piątek, 3 sierpnia 2018

Francuskie lato - Catherine Isaac

Francuskie lato - Catherine Isaac
Francuskie lato - Catherine Isaac



Tytuł: Francuskie lato
Tytuł oryginalny: You, Me, Everything
Autor: Catherine Isaac
Wydawnictwo: Między słowami/Znak Literanova
Premiera: 2 lipca 2018 r.

Moja ocena: 4/10 (przeciętna)


Przejdę od razu do konkretów - ta książka jest nijaka. Nie wywołała u mnie praktycznie żadnych emocji, oprócz irytacji. Miałam nadzieję na wzruszającą historię, faktycznie w stylu Jojo Moyes (w końcu po coś umieszczono to porównanie na okładce, prawda?), a otrzymałam... to.

Jessica, wskutek namowy ciężko chorej matki, postanawia wyjechać z 10-letnim synem Williamem do jego ojca Adama, który prowadzi pensjonat (a właściwie zamek) we Francji. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że Jessica i Adam tuż po narodzinach Williama się rozstali - mężczyzna, mimo ustaleń, nie był obecny przy narodzinach syna, Jess posądziła go o romans z byłą dziewczyną, a ten się tego nie wyparł. Adam po dwóch kolejnych miesiącach doszedł do wniosku, że jednak nie udźwignie bycia ojcem, więc para postanowiła się rozstać. Jessica przez kolejne lata samotnie wychowywała syna, przy pomocy rodziców, natomiast Adam skakał z kwiatka na kwiatek, przy czym w międzyczasie odkupił stary zamek od jakichś Francuzów, wyremontował go i zaczął powoli na nim zarabiać. Rodzice Williama nie mieli zbyt częstego kontaktu przez te 10 lat, a o Adamie trudno powiedzieć, że jest w ogóle ojcem. Ta wycieczka ma na celu nie tylko zbliżyć ojca do syna, ale także pomóc Jess w uporaniu sobie z losem, jaki czeka ją i Williama.

I teraz tak. Większość książki to swoisty pamiętnik/dziennik podróży Jess, z retrospekcjami, które wyjaśniają jej aktualną sytuację. W tle pojawia się ciężka choroba, która skłoniła kobietę do zastanowienia się nad swoim losem i losem swojego syna. Jeśli chodzi o akcję - w tej książce nie znajdziecie porywających scen, romantycznych uniesień czy chwil, zapierających dech w piersi. "Francuskie lato" jest wręcz "płaskie" pod tym kątem, takie jednostajne, w ogóle nie angażuje czytelnika i odnosi się wrażenie, że tam się nic nie dzieje. Niby są ważne tematy poruszane - alkoholizm, samotne rodzicielstwo, ciężka choroba - ale są one potraktowane po macoszemu - tak, jakby autorka stwierdziła, że trzeba dorzucić coś cięższego kalibru do miałkiego wątku głównych bohaterów...

A skoro już o nich mowa - Jess nie umiała wybaczyć Adamowi, że ją kolokwialnie olał w momencie narodzin Williama. Uraza ta rośnie przez wiele lat i podsycana jest ogólną postawą mężczyzny do życia. Po latach tajemnica tej nocy wychodzi na jaw, jednak trywialność Adama dalej pozostaje faktem. Mocno irytowała mnie postawa Jess, jej naiwność w kontaktach z Adamem i beztroskie zapomnienie o wydarzeniach z przeszłości. Ja wiem, ludzie niby się zmieniają, dojrzewają, ale przecież Adam nawet podczas pobytu kobiety z Williamem we Francji nie dawał jakichkolwiek rokowań na to, że będzie dobrym ojcem... Ale wystarczyło, że tajemnica sprzed lat zostanie wyjawiona i puff! Jess o wszystkim zapomina. Niby robi to też dla syna, ale w końcu Adam jest jego ojcem, niezależnie od jego relacji z Jess.

Nie wiem, nic na to nie poradzę, że w tej historii nie gra mi w ogóle zachowanie głównych bohaterów, ich pobudki i podejmowane decyzje. Jess niby chce być szczęśliwa, ale nie może. Adam niby chce być ojcem, ale znajdują się rzeczy ważniejsze. Niby, niby, niby.

Na plus mogę chyba jedynie zaliczyć lekki styl pisania autorki i okoliczność, że nie spędziłam przy tej książce zbyt dużo czasu. 

Nie jestem w stanie nawet Wam napisać cokolwiek więcej o tej pozycji... Wynudziłam się przy niej i nie wiem, czy jeszcze sięgnę po cokolwiek twórczości tej autorki.

Znacie "Francuskie lato"? Może macie odmienne odczucia? Dajcie znać ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.


poniedziałek, 30 lipca 2018

Oblubienica morza - Michelle Cohen Corasanti, Jamal Kanj

Oblubienica morza - Michelle Cohen Corasanti, Jamal Kanj
Oblubienica morza - Michelle Cohen CorasantiJamal Kanj



Tytuł: Oblubienica morza
Tytuł oryginalny: Bride of the sea
Autor: Michelle Cohen Corasanti, Jamal Kanj
Wydawnictwo: SQN
Premiera: 4 lipca 2018 r.

Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra)


Do sięgnięcia po "Oblubienicę morza" skłoniła mnie informacja, że w wielu krajach zakazano wydania tej książki. Nie wiedziałam natomiast, jakiego rodzaju kontrowersji się spodziewać - zupełnie obcy jest mi temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego i miałam małe obawy, że przy lekturze się zwyczajnie jednak wynudzę. Na szczęście konflikt ten stanowi tło do historii Sary, Yousefa, Rebeki i Ameera, które to poruszyły czułe struny w moim sercu i spowodowały, że o "Oblubienicy morza" będę jeszcze zapewne długo pamiętać.

Sara wraz z ojcem muszą uciekać Rosji z powodu żydowskiego pochodzenia. Próbują ułożyć sobie nowe życie w Palestynie - ojcu udaje się wykorzystać znajomości, jakie miał jeszcze w Rosji jako wysoko postawiony biznesmen. Sara poznaje w Palestynie lekarza Yousefa, będąc pielęgniarką dla jego ciężko chorej mamy. Pomiędzy nimi zaczyna kwitnąć uczucie, jednak na drodze ich miłości stają różnice w pochodzeniu i narastający wokół konflikt izraelsko-palestyński.

W międzyczasie poznajemy kolejnych bohaterów tej przejmującej historii (książka podzielona jest na kilka części - narracja poprowadzona została na zmianę przez wszystkich głównych bohaterów, a ich losy zostały przedstawione w taki sposób, że dopiero na końcu dowiadujemy się, co je spaja).

Ameer - zdolny i kreatywny mężczyzna - mieszka w obozie dla uchodźców w Libanie. Wygrywa pewien konkurs i zostaje dostrzeżony przez wielkich naukowców - udaje mu się wyjechać do USA, gdzie rozpoczyna nowe życie, także jako naukowiec. Poznaje tam Rebekę - Żydówkę, sprzeciwiającą się złemu traktowaniu arabskich społeczności przez jej rodaków. Zrywa ze swoim despotycznym narzeczonym, nieprzygotowana zupełnie na to, jakie może ponieść konsekwencje...

Tak wygląda zarys fabularny "Oblubienicy morza". To, co uderzyło mnie w tej książce najbardziej, to swoisty ludzki aspekt wspomnianego konfliktu - jak to, gdzie i w jakim czasie się urodziliśmy, determinuje nasze losy. A wystarczyło, żeby bohaterowie urodzili się w innym kraju i ich losy nie byłyby takie skomplikowane - ich życiem nie decydowałoby ich pochodzenie. Tak - mówimy tutaj o życiu, także w sensie dosłownym. Niesamowicie współczułam naszym bohaterom - ich rozterkom, konieczności deprecjonowania własnego szczęścia w imię... No właśnie - czego? Wprawdzie wydarzenia z Sarą i Yousefem w roli głównej dzieją się w latach trzydziestych XIX w., a Ameera i Rebeki ponad 50 lat później, ale ich historie są tak do siebie podobne, mimo upływu lat... Podziały nie zniknęły i są głęboko zakorzenione, a dodatkowo echa wydarzeń z przeszłości odciskają piętno na dwóch pokoleniach później.

Gdy czytałam "Oblubienicę morza" targały mną emocje. Autorzy w genialny sposób angażują czytelnika w lekturę - opisy wydarzeń i emocji bohaterów wywołują po prostu ogrom współczucia i poczucie niesprawiedliwości. Ponadto sposób, w jaki opisywane są rodzące się pomiędzy bohaterami uczucia są tak delikatne i subtelne, a jednocześnie oddające masę emocji, że kartki książki wręcz same się przewracają. Styl pisania autorów bardzo przypadł mi do gustu, nie dało się w ogóle odczuć, że dwie osoby napisały tę książkę. Akcja została poprowadzona tak, że właściwie czytało się ją jednym tchem. Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Dziwiła mnie bardzo tamtejsza kultura, musiałam się przestawić na ichniejszy konserwatywny sposób życia i te wszystkie niuanse, decydujące choćby o pożądanym sposobie zachowania się... Dla nas to egzotyka, a dla nich normalne życie...

Historia opisana w "Oblubienicy morza" chwyta za serce i nie pozwala o sobie zapomnieć. Cieszę się, że mogłam się z nią zapoznać i mam nadzieję, że Wam również przypadła (albo przypadnie) do gustu.

Czytaliście tę książkę? Jakie są Wasze wrażenia? Dajcie znać w komentarzach :)




Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN.


piątek, 20 lipca 2018

Żmijowisko - Wojciech Chmielarz

Żmijowisko - Wojciech Chmielarz
Żmijowisko - Wojciech Chmielarz


Tytuł: Żmijowisko
Autor: Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo: Marginesy
Premiera: 9 maja 2018 r.

Moja ocena: 10/10


Na moje szczęście lub nieszczęście, "Żmijowisko" przeczytałam zaraz po "Hashtagu" Remigiusza Mroza. I o ile mrozowej książce nie miałam właściwie nic do zarzucenia (nastawiłam się na raczej kiepską lekturę, a miło się rozczarowałam), to zostawiłam sobie w ocenie jeden punkt zapasu, na wszelkie wypadek, gdybym przeczytała lepszy thriller psychologiczny. Nie miałam pojęcia, że ten moment nastąpi tak szybko, a prawda jest taka, że - albo powinnam obniżyć ocenę "Hashtagowi", albo wywalić przyjętą przeze mnie skalę w piz**, bo to, co zaserwował w "Żmijowisku" Wojciech Chmielarz (w odniesieniu do przeczytanych przeze mnie thrillerów psychologicznych i "Hashtagu" przede wszystkim - choć tutaj oceniałam książkę także w kontekście znanej mi twórczości autora), po prostu się w niej nie mieści. 

I może wydaje Wam się, że jestem jakaś oderwana od rzeczywistości, bo czytaliście "Żmijowisko" i nie zrobiło na Was aż takiego wrażenia, albo po prostu znacie lepsze książki (tak teraz myślę, że "Nie ufaj nikomu" także powinnam dać wyższą ocenę), ale uwierzcie mi - na świeżo po przeczytaniu tych dwóch książek mam właśnie takie odczucia. Dla "Żmijowiska" w mojej skali ocen po prostu brakło miejsca, a daję dziesiątkę tylko dlatego, że nie przyjęłam wyższej wartości.

"Żmijowisko" opowiada historię zaginionej Ady - piętnastolatki, która wraz z rodzicami i ich znajomymi wyjechała na agroturystyczne wczasy. Choć w sumie tak naprawdę o samej Adzie książka nie traktuje za wiele, a zatem bardziej prawidłowym byłoby stwierdzenie, że opowiada historię Arka i Kamili - rodziców Ady, Adaomy i Roberta - ich znajomych, Asi, Krzysztofa i Szuwara - właścicieli agroturystyki, Damiana - syna Asi i Krzysztofa oraz dalszych znajomych rodziców Ady. Podczas wczasów latem 2016 roku Ada ginie w tajemniczych okolicznościach. Historię poznajemy z trzech okresów (wcześniej, potem, pomiędzy), z kilku punktów widzenia (Arka, Kamili, Adaomy, Roberta, Krzysztofa, Szuwara, Damiana i wreszcie Ady) - wszystkie te elementy są ze sobą pomieszane tak, by wywołać mętlik w głowie czytelnika i dać mu ułudę, że sam powoli odkrywa prawdę o zaginięciu Ady.

Tak naprawdę więcej poznajemy przeszłości naszych głównych i drugoplanowych bohaterów, a akcja z wcześniej, potem i pomiędzy to tak właściwie echo wcześniejszych wydarzeń, uczuć i emocji postaci tego spektaklu. 

Nie chcę za wiele zdradzać z fabuły, ale tak szczerze - ciężko jest o niej pisać. Wszystko jest ze sobą tak powiązane, że pisząc cokolwiek, można by za wiele zdradzić. Wczoraj w nocy długo dyskutowaliśmy z mężem o tej książce i stwierdziliśmy, że ta historia jest idealna do zekranizowania (choć wiele wątków musiałoby zostać wówczas pominiętych albo potraktowanych po macoszemu, co byłoby ogromną stratą) i że idealnym reżyserem byłby Wojciech Smarzowski (jego filmy w punkt nam się wpasowują w klimat tej książki, a w pewnym momencie była tam taka rozpierducha jak w "Domu złym", co ostatecznie przesądziło w wyborze tego reżysera). Grunt, że autor trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej kartki, czytelnik cały czas przewraca strony w przekonaniu, że zaraz coś po prostu pierd*****, a niepokój kołacze się bez przerwy z tyłu głowy. Poprowadzone przez Wojciecha Chmielarza wydarzenia prowadzą do zaskakującego finału, po którym zachodzi się w głowę - jak można mieć tak psychopatyczną osobowość? Jak dla mnie ta książka to genialne studium psychologiczne człowieka - autor odwalił kawał dobrej roboty, budując każdą z postaci tej historii, ukazując, jak wielką potęgą jest ludzka psychika i jak wiele od niej zależy - jak z pozoru nic nie znaczące gesty i słowa mogą wywołać efekt motyla. 

Myśląc o "Żmijowisku"  Chmielarza, mimowolnie nasuwa mi się J.K. Rowling i jej seria o Harrym Potterze czy Cormoranie Strike'u - podobieństwo w pieczołowitości w budowaniu historii i kreacji bohaterów tych dwóch autorów jest dla mnie wręcz uderzające. Wyobrażam sobie, jak obydowje z niebywałą dbałością nanizują na nitkę genialnej fabuły poszczególne elementy charakterystyczne dla każdej postaci, by ostatecznie pokazać światu pełne, kompletne i bez żadnych niedociągnięć dzieło. Wojciech Chmielarz w swojej książce idealnie wyważa elementy opisowe z dialogami - tak, że czytelnik może wyobrazić sobie całą scenerię, w jakiej dzieją się wydarzenia "Żmijowiska", jak również dogłębnie poznać każdą z postaci oraz ich wzajemne powiązania i stosunki. Każde słowo ma swoje miejsce, każda scena do czegoś prowadzi, a każdy szczegół jest istotny, a podpowiedzi serwowane czytelnikowi, by ten mógł sam spróbować rozwikłać zagadkę zaginięcia Ady, nie są nachalne i nie walą wielkim czerwonym alarmem po oczach "TO TUTAJ JEST COŚ NIE TAK". 

Przy tym, co napisałam w poprzednim akapicie, to, w jaki sposób została przedstawiona historia i bohaterowie w "Hashtagu", wydaje mi się takie... powierzchowne. Bez głębszego zastanowienia się, z szybkim wyjaśnieniem, z dużą ilością swoistej górnolotności, niepopartej takim zwykłym człowieczeństwem. Wojciech Chmielarz na czymś na pozór zwykłym i pospolitym zbudował coś niesamowitego, budzącego prawdziwą grozę i wprowadzającego czytelnika w stan zadumy nad światem i ludźmi.

I zobaczcie, jak bardzo to, co dotychczas przeczytamy, determinuje nasze wrażenia z każdej kolejnej lektury.

Jestem pod ogromnym wrażeniem "Żmijowiska" i mam nadzieję, że kiedyś zobaczę tę historię na wielkim lub małym ekranie - kunszt i warsztat autora po prostu na to zasługuje.

Znacie twórczość autora? Dajcie znać w komentarzach, co o niej sądzicie ;)



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Marginesy.


wtorek, 10 lipca 2018

[PRZEDPREMIEROWO] Hashtag - Remigiusz Mróz

[PRZEDPREMIEROWO] Hashtag - Remigiusz Mróz
Hashtag - Remigiusz Mróz

W kwestii wyjaśnienia - książka do mnie dotarła w trakcie pakowania się na krótki wypad nad morze, nic dziwnego więc, że uznałam ją za idealną lekturę na plażę (w tle moje pakowanie się ;))
Tytuł: Hashtag
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Premiera: 18 lipca 2018 r.

Moja ocena: 9/10

Ci, którzy mnie znają, dobrze wiedzą, że ostrożnie podchodzę do twórczości Remigiusza Mroza. Nie chodzi nawet o ilość wydawanych przez niego książek (choć może to razić, można się zastanawiać nad "rzetelnością" tak napisanych/wydanych książek, ale nie można autorowi zarzucać, że wykorzystuje to, iż jest na topie, każdy z nas by to zapewne zrobił - wszystko zależy od perspektywy), lecz o mętne tłumaczenie się fikcją literacką, gdy zarzucane mu są błędy logiczne czy niezgodność z rzeczywistością pewnych faktów (wielokrotnie wspominałam choćby o mrozowych aplikantach w todze czy oskarżonym jako świadku). I o ile nie przeczytałam "Nieodnalezionej", czy "Czarnej Madonny", to myślę, że z dużą dozą prawdopodobieństwa negatywne (ale uargumentowane) komentarze na temat tych książek mogą mieć pokrycie w rzeczywistości. Jeśli chodzi o Chyłkę - zatrzymałam się na "Inwigilacji" i raczej nie sięgnę po kolejne części z uwagi na moje zboczenie zawodowe i niechęć do czytania kolejnych głupot procesowych (na które jednak przeciętny czytelnik nie zwróci uwagi). Przyznać musicie, że nie dziwi już zupełnie kolejna informacja o nowej książce Mroza - ja jednak, gdy usłyszałam, że autor próbuje sił w thrillerze psychologicznym, postanowiłam bliżej przyjrzeć się jego nowemu "dziełu", żeby móc zabrać głos w dyskusji, która zapewne rozgorzeje po premierze. 

Po lekturze "Hashtagu" moja refleksja jest taka - autor zagrał mi, jako czytelnikowi, na nosie (spodziewałam się bowiem błędów logicznych, których jednak nie wyłapałam) i świetnie przygotował się na ewentualny atak ze strony "hejterów" (pamiętajmy, że dobrze uargumentowany negatywny komentarz pod ten trend nie podpada) - "Hashtag" został napisany tak, że właściwie każde ewentualne niedociągnięcie można bardzo prosto wytłumaczyć. Nie, nie napiszę jak, bo zdradziłabym cloue fabuły, niemniej przyznać trzeba, że Remigiusz Mróz dobrze odrobił swoją lekcję, choćby w ten (sprytny moim zdaniem) sposób właśnie. 

Zacznę może od tego, że narracja została poprowadzona dwutorowo - narratorką pierwszoosobową jest Tesa, zakompleksiona kobieta ze znaczną otyłością, mająca problemy z funkcjonowaniem w społeczeństwie, lecz wbrew pozorom kochana i kochająca żona Igora, którego poznała na studiach - wspólnie uczęszczali na koło naukowe, prowadzone przez jednego z wykładowców, Krystiana Strachowskiego. To on jest kolejnym głównym bohaterem tej książki i to z jego punktu widzenia prowadzona jest ta druga narracja - tutaj pojawia się w formie trzecioosobowej, wszechwiedzącej. Początkowo czytelnik musi rozstrzygnąć, w jakich relacjach czasowych pozostają te dwa punkty widzenia, jednak szybko można się zorientować, co i jak. Krystian pojawia się także na etapie późniejszym w relacji Tesy - okazuje się, że bohaterowie mają za sobą bliżej nieokreślony związek, nie tylko na poziomie wykładowca-student. Przez całą książkę tak naprawdę nie wiadomo, co do końca łączyło tych dwoje, gdyż z różnych fragmentów czytelnik  może wyciągać różne wnioski, a często informacje (i nie tylko co do relacji tej dwójki) są ze sobą w sprzeczności, jak również niedomówione. Jednak zostało to podane w taki sposób, że czytelnik zdaje sobie sprawę, że autor zrobił to po prostu specjalnie i że to część drogi do poznania rozwiązania zagadki tajemniczej apsydy.

No właśnie - od tego zaczyna się książka. Tesa otrzymuje smsa, że czeka na nią paczka. Sytuacja wydaje się nie być w ogóle podejrzana, ale sęk w tym, że dziewczyna niczego nie zamawiała, a z racji fobii społecznej, jeśli już - zamówiłaby z dostawą do domu, nie paczkomatu. W paczce znajduje się kartka z jej imieniem i hashtagiem "apsyda" oraz figurka czaszki. Tesa, wraz ze swoim mężem Igorem, zaczyna śledztwo, sprawdza znaczenie tego słowa i trafia do ojczyzny hashtagów - Twittera. Jej odkrycie przyprawia o gęsią skórkę, bowiem znajduje pod tym # zdjęcie osoby (wrzucone tego samego dnia), która... wiele lat temu zaginęła. Z biegiem czasu pojawiają się kolejne zdjęcia pod #apsyda, należące do osób, które albo są zaginione, albo... nie żyją. Historia zaczyna jeszcze bardziej mrozić krew w żyłach, gdy znika sam Igor, a Tesa otrzymuje przesyłkę z informacją, że jej mąż jest pierwszym z wielu... 

Bohaterka postanawia odezwać się do Krystiana, by ten pomógł jej rozwikłać zagadkę #apsydy - nie trzeba chyba wyjaśniać, że ostatnia przesyłka ma tragiczne przesłanie, a być może to od Tesy zależy życie wielu osób. Dziewczyna otrzymuje wiele sprzecznych sygnałów i tajemniczych wiadomości, do tego dochodzą jej problemy psychiczne (chyba zapomniałam wspomnieć, że Tesa wielokrotnie próbowała targnąć się na swoje życie) i fobie społeczne -Tesie zaczyna najzwyczajniej w świecie mieszać się w głowie, nie wie, co jest prawdą, a co być może wytworem jej wyobraźni. Co więcej - czytelnik także tego nie wie. Autor sprawnie wyprowadza w pole (może nie w tak "spektakularny" sposób, jak w dotychczas przeczytanych przeze mnie jego książkach, lecz tak jakby... subtelniej, nie śmiejąc się z inteligencji czytelnika, dość "logicznie", na ile logiczny może być "Hashtag"). Pisałam wyżej, że informacje z punktu widzenia każdego z bohaterów często były ze sobą sprzeczne - wyszłam z założenia więc, że to do narracji Tesy (jako pierwszoosobowej!) należy podejść ostrożnie (czytałam ostatnio "Nie ufaj nikomu", podejrzewałam podobny zabieg), że to ona ma zaburzone poczucie rzeczywistości. I co? Nie odpowiem na to pytanie... inaczej odebrałabym Wam całą przyjemność z czytania tej książki. Zgrzytało mi ponadto to, jaki obraz Tesy wyłaniał się z jej opowieści, a jaki z narracji trzecioosobowej - miałam wrażenie, że czytam o dwóch różnych osobach (podobnie w przypadku Krystiana) i myślałam, że tutaj autor się mocno potknął, ale... no właśnie. Odnoszę wrażenie, że Remigiusz Mróz nigdzie się nie wyłożył. Autor podrzuca czytelnikowi tropy, już ma się wrażenie, że wiadomo, o co chodzi (choć dalej budzi to niedowierzanie), a potem następuje charakterystyczne dla autora zakończenie historii.

Nic nie jest takie, jakim się wydaje, a książkę zamyka się z wielkim znakiem zapytaniem w głowie. Co się tutaj tak właściwie stało?

Przeplatane relacje - z punktu widzenia Tesy i Krystiana - mają pomóc czytelnikowi w rozwikłaniu zagadki tajemniczej #apsydy. Kto za tym wszystkim stoi? Dlaczego akurat Tesa? Czytelnikowi ma się wydawać, że powoli dochodzi prawdy, jednak co rusz następują kolejne zwroty akcji, które całkowicie wywracają przyjętą dotychczas (już i tak kilka razy zmienianą) koncepcję. Przez to nie można właściwie oderwać się od lektury, a książka zdecydowanie wpisuje się w klimat gatunku.

Co do bohaterów - portret Tesy został nakreślony bardzo wyraźnie i jest inny od dotychczas poznanych przeze mnie mrozowych kobiecych kreacji. Dziewczyna mnie nie irytowała, a wręcz przeciwnie - mocno jej kibicowałam, by odkryła wreszcie swoją rolę w tym całym przedstawieniu. W ogóle poprawcie mnie, jeśli się mylę (nie czytałam wszystkich książek autora), ale to chyba pierwsza kobieca narracja pierwszoosobowa w twórczości Mroza? W moim odczuciu wypadła całkiem zgrabnie (i nie chodzi mi o tuszę głównej bohaterki oczywiście). Co do Krystiana... tutaj jest mi znacznie ciężej odnieść się do jego postaci, a wszystkiemu winne jest zakończenie właśnie, a spoilerować zwyczajnie nie wypada. Ale zdradzić chyba mogę, że przez całą książkę byłam wobec niego podejrzliwa, ale takie odczucie autor zdecydowanie chciał osiągnąć.

W książce pojawia się dużo filozoficznego i psychologicznego "bełkotu", jak to się mówi, oraz teorii postrzegania świata. Jest to niezbędne nie tylko po to, by poznać motywy sprawcy i spróbować je zrozumieć, ale także, by namieszać czytelnikowi w głowie co do racjonalności i poczytalności Tesy. To zupełnie nie moja działka, dlatego o wiele lepiej czytało mi się tę książkę, niż jakąkolwiek z serii o Chyłce. Jedno z pojęć pamiętałam ze studiów, inne sprawdziłam w Internecie i myślę, że autor całkiem zgrabnie je wykorzystał w swojej książce, czyniąc z niego jakby podwaliny do powątpiewania w racjonalność Tesy. 

Co do stylu pisania autora - tutaj nigdy nie miałam zastrzeżeń i nie inaczej jest w przypadku "Hashtagu". Przez lekturę płynie się lekko i z zaciekawieniem, nie tylko z uwagi na historię przedstawioną w książce, ale także dzięki lekkiemu piórowi Mroza. 

Książce właściwie nie mam nic do zarzucenia. Tak, jak pisałam na początku - wszelkie sprzeczności i niedomówienia wyjaśnia zakończenie i to takie, za które biję brawo autorowi, bo nie pozostaje mi robić nic innego. Jestem pod wrażeniem tej historii, a przede wszystkim jej konstrukcji - nie spotkałam jeszcze w żadnej książce takiego zabiegu, jaki zdecydował się zastosować autor. I dał mi tym pstryczka w nos, bo byłam nastawiona na skrytykowanie tej pozycji - pstryczka w nos wszystkim krytykującym jego tempo pisania i częstotliwość wydawania książek w kontekście robionego przez niego researchu. Jeśli przeczytacie tę książkę, to dowiecie się, dlaczego tak podkreślam to ostatnie. Mam nadzieję, że Remigiusz Mróz będzie się tego trzymał, bo lekcję ewidentnie wyciągnął.

Czekacie na premierę? Domyślam się, że tak ;) Dajcie później znać, jak Wasze wrażenia po lekturze ;)



Za książkę dziękuję Czwartej Stronie.


piątek, 29 czerwca 2018

Niedobry pasterz - Przemysław Borkowski (Zygmunt Rozłucki, tom II)

Niedobry pasterz - Przemysław Borkowski (Zygmunt Rozłucki, tom II)
Niedobry pasterz - Przemysław Borkowski


Tytuł: Niedobry pasterz
Autor: Przemysław Borkowski
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Seria/cykl: Zygmunt Rozłucki, tom II
Premiera: 9 maja 2018 r.

Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra)


Przyznam, że byłam zaintrygowana informacją, że członek jednego z najpopularniejszych kabaretów w Polsce pisze kryminały. Postanowiłam poznać drugie oblicze Przemysława Borkowskiego (a może pierwsze, kto wie?) i zapoznać się z :Niedobrym pasterzem", który 9 maja ukazał się nakładem wydawnictwa Czwarta Strona. Okazało się także, że ta książka jest drugim tomem z cyklu o Zygmuncie Rozłuckim, co wzbudziło moje obawy (nie znałam bowiem pierwszej części) jednak zapewniono mnie, że pozycje te można czytać niezależnie od siebie i że dobra książka po prostu się obroni.

I stwierdzam, że wydawnictwo miało rację - "Niedobry pasterz" zdecydowanie się obronił.

We wsi pod Olsztynem zostaje zamordowana 15-latka. O tyle jest to zbrodnia nietypowa, że na miejscu zbrodni kilka elementów do siebie zupełnie nie pasuje. Podejrzanymi są jej kolega, z którym wracała w nocy do domu z dyskoteki oraz miejscowy pijaczek - jednak odsuwają się oni w cień, bowiem do zbrodni przyznaje się... ksiądz. Dwa dni po odkryciu ciała dziewczyny do wsi przyjeżdża Zygmunt Rozłucki - psycholog, właśnie zatrudniony w olsztyńskim szpitalu, wracający na "stare śmieci" - w domu, którym właśnie wynajął, trzy miesiące wcześniej miały miejsce tragiczne wydarzenia z nim i pewną dziennikarką Karoliną w roli głównej. Jakaś siła go ciągnie do tego miejsca i nie potrafi początkowo zrozumieć, co powoduje, że chce zamieszkać w domu, w którym był trzymany jako zakładnik i w którym widział samobójczą śmierć porywacza. Przyjąć należy więc, że te wydarzenia miały miejsce w pierwszej części serii - autor bardzo sprawnie informuje czytelnika o tym, co miało miejsce kilka miesięcy temu, bez "wytykania" nieznajomości pierwszego tomu. Czytelnik domyśla się, że Rozłuckiego i Karolinę coś łączyło w przeszłości, albo przynajmniej, że Rozłucki by tego sobie życzył. Echem "Zakładnika" jest także postać komisarza Sądeckiego - prowadzącego ówcześnie śledztwo, jak również aktualnie próbującego rozwikłać zagadkę zamordowania nastolatki. Dowiadujemy się, że nasi bohaterowie, czyli Rozłucki i Karolina bardzo pomogli przy poprzednim śledztwie, zatem i teraz prosi ich o pomoc. Rozłucki jako psycholog ma świetną zdolność obserwacji i wyciągania odpowiednich wniosków, natomiast Karolina - dziennikarską intuicję i smykałkę. Bohaterom nie trzeba dwa razy powtarzać i z zapałem wdrażają się w życie tutejszej społeczności...

Życie na tej wsi jest specyficzne. Albo nie - jest po prostu życiem na wsi. Rozłucki, jako psycholog, rozumie, jakie mechanizmy tutaj żądzą i wmawiając sobie, że to dla dobra śledztwa, coraz bardziej zatraca się w alkoholowym nałogu. Autor świetnie ukazuje sposób myślenia człowieka uzależnionego - a tutaj mamy jeszcze do czynienia z osobą, która zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę. Do tego dochodzą kwestie kompleksów, związanych z jego relacją z Karoliną, problemy z przeszłością (samobójcza śmierć ojca i siostry) i otrzymujemy człowieka z naprawdę silną depresją... Autor daje czytelnikom bohatera z krwi i kości, bardzo realnego i niewydumanego, charakterystycznego, bez cienia mdłości, jeśli wiecie, o co mi chodzi. Z kolei Karolina... No działała mi dziewczyna na nerwy swoim zachowaniem, a zwłaszcza swoim stosunkiem do Rozłuckiego. Domyślam się, że to był celowy zabieg autora, bowiem i ta bohaterka jest "jakaś", ma swoje za uszami i jest bardzo rzeczywista. Do tego mamy Sądeckiego, księdza, Robercika, matkę zamordowanej dziewczyny... cały arsenał naprawdę dobrze i ciekawie zbudowanych postaci, niejednowymiarowych. Niezwykle interesująca jest postać księdza - zarówno pod kątem psychologicznym, jak i charakterologicznym.

Autorowi nie sposób zarzucić braku spostrzegawczości i złego researchu - jestem pod ogromnym wrażeniem pieczołowitości, z jaką zbudował nie tylko postacie, ale również fabułę "Niedobrego pasterza". Książka zawiera mnóstwo przemyśleć i spostrzeżeń Rozłuckiego, jednak w żadnej mierze nie powoduje to, że jest ona nudna i mdła, a wręcz przeciwnie. Autor idealnie wyważył ilość opisów i  akcji - tak, by czytelnik mógł poznać i zrozumieć mechanizmy zachodzących w książce wydarzeń, jak i motywacje jej bohaterów, a zarazem nie oderwać się od lektury. I co najważniejsze - zrobił to po prostu w logiczny sposób, co mogło nie być takie oczywiste. Najgorsze, co można zaserwować czytelnikowi, to właśnie brak logiki w opisywanych wydarzeniach, czy postępowaniu bohaterów. Widać, że Przemysław Borkowski bardzo się postarał i ze szczegółowością godną podziwu wykreował historię, która wciąga do ostatniej przeczytanej kartki. 

"Niedobry pasterz" kończy się w taki sposób, że... autor musi, po prostu musi jak najszybciej wydać kolejny tom. Nie spodziewałam się aż tak dobrej lektury i będę wyczekiwać z niecierpliwością kolejnej części serii o Zygmuncie Rozłuckim. 

Znacie twórczość Przemysława Borkowskiego? Jeśli nie, to mam nadzieję że udało mi się Was zachęcić przynajmniej po "Niedobrego pasterza" :)




Za książkę dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.


czwartek, 21 czerwca 2018

Kopia doskonała - Małgorzata Rogala (Celina Stefańska, tom I)

Kopia doskonała - Małgorzata Rogala (Celina Stefańska, tom I)
Kopia doskonała - Małgorzata Rogala


Tytuł: Kopia doskonała
Autor: Małgorzata Rogala
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Seria/cykl: Celina Stefańska, tom I
Premiera: 23 maja 2018 r.

Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra)


"Kopia doskonała" to moja pierwsza przygoda z twórczością Małgorzaty Rogali i z przykrością stwierdzam, że jestem gamoniem, że nie zapoznałam się z nią wcześniej. Nazwisko autorki wpisuję na swoją listę obowiązkowych polskich autorów - obok Alka Rogozińskiego, Niny Reichter, Pauliny Świst i Joanny Opiat-Bojarskiej i solennie obiecuję, że każda nowa książka spod jej pióra będzie miała u mnie pierwszeństwo w kolejce do przeczytania (obok wcześniej wymienionych ;)). Na pewno o kimś z tej listy zapomniałam... ale to tylko tak na marginesie...

Celina Stefańska to główna bohaterska nowego cyklu Małgorzaty Rogali - kobieta (chyba w okolicach trzydziestki -  niech mnie ktoś ewentualnie poprawi) po traumatycznych przejściach, szukająca bezpiecznej przystani, wykonując zawód detektywa sklepowego, zmagająca się w wieloma lękami i nie próbująca nawet ich zwalczać. Zrobiła licencję detektywa, lecz wspomniane lęki blokują dziewczynę przed rozwojem nie tylko zawodowym, ale i osobistym. Pewien splot wydarzeń powoduje, że traci pracę detektywa sklepowego i musi znaleźć inny sposób zarabiania na życie - przyjaciółka (notabene pisarka) namawia ją na postawienie wszystko na jedną kartę i otworzenie agencji detektywistycznej.

Dominika Wojtowicz przebywa w Lyonie - dostała świetnie płatne zlecenie wykonania kopii obrazu dla ekscentrycznego bogacza. Wyobraźcie sobie jej zdziwienie, gdy okazuje się, że oryginał obrazu, który malowała, zostaje skradziony, a w gazetach pojawia się jej portret pamięciowy... A na dodatek okazuje się, że jej znajomy, który załatwił to zlecenie, nie jest wcale taki dobroduszny, jak się wcześniej wydawał. Dominika musi się ratować, a następnie postanawia się ukryć, gdyż powrót do Polski jest niemożliwy - wysyła zaszyfrowaną wiadomość do babci i czeka.

Babcia Józefina to kolejna postać, która ma kluczowe znaczenie w tej książce, bo to ona zleca Celinie odnalezienie wnuczki i łączy oba powyższe wątki. Jest to krzepka staruszka, na bakier z nowinkami technologicznymi, opiekująca się wnuczką, której rodzice na stałe osiedlili się w Australii, więc nic dziwnego, że Dominika wysłała wiadomość właśnie jej. Celina rusza Dominice na ratunek, wraz z przyjaciółką zaginionej - Mileną. Celina musi stawić czoło własnym lękom i nie zawieść rodziny, która na nią liczy. 

Jednocześnie poznajemy historię także z perspektywy Xaviera - nie wiadomo, kim on jest w naszej układance. Mężczyzna depcze Celinie i Milenie po piętach i czytelnik, póki nie wyjaśni się jego rola, musi sam spróbować zdecydować, po czyjej jest stronie i z jakimi wydarzeniami tak naprawdę jest związany. 

Narracja poprowadzona jest kilkutorowo i czytelnik ma możliwość poznania kilku punktów jej widzenia, przez co zdaje sobie sprawę z przebiegu wydarzeń i szybciej przewraca kartki, by poznać ich zakończenie, a także kibicuje bohaterom w ich wysiłkach. Styl pisania autorki jest niewątpliwym atutem książki - czyta się ją lekko i bez zacinania się i bez problemów w zrozumieniu ciągu przyczynowo-skutkowego wydarzeń. Wszystko jest logiczne i racjonalne, a czytelnik po zakończeniu lektury nie pozostaje zdezorientowany i z wielkim znakiem zapytania w głowie. 

Bohaterowie są bardzo wyraziści i każdego charakteryzują inne cechy - nie są oni bezpodmiotowi i jednowymiarowi, co niestety często się zdarza i ciężko jest odróżnić jedną postać od drugiej. Jedne zyskały moją sympatię - jak babcia Józefina, przyjaciółka Celiny - Szyszka i przystojny Xavier (mam nadzieję, że jego postać pojawi się częściej w kolejnych tomach ;)), a inne nie - jak matka Dominiki i jej przyjaciółka - Milena. Ogromny plus dla autorki za to, że potrafiła w taki sposób wykreować bohaterów, że potrafią wzbudzać w czytelnikach emocje, a czasem odczucia te są obojętne (jak w moim przypadku do Fabisiaka). 

Co więcej - książka porusza wiele wątków, a odnalezienie Dominiki nie wydaje się właściwie wcale być tym głównym. Dla mnie na pierwszy plan wysuwa się Celina i jej historia i podejrzewam, że właśnie taki cel miała autorka - w końcu "Kopia doskonała" jest pierwszą częścią cyklu, zatem to Celina będzie grała pierwsze skrzypce, więc rozbudowanie jej postaci w pierwszym tomie było niezwykle ważnym zadaniem i zakończonym sukcesem. Autorka bardzo skrupulatnie, szczegółowo i w sposób przemyślany zbudowała jej postać i historię - mam nadzieję, że Małgorzata Rogala utrzyma w kolejnych tomach narzucony w "Kopii doskonałej" poziom.

Książka jest świetna, a jej ocena wynika tylko z tego, że przeczytana ostatnio przeze mnie "Nie ufaj nikomu" ustawiła wysoko poprzeczkę czytanym przeze mnie kryminałom, a nie chcę rozgraniczać tego, co czytam, na polskie i zagraniczne, bo nie uważam, by polska literatura w jakikolwiek sposób odbiegała od zagranicznej. Bardzo się cieszę, że mogłam zapoznać się z twórczością Małgorzaty Rogali i ogromnie żałuję, że zrobiłam to dopiero teraz. Niecierpliwie czekam na poznanie dalszych losów Celiny Stefańskiej i autorko - baaaaaardzo proszę o więcej Xaviera! :)

A i zupełnie bym zapomniała! Te opisy Francji... Majstersztyk. Aż chce się tam natychmiast znaleźć ;)

Znacie tę pozycję? A twórczość autorki? Dajcie znać w komentarzach ;)



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


środa, 20 czerwca 2018

Nie ufaj nikomu - Kathryn Croft

Nie ufaj nikomu - Kathryn Croft
Nie ufaj nikomu - Kathryn Croft


Tytuł: Nie ufaj nikomu
Tytuł oryginalny: Silent lies
Autor: Kathryn Croft
Wydawnictwo: Burda Książki
Premiera: 18 kwietnia 2018 r.

Moja ocena: 8/10 (rewelacyjna)


Są książki, które wsysają czytelnika niczym druga rzeczywistość w "Stranger things" i z których lektury nie sposób jest się uwolnić. Do takich zaliczam właśnie "Nie ufaj nikomu" od Burda Książki, która została napisana w TAKI sposób, że książki po prostu nie da się odłożyć. A zakończenie - jak dla mnie wręcz miażdży i jest ukoronowaniem świetnej pracy autorki.

Zacznijmy jednak od początku. Mia jest psychologiem, ma kilkuletnią córkę Freyę i próbuje się pozbierać po samobójczej śmierci męża sprzed pięciu lat. Męża, którego społeczeństwo oskarżyło o popełnienie zbrodni, choć nie było na tę okoliczność żadnych dowodów. Mia układa sobie życie z Willem, który zna jej przeszłość, ale kobieta nie umie zaufać mężczyźnie - wydarzenia sprzed lat wciąż nie dają o sobie zapomnieć. Nie dość bowiem, że Zach (jej mąż) został oskarżony o popełnienie wspomnianej zbrodni, to jeszcze o romans z własną studentką, a Mia ciągle ponosi tego konsekwencje - w przeszłości była wytykana palcami i obmawiana za plecami. Próbuje jednak odciąć się od przeszłości grubą kreską i wydaje się, że idzie jej to całkiem nieźle - do momentu, w którym jedna z pacjentek (Alison) twierdzi, że Zach nie popełnił samobójstwa...

Informacja ta nie daje Mii spokoju. Z jednej strony chce o wszystkim zapomnieć, poukładać sobie życie, ale z drugiej - musi znaleźć odpowiedzi na wiele pytań. Bije się z myślami, by ostatecznie (w tajemnicy przed Willem) rozwiązać tajemnicę, jaka została zawarta w słowach Alison. Znacznym utrudnieniem może okazać się fakt, że pacjentka Mii zdaje się nie odróżniać rzeczywistości od fantazji i Mia nie do końca wie, co z tego, co mówi Alison, jest prawdą, a co tylko jej wyobrażeniem...

Fabuła została poprowadzona kilkutorowo. Z jednej strony czytelnik poznaje aktualne wydarzenia, które opisałam Wam powyżej, a z drugiej - mamy retrospekcję i wracamy do tych sprzed śmierci Zacha. Narratorkami są Mia i Josie - studentka, z którą Zach miał rzekomo romans. W obu rzeczywistościach przewija się postać Alison - aktualnej pacjentki Mii, która chce, by ta odkryła prawdę. Ale jaką prawdę? Prawd może być bowiem kilka, a Alison - przypomnijmy - jest osobą chorą psychicznie, która jednak wie, co się stało kilka lat temu... Tylko - kto może uwierzyć takiej osobie?... I co z tego, co sugeruje, faktycznie jest prawdą?...

Sposób poprowadzenia historii jest GENIALNY. Po zakończeniu książki czytelnik zdaje sobie sprawę, w jak fenomenalny sposób autorka ją napisała i sugerowała (bądź nie) różne kluczowe kwestie. Czytelnik musi także sam spróbować zdecydować, czemu dać wiarę, gdyż otrzymujemy tutaj często sprzeczny odbiór teoretycznie tych samych kwestii, w zależności od zaprezentowanej perspektywy, a w niektórych momentach możemy poczuć się naprawdę mocno zdezorientowani. Powyższe świadczy o wysokim poziomie pisarstwa autorki, jeśli wiecie, o czym mówię. Kathryn Croft umie posługiwać się słowem i robi to po prostu świetnie - wyraża się to nie tylko w sposobie poprowadzenia historii, ale także w tym, w jaki sposób wykreowała swoich bohaterów. Są oni wyraziści, logiczni (choć Alison na swój sposób, co dociera do czytelnika już po lekturze) i po prostu z krwi i kości. Nie ma tutaj miejsca na jakąkolwiek sztuczność, wszelkie odruchy są na miarę wydarzeń, jakich dotyczą. Kathryn Croft wykonała po prostu kawał dobrej roboty, a książka jest dopracowana w najmniejszym szczególe. Coś, co na początku wydawało mi się zupełnie irracjonalne, później okazało się baaaaaardzo racjonalne - autorka zagrała mi na nosie... ;)

"Nie ufaj nikomu" jest książką, którą będę polecać wszystkim - jestem zdania, że także wymagający fan thrillerów doceni kunszt, z jakim została napisana ta powieść. Autorka stawia wiele znaków zapytania, a odpowiedzi zupełnie nie są oczywiste i gdy już wydaje nam się, że rozszyfrowaliśmy całą tę historię, dostajemy pstryczka w nos. I to dopiero zakończenie książki pozwala otworzyć oczy na wiele kwestii, poruszonych w "Nie ufaj nikomu" i dostrzec, że autorka nie stawiała w książce kategorycznych tez, lecz subtelnie wprowadzała czytelnika w błąd ;)

Znacie "Nie ufaj nikomu"? A może inne książki autorki? Co sądzicie o jej twórczości? Dajcie znać w komentarzach :)


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger