środa, 11 września 2019

[PRZEDPREMIEROWO] - Galopem po szczęście - Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska

[PRZEDPREMIEROWO] - Galopem po szczęście - Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska
Galopem po szczęście - 
Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska





Tytuł: Galopem po szczęście
Autor: Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Data premiery: 18 września 2019 r.

Moja ocena: 9/10


Rzadko czytam obyczajówki, choć lubię ten gatunek. Na swojej czytelniczej drodze spotkałam sporo dobrych książek z tego gatunku, ale "Galopem po szczęście" bije je wszystkie na głowę! Przeczytałam ją niemalże jednym tchem, chłonąc każde słowo napisane przez autorki. Ta książka jest tak prawdziwa, tak do bólu prawdziwa...

Ale po kolei. 

Baśka z dnia na dzień pakuje siebie, swoją nastoletnią córkę Karolinę i kota - wraca z Warszawy do rodziców, do rodzinnego Jędrzejowa Podlaskiego, z którego kilkanaście lat temu uciekła. Dosłownie uciekła, zostawiając za sobą ukochaną stadninę koni, którą zarządzał (i zarządza dalej) jej ojciec, plotki i zdruzgotaną rodzinę. Nie wiadomo, co takiego wydarzyło się w tej Warszawie, dość czytelnikowi wiedzieć, że Baśka była zmuszona zrezygnować z całkiem wystawnego życia i męża. Powrót Baśki jest bolesny nie tylko dla niej samej, ale właściwie dla całej rodziny, a zwłaszcza siostry naszej bohaterki, która zawsze czuła się tą gorszą z rodzeństwa. Przyjazdu do Jędrzejowa Podlaskiego nie ułatwia Baśce także córka, która jest na matkę wściekła, że przez jej widzimisię musiała zrezygnować z wielu rzeczy. Dziewczyny próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości, jednak powracają bolesne sprawy sprzed lat, jeszcze sprzed wyjazdu Baśki do Warszawy.

Tak w dużym skrócie wygląda fabuła "Galopem po szczęście". Jak wskazuje sam tytuł - spodziewajcie się, że w książce będzie przewijać się sporo konnego motywu, ale to tylko atut tej historii, dodający jej swoistej magiczności i wiatru we włosy ;)

W pierwszej kolejności chciałabym napisać Wam o bohaterach najnowszej książki Justyny Bednarek i Jagny Kaczanowskiej. Ileż my tutaj mamy charakterów! Baśka - kariera w Warszawie, kiedyś oczko w głowie taty, który pokładał w niej nadzieje (jeździectwo), nieco zagubiona na kilku etapach swojego życia, jednak pewna siebie i swojej wartości. Anka - siostra Baśki, wzorowa pani domu, matka dwójki chłopców, pod presją siebie samej, z którą jednak sobie nie radzi, która zawsze czuła się gorsza od siostry. Ojciec Basi - surowy i wymagający, nie tylko względem swoich pracowników, mający słabość do starszej córki, czasem zaściankowy. Matka Basi - stanowcza w swoich decyzjach, jednak z klapkami na oczach, udająca, że problemy nie istnieją, dość kategoryczna. Karolina - córka Basi, zbuntowana 15-latka, której z dnia na dzień odebrano wszystko, czym żyła do tej pory, jednak świetnie zdająca sobie sprawę z tego, co się dzieje dookoła, niemogąca wybaczyć matce wyjazdu z Warszawy. Musicie przyznać, że jak na jedną rodzinę to mieszanka jest nieźle wybuchowa. I tak faktycznie jest - wystarczy niewielka iskra, by zapłonęło wiele uśpionych problemów...

Obok naszych głównych bohaterów, mamy tutaj także szereg barwnych postaci drugoplanowych, z czego dość wspomnieć, że jedna bohaterka jest moją imienniczką :) Razem wszyscy tworzą małą społeczność Jędrzejowa Podlaskiego, a autorki rozbierają ją czytelnikom na czynniki pierwsze i w sposób bardzo malowniczy i wyrazisty opisują jej funkcjonowanie. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Baśka z jej tajemniczym powrotem w rodzinne strony. Nie będę zbytnio opisywać pozostałych, bo zakrawałoby to już na spoilerowanie. Zdradzę Wam jedynie, że autorki nie boją się trudnych tematów, a i poruszają je w sposób bardzo naturalny i niewymuszony. Wielokrotnie śmiałam się wraz z bohaterami, ale i zaszkliły mi się też oczy... Akcja, jak to w obyczajówce, nie jest zapierająca dech w piersiach, ale to nie o to w tego typu książkach przecież chodzi. Tutaj mamy ukazanie pewnych problemów, ukierunkowanie na ich rozwiązanie, pokazanie najlepszej drogi. Niejednokrotnie różni bohaterowie mieli różne spojrzenia na to samo wydarzenie, co dobitnie pokazuje, jak ważna w naszym życiu jest rozmowa z drugim człowiekiem, bo niezrozumienie to najgorsze, co może nas spotkać...

"Galopem po szczęście" czytałam z zapartym tchem. Historia wydaje się być taką, jakich wiele, ale sposób, w jaki autorki ją przedstawiają, jest naprawdę z wyższej półki. To słodko-gorzkie przedstawienie rzeczywistości wielu ludzi, z teoretycznie zagojonymi ranami z przeszłości. Gdy jednak emocje dochodzą do głosu... oj dzieją się różne rzeczy. A autorki potrafią o tym pisać. I to jest właśnie to, co zachwyciło mnie w tej książce. Łatwość pisania o rzeczach trudnych, uwierających, a i otwieranie oczu na kwestie bolesne, które jednak można załagodzić.

I właśnie dlatego uważam, że ta książka jest warta, by polecać ją dalej. Jeśli lubicie obyczajówki, a szukacie książki, która na długo zapadnie Wam w pamięć - "Galopem po szczęście" jest właśnie taką książką. I mam nadzieję, że dostrzeże to wielu czytelników i dzięki temu autorki napiszą kolejny tom tej historii ;)

Mam nadzieję, że przekonałam Was do sięgnięcia po tę książkę. Jej okłada jest tak piękna, że na pewno przykuje Waszą uwagę w księgarni, a wtedy przypomnicie sobie, co ja tutaj napisałam i ją po prostu włożycie do koszyka ;)


Za książkę dziękuję wydawnictwu W.A.B.

piątek, 6 września 2019

Dzienniki hejterskie - PigOut

Dzienniki hejterskie - PigOut
Kuźwa, to będzie najtrudniejszy post, jaki przyjdzie mi w życiu pisać na blogu. Dotyczy on bowiem e-booka gościa, którego lekkość pisania i łatwość w formułowaniu sedna myśli przyprawia mnie o zawrót głowy, choć nigdy nie miałam problemu z przelaniem swoich na papier/ekran. Zazwyczaj idzie mi to gładko, czasem wpadnie coś genialnego do głowy, ale rzadko daję się ponieść ułańskiej fantazji i napisać to tak, jak siedzi mi w głowie. Zwykle ważę mocno słowa - tak, jak ważę je na co dzień w swojej pracy, gdzie czasem przez niefortunnie/źle użyte sformułowanie może wydarzyć się katastrofa. Możliwe, że wynika to także z jakiejś mojej wewnętrznej bariery przed swojego rodzaju obnażeniem siebie i poddaniu się krytyce - nie tego, co piszę, ale właśnie siebie. Tymczasem w odmętach Internetu jest sobie taki PigOut, który nie ma takich problemów, jak ja. I on sobie influenceruje i pisze.

I ja teraz napiszę o tym, co on pisze. I będzie to tak, jak siedzi mi w głowie.

____________________________________________________

Kiedyś myślałam, że pisanie książek to wyższy poziom zajebistości i że jest to zarezerwowane dla tych wiecie - lepszych. Wykształconych. Umiejących pisać. Mających coś wartościowego do przekazania. I kiedyś może faktycznie tak było, ale potem przyszły Internety i pokazały, że pisać każdy może (choć niekoniecznie każdy powinien się tym dzielić z innymi) i każdy może wydać książkę - i to nie z wydawnictwem. Można zrobić to samemu, co spowodowało wysyp książek o wszystkim i o niczym, a raczej o niczym, bo jak jest popyt, to i podaż się zgadza. Pojawił się nowy zawód - influencer, czyli swoisty kreator trendów, gdzie praktycznie każdy może kimś takim się stać. Jak grzyby po deszczu pojawiają się nowe konta w social mediach i teraz uwaga - jak w każdej branży i w tej pojawiają się tacy, co kalają własne gniazdo, a co jakiś czas w Internetach pojawiają się kolejne gównoburze z ich udziałem. I ci influencerzy też piszą i wydają książki, no bo jakżeby inaczej. Wśród tej grupy społecznej (influencerów piszących książki) znalazł się też niejaki PigOut - jak sam siebie określa - głodny, zły i brzydki (choć tak sobie myślę, że głodny był chyba tylko na początku diety, zły, jak za długo czekał na burgera, a brzydki jak go obesrał Brendonek przy zmianie pieluszki). 

I on sobie tak pisał o otaczającej go rzeczywistości i kompulsywnie dzielił się tym z resztą świata. I tak się jakoś okazało, że pisał tak nawet całkiem śmiesznie, a jego poczucie humoru przypasowało całkiem sporej rzeszy ludzi. Poczucie humoru jak widać też łączy, choć podejrzewam, że akurat tego, jaki reprezentuje PigOut, madki raczej nie zrozumieją. Oczywiście niczego im nie umniejszam, po prostu w ten sposób najlepiej zobrazuję to, co chcę Wam przekazać.

Inteligentny sarkazm.

I w takiej właśnie atmosferze utrzymane są "Dzienniki hejterskie", które ukazały się 8 sierpnia. Oczywiście w formie e-booka. Oczywiście bez udziału wydawnictwa (choć muszę Wam zaznaczyć, że to nie jest debiut PigOuta, bo dwa lata temu nakładem wydawnictwa Edipresse ukazała się jego pierwsza książka 'Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera"). Jest to zbiór felietonów, utrzymanych w sarkastycznym tonie, w których PigOut poddaje analizie otaczającą nas rzeczywistość i komentuje bieżące wydarzenia.

Jak to się stało, że ten e-book wylądował na moim czytniku? A było to tak, że mój mózg w pewnym momencie był już przeciążony kryminałami i thrillerami, w których się zaczytuję, no bo w końcu ileż można? I wtedy wszedł PigOut, cały na czarno (albo na różowo, w zależności od koloru okładki) i wywiązała się między nami mniej więcej taka dyskusja:

Pig: Widzę, że nie najlepiej się z tobą dzieje, masz tu moje "Dzienniki hejterskie" na odmóżdżenie i czytaj, tylko napisz później o nich na blogasku.

Ja: Nie, no co ty, przecież wcale nie chciałam od ciebie wysępić twojej książki za darmo [hurr durr jak za darmo, jak za ciężką pracę, bo zdjęcie na instasiu i recka na blogu]

Pig: Masz masz, ja teraz buduję dom i potrzebuję kasy, może ktoś u ciebie to przeczyta i kupi e-booka.

Ja: Aha, w ten sposób.*

No to nie miałam wyjścia i książkę przeczytałam. 

A tak na poważnie, to początek tej historii był taki, lecz dyskusja przebiegła nieco inaczej ;) A powiem Wam, że takie felietony, jak PigOuta, to miód na skołatane i podkurwione po robocie serce, idealne na chwilę czy dwie przy piwku/winie/wódeczce, skutkujące niedającym się w moim przypadku pohamować atakami śmiechu (zapytajcie mojego małża). Jak widzicie, nawet w takim zalewie internetowego guana, gdzie nie wiadomo, co ziarno, a co plewa, można znaleźć coś oryginalnego i wartego polecenia dalej. Jeśli potrzebujecie czegoś, co pomoże Wam w zachowaniu równowagi psychicznej, to "Dzienniki hejterskie" idealnie się do tego nadadzą. 

Puenty nie będzie.






No i miała być recka, a wyszło co wyszło.

* bezczelna nieudana próba naśladowania PigOuta

_______________________________________________________

Wszystko, co powinniście wiedzieć o "Dziennikach hejterskich" -> klik.
Tu kupisz "Dzienniki hejterskie" -> klik.
PigOut Facebook - > klik.
PigOut Instagram -> klik.



środa, 4 września 2019

[PREMIERA] Kolory zła. Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak

[PREMIERA] Kolory zła. Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak
Kolory zła. Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak





Tytuł: Kolory zła. Czerwień
Autor: Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo: W.A. B.
Data premiery: 4 września 2019 r.

Moja ocena: 6/10


Jeśli chodzi o tę książkę, to zanim jeszcze ukazała się na rynku, była wszędzie wychwalana przez recenzentów. Że świetna, że książka roku, że genialny debiut kryminalny. No i tak rzuciłam się jak szczerbata na sucharek na "Kolory zła. Czerwień" - i choć to jest całkiem dobra książka, to spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego.

Fabuła została poprowadzona dwutorowo - w roku 1996 i 2013. Łączy je zbrodnia, która wstrząsa Sopotem - morze wyrzuca na brzeg ciała młodych dziewczyn, a sposób, w jaki okaleczone zostały oba ciała wskazuje na jednego sprawcę. W 1996 r. ofiarą jest Monika Bogucka, nastoletnia córka sędzi Heleny Boguckiej. Sprawa dość szybko została wówczas umorzona z powodu niewykrycia sprawców. Obecnie - w 2013 r. - sprawą drugiej zamordowanej dziewczyny zajmuje się prokurator Bilski, który ma trochę więcej determinacji, niż ówcześni śledczy, a i przyznać trzeba, że i więcej możliwości.

I tak przeskakujemy sobie z roku 2013 do 1996, by poznać obyczajowe tło tej historii. Jeśli o mnie chodzi - tej "obyczajowości" było nieco za dużo - w pewnym momencie zapomniałam, że czytam kryminał, choć w tle przewijały się kryminalne motywy, to jednak za wiele się w fabule nie działo, gdzieś tak do setnej strony. Potem akcja przyspieszyła i nie zwolniła już właściwie tempa do samego finału. Ciężko jest mnie zaskoczyć, jeśli chodzi o zagadki, które autorzy podrzucają swoim czytelnikom do rozwiązania, także i tutaj przewidziałam, jak to się zakończy, lecz muszę przyznać, że jeden z tych elementów mnie zaskoczył :) 

Jeśli chodzi o bohaterów - to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to sposób przedstawienia osób, które związały swoje życie zawodowe z prawem. Nie do końca podoba mi się utwierdzanie społeczeństwa w stereotypach, że jak adwokat, to - kolokwialnie rzecz ujmując - gnida i prędzej czy później - skorumpowana gnida. Sami bohaterowie zostali wyposażeni w cechy dość charakterystyczne dla każdego z nich, więc na szczęście nie zlewają się w jedną bezkształtną masę. Autorka umiejętnie przedstawia studium psychologiczne każdego z nich, motywując takie a nie inne zachowanie, logicznie ciągnąc ich wątki, uzasadniając postępowanie i przyczynę danego działania. Cała fabuła dzięki temu całkiem zgrabnie i logicznie trzyma się kupy. Do tego dochodzi lekki styl pisania autorki i jak już przeleci ta część "obyczajowa", jak ja to roboczo nazywam, to faktycznie można się wciągnąć w lekturę.

Generalnie uważam, że "Kolory zła. Czerwień" to dobra książka, po którą warto sięgnąć, lecz u mnie nie wywołała efektu WOW - być może przez moje oczekiwania, o których pisałam na początku. Na pewno nie znajdzie się w mojej topce najlepszych kryminałów/thrillerów przeczytanych w 2019 r., niemniej jednak z chęcią sięgnę po kolejne tomy z tej serii, by sprawdzić, jak autorce idzie rozwijanie się w tym gatunku literackim ;)

Dajcie znać, czy macie w planach tę książkę i jakie są Wasze odczucia po jej lekturze ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu W.A.B.

sobota, 31 sierpnia 2019

[PRZEDPREMIEROWO] Nieczyste więzy - K.N. Haner

[PRZEDPREMIEROWO] Nieczyste więzy - K.N. Haner
Nieczyste więzy - K.N. Haner





Tytuł: Nieczyste więzy
Autor: K.N. Haner
Wydawnictwo: Znak (Między słowami)
Data premiery: 4 września 2019 r.

Moja ocena: 7/10


Koniecznie chciałam przeczytać tę książkę, ponieważ zapowiadana była jako pierwszy thriller autorki, z której twórczością się już znam i byłam ciekawa, co wymyśliła tym razem. Jednocześnie miałam lekkie obawy, bowiem wszędzie trąbiono, że nie jest to książką dla osób o słabych nerwach i należy spodziewać się dużo brutalności. I tak sobie zasiadłam do "Nieczystych więzów" i... na drugi dzień już ją przeczytałam.

Clarie to niemalże 21-letnia dziewczyna, która dostaje ogromną szansę - zaczyna staż w jednej z międzynarodowych firm transportowo-handlowych w San Francisco. Jest osobą mocno zamkniętą w sobie, zmagającą się z traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości. Claire nie radzi sobie z otaczającym ją światem i z samą sobą, stąd uczęszcza na różne terapie i do różnych specjalistów. Po przeprowadzce do San Francisco, dziadkowie, którzy ją wychowują, opłacają dziewczynie sesje u doktora Douglasa - najlepszego psychiatry w mieście. Sesje, które w założeniu mają Claire pomóc, odkrywają nowe karty jej osobowości i uzależniają ją od doktora Douglasa, który dość szybko pokazuje dziewczynie swoją drugą osobowość.

Uwielbiam obserwować postępy autorów. Odnoszę wrażenie, że K.N. Haner niesamowicie rozwinęła skrzydła od czasów serii mafijnej, od której rozpoczęłam swoją przygodę z jej twórczością. Autorka zadomowiła się w literaturze erotycznej, jednak ciągle zaskakuje czymś nowym, choć mogłoby się wydawać, że do tej pory wymyślono już wszystko. Czytając "Nieczyste więzy" odniosłam wrażenie, że to jest taka jakby najbardziej "uporządkowana" znana mi historia, która wyszła spod pióra autorki. Wcześniejsze książki, które czytałam, naładowane były zwrotami akcji i dramatami (no w końcu nie bez przyczyny otrzymała miano królowej dramatów ;)), a ta - mam wrażenie, jest bardziej wyważona i jej akcja płynie nieco spokojniej. Autorka postawiła w "Nieczystych więzach" na bohaterów, nie na dramatyczne zwroty akcji, co pozwoliło uniknąć chaosu fabularnego i mętliku w głowie czytelnika.

Jak można się domyślić - główne skrzypce grają Claire i doktor Douglas. Claire ma niestety tendencje do irytowania czytelnika swoim niekonsekwentnym zachowaniem, lecz trzeba pamiętać, że to dziewczyna z problemami w strefie psychicznej i z dużym bagażem, pomimo młodego wieku. Za to doktor Douglas to zdecydowanie typ spod ciemnej gwiazdy, wykorzystujący słabość Claire w okrutny sposób. Już choćby z tego względu ta książka zapewne będzie budzić kontrowersje - bo przecież nie ostry seks ;) O tak, ta książka jest nim naładowana po brzegi i raczej zapomnijcie o tym, co czytaliście w "50 twarzach Greya", K.N. Haner sięgnęła do znacznie mroczniejszych zakamarków ludzkiego umysłu. To też zapewne wywoła kontrowersje ;) 

I faktycznie - "Nieczyste więzy" to zdecydowanie dark romance, taki dość głęboki, więc zapewne nie każdy przebrnie przez tę książkę. Ja przeczytałam ją niemalże na raz i czytało mi się ją po prostu dobrze i okazało się, że nie mam słabych nerwów :D Widać, że autorka nieustannie się rozwija, jeśli chodzi o warsztat pisarski i bardzo mnie cieszy, że mogę obserwować ten rozwój. 

Wiem, że twórczość autorki budzi duże zamieszanie wśród czytelniczek. Jestem też zdania, że jeśli dany autor prezentuje swój konkretny styl, to sięgając po jego książkę, doskonale się wie, czego można się spodziewać. Ja dobrze wiem, co mogę zastać w książkach K.N. Haner, a ponadto wychodzę z założenia, że czytanie ma sprawiać przede wszystkim przyjemność. A czytanie "Nieczystych więzów" taką przyjemność mi sprawiło :) 

A jak jest z Wami? Czytujecie autorkę? Sięgniecie po "Nieczyste więzy"? Premiera 4 września ;)



Za książkę dziękuję autorce i Wydawnictwu Znak.

środa, 28 sierpnia 2019

Rana - Wojciech Chmielarz

Rana - Wojciech Chmielarz
Rana - Wojciech Chmielarz





Tytuł: Rana
Autor: Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo: Marginesy
Data premiery: 14 sierpnia 2019 r.

Moja ocena: 8/10


Oj długo szło panu Chmielarzowi wydawanie kolejnej książki ;) Po "Żmijowisku" czekałam na kolejną spod pióra tego autora jak na zbawienie i po ponad roku wreszcie się doczekałam! "Ranę" przeczytałam w dwa dni (kuźwa szybko jak na takie długie czekanie) i napiszę Wam tak - to jest Chmielarz i książka czyta się wręcz sama, jednak w moim prywatnym rankingu nie przebiła "Żmijowiska".

"Rana" na pewno jest inna od pozostałych znanych mi książek autora. Ciężko mi uchwycić tę "inność" tak, żeby ją opisać, ale jeśli sięgniecie po "Ranę", to będziecie wiedzieli, o co mi chodzi ;) 

Klementyna jest starszą kobietą, która podejmuje pracę nauczycielki w prywatnej, elitarnej szkole na warszawskim Mokotowie. Początkowo wiemy o niej tylko tyle, że niedawno pochowała matkę, a obecnie nie ma żadnych środków do życia. Potrzebuje tej pracy jak spragniony wody i nie zważa na pewne kwestie, które powinny przesądzić o poszukaniu innego zajęcia. To, co jeszcze wiadomo o Klementynie to to, że ciągnie się za nią jakaś tragiczna przeszłość, poza problemami z matką-tyranem. Już w początkowych dniach jej pracy dochodzi do pewnej tragedii, która wstrząsa całą szkołą. Kilka dni później dochodzi do kolejnego tajemniczego wydarzenia i tylko Klementyna widziała, co się stało naprawdę. Ale czy na pewno? Okazuje się bowiem, że to, co widziała na oczy, otrzymuje oficjalnie inną wersję... Z różnych względów próbuje dojść do prawdy i niestety nie wie, do czego ją to doprowadzi.

Właściwie jedyne, co mam tej książce do zarzucenia, to w mojej ocenie ogromny i niepotrzebny spoiler na tylnej okładce książki, który ja powyżej ominęłam. Jeśli nie czytaliście "Rany", to proszę - darujcie sobie opisy książki, które pochodzą od wydawnictwa. Uważam, że pisanie na okładce o istotnych i kluczowych zwrotach akcji, które występują gdzieś w okolicach setnej strony to strzał w kolano. I tak czytałam sobie niemalże 1/3 książki wiedząc, co się wydarzy - taki zabieg odbiera czytelnikowi element zaskoczenia, niezależnie od tego, jak bardzo zaskakujące jest potem zakończenie i niestety czuć można potem coś na kształt niedosytu. 

Poza powyższym książka to prawdziwy majstersztyk. Autor ma dar świetnego kreowania postaci (bardzo rzeczywistych i wyrazistych, namacalnych, aż do bólu) i ukazywania studium psychologicznego człowieka - niezależnie od jego ran i problemów. Wojciech Chmielarz jest dobrym obserwatorem rzeczywistości i bezczelnie to wykorzystuje w swoich książkach, za co niezmienne należą mu się brawa. I tak sobie teraz właśnie myślę, że "Rana" to chyba najbardziej psychologiczna powieść autora, stąd moje wrażenie, że jest inna od jego pozostałych znanych mi książek. Z "Rany" wręcz wylewa się ból i krzywdy jej bohaterów, a Wojciech Chmielarz potrafi tak pisać, że czytelnik niemalże sam odczuwa te wszystkie emocje. 

Do tego dochodzi ciekawie zarysowana fabuła, rasowo rozkręcająca się akcja, która na końcu wbija czytelnika w fotel i zostawia z uczuciem niesprawiedliwości, że tak to się kończy. Co dalej? Czemu autor zostawia nas w takim zawieszeniu? Może dlatego, że będzie kolejna część, a może czytelnik musi dopowiedzieć sobie resztę, według własnego uznania...

Podsumowując - "Rana" z całą pewnością nie zawiedzie fanów autora i gatunku. Żałuję jedynie, że tyle przyszło mi czekać na książkę, którą niemalże pochłonęłam! Mam nadzieję, że autor pokusi się o wydawanie tak chociaż dwóch książek rocznie, coby zaspokoić apetyt swoich fanów ;)

Czytaliście "Ranę"? Jak Wasze wrażenia?



Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy.

piątek, 23 sierpnia 2019

[ZAPOWIEDŹ] Nieczyste więzy - K.N. Haner

[ZAPOWIEDŹ] Nieczyste więzy - K.N. Haner
Gdy miłość staje się obsesją, nie można się już zatrzymać.
Claire czuje, że nigdy nie poradzi sobie z piętnem, które nosi w sobie od dzieciństwa. Jest zbyt krucha, bezradna, inna niż wszyscy. Staż w prestiżowej firmie to dla niej życiowa szansa. Podobnie jak doktor Douglas, świetny i szanowany terapeuta, głęboko skrywający własne mroczne sekrety. Tylko on doskonale rozumie, czym jest walka z własnymi demonami.
W jego szarozielonych oczach Claire odnajduje ten sam ogień, który spala ją samą. Oboje podejmują mroczną grę, w której obezwładniająca namiętność i bezwzględna manipulacja prowadzą na samo dno piekła. Doktor kontroluje każdy ruch dziewczyny. A może tylko mu się wydaje, bo wciąż nie wiadomo, kto rozdaje karty w tym niedozwolonym układzie…
Pierwszy thriller królowej dramatów!

Premiera 4 września nakładem Wydawnictwa Znak ;)

Kto planuje lekturę tej książki? :) Książka podobno jest bardzo mocna i nie dla osób o słabych nerwach :D


środa, 21 sierpnia 2019

[ZAPOWIEDŹ] Galopem po szczęście - Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska

[ZAPOWIEDŹ] Galopem po szczęście - Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska
Nowa powieść autorek bestsellerowego "Ogrodu Zuzanny"!

Kiedy życie stawia cię na zakręcie, a ty wcale nie chcesz się przekonać, co znajduje się za nim…



Basia czuje, że poniosła życiową klęskę. Właśnie się rozwiodła i nie ma właściwie nic - związku, mieszkania, pieniędzy. Postanawia zabrać 15-letnią córkę Karolinę, trzy walizki, kota w transporterku, komputer i po latach powrócić do rodzinnego Jędrzejowa Podlaskiego. Uciekła z tego miasteczka zaraz po maturze, więc tym bardziej czuje, że wszystko poszło nie tak, jak powinno... Jednak w jej sytuacji propozycja ojca, który jest dyrektorem państwowej stadniny koni i zaproponował jej stanowisko asystentki, wydaje się być jedynym ratunkiem. Basia wchodzi więc na nowo w świat koni, z którego chciała kiedyś uciec.

Musi też skonfrontować się z bliskimi – podporządkowaną mężowi matką, młodszą siostrą Anną, która całe życie marzyła o podzieleniu jej losu i wyrwaniu się w wielki świat, despotycznym ojcem, który w dodatku jest jej szefem, i córką Karoliną, która wyrwana z warszawskich luksusów nie do końca potrafi odnaleźć się na podlaskiej prowincji.

Czy uda jej się odnaleźć szczęście? I jak poskładać życie na nowo?


Justyna Bednarek – z wykształcenia romanistka, a z praktyki zawodowej – dziennikarka i redaktorka. Autorka nagradzanych książek dla dzieci (Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek, Pięć sprytnych kun). Mieszka na warszawskich Bielanach z dziećmi, psami i myszoskoczkami. Założyła kurnik.
Jagna Kaczanowska – psycholog i dziennikarka miesięcznika Twój Styl.Mieszka z rodziną pod Warszawą. Ma trzy psy, trzy koty i konia. W czasie wolnym uwielbia czytać i zajmować się ogrodem, w którym hoduje historyczne odmiany róż i kilkadziesiąt odmian peonii.

Dwie przyjaciółki i niesamowicie sprawny tandem pisarski. Wzięły się do pisania, by wyczarować świat, w którym każda z nich chciałaby żyć. Wspólnie napisały trzy tomy uwielbianej przez czytelników serii Ogród Zuzanny oraz powieść Okruchy dobra, które ukazały się nakładem wydawnictwa W.A.B.  

______________________________________________


Ja już przeczytałam "Galopem po szczęście" i powiem Wam, że jestem zachwycona tą książką ;) Swoimi wrażeniami na pewno podzielę się z Wami bliżej premiery, a ta 18 września ;)


poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Remigiusz Mróz - seria Parabellum

Remigiusz Mróz - seria Parabellum
Remigiusz Mróz - seria Parabellum


Tytuł: 
1. Prędkość ucieczki
2. Horyzont zdarzeń
3. Głębia osobliwości
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data premiery: 17 lipca 2019 r. (wznowienie)

Moja ocena: 9/10


Z twórczością Remigiusza Mroza mam się bardzo różnie, ale to wiecie, jeśli czytacie mojego bloga. O serii Parabellum słyszałam jednak na tyle dużo dobrego, że postanowiłam przekonać się na własnej skórze, co i jak. Okazja nadarzyła się w lipcu, kiedy to seria ta została wznowiona przez Wydawnictwo Czwarta Strona. 

I wiecie co?

To są faktycznie najlepsze książki autora, jakie przyszło mi czytać.

Pomimo że to trylogia, pozwolę sobie napisać jeden post na jej temat - całość to dla mnie właściwie jedna książka, a i sam autor przyznaje, że historię tę tak tratuje.

Na początku pierwszego tomu znajdujemy się w przededniu II wojny światowej. Poznajemy braci Zaniewskich - Staszek przebywa ze swoją narzeczoną Marią (Żydówką) w Warszawie, natomiast starszy Bronek - na południowej linii frontu. Obserwujemy wybuch II wojny światowej, reakcje naszych bohaterów, ich próby poradzenia sobie z nową rzeczywistością, jakże brutalną rzeczywistością. Nasi bohaterowie to patrioci, zrobią wszystko, by walczyć o Polskę, by ratować swoich najbliższych. Staszek za wszelką cenę chce chronić swoją narzeczoną, przez co decydują się - wraz z przyjacielem wuja, człowieka, któremu raczej dobrze z oczu nie patrzy - na ucieczkę na zachód. Udaje im się za pomocą Holzera właśnie (nazwisko tego przyjaciela wuja) zdobyć dokumenty, zgodnie z którymi są szwajcarskimi dziennikarzami, relacjonującymi przebieg wojny. Kto by się bowiem spodziewał, że ktokolwiek z Polaków podejmie się ucieczki na zachód? Wszyscy początkowo pokładali jeszcze przecież nadzieję w Rosji, choć i czas i kolejne tomy tej serii pokazały, że były one tak bardzo złudne... Bronek z kolei broni Polski na południu, wykazując się niesamowitą determinacją i czasem wręcz brawurą. Obu braci w drodze do wolności i szczęścia spotykają chyba wszystkie możliwe sytuacje, jakie można sobie wyobrazić, myśląc o II wojnie światowej. I najgorsze jest to, że nie jest to żadna fikcja literacka. 

Oprócz braci Zaniewskich głównym bohaterem jest Christian Leitner - oficer Wehrmachtu. Jakże szalenie ciekawa jest to postać! Oddany Rzeczy i Wodzowi, widzi jednak, że propaganda sięga zbyt daleko i zbyt szeroko, potrafi dostrzec rysy na obliczu ukochanego kraju i Hitlera. Nie dajcie się jednak zmylić - jest to człowiek niezwykle bezwzględny i surowy. Jego losy przecinają się z losami Staszka i Marii i już do końca ostatniego tomu będą się przenikać. Autor świetnie przedstawił jego kreację, tak niejednoznacznie, ale jednocześnie czytelnik na samym końcu nie może nie czuć sympatii do tego człowieka. Niejako po drugiej stronie barykady mamy Johanna Blankenburga, który nie hołduje żadnym wartościom, zaślepia go władza, a powiedzieć, że jest brutalny, to jak nic nie powiedzieć. Niestety ciągle przewija się przez kartki wszystkich tomów tej serii.

Oprócz wymienionych wyżej bohaterów pierwszoplanowych mamy także do czynienia z ciekawymi postaciami drugoplanowymi, z których na uwagę niewątpliwie zasługuje kapitan Obelt - kapitan Bronka. Jeśli miałabym go opisać jednym słowem - niezłomny. To chyba najlepsze określenie dla Obelta. Zaimponował mi swoją determinacją i odwagą, nie sposób go nie szanować za jego postawę względem Niemców. 

Wszyscy bohaterowie zostali wykreowani w sposób ciekawy, charakterystyczny dla każdego z nich, konsekwentny i logiczny. Niestety wielokrotnie, podczas czytania tej serii bolało mnie serce o każdego z nich - nie zapominajmy, że autor rzucił ich w wir II wojny światowej i o ile bohaterowie mogą być fikcyjni, tak realia wojenne już nie. Jestem pod wrażeniem, z jaką dokładnością i pieczołowitością autor oddał te realia i wydarzenia, jakie miały albo mogły mieć miejsce. Całą historię czyta się z zapartym tchem, mocno kibicuje bohaterom w ich wysiłkach, lecz z tyłu głowy ma się tę myśl, że przecież to spotkało wiele tysięcy Polaków i Żydów... I nawet teraz, pisząc te słowa, mam łzy w oczach. Ciężko pisać tutaj w ogóle o akcji i jej zwrotach... Powszechnie wiadomo, co działo się podczas II wojny światowej, a Remigiusz Mróz wykreował na tej podstawie historię, która chwyta za serce i którą koniecznie trzeba poznać. 

"Parabellum" polecam Wam z czystym sumieniem, bo uważam, że to kawał dobrej roboty autora. 

Znacie tę serię? Dajcie znać, co o niej sądzicie ;)



Za książki dziękuję Czwartej Stronie.

piątek, 16 sierpnia 2019

Adwokat diabła - Andrew Neiderman

Adwokat diabła - Andrew Neiderman
Adwokat diabła - Andrew Neiderman




Tytuł: Adwokat diabła
Tytuł oryginalny: The Devil's Advocate
Autor: Andrew Neiderman
Wydawnictwo: Vesper
Data premiery: 17 lipca 2019 r.

Moja ocena: 9/10


Ta książka ma chyba właściwie wszystko, co stanowi o świetnej lekturze. Właściwie nie dziwię się, że została wzięta "na tapet" przez Taylora Hackforda, choć w sumie sama ekranizacja jakoś wiele wspólnego z literackim pierwowzorem nie ma, choć łączy je pewien ogólny zarys i clue całej tej historii. I o ile - jeśli nie czytaliście książki, a znacie film - sam film jest w moim odczuciu naprawdę dobry, tak książka jest o niebo lepsza i dobitniej oddaje pewne schematy, jakie chciał ukazać autor. 

Kevin Taylor jest świetnym prawnikiem, czuje się jak ryba w wodzie w sprawach karnych. Ma przeczucie, że aktualnie prowadzona przez niego sprawa pozwoli mu wpłynąć na głębsze wody - a nie jest to sprawa prosta, bowiem broni nauczycieli, oskarżonej o molestowanie seksualne uczennicy. Podczas rozprawy sądowej okazuje się, że obserwuje go tajemniczy mężczyzna, który okazuje się być pracownikiem dużej nowojorskiej kancelarii Milton i Wspólnicy. Proponuje Kevinowi pracę w imieniu swojego pracodawcy. O ile jeszcze na początku nasz główny bohater bije się z myślami, gdyż ma nadzieję, że w jego obecnej pracy zostanie doceniony i wskoczy na stołek wspólnika, o ile traci jakiekolwiek skrupuły, gdy okazuje się, że styl, w jakim wygrał tę kontrowersyjną sprawę, nie spodobał się jednak jego pryncypałom. Z ciekawości jedzie więc poznać pana Miltona i dosłownie przepada w nowej rzeczywistości - służbowe mieszkanie, horrendalna pensja, szofer do dyspozycji... Żona Kevina - Miriam - początkowo sceptycznie podchodzi do zmiany pracy swojego męża, ale wystarczy jedna wizyta w Nowym Jorku, by wszystkie jej wątpliwości umknęły gdzieś w cień. Kevin rzuca się w wir pracy, lecz powoli zaczyna dostrzegać pewne niepokojące sygnały, jak choćby ten, że dostaje od Miltona dokumenty do sprawy, jeszcze zanim samo przestępstwo zostaje popełnione...

Przede wszystkim - autor pisze tak genialnie, że nie sposób odłożyć książkę. Wszystko jest tak bardzo obrazowe, że wręcz widziałam czytane przeze mnie aktualnie sceny - a te z sali sądowej to po prostu mistrzostwo. Ilość akcji jest w sam raz, autor w odpowiednich momentach ją zawiesza, by zaciekawić czytelnika i wręcz kazać mu przewrócić następną kartkę. Poprowadzenie tej akcji - logiczne i z ciągiem przyczynowo-skutkowym, nie dopatrzyłam się żadnych luk czy bzdurnych wytłumaczeń przebiegu konkretnych wydarzeń. Bohaterowie - wyraziści, z krwi i kości. Autor bardzo trafnie ukazuje studium ludzkiej psychiki, jak nasi bohaterowie - a właściwie to Kevin i Miriam - ewoluują i zmieniają swoje nastawienie do otaczającej ich rzeczywistości. John Milton, czyli tytułowy diabeł, przerażał mnie - najpierw swoją "troskliwością" względem Kevina i jego żony, tym, że musiał nad wszystkim czuwać, by ostatecznie osaczyć swojego nowego podopiecznego - a w jakim celu, to już nie będę spoilerować. Jedyne, co mogę Wam zdradzić, to to, że w tym miejscu książka i film baaaaaardzo się rozmijają, na plus oczywiście dla książki. Zakończenie i refleksja, jaka płynie z tej książki - jakże interesujące i aktualne w niniejszych czasach - mimo że sam "Adwokat diabła" miał swoją premierę 29 lat temu! To się dopiero nazywa geniusz tego autora!

Jednym słowem - polecam. Bardzo polecam. Znając film - zdziwicie się, jak bardzo został on spłycony w odniesieniu do książki (i to nie tylko w zakresie fabuły, ale także bohaterów). Jeśli jeszcze nie czytaliście, a mogliście tego nie zrobić, bo w Polsce ta książka miała premierę dopiero miesiąc temu - nie wahajcie się i szukajcie "Adwokata diabła" w księgarniach ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper.

piątek, 2 sierpnia 2019

Ostra jazda - Ryszard Ćwirlej

Ostra jazda - Ryszard Ćwirlej
Ostra jazda - Ryszard Ćwirlej


Tytuł: Ostra jazda
Autor: Ryszard Ćwirlej
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 5 czerwca 2019 r.

Moja ocena: 6/10


Już od bardzo dawna chciałam poznać twórczość Ryszarda Ćwirleja - nie dość bowiem, że pisze "mój" gatunek, to jeszcze słyszałam o jego książkach same pozytywne opinie. Kiedy okazało się, że autor wydaje kolejną książkę, to wiedziałam, że oczywiście po nią sięgnę ;) A jakie są moje wrażenia po lekturze? Niestety dość mieszane, a dlaczego - o tym niżej.

Fabuła kręci się wokół - początkowo oczywiście wydawałoby się, że niczym niezwiązanych ze sobą - kilku wątków. Mamy rok 2015 - wybory parlamentarne i kryzys uchodźczy. Niedaleko szkoły oficerskiej pod Poznaniem zostaje zamordowany jeden z żołnierzy. Kilka tygodni później w lesie zostają znalezione zwłoki młodej kobiety (w dość nietypowej pozie, a ślady wskazują, że została zabita strzałem w głowę z bliskiej odległości, podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych). Szybko okazuje się, że dziewczyna mogła być ofiarą handlarzy żywym towarem. W śledztwie, które prowadzi policja w Szamotułach, pomaga młoda policjantka z Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu. Oczywiście problem sięga dużo głębiej, niż mogłoby się wydawać, a nasza bohaterka ma głowę na karku i bystry umysł, więc pełni niebagatelną rolę w rozwiązaniu całej zagadki. To są tylko trzy główne wątki, lecz sama książka zawiera ich o wiele wiele więcej...

I tutaj przejdę do tego, co spowodowało, że mam mieszane uczucia względem tej książki. Przede wszystkim - ilość wątków. Wielokrotnie gubiłam się w przedstawionych przez autora zdarzeniach, a niestety ilość bohaterów, jaka występuje w tej książce, ich podobieństwa względem siebie (nazwiska, stanowiska, przeszłość, funkcje) nie pomagały w połapaniu się w fabule. Zdążyłam się zorientować, że ci bohaterowie występowali już w poprzednich książkach autora, więc osoby, które je znają, na pewno nie będą mieli takich problemów, a co więcej - będzie to dla nich swoisty smaczek, ale dla osoby, która pierwszy raz sięga po twórczość Ryszarda Ćwirleja jest to wyzwanie, by wszystkich spamiętać i ich nie pomylić. W pewnym momencie straciłam zupełnie z pola widzenia istotę książki, często musiałam się wracać kilka kartek, by zrozumieć, co autor opisuje i które postaci biorą udział w tych konkretnych wydarzeniach. Zdałam sobie w ogóle właśnie sprawę, że nie pamiętam nawet imienia tej młodej policjantki, a którą to postać polubiłam najbardziej ze wszystkich. Aneta? Chyba Aneta. No właśnie.

Gdyby nie to, co opisałam powyżej, książka dostałaby ode mnie mocniejszą ocenę. Poza tym chaosem mamy bowiem wszystko, co trzeba, by wciągnąć czytelnika bez reszty w wykreowany świat. I ciekawe tematy (choć może trochę za dużo jak dla mnie było tutaj polityki, ale ja polityką się nie interesuję za bardzo, od tego mam męża ;)), kilku wyrazistych bohaterów, akcja zawieszająca się w odpowiednich momentach, brudne sekrety policji, sarkazm i humor, lekkie pióro (choć częste retrospekcje wytrącały mnie z rytmu), świetne zakończenie. Mam nadzieję, że autor w kolejnych książkach trochę przystopuje z ilością wątków, bo "Ostra jazda" mogłaby spokojnie obdzielić nimi jeszcze co najmniej jedną książkę, bez uszczerbku dla fabuły.

A może są tu fani Ryszarda Ćwirleja i podpowiedzą mi, czy autor tylko w tej książce tak się rozpisał, czy to jest może jego właściwość? :)

Generalnie na "Ostrą jazdę" trzeba sobie zarezerwować zdecydowanie więcej czasu, niż na "statystyczną" książkę i nie jest to raczej pozycja na tzw. odmóżdżenie, bo zdecydowanie trzeba tutaj myśleć i łączyć fakty, by się nie pogubić ;)

Czytaliście "Ostrą jazdę"? A może macie w planach? Dajcie znać ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.

środa, 24 lipca 2019

[PRZEDPREMIEROWO] Zjazd absolwentów - Guillaume Musso

[PRZEDPREMIEROWO] Zjazd absolwentów - Guillaume Musso
Zjazd absolwentów - Guillaume Musso


Tytuł: Zjazd absolwentów
Tytuł oryginalny: La jeune fille et la nuit
Autor: Guillaume Musso
Wydawnictwo: Albatros
Data premiery: 31 lipca 2019 r.

Moja ocena: 7/10


W książkach Musso zawsze urzekały mnie elementy nadprzyrodzone, o ile można to tak nazwać. Kryminał spod jego pióra czytałam teraz jednak po raz pierwszy i przyznać muszę, że "Zjazd absolwentów" wypadł bardzo przyzwoicie. Słyszałam różne opinie o jego "Dziewczynie z Brooklynu", więc podeszłam do lektury ostrożnie i na szczęście miło się rozczarowałam ;)

Zacznijmy od tego, że akcja jest poprowadzona dwutorowo - raz lądujemy w roku 1992, raz w 2017 i obserwujemy wydarzenia dziejące się na Riwierze Francuskiej z perspektyw kilku bohaterów. Głównym zainteresowanym jest Thomas - absolwent szkoły, do której właśnie przyjechał na obchody jej jubileuszowej rocznicy. Thomas przyleciał aż ze Stanów Zjednoczonych, jest znanym pisarzem - myślicie pewnie sobie, że bardzo musiał kochać swoją szkołę i tęsknić za swoimi przyjaciółmi, skoro pofatygował się taki kawał drogi? Otóż nie. Thomas dostał informację od swojego przyjaciela ze szkoły Maxima, że po obchodach rocznicowych zostanie wyburzona szkolna hala sportowa, budowana 25 lat temu. Sentyment? Otóż też nie. Thomasa i Maxima wydarzenia sprzed 25 lat łączą i dzielą jednocześnie - wynikiem tych wydarzeń jest trup zamurowany w ścianie tej hali. 

Z powyższą historią łączy się jeszcze jedna - w tę samą noc, która skończyła się zamurowaniem ciała, znika Vinca - dziewczyna, w której Thomas jest ślepo zakochany. Wówczas po szkole rozeszła się plotka, że Vinca miała romans z jednym z nauczycieli i to z nim zapadła się pod ziemię. Jaka jest prawda? Co łączy te dwa wydarzenia? Tego dowiecie się, sięgając po "Zjazd absolwentów".

Zacznę może od tego, że książkę czyta się ekspresowo. Ma na to wpływ i liczba stron i ciekawie poprowadzona akcja, zawieszana w takich momentach, że aż trzeba przewrócić kolejną kartkę. Bohaterowie zostali skonstruowani w sposób bardzo różnorodny, przez co nie sposób ich pomylić i się z nimi nudzić. Jak wspominałam wyżej - pierwsze skrzypce gra Thomas, popularny pisarz, jednak nie za wiele wiemy o jego życiu prywatnym. Możliwe, że wydarzenia sprzed 25 lat odcisnęły na nim takie piętno, że właściwie nie ma życia osobistego i przelewając słowa na papier tworzy nowe historie, które pomagają mu uporać się z przeszłością? Maxime z kolei to obecnie znana persona w swoim środowisku, homoseksualista, startujący na radnego. Do tego dochodzi jeszcze koleżanka ze szkoły, obecnie lekarz, wspomnieniowo - ojciec Maxima i rodzice Thomasa. Okazuje się, że każdy w tej historii wtrącił swoje trzy grosze, a całość zamyka się w zgrabnie opisaną fabułę.

Nie mogę powiedzieć, że nie dostrzegłam żadnych minusów tej książki - kilka wątków było przewidywalnych, ale to, co autor w niemalże jednym akapicie wtrącił na sam koniec spowodowało, że miałam mętlik w głowie (oczywiście ten pozytywny). Autor umiejętnie podrzuca czytelnikowi tropy, w jakim kierunku pójdzie ta historia, czasem je myli, a wszystko po to, by na końcu odwrócić wyobrażenie o przebiegu wydarzeń sprzed 25 lat do góry nogami. Taki zabieg satysfakcjonuje mnie jako czytelnika i powoduje, że na pewno sięgnę po kolejne thrillery tego autora.

Autor ma lekki, bardzo przystępny styl pisania, przez co przez książkę wręcz się płynie i nic nie wyrywa z czytelniczego rytmu. Wydarzenia są logiczne, choć czasem trzeba się zastanowić, co i jak i połączyć wyłożone przez Musso fakty. Głowa pracuje, nie wszystko jest podane na tacy, czytelnik nie dostaje kopniaka w brzuch, bo jakiś wątek jest totalnie odrealniony. To thriller, tutaj trupy się ścielą, ale nie powiem Wam, czyje :D

Podsumowując - jestem bardzo zadowolona z lektury i mam nadzieję, że Wy też będziecie ;) Premiera tej książki już za tydzień 31 lipca. Wypatrujcie jej w księgarniach! :)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Albatros.
Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger