niedziela, 10 czerwca 2018

Umwelt - Przemysław Żarski

Umwelt - Przemysław Żarski
Umwelt - Przemysław Żarski


Tytuł: Umwelt
Autor: Przemysław Żarski
Wydawnictwo: Akurat
Premiera: 21 marca 2018 r.

Moja ocena: 5/10 (przeciętna)


Bardzo lubię sięgać po debiuty. Uwielbiam obserwować, jak nieznana osoba staje się powoli kimś, na kogo książki czytelnicy zaczynają wyczekiwać, sprawdzać, czy utrzymuje poziom (jeśli autor zaczął z grubej rury), czy rozwija się i poprawia warsztat, czy jego książki podobają mi się tak samo. W przypadku "Umweltu" z mojej perspektywy ciężko mówić o genialnym starcie, bo o ile książka miała potencjał, o tyle sposób zakończenia historii oraz styl autora spowodowały, że ostatecznie ocena uplasowała się pośrodku mojej skali.

Zacznijmy może od tego, że "Umwelt" jest kryminałem. W parku zostaje znalezione ciało młodej dziewczyny - niewątpliwie została ona zamordowana, a zabójca zostawił przy dziewczynie intrygującą "pamiątkę" - motyla. Policja oczywiście wszczyna śledztwo, a sprawą zajmuje się doświadczony policjant - Adam Berger, z którego perspektywy prowadzona jest częściowo narracja (trzecioosobowa). Inną, z której poznajemy historię, jest perspektywa Tomasza Witkowskiego - młodego lekarza, który zdaje się mieć problemy psychiczne - nawiedzają go różne wizje, nie wie, czy są snem, czy jawą i - tak naprawdę - kim jest on sam. Z upływem kartek dowiadujemy się nieco więcej na temat naszych głównych bohaterów, jednak informacje te są dawkowane powoli, tak, by zaintrygować czytelnika i przywiązać do poznawanej historii.

Sprawca morderstwa dziewczyny działa bardzo ostrożnie - śledztwo nie idzie w żadnym kierunku aż do momentu, w którym policja znajduje kolejne dwa ciała z podobną "pamiątką" - motylem. Berger współpracuje ze specjalistą w zakresie tych zwierząt i próbuje znaleźć wspólny mianownik pomiędzy tymi zabójstwami - wydaje się, że ofiar nic absolutnie ze sobą nie łączy. Jednak czytelnik jest zmyślny i podejrzewa, że kluczowym elementem tej układanki jest postać Tomasza Witkowskiego, którego narracja jest naprawdę niepokojąca i sieje zamęt. Kartka po kartce, krok po kroku autor odkrywa przed nami karty wykreowanej przez siebie rzeczywistości i doprowadza do zaskakującego finału.

Czytacie sobie powyższe słowa i pewnie myślicie - skoro tak wszystko całkiem okej jest, to co poszło nie tak? Przede wszystkim - autor czasem przesadza z porównaniami. Bywają tak poetyckie, że człowiek musi jedno zdanie przeczytać kilka razy,  by zrozumieć, o co chodzi. Dla przykładu: Portret psychologiczny przypomina mapę skarbów na czaszce pirata: niby coś jest na rzeczy, jednak zawsze brakuje którejś części układanki. Autor ma również i trafne spostrzeżenia (jak: Berger mógł się założyć, że gałki oczne olbrzyma rozrzuca hulający pod kopułą przeciąg albo Na przeciwległym pasie utworzył się korek. Nikt nie trąbił, nikt nie bluzgał, każdy snuł się w ogonie codzienności, usiłując odwlec to, co nieuniknione), jednak nagromadzenie podobnych, jak podany przykład, powoduje, że książkę po prostu się ciężko czyta. Podobny efekt daje pominięcie przy dialogach, kto akurat wypowiada daną kwestię - często brak było wskazania podmiotu i czytam sobie książkę myśląc, że zdania wymieniają Berger i Sadowski (inny policjant), po czym okazuje się, że w międzyczasie Berger wypowiedział dwie kwestie, ale nie zostało to zaznaczone, a nie wynikało także z tekstu. Autor posługuje się także często dość niezrozumiałymi i nieadekwatnymi w kontekście sformułowaniami typu: Wyjął złożony w kostkę wydruk i rozciągnął go w harmonijkę; Komunikacja ograniczała się do kilkunastu połączeń, nie mieli kłopotu z ich odkodowaniem; Spod otwartych powiek przebijały białka oczu (...). Czasem zdarzają się też wpadki logiczne, jak: Twarze rozlewały się w mlecznej poświacie. Ich świdrujący wzrok przeszywał mu kości. Moim skromnym zdaniem kryminał wcale nie musi być taki poetycki, a tego typu styl zarezerwowany jest jednak dla literatury obyczajowej, czy romansów. Autor bardzo się postarał i to widać, jednak często te starania przynosiły odwrotny rezultat, bo zamiast płynąć przez lekturę, to czytelnik zacinał się czy zwykłych opisach, zamiast skupić się na istocie, czyli rozwikłaniu zagadki.

Odnośnie do tego ostatniego - ja wiem, że Berger jest sprytny, że łatwo kojarzy i łączy fakty, ale niestety wiele szczegółów dla czytelnika może nie być aż tak oczywistych. Zabrakło mi swoistego wyjaśnienia zagadki - w książce została ona rozwiązana, w nie do końca klarowny jednak sposób - i kartki się skończyły, tak o. Niby wiem, o co chodzi, niby połączyłam jedno z drugim, ale nie znalazłam jasnego potwierdzenia moich teorii, a niektóre wątki zostały niedopowiedziane, a zasugerowane (w jednym momencie odniosłam wrażenie, że to Berger jest źródłem i celem spaczeń zabójcy). 

Podsumowując - sam pomysł na fabułę i taką narrację uważam za trafiony, jednak z realizacją poszło już troszkę gorzej w moim odczuciu. Nie zmienia to faktu, że sięgnę w przyszłości po książki autora (jeśli zdecyduje się coś wydać), żeby sprawdzić, jak mu dalej idzie pisanie ;) Bo o ile można wpaść na najwspanialszy pomysł świata, to przy nie najlepszym jego podaniu, całość nie może prezentować się bardzo dobrze. Zdaje się, że autor ma dystans do swojej twórczości, więc mam nadzieję, że po męsku przyjmie to, co tutaj napisałam :)

Znacie "Umwelt" Przemysława Żarskiego? Dajcie znać, jakie są Wasze odczucia po lekturze :)



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Akurat.


czwartek, 7 czerwca 2018

Korpożycie świnki morskiej - Paulien Cornelisse

Korpożycie świnki morskiej - Paulien Cornelisse
Korpożycie świnki morskiej - Paulien Cornelisse


Tytuł: Korpożycie świnki morskiej
Tytuł oryginału: De verwarde cavia
Autor: Paulien Cornelisse
Wydawnictwo: Muza
Premiera: 14 marca 2018 r.

Moja ocena: 5/10 (przeciętna)

Mam ogromny problem z tą książką. Z jednej strony - oczekiwałam tego rozbawienia, które dotknęło podobnoż całą Holandię, a z drugiej - dostałam inteligentny humor z jednoczesnym spostrzeżeniem, że ta książka jest tak właściwie... o niczym. A przyznam, że gdy usłyszałam, że główną bohaterką jest świnka morska, liczyłam naprawdę na ciekawą lekturę.

Cavia pracuje w korporacji (jak łatwo się domyślić po tytule), w dziale Komunikacji, lecz tak naprawdę nie wiadomo, co to za korporacja, ani czym zajmuje się główna bohaterka. Jedyne, czego się właściwie dowiadujemy o jej pracy, to to, że wiecznie przygotowuje newsletter, sprawdza pocztę i porządkuje swoją przestrzeń osobistą. I robi to oczywiście z ogromnym zaangażowaniem. Jak ktoś widzi (lub może zobaczyć). Fabuła opisuje jej życie, obejmujące pracę w korporacji i... pracę w korporacji. Nie znajdziecie tutaj jakichś nagłych zwrotów akcji, a o wypiekach na twarzy możecie zapomnieć. No, chyba że korporacja budzi w Was skrajne emocje, to wtedy lektura gwarantuje Wam niezapomniane wrażenia. 

"Korpożycie świnki morskiej" przedstawia pracę w korporacji według utartych schematów, jednak nie sposób odmówić autorce, że jest bardzo spostrzegawcza i świetnie przedstawia w tej książce relacje międzyludzkie (czy tam międzyświnkowe..... eeeee międzyludzkoświnkowe... no nieważne). Nie zmienia to jednak faktu, że ta książka jest po prostu nudna. Można powiedzieć, że "przeleciałam" ją bez większego zaangażowania - została podzielna ka krótkie rozdzialiki (naprawdę,  czasem obejmowały kartkę), bez jakiejś większej puenty. Myślałam, że jakoś bardziej zostanie rozwinięty wątek pracującej świnki morskiej (wiecie - jak to się stało, że zwierzę pracuje z ludźmi - myśli, rozmawia - ale nie jako towarzysz - jak psy w dogoterapii - ale na równi z człowiekiem), ale nie - czytelnik po prostu musi przyjąć, że Cavia jest świnką morską, czasem uskarżającą się na mokre futro (po deszczu), lecz generalnie posiadającą wszystkie ludzkie cechy. Nim się obejrzałam, przewróciłam ostatnią kartkę i nie będę ukrywać - z ulgą. Nie można jednak odmówić autorce, że przy ukazywaniu relacji międzyludzkich wykazała się dużym poczuciem inteligentnego humoru.

Na plus zaliczyć także należy styl pisania autorki. Książkę czyta się lekko, jest spójna i logiczna (na ile logiczne może być zrobienie ze świnki morskiej głównej bohaterki ;)). 

Nie wiem nawet, co mogłabym Wam więcej napisać o tej pozycji. Ciężko pisze się o książce, która nie wywołała praktycznie jakichkolwiek emocji...

A może komuś z Was ta książka się spodobała? Dajcie znać, chętnie poczytam Wasze opinie o tej pozycji :)


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Muza.


wtorek, 5 czerwca 2018

[PRZEDPREMIEROWO] Podejrzany - Paulina Świst

[PRZEDPREMIEROWO] Podejrzany - Paulina Świst
Podejrzany - Paulina Świst


Tytuł: Podejrzany
Autor: Paulina Świst
Wydawnictwo: Akurat
Data premiery: 6 czerwca 2018 r.

Moja ocena: 8/10 (rewelacyjna)

Prokurator - klik
Komisarz - klik

Paulina Świst nie próżnuje i oto mamy niemalże 7 miesięcy po "Komisarzu" kolejną książkę, osadzoną w "gliwickim uniwersum" tej autorki, skrywającej się pod pseudonimem. Piszę o uniwersum, ponieważ w "Podejrzanym" Paulina Świst wzięła w obroty młodszego brata Radka Wyrwy (znanego już z poprzednich części, szczególnie z "Komisarza") - Daniela Wyrwę oraz siostrę Zimnego - Marię Zimnicką. W tej książce pojawiają się także znani i lubiani bohaterowie z "Prokuratora" oraz "Komisarza", co jest jednym z moich ulubionych zabiegów, jakie stosują autorzy - ja lubię wiedzieć, co dalej z losami postaci, z którymi zdążyłam się zżyć przez kilkaset stron, a i przyznajmy - czytelnicy chętnie(j) sięgają po książki, w których znajdują się już znane im pierwiastki, choćby były tylko epizodyczne ;)

Tym razem fabuła książki dzieje się na przestrzeni kilku lat. "Podejrzany" został podzielony na części - czytelnik poznaje historię "teraz" i "wcześniej". Narracja została tak poprowadzona, że dopiero po czasie dowiadujemy się, jakie okoliczności doprowadziły do "teraz" a i zarówno "wcześniej", jak i "teraz" są dość gwałtowne i odbijające piętno na głównych bohaterach. Tak przedstawiona fabuła to nowość w stylu pisania autorki - w poprzednich częściach narracja prowadzona była po prostu z punktu widzenia dwóch głównych bohaterów, teraz do tego równania Paulina Świst dodała czas i przyznać muszę, że wyszło jej to na dobre (i książce i autorce ;)) - czytelnik jeszcze bardziej niecierpliwie przewraca kartki, by dowiedzieć się więcej szczegółów z życia głównych bohaterów. To jest główny plus i minus "Podejrzanego" - tak wciąga, że nie można się oderwać od lektury, przez co czas spędzony przy książce jest po prostu zbyt krótki.



Wracając jednak do bohaterów - biorąc pod uwagę, że jest nim rodzeństwo Zimnego i Wyrwy, kwestią czasu było, aż się spotkają. Odbyło się to w dość osobliwych okolicznościach - Maryśka (zwana też Ryśkiem) po imprezie tematycznej ("Kurwy i księża" bodajże, a trzeba nadmienić, że zaczyna właśnie aplikację adwokacką) została poproszona przez brata o odbiór z imprezy w hotelu (no, chyba był to jakiś hotel). Dziewczyna (wcale nie przebrana za księdza) spełnia jego prośbę i w holu spotyka kilku rubasznych (że tak to ujmę) młodzieńców, a z opresji wybawia ją Daniel (zwany potocznie Siwym) - kilka (chyba dziesięć) lat od niej starszy żołnierz u schyłku służby, któremu nieobca jest też szara strefa i używki. Spotkanie to zaowocowało (dosłownie) głębszą znajomością, pomimo ostrzeżeń ze strony Zimnego i Wyrwy. Po tym wprowadzeniu hop - jesteśmy trzy lata później, w domu Maryśki i jej męża Kamila, wychowującego dziecko Daniela. Mężczyźni (jak trudno się domyślić) się nie znoszą, a Maryśka nie jest szczęśliwa w małżeństwie. Wszystko idzie nie tak, no - prawie, bo przynajmniej Maria ma pracę w kancelarii Kingi. I uwierzcie mi - to, co Wam tutaj napisałam, to nie jest żaden spoiler, bo to dopiero początek książki Wokół Daniela i Marii zaczynają dziać się nieprzyjemne sytuacje, a w grę może wchodzić życie ich dziecka. Nie wiadomo, czy celem działań czarnego charakteru jest Daniel, czy Maria, lecz jedno jest pewne - muszą współpracować. A współpraca dwóch rogatych dusz, nawet przy bardzo niesprzyjających okolicznościach, może przynieść różne efekty...

Paulina Świst chyba już znana jest z tego, że kreuje bardzo wyrazistych i nietuzinkowych bohaterów. Charakterne baby i łamiący serca faceci zdecydowanie jej wychodzą i mam wrażenie, że autorce przychodzi to bardzo naturalnie ;) "Podejrzany" także zawiera taki duet, a przyznać trzeba, że książkę bardzo dobrze się czyta nie tylko, gdy fabuła nie potrafi znudzić, ale także i bohaterowie. Autorka świetnie buduje dialogi swoich bohaterów, nie popadając w przesadyzm w żadną stronę (nie bywają ani zbyt kąśliwe, ani zbyt ckliwe). Już nie jeden raz pisałam o realizmie w książkach Pauliny Świst pod tym kątem i tutaj także podtrzymuję tę opinię - język (i użycie wulgaryzmów) są adekwatne do okoliczności i bardzo życiowe. Bohaterowie przypadli mi do gustu, podobnie jak we wcześniejszych książkach, i choć Siwy (Daniel) także jest łamaczem serc, pozostanę raczej wierna dojrzałemu Zimnemu ;) 

Przy "Podejrzanym" nie sposób się nudzić - autorka uatrakcyjnia lekturę niemal co kilka kartek zwrotami akcji - powracają demony z przeszłości Siwego, ale pojawiają się także nowe... Ale czyje? Autorka trzyma czytelnika w napięciu niemal do ostatniej strony i gdy już wydaje się, że zagadka została rozwikłana - dochodzą kolejne elementy układanki. Choć przyznam, że domyślałam się, co to za element (brawo ja :D). Autorka wymyśliła ciekawą historię, chyba bardziej skomplikowaną, niż w "Prokuratorze", czy "Komisarzu", także "kryminalnie" również narzekać nie mogę ;) 

Co do obietnic z okładki - wszystko się zgadza, oprócz ostrego seksu. No nie ma go za wiele w tej książce (autorce zarzucano przy okazji poprzednich części greyowatość, może stąd to ograniczenie scen łóżkowych?). Nie zmienia to jednak faktu, że świetnie spędziłam czas przy lekturze "Podejrzanego". Ta książka to idealna propozycja na zapomnienie o codzienności oraz odstresowanie się po pełnym napięcia i nerwów dniu w pracy. Polecałam książki autorki i polecać będę - uważam, że jest po prostu dobra w tym, co pisze, a że niektórym taki gatunek po prostu może nie przypaść do gustu - to już inna sprawa. 

Podsumowując - znowu wystawiam Świstowi wysoką ocenę. Czy to się kiedyś zmieni? Mam nadzieję autorko, że nie ;)

Czytaliście poprzednie książki Pauliny Świst? Co sądzicie o jej twórczości? Dajcie znać w komentarzach ;)



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Akurat.


poniedziałek, 28 maja 2018

Piekielna miłość - K.N. Haner (seria mafijna, tom II)

Piekielna miłość - K.N. Haner (seria mafijna, tom II)
Piekielna miłość - K.N. Haner


Tytuł: Piekielna miłość
Autor: K.N. Haner
Wydawnictwo: Editio Red
Seria/cykl: seria mafijna, tom II
Premiera: 23 maja 2018 r.

Moja ocena: 8/10 

Wiecie, na czym polega czerpanie przyjemności z czytania? Na tym, że nie można oderwać się od lektury, że chłonie się emocje bohaterów niczym gąbka, a z nerwów i niepokoju o ich losy wręcz drze się kartki książki przy ich przewracaniu.

Taka jest moja definicja i myślę, że wielu z Was się ze mną w tym przypadku zgodzi. Nie ma znaczenia wówczas gatunek i autor - coś się po prostu albo podoba albo nie, bez doszukiwania się głębszych podtekstów, bez analizy osobowościowej czytelnika i oceny jego gustów czytelniczych.

"Piekielna miłość" jest taką książką, z której lektury czerpałam przyjemność z czytania - spełniło się bowiem wszystko, co opisałam w pierwszym akapicie. Zanim jednak przejdę dalej, muszę Was uprzedzić - ta książka to jest drugi tom serii mafijnej autorki i niestety, ale bez znajomości pierwszej części - "Zakazanego układu" - możecie nie odnaleźć się w historii głównych bohaterów, Nicole i Marcusa. Jeżeli zatem nie czytaliście pierwszego tomu, dalej czytacie na własną odpowiedzialność, gdyż w niniejszym tekście mogą znaleźć się spoilery ;)

Zanim zasiadłam do lektury "Piekielnej miłości", zapoznałam się z pierwszym tomem i przyznam Wam, że ogromnie się cieszę, że mogłam od razu przeczytać drugą część ;) Autorka zakończyła historię w "Zakazanym układzie" w taki sposób, że oczekiwanie na kontynuację losów bohaterów mogłoby okazać się męką...  Akcja książki dzieje się kilka tygodni po zakończeniu "Zakazanego układu". Nasza główna bohaterka - Nicole - porwana przez ludzi największego wroga Marcusa - Aleksa - trafia do piekła na ziemi, gdzie zmaga się nie tylko z czekającym ją losem prostytutki, ale także ze stratą dziecka. Dziewczyna nie wie, czy ono żyje, czy zostało może "tylko" porwane. Bohaterka jest jedynie marionetką w rękach Aleksa, który chce zemścić się na Marcusie, więc niszczy wszystko to, co on kocha, nie bacząc na konsekwencje. Tymczasem Marcus nie ustaje w poszukiwaniach swojej ukochanej. Relacje tych dwojga były naprawdę burzliwe, jednak on wie jedno - zależy mu na dziewczynie, jak nigdy wcześniej na nikim i niczym innym. Ma poczucie winy - miał ją chronić - ją i dziecko - a tymczasem zawiódł na całej linii...

W międzyczasie poznajemy historię także z punktu widzenia Diego - człowieka Aleksa, próbującego wyważyć i kalkulować, co jest dobre oraz samego Aleksa. Pojawia się także Gaz, który był prawą ręką Marcusa, ale zdradził go i przeszedł na stronę Aleksa. Dzięki takiemu zabiegowi czytelnik ma wgląd w całość opisywanej historii, a co jest dużym atutem - może poznać i próbować zrozumieć motywy zachowań naszych bohaterów. Narracja raczej poprowadzona jest w podobny sposób - bohaterami kierują emocje (co przekłada się bezpośrednio na sposób pisania autorki, a także kreacje postaci), niezależnie od tego, kto aktualnie prowadzi narrację, na szczęście rozdziały są podpisane, więc wiemy, z czyjej perspektywy mamy akurat podgląd na sytuację. To właśnie emocje są kluczem wielu zwrotów akcji w "Piekielnej miłości" - często miałam w głowie wielki znak zapytania i myśl "co ty wyrabiasz, do cholery!" po czym okazywało się, że także bohater sam próbuje zrozumieć, co go pchnęło do akurat takiego, a nie innego zachowania. Nie ukrywajmy - często ubolewamy nad irracjonalnością zachowań bohaterów w czytanych książkach, ale przyznajmy - jak często w realnym życiu jesteśmy racjonalni, gdy w grę wchodzą emocje, naprawdę duże emocje? No właśnie. I dlatego daję duży plus książkom z mafijnej serii - właśnie za tę realność w zachowaniach bohaterów, którą wielu myli z przesadą albo wręcz idiotyzmem. W "Piekielnej miłości" pełno jest zwrotów akcji, nieoczywistych sojuszy i trudnych wyborów. Nie wiadomo, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem, proporcje w tym zakresie dość często się zmieniają... Zakończenie - mnie satysfakcjonuje. Właśnie tak miała się skończyć ta historia, choć nie było to takie oczywiste. 

Seria mafijna funduje czytelnikom rollercoaster uczuć, naszpikowana jest emocjami i seksem (no tak - zapomniałam wspomnieć, że to nie są książki dla grzecznych dziewczynek? :)). Niewątpliwie zatem przypadną do gustu osobom, które czytają i lubią erotyki, a być może i tym, którzy mają ochotę odkryć coś nowego. Jak napisałam na wstępie - czytając ją, czerpałam ogromną przyjemność - autorka potrafi wciągnąć w czytelnika w wykreowany przez siebie świat i pozwolić zapomnieć o otaczającym nas świecie. Ja z pewnością sięgnę po kolejne książki K.N. Haner, choćby po to, by obserwować jej pisarski rozwój i z nadzieją na kolejne niezapomniane chwile.

Znacie autorkę i jej twórczość? Dajcie znać w komentarzach, co o niej sądzicie ;)


PS Zapraszam Was do udziału w konkursach, które trwają równolegle na Instagramie i Facebooku - do wygrania są w sumie trzy egzemplarze tej książki :) Tutaj macie linki - Facebook (klik) i Instagram (klik).


Za książkę dziękuję autorce i wydawnictwu Editio Red.
 

środa, 23 maja 2018

Biuro M - Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński

Biuro M - Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński
Biuro M - Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński


Tytuł: Biuro M
Autor: Alek Rogoziński, Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Premiera: 9 maja 2018 r.

Moja ocena: 9/10 

W połowie kwietnia gruchnęła wieść, że 9 maja światło dzienne ujrzy kolejna książka duetu Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego. Mnie, jako fankę twórczości Alka (i samego Alka notabene) niezmiernie ucieszyła ta wiadomość, jednak miałam pewne obawy, gdyż lektura poprzedniej książki tego duetu (Pudełka z marzeniami - klik) nieco mnie rozczarowała... Jak było tym razem, zapytacie.

A ja Wam odpowiem, że o niebo lepiej, niż przy Pudełku ;)

Przede wszystkim odniosłam wrażenie, że autorzy zgrali się jako duet. Narracja została poprowadzona konsekwentnie i jednolicie. O ile przy Pudełku nie miałam problemu, by odróżnić, które partie należą do którego autora, tak tutaj miałam autentycznie wątpliwości. A skoro już przy narracji jesteśmy - fabuła została przedstawiona z punktu widzenia Basi - kobiety, której życie zostało naznaczone Michałami (pierwszym, drugim i trzecim) oraz Elwirką (zołzą, z którą tańcowały wszystkie trzy Michały) oraz Jacka, miłującego wszelkie istoty płci pięknej i pechowca, niemogącego zagrzać dłużej miejsca w jednej pracy. Pewnym splotem wydarzeń zaczynają pracę w Miasteczku i biurze matrymonialnym o wdzięcznej i jakże pokrzepiającej nazwie Minerwa, którego szefowa jest... dość specyficzną osobą. Obok swoje gabinety mają pewien zielarz i wróżka (tak tak - wróżka ;)), którzy wprowadzają wiele kolorytu w życie bezpłciowej i workowatej Basi (pochowała się pod wieloma warstwami ubrań po tym, jak Michał trzeci poszedł w tango z Elwirką). Uwierzcie mi, że każda z przedstawionych tutaj przeze mnie postaci jest niezwykle barwna, a w kupie (że się tak wyrażę) mogą wywołać (i wywołują!) uśmiech na twarzy czytelnika. Dialogi, jakie między sobą prowadzą, ich zachowanie oraz reakcje są po prostu zabawne i skonstruowane w bardzo błyskotliwy sposób. Nie raz to już pisałam, ale poczucie humoru, z jakim spotykałam się dotychczas w książkach Alka, bardzo mi odpowiada. Po prostu. Uważam, że autor ma niesamowity dar obserwacji i skrzętnie wykorzystuje to w swoich książkach, bawiąc się słowem i humorem. Sam autor mówił, że ta książka go bawi i muszę przyznać, że faktycznie Biuro M jest zabawniejsze od Pudełka ;)

Tak, jak pisałam wyżej - nie jestem w stanie odróżnić, które partie należą do którego autora, ale cała książka trzyma poziom, jeżeli chodzi właśnie o to poczucie humoru, co bardzo mnie - jako czytelnika - cieszy. Spowodowało to, że Biuro M przeczytałam właściwie na jedno posiedzenie (ku mojej rozpaczy) - tę książkę czyta się za szybko!

Autorzy, jak zwykle, nie zawodzą czytelnika i serwują wartką akcję, z nieoczekiwanymi (i zabawnymi) zwrotami (tudzież nie) akcji. Fakt - w książce dużo się dzieje, jednak nie można stwierdzić, by panował w niej chaos - historia została poprowadzona konsekwentnie i nie znalazłam w niej żadnych kwiatków i zagięć czasoprzestrzeni, jak w Pudełku. 

To, co jeszcze poczytuję za plus - epizodycznie pojawiają się bohaterowie znani z Pudełka - bardzo cenię sobie takie zabiegi, gdyż lubię wiedzieć, co się dzieje dalej z postaciami, z którymi zdążyłam się polubić, a których historie zostały zakończone wraz z ostatnią przewróconą kartką książki, w której występują. I uwaga - zakończenie Biura M wcale nie jest takie oczywiste, jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka, po przeczytaniu opisu z okładki ;) 

Podsumowując - Biuro M to kompletna i pełna humoru historia duetu, który ewidentnie osiągnął level wyżej we wspólnym pisaniu książki. Podobało mi się w niej wszystko i jeżeli lubicie inteligentny i błyskotliwy humor słowny oraz sytuacyjny - ta książka jest dla Was ;) 

I nie wiem, czyja to sprężyna, ale "lambadziara" bardzo na propsie :D

Znacie? Lubicie? Dajcie znać!



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Filia. 


niedziela, 20 maja 2018

Pamiętnik ze starego domu - Ilona Gołębiewska

Pamiętnik ze starego domu - Ilona Gołębiewska
Pamiętnik ze starego domu - Ilona Gołębiewska


Tytuł: Pamiętnik ze starego domu
Autor: Ilona Gołębiewska
Wydawnictwo: MUZA
Data premiery: 14 marca 2018 r.
Cykl/seria: trzeci tom Powrotu do starego domu
Powrót do starego domy (klik)
Tajemnice starego domu (klik)

Moja ocena: 5/10

Nie trzeba było długo czekać na kontynuację losów Alicji Pniewskiej - ledwo 4 miesiące ;) Byłam niezmiernie ciekawa, jak autorka poprowadzi wątek odnalezionego pamiętnika dziadka głównej bohaterki oraz jego przyjaciółki Elizabeth oraz wątek powrotu Joanny - żony Adama. I o ile pierwszy i drugi tom tej serii przypadły mi do gustu, tak trzecia część podobała mi się mniej i w niektórych aspektach niestety irytowała.

Wydawałoby się, że odnalezienie dokumentów i pamiętnika dziadka Alicji rozwiąże wiele problemów i tajemnic, jednak niestety - w głowie naszej bohaterki pojawiły się kolejne znaki zapytania. Okazało się, że (UWAGA - JEŻELI NIE CZYTAŁEŚ POPRZEDNICH CZĘŚCI, TUTAJ POJAWIA SIĘ SPOILER) dziadek bohaterki i jego przyjaciółka podczas II wojny światowej uratowali wiele dzieci przed śmiercią, wywożąc je poza obóz, podrabiając ich dokumenty i ryzykując własnym życiem. Odnaleziona szkatułka pod drzewem w Pniewie zawiera dowody na tę okoliczność i dzięki nim (albo przez nie) wielu osobom można wywrócić życie do góry nogami, informując o ich prawdziwym pochodzeniu. Z jednej strony Alicja nie chciałaby burzyć och spokoju, jednak z drugiej - przecież każdy ma prawo wiedzieć, kim jest i skąd pochodzi. Na szczęście nie jest z tym sama - Jonas (wnuk Elizabeth) jest tak samo zaangażowany w tę sprawę, jak Alicja. Bohaterowie mają do podjęcia ważną decyzję, kontaktują się w tej sprawie z pewną fundacją, która pomaga im zadecydować o dalszych losach pamiętnika.

Niestety, ale kwestia dalszych losów pamiętnika i odnalezionych dokumentów nie jest jedyną w morzu problemów Alicji. Do akcji wkroczyła bowiem Joanna, żona Adama, która kilka lat wstecz bez słowa wyjaśnienia po prostu porzuciła rodzinę. Teraz wróciła i próbuje walczyć o małą Rozalkę. Niestety - na tym polu dochodzi pomiędzy Alicją i Adamem do wielu spięć. Zdaniem kobiety Joanna ma zbyt duży wpływ na Adama, a sama nie ma nic do powiedzenia w kwestii własnej rodziny. Co więcej - Adam zdaje się odsuwać od Alicji, a jego zachowanie w wielu momentach bardzo mnie irytowało. Alicja zdaje się odkrywać swoją kobiecość (co jest dla mnie dość dziwne w kontekście całej historii, gdzie teoretycznie w drugim tomie zyskała pewność siebie), pojawiają się nowi-starzy adoratorzy, a kobieta jest zdecydowanie zbyt naiwna i dziwi ją, dy jeden z drugim zaczynają uderzać w konkury. Do tego dochodzą problemy z siostrą Ewą (i nawiasem niedokładny research - nie można zrzec się dziedziczenia u notariusza po śmierci spadkodawcy) oraz wiele innych "kłód pod nogami" i sami widzicie, że natłok problemów jest tak duży, że w tę część po prostu wdarł się chaos. Część wątków można było zostawić albo w ogóle ich nie poruszać, bo w pewnym momencie głowa mi eksplodowała od nadmiaru informacji i próby nadążenia za tym, co się dzieje w książce. 



Autorka jest jednak konsekwentna - utrzymuje swój (jak ja to nazywam) romantyczny i emocjonalny styl pisania również i w tym tomie, na równi ze swoistą poetyckością. Raczej ciężko byłoby pomylić tę autorkę z jakąkolwiek inną, po przeczytaniu samego tylko fragmentu książki. Książka napisana jest lekkim i przystępnym językiem i jak na literaturę tego typu przystało - z raczej przewidywalnymi "zwrotami" akcji. Czasem jest to wada, jednak w przypadku tej książki poczytuję to jako zaletę - powieść ma za zadanie budzić ciepłe emocje, odciągnąć od naszych własnych problemów, pokazać, że wszystko ma swój dobry koniec. Ja jestem usatysfakcjonowana z tak poprowadzonych przez autorkę losów naszych bohaterów i cieszę się, że tak zakończyła się historia Alicji Pniewskiej. 

Czy również jak ja poznaliście zakończenie tej historii? Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o Pamiętniku ze starego domu ;)

A w ogóle słyszeliście, że już w czerwcu autorka powraca z kolejną książką? :)




Za książkę dziękuję Wydawnictwu Muza.


czwartek, 17 maja 2018

Zrodzony ze srebra - Patricia Briggs (Mercedes Thompson, tom V)

Zrodzony ze srebra - Patricia Briggs (Mercedes Thompson, tom V)
Zrodzony ze srebra - Patricia Briggs



Tytuł: Zrodzony ze srebra
Tytuł oryginalny: Silver Borne
Autor: Patricia Briggs
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Premiera na świecie: 2009 r.
Premiera w Polsce: wznowienie serii - 14 luty 2018 r. 
Seria/cykl: Mercedes Thompson, tom IV
tom I - Zew księżyca (klik)
tom II - Więzy krwi (klik)
tom III - Pocałunek żelaza (klik)
tom IV - Znak kości (klik)

Moja ocena: 9/10 (wybitna)

Bez owijania w bawełnę - Zrodzony ze srebra to jak na razie najlepsza część przygód Mercy Thompson. 

Ale po kolei.

Mercedes próbuje poukładać swoje relacje z Adamem - samcem Alfa - oraz jego watahą. Niestety, ale części wilkołakom nie podoba się fakt, że Alfa uczynił ze zmiennokształtnej swoją partnerkę, a tym samym - postawił ją tuż za sobą w hierarchii stada. Dziewczyna do tej pory była samodzielna i samowystarczalna na każdym polu, a teraz zyskała nie tylko partnera, ale i całe stado wilkołaków... Nie dość, że Mercy ma trudno na tym polu, to jeszcze Samuel próbuje popełnić samobójstwo... Od tej pory to wilk przejmuje nad nim kontrolę i nasza bohaterka musi poradzić sobie z wilczym instynktem, kombinując, jak przywołać Samuela z powrotem. Jakby tego było mało - Mercy jest w posiadaniu pewnej księgi, do której nie przywiązuje żadnej większej uwagi, ale za to pewna Królowa Wróżek już tak i usilnie próbuje ją przejąć, przez co Mercedes pakuje się w kolejne kłopoty. Wbrew pozorom te wszystkie wątki są ze sobą powiązane, a nasza Mercy staje na rzęsach, by jak najlepiej rozwiązać piętrzące się przed nią problemy... Do tego wszystkiego pojawiają się echa historii z Timem, a Mercy nie potrafi odzyskać dawnej pewności siebie...

Zrodzony ze srebra w większości został poświęcony wilkołaczemu wątkowi, co mnie bardzo ucieszyło i sprawiło, że uważam tę książkę za najlepszą część serii. Świetnie czytało się o Adamie i Mercy - ich relacja, mimo że może wydawać się romantyczna, wcale taką nie jest. Tutaj rządzi instynkt i swoista pierwotność, czasem wręcz dzika i nieprzewidywalna. Położenie tej dwójki w hierarchii stada dodaje temu wątkowi dodatkowej pikanterii. Na jej nieszczęście niemalże cały czas ktoś pragnie jej śmierci, a teraz dodatkowo zostaje zamieszany w to Adam, który za ukochaną skoczy w ogień - i to dosłownie - co prawie przypłaca życiem. Do tego jeszcze Sam, Samuel i właściwie już zupełnie nieromantyczna relacja tego wilkołaka z Mercy, ale jednak budząca niepokój i dodająca całej tej historii po prostu smaczku.

Patricia Briggs wykreowała naprawdę interesującą rzeczywistość, bardzo spójną, mroczną, drapieżną, wciągającą do ostatniej kartki. Dynamizm akcji sprawia, że czytelnik nie może się nudzić, a autorka prowadzi całą serię od początku konsekwentnie i na równym poziomie. Bardzo lubię siąść do lektury i wiedzieć, że świetnie spędzi się przy niej czas, a tak mam właśnie z cyklem o Mercy Thompson. W każdym poście na temat jej książek mogłabym napisać w sumie to samo i za każdym razem byłaby to prawda.

W ten weekend w Poznaniu odbędzie się Pyrkon i uwaga - gościem będzie właśnie Patricia Briggs. Bardzo żałuję, że mnie tam nie będzie i nie będę mogła jej poznać, ale może ktoś z Was planuje wizytę na Pyrkonie? Dajcie znać, czy udało Wam się poznać autorkę i standardowo - co sądzicie o Zrodzonym ze srebra ;)


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów.


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger