wtorek, 24 marca 2020

Stacja miłość - Zoe Folbigg

Stacja miłość - Zoe Folbigg
Stacja miłość - Zoe Folbigg




Tytuł: Stacja miłość
Tytuł oryginalny: The Note
Autor: Zoe Folbigg
Wydawnictwo: W.A.B.
Data premiery: 29 stycznia 2020 r.

Moja ocena: 5/10

Tak naprawdę to nie wiem, co mogłabym Wam napisać o tej książce. Teoretycznie tutaj wszystko się zgadzało, jednak w ogólnym rozrachunku zabrakło tego czegoś. No kurczę zabrakło. Powstało wiele historii miłosnych i do wielu z nich wracam (czy to w książkach, czy to w filmach) - jest w nich coś nieszablonowego, coś, co przyciąga. A w "Stacji miłość" właśnie tego zabrakło.

Historia podobno oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. Dziewczyna zakochuje się w Mężczyźnie Z Pociągu. To jest jakby główny wątek tej książki. Maya dojeżdża codziennie pociągiem do pracy i w pewnym momencie tym samym pociągiem zaczyna jeździć także ON. Maya jest nim tak zafascynowana, że omawia swoje życie uczuciowe z przyjaciółmi i znajomymi z pracy, a po roku wzdychania do Mężczyzny Z Pociągu decyduje się na pewien odważny krok... który i tak nie zmienia niczego w jej życiu uczuciowym.

Za to w życiu zawodowym Mayi dużo się dzieje.I powiem Wam, że ten aspekt jej życia został w książce o wiele ciekawiej i barwniej pokazany, niż wątek główny - miłosny. Swoją drogą jest on bardzo przewidywalny i zaczynając czytać "Stację miłość" wiesz, jak ona się zakończy. Bohaterowie są dokładnie tacy, jak powinni być w tego typu książkach - ona świetna w życiu zawodowym, zupełna porażka na polu uczuciowym; on w związku (mniej lub bardziej udanym). Tylko że w naszej historii to nie szczęśliwy zbieg okoliczności powoduje, że się spotykają, tylko zachowanie Mayi. 

I to by było właściwie na tyle. Bez żadnego wow, bez polotu, bez romantyzmu, który by sprawił, że zechciałałabym wrócić do tej historii. Jestem jednak przekonana, że miłośnikom romansów ta książka przypadnie do gustu. Ja po szumnej zapowiedzi naprawdę oczekiwałam jednak czegoś więcej Otrzymałam takiego średniaczka, o którym szybko zapomnę.

Znacie tę książkę? Czytaliście? Podzielcie się swoimi wrażeniami.


sobota, 21 marca 2020

Zakłamani - Joanna Dulewicz

Zakłamani - Joanna Dulewicz
Zakłamani - Joanna Dulewicz



Tytuł: Zakłamani
Autor: Joanna Dulewicz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data premiery: 11 marca 2020 r.

Moja ocena: 4/10


Oj rzuciłam się na tę książkę jak szczerbaty na sucharki. Po rekomendacjach na okładce obiecywałam sobie naprawdę wiele. No i książka wygrała konkurs kryminalny wydawnictwa, więc pomyślałam sobie, że to naprawdę musi być sztos... Tymczasem męczyłam się z "Zakłamanymi" tydzień, po czym odłożyłam książkę po przewróceniu ostatniej kartki i dalej się zastanawiam, co właściwie przeczytałam.

Fabuła jest obiecująca. A przynajmniej jej zapowiedź. Prezes zarządu spółki, prowadzącej prywatny szpital, ginie bez wieści. Jego żona - Eryka Olbracht - po roku powraca do rodzinnej miejscowości, nadzorując stąd szpital, bowiem za męża staje na jego czele. Pod jej domem zostają znalezione zwłoki Ukrainki, która kilka miesięcy wcześniej była pacjentką tego szpitala. Sprawę prowadzi kielecka policja, w której pracę zaczyna Patryk Wroński, były uczeń Eryki (która wcześniej była polonistką w liceum). Opis na okładce sugeruje "serię morderstw, korupcję, handel żywym towarem", bohaterów "jak demony, oplątanych siecią kłamstw" oraz "niewyobrażalne zło".

Niestety nie poczułam ani przez chwilę ani napięcia, ani tego zła, które miało się wylewać z kartek tej książki. Właściwie to w połowie zastanawiałam się, czy nie porzucić czytania "Zakłamanych"...

Zacznijmy od tego, że w ogóle nie potrafiłam wyobrazić sobie bohaterów. Nie odnotowałam ich wyglądu, więc autorka albo to pominęła, albo potraktowała po macoszemu. Jedyną charakterystyczną postacią była szefowa Patryka. Babeczka z zadziorem, fajnie się czytało sceny z nią, a dialogi wymiatają ;) Co do reszty - przede wszystkim nie potrafiłam sobie ich wyobrazić. Owszem, ich cechy zostały nakreślone wręcz wprost, przeszłość także, ale co z tego, skoro wszyscy zlewali mi się w jedną całość. Nazwiska się powtarzały (bracia, dzieci) koligacje rodzinne były dla mnie nie do wychwycenia, każdy z każdym miał jakieś powiązanie, a ja już w pewnym momencie przestałam nadążać za tym kto, komu i z kim. 

Nie potrafiłam też zrozumieć motywów zachowań bohaterów. I teraz uwaga - będzie SPOILER (na biało, więc kto czytał, może sobie zaznaczyć fragment i przeczytać) - na przykład Eryka dowiaduje się, że na ciele Ukrainki, którą znaleziono pod jej domem, znaleziono nasienie jej zaginionego przed rokiem męża; Eryka dopiero po długim czasie zaczyna to przeżywać i analizować. Normalnie człowiek przecież od razu wpadły w jakieś emocje... Albo Magda zagina parol na Patryka, nie wiedzieć czemu, wcześniej zupełnie nie zostało zasygnalizowane, że taki on przystojny i pociągający, a z dalszej fabuły nie wynikało, że on może jej się do czegoś przydać. No chyba, że mi to umknęło, ale czytałam dość uważnie. Albo Eryka zupełnie nie powiązała charakterystycznej ozdoby, której części miała ona i Milena... KONIEC SPOILERA. 

W książce jest dużo niedopowiedzeń. Fajnie, autorka zasiewa wiele ziaren niepewności, ale w pewnym momencie było tego za dużo, a żadna zagadka nie jest jeszcze rozwiązana. Akcja płynie raczej jednostajnie, nie przyspiesza, nie jest zawieszana w kulminacyjnych momentach... Inaczej mówiąc, dość nudno jest. A zakończenie - no jest zaskakujące co do pewnych kwestii, więc zaliczam to na plus. Dobrze nawiązuje do tytułu książki tylko szkoda, że jej opis (to, co cytowałam Wam na początku) już wskazuje na clue tej historii... 

Niestety nie czułam tego zła, które miałam poczuć. Brakowało napięcia, zawieszenia akcji w odpowiednich momentach, zbudowania dogłębnie postaci. Na plus na pewno mogę zaliczyć lekki styl autorki i łatwość w budowaniu dialogów. Czytało się je naprawdę dobrze. Jednak zabrakło w tej historii takiej głębi, miałam wrażenie, że ślizgam się po wydarzeniach i nie mogę złapać, o co tak naprawdę chodzi.

Bardziej zaliczyłabym tę książkę do obyczajówek, niż kryminałów czy thrillerów, bo ta część obyczajowa wyszła autorce bardzo dobrze. Wątki kryminale zostały potraktowane po macoszemu. Praca Policji ukazana bardzo pobieżnie (tak na marginesie - serio policjantka pyta innego policjanta, czy udostępnianie pornografii w Internecie jest legalne?). I naprawdę rozczarowałam się, zwłaszcza, że autor uwielbianych przeze mnie książek twierdzi, że jest to "niewiarygodny kryminał"...

Czytaliście "Zakłamanych"? A może macie w planach? Dajcie koniecznie znać, bo jestem ciekawa, czy jestem odosobniona w swoich odczuciach, czy wręcz przeciwnie.


niedziela, 23 lutego 2020

Ktoś kogo znamy - Shari Lapena

Ktoś kogo znamy - Shari Lapena
Ktoś kogo znamy - Shari Lapena



Tytuł: Ktoś kogo znamy
Tytuł oryginały: Someone We Know
Autor: Shari Lapena
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data premiery: 29 stycznia 2019 r.

Moja ocena: 7/10


"Ktoś kogo znamy" to moja druga przygoda z twórczością Shari Lapena. "Niechciany gość" tak przypadł mi do gustu, że wiedziałam, że sięgnę po kolejne książki pióra autorki. Nie musiałam czekać długo, bo oto w styczniu miała premierę jej kolejna powieść. Od razu mogę Wam napisać, że trzyma poziom swojej poprzedniczki ;)

Ciche i spokojne przedmieścia Nowego Jorku. Wszyscy się znają, żyją obok siebie od lat. Nagle ten spokój burzy seria włamań do mieszkań. Celem włamywacza (włamywaczy?) nie są jednak rzeczy materialne, a głęboko skrywane sekrety w czeluściach ich komputerów...

Sprawa komplikuje się, gdy ginie jedna z mieszkanek miasteczka.

"Ktoś, kogo znamy" to historia na jedno, dwa posiedzenia. Autorka podzieliła ją na kilkadziesiąt krótkich rozdziałów, co samo w sobie narzuca dość szybkie tempo czytania. Przez książkę się wręcz płynie - czyta się lekko i z zainteresowaniem, bo autorka stawia czytelnikowi wiele niewiadomych, które natychmiast chce się poznać.

To, co cenię u Shari Lapeny to genialna umiejętność kreowania bohaterów - każdy z nich został wyposażony w indywidualne cechy i nie sposób ich pomylić. Autorka po mistrzowsku poprowadziła studium psychologiczne każdego z nich, jak również ukazała relacje między nimi. Co rusz wychodzą na jaw ich kolejne sekrety, a zakończenie nie pozwala spojrzeć na zaprezentowaną historię i postaci tak, jak na początku, gdy zaczynało się lekturę.

Napięcie wręcz emanuje z tej książki. Akcja zagęszcza się ze strony na stronę, przez co choćby się chciało, to książki się nie odłoży. Śledztwo ujawnia coraz to nowe okoliczności i wręcz czuje się poddenerwowanie, jakby zaraz coś miało wyskoczyć z szafy. A zakończenie... zakończenie jest wręcz genialne. I krótki epilog, który zmienia całkowicie wyobrażenie o historii...

Zdecydowanie jestem fanką dusznej atmosfery, jaką umie wykreować autorka. "Ktoś, kogo znamy" to dobra propozycja na wieczór przy lampce wina, dla każdego miłośnika dobrego kryminału.

Polecam Waszej uwadze tę książkę i będę czekać na Wasze wrażenia po jej lekturze ;)

Znacie tę historię? Dajcie znać w komentarzach ;)


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger