Dajcie znać, co sądzicie o twórczości Pauliny Świst. Jesteście jej zwolennikami, czy może niekoniecznie? Czekam na Wasze komentarze :)



Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Akurat.



Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam bo polskie.


poniedziałek, 27 listopada 2017

CzytajPL!

CzytajPL!
Obiecałam, to udostępniam! :)

Do końca listopada macie jedyną i niepowtarzalną okazję przeczytać ZA DARMO jedną ze wskazanych na dole książek. Łapcie kod QR i korzystajcie, póki jeszcze można ;) 

Czytaj PL (www.czytajPL.pl) do tej pory było organizowane w niespotykanej w Polsce i na świecie skali, a w tym roku zasięg akcji będzie wielokrotnie większy. Akcja obejmie ponad 30 miast i dodatkowe 450, w których znajdują się szkoły biorące udział w akcji. Spośród  5000 zgłoszeń uczniów organizatorzy wyłonili 1000 Ambasadorów. Na ponad siedmiu tysiącach nośników pojawią się darmowe wypożyczalnie e-booków i audiobooków. Udostępnione zostaną kody QR do 12 bestsellerów, w tym 5 absolutnych nowości z 2017 roku. Po raz pierwszy w akcji weźmie udział 10 miast zagranicznych m.in.: Barcelona, Dublin, Lwów, Norwich, Nottingham, Praga i Reykjavik – Miasta Literatury UNESCO. Wszystko to będzie  możliwe dzięki jednemu kodowi i jednej aplikacji. Zeszłoroczna edycja  zachęciła do czytania tysiące osób. W tym roku przekona ich jeszcze więcej. Akcja organizowana jest już po raz piąty przez Krakowskie Biuro Festiwalowe, operatora programu Kraków Miasto Literatury UNESCO oraz platformę e-bookową Woblink.com.

Wśród bestsellerowych książek każdy znajdzie coś dla siebie. W kategorii kryminał do wirtualnej wypożyczalni trafi szwedzka „Księżniczka z lodu” Camilli Läckberg, której powieści przetłumaczone zostały na ponad 40 języków w 60 krajach. Miłośnicy książek  przygodowych będą mieli okazję przeczytać m.in. głośną powieść „Shantaram” Gregory'ego Davida Robertsa, która przedstawia historię legendarnego zbiega ukrywającego się w Indiach. W lesie dzieją się zdumiewające rzeczy! Odkryje je przed czytelnikami Peter Wohlleben w „Sekretnym życiu drzew”. Do wypożyczenia będą również nagrodzone Nagrodą Zajdla „Czterdzieści i cztery” Krzysztofa Piskorskiego, „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast” Filipa Springera, „#WstydźSię!” Jona Ronsona i „Korona śniegu i krwi” Elżbiety Cherezińskiej.

Do organizowanej z inicjatywy Instytutu Książki, pilotażowej odsłony akcji “Upoluj swoją książkę” zgłosiło się aż 1000 szkół ponadpodstawowych z całego kraju. Umożliwi ona wypożyczenie książki na 5 minutowej przerwie wprost z korytarza. Wystarczy smartfon i aplikacja. Na uczniów czekają również konkursy z atrakcyjnymi nagrodami. Ale to nie wszystko. W 200 restauracjach w ramach akcji „Czytaj PL na przystawkę” goście wypożyczą książki nie odchodząc od stolika, dzięki specjalnym nakładkom na menu.

Akcja Czytaj PL od początku jest organizowana w ramach programu Kraków Miasto Literatury UNESCO.

Aby skorzystać z darmowych wypożyczalni e-booków i audiobooków, należy pobrać aplikację Woblink ze sklepu App Store lub Google Play i przejść do zakładki Czytaj PL. Wystarczy jeden kod. Do całej kolekcji każdy może też zaprosić aż 5 znajomych. Czytaj PL trwa od 2 do 30 listopada. Lokalizator darmowych wypożyczalni e-booków można znaleźć na stronie www.czytajPL.pl

Lista dostępnych książek:
1. Wojciech Drewniak „Historia bez cenzury 2”
2. Krzysztof Piskorski „Czterdzieści i cztery”
3. Gregory David Roberts „Shantaram”
4. Filip Springer „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast”
5. Anna Kamińska „Wanda”
6. Jakub Małecki „Ślady”
7. Dan Ariely „Szczera prawda o nieuczciwości”
8. Elżbieta Cherezińska „Korona śniegu i krwi”
9. Camilla Lackberg „Księżniczka z lodu”
10. Peter Wohlleben „Sekretne życie drzew”
11. Jon Ronson „#WstydźSię!”
12. Marek Kamiński „Marek i czaszka jaguara”








Organizatorzy Czytaj PL: Krakowskie Biuro Festiwalowe, Woblink

Partner strategiczny: Instytut Książki

Organizatorzy odsłony w szkołach (Upoluj swoją książkę): Instytut Książki, Krakowskie Biuro Festiwalowe, Woblink

Wydawcy: Znak Horyzont, Wydawnictwo Literackie, Wydawnictwo Marginesy, Wydawnictwo Karakter, SQN, Smak Słowa, Zysk, Wydawnictwo Czarna Owca, Otwarte, Insignis Media, Znak Emotikon

Miasta partnerskie: Kraków, Poznań, Łódź, Wrocław, Gdańsk, Katowice, Lublin, Toruń, Częstochowa, Opole, Gdynia, Rzeszów

Pozostałe miasta biorące udział w akcji: Warszawa, Białystok, Bydgoszcz, Bytom, Chorzów, Mysłowice, Rybnik, Sosnowiec, Szczecin, Tychy

Miasta Literatury UNESCO biorące udział w akcji: Barcelona, Dublin, Dunedin, Edynburg, Lwów, Norwich, Nottingham, Praga, Reykjavik, Dundee

Patronat medialny: LubimyCzytać.pl, Niestatystyczny.pl

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa


Akcja objęta Patronatem Ministra Edukacji Narodowej

Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger