środa, 22 maja 2019

Raz, dwa, trzy... giniesz ty! - Alek Rogoziński

Raz, dwa, trzy... giniesz ty! - Alek Rogoziński
Raz, dwa trzy... giniesz ty! - Alek Rogoziński



Tytuł: Raz, dwa, trzy... giniesz ty!
Autor: Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Premiera: 15 maja 2019 r.

Moja ocena: 8/10 


Autor dostał chyba jakiegoś niezłego kopa twórczego, bo "Raz, da, trzy... giniesz ty!" pojawiło się na księgarnianych półkach dwa miesiące po jego ostatniej książce 'Śmierć w blasku fleszy". To bardzo dobrze wróży na przyszłość, bo sugeruje, że możemy mieć do czynienia z płodnością literacką na miarę Mroza, a ja nie mam nic przeciwko takiemu stanowi rzeczy, bo Alka mogłabym czytać non stop. Jako książę komedii kryminalnej, autor wrócił z potężną dawką humoru (często czarnego i absurdalnego), który jest mi (i podejrzewam, że wielu czytelnikom) bliski.

Zaczynając jednak od początku - mamy tutaj właściwą dla autora mnogość bohaterów. Bartek jest początkującym aktorem i dostał właśnie rolę w "Jak cię zabić, kochanie? 4", Agnieszka zaś próbuje swoich dziennikarskich sił, by dostać nową pracę i trafia na plan tejże produkcji. Pech chce, że podczas wizyty na tymże planie nasi bohaterowie znajdują trupa. Bardzo jest możliwe, że morderstwo to (denat raczej nie odszedł z tego świata zgodnie ze swoją wolą) ma związek z tragedią, jaka wydarzyła się w tym samym studio 17 lat temu. Szybko okazuje się, że morderca realizuje scenariusz filmu, na którego planie reportaż miała zrobić Agnieszka... Chcąc nie chcąc, razem ze swoją przyjaciółką Oliwką (także dziennikarką) trafia w sam środek tego morderczego zamieszania i próbuje zapobiec kolejnym tragediom.

Autor konsekwentnie raczy nas humorem, który niezwykle mi pasuje. Zawsze, gdy sięgam po jego książki, jestem spokojna, że dostarczą mi sporo rozrywki - tak też było tym razem. Nie raz i nie dwa parsknęłam śmiechem, czytając "Raz, dwa, trzy...", doceniając nie tylko humor słowny, ale także sytuacyjny, jaki pojawia się w tej książce. Autor pokusił się nawet o "podsumowanie" siebie samego jako "bubka", więc raczej nie można mu zarzucić, że nie ma do siebie dystansu ;) Zdaję sobie sprawę, że komedia kryminalna nie jest popularnym gatunkiem i trzeba po prostu go lubić, na szczęście twórczość autora znakomicie wpisuje się w mój gust. Odnośnie natomiast do samej akcji w książce - nie zwalnia ona tempa ani na moment (no, może w momentach tzw. dygresji od dygresji, które mają humorystyczny wydźwięk), wszak u Alka trup lubi ścielać się gęsto i często, więc i kolejne tropy, prowadzące do rozwikłania zagadki, pojawiają się dość szybko. Przez lekkie i bardzo przystępne pióro autora książkę czyta się niewiarygodnie szybko - zawsze po skończeniu jego książki mam zagwozdkę, czy aby wszystko jest logiczne i konsekwentnie pociągnięte (wszak liczba występujących w jego książkach bohaterów zawsze jest dość pokaźna), by ostatecznie dojść do wniosku, że on całkiem sprytnie sobie to wszystko obmyśla i układa, podpuszczając czytelnika i podrzucając fałszywe tropy, by zgrabnie wytłumaczyć wszystko w zakończeniu. 

Miłym akcentem jest pojawienie się w tej książce dobrze nam już znanych bohaterów - komisarza Darskiego, Róży Krull, czy Pepe. Ja uwielbiam takie zabiegi - dzięki temu możemy dowiedzieć się, co u nich słychać, choćby miał to być jedynie strzępek informacji. Będąc już przy bohaterach - wszyscy są bardzo charakterystyczni, czasem przerysowani - ot, taki urok gatunku, a i autor wykorzystuje tutaj swój dobrze rozwinięty zmysł obserwacji.

Książka w skali "podobania się" historii ląduje na brązowym pudle ze "Śmiercią w blasku fleszy" i "Kto zabił Kopciuszka?". "Zbrodnia w wielkim mieście" to ciągle dla mnie najlepsza książka autora, a zaraz po niej "Lustereczko powiedz przecie...".

Podsumowując - fani autora i gatunku na pewno nie będą zawiedzeni ;) Ja jestem bardzo zadowolona ze spędzonego z tą książką czasu i liczę, że w wakacje pojawi się kolejna ;)

Czytaliście? Dajcie znać, co sądzicie o niej i o innych książkach autora ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Skarpa Warszawska.

środa, 15 maja 2019

[PREMIERA] Kryształowi. Łatwy hajs - Joanna Opiat-Bojarska

[PREMIERA] Kryształowi. Łatwy hajs - Joanna Opiat-Bojarska
Kryształowi. Łatwy hajs - Joanna Opiat-Bojarska



Tytuł: Łatwy hajs
Autor: Joanna Opiat-Bojarska
Wydawnictwo: MUZA
Cykl/seria: Kryształowi, tom II
Premiera: 15 maja 2019 r.

Moja ocena: 9/10 


W pierwszych słowach zwracam się bezpośrednio do autorki - Aśka! Masz ode mnie kopa w tyłek! Tylko natychmiastowe wydanie trzeciego tomu może Cię od niego uchronić! Jak można było zostawić czytelnika bez odpowiedzi na najważniejsze pytanie, jakie stawia zakończenie pierwszego tomu Kryształowych?! Jak?! Ty to wiesz, jak podkręcić atmosferę, kobito :D

No, a przechodząc już do konkretów - ta książka to prawdziwa jazda bez trzymanki. Spokojnie mogę podtrzymać to, co pisałam przy okazji pierwszego tomu, tj. "Świeżej krwi". Zaczynając jednak od fabuły - pierwsze skrzypce gra Paweł "Driver" Dobrogowski - teraz już nie świeżak w pododdziale antyterrorystycznym, lecz w Biurze Spraw Wewnętrznych. Akcja z pierwszego tomu przeniosła naszego bohatera wprost w szeregi kryształowych, "psów na psy". Jak można się domyślić - znowu mamy do czynienia z dwiema twarzami policjantów - tym razem na tapet autorka bierze poznańskie kluby go-go i ich drugą naturę. Jest bowiem sobie Łysy - policjant, który według jednego świadka bierze pieniądze od właścicieli takich klubów w zamian za gwarancję spokoju. Bo te kluby to nie tylko panie tańczące na rurze i uśmiechające się do klientów - to także seks za pieniądze, więc nic dziwnego, że spokój dla szefów i ich pracownic jest dobrem nadrzędnym. Driver próbuje dociec, czy Łysy jest faktycznie tym, za kogo podaje go świadek, bowiem wśród policjantów cieszy się dobrą opinią, a w pracy - dobrymi wynikami.

Obok tego wątku pojawia się kolejny - małżeństwo znajduje w jednym z pokoi swojego domu martwą kobietę. Martwą nagą kobietę, której nie znają - a przynajmniej tak twierdzą. Śledztwo w tej sprawie prowadzi policjant z komendy spod Poznania. W jaki sposób łączy się ono z poznańskimi klubami go-go? Im dalej w las, tym autorka odkrywa coraz bardziej przerażające powiązania policji ze światem przestępczym i to wcale nie chodzi o jego zwalczanie...

Co ważne - przedstawione powyżej wątki to jedno, ale historia Drivera to drugie. Autorka zrobiła taki myk, że "Łatwy hajs" i "Świeżą krew" łączy ciąg fabularny, lecz wydarzenia z "Łatwego hajsu" toczą się tuż po wydarzeniach ze "Świeżej krwi", a przed ostatnią sceną z tej książki, która jednocześnie jest powiązana z pierwszą. Jak tak to czytam, to chyba nie złapiecie o co chodzi, ale nie umiem tego inaczej opisać :D Nie spotkałam się jeszcze z takim zabiegiem i jestem bardzo ciekawa, co autorka wymyśli w kolejnej części i mam nadzieję, że szybko się o tym przekonam, bo to, w jaki sposób zakończyła tę część, to wręcz tortury dla czytelnika! ;) 

O ile przy pierwszym tomie zrobiłam mały research, tak przy tym sobie go już darowałam - autorka ma moje pełne zaufanie i jestem spokojna, że to, co opisuje w swojej najnowszej książce, jest poparte rzetelną dawką wiedzy bezpośrednio u źródeł. Akcja pędzi brawurowo na łeb na szyję i nie pozwala wręcz na odłożenie książki. Bohaterowie - policjanci z krwi i kości, autorka świetnie oddaje ich charakter, często podwójną naturę, reakcje na pewne bodźce. Nie znajdziecie tutaj ugładzonej rzeczywistości - rzucają mięsem na lewo i prawo, często ich odzywki mogą wydawać się wręcz ordynarne, ale taka natura tej pracy. Autorka nie owija w bawełnę i daje czytelnikom pełnokrwisty thriller sensacyjny. Narracja została poprowadzona kilkutorowo, dzięki czemu dostajemy wgląd w całość życia bohaterów - nie tylko w tę, którą sami chcą nam pokazywać. Jak można się domyślić, często inne twarze bohaterów są dość dyskusyjne, jednak kto z nas nie ma słabości, nie dąży do znalezienia się jak najwyżej hierarchii czy to zarabiania grubych pieniędzy? Policjanci mają lepsze warunki, by powiedzmy - przeskoczyć pewne bariery. Część z nich to wykorzystuje, inaczej nie powstałaby jednostka odpowiedzialna za wyłapywanie takich funkcjonariuszy. Autorka pokazuje każdą twarz polskiej Policji, kondensując to na kilkuset stronach książki.

"Łatwy hajs" to powieść wielowymiarowa i z pewnością zmusza do refleksji nad wieloma kwestiami, ale kto czytał "Świeżą krew", ten wie, z czym się je tę serię autorki. Nie boi się ona trudnych tematów - realia polskiej Policji, przedstawione w książce mogą szokować, ale obawiam się, że rzeczywistość szokuje jeszcze bardziej...

Autorka po raz kolejny (kogoś to dziwi? :)) napisała świetną książkę, która trzyma czytelnika w ryzach już od pierwszej strony. Ja jako czytelnik jestem usatysfakcjonowana lekturą i mam nadzieję, że szybko poznamy dalsze losy bohaterów, bo pod koniec zostało zarysowanych kilka bardzo ciekawych wątków, które nie zostały w tej części doprowadzone do końca. 

Znacie twórczość autorki? Dajcie znać, czy czytaliście "Kryształowych" i jak Wam się podobali ;)



Za książkę dziękuję Wydawnictwu MUZA.


poniedziałek, 13 maja 2019

[PRZEDPREMIEROWO] Wada - Robert Małecki

[PRZEDPREMIEROWO] Wada - Robert Małecki
Wada - Robert Małecki


Tytuł: Wada
Autor: Robert Małecki
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl/seria: Bernard Gross, tom II
Premiera: 15 maja 2019 r.

Moja ocena: 8/10


Już za dwa dni będzie TEN dzień. Dzień, w którym rozbiją się czytelnicze banki. Chyba każdy polski autor wydaje wówczas swoją książkę, nie obejdzie się też bez debiutów (jak choćby recenzowana już przeze mnie "Niebezpieczna gra" Emilii Wituszyńskiej klik). Wśród nowości na księgarnianych półkach koniecznie wypatrujcie "Wady" Roberta Małeckiego - jest to druga część serii o komisarzu Bernardzie Grossie (pierwszą recenzowałam tutaj - klik). Jest to kawał dobrej lektury!

Akcja "Wady" dzieje się kilka miesięcy po "Skazie" - tym razem mamy upalne lato. Na leśną polanę w pobliżu jeziora zostaje wezwany nie kto inny, jak nasz główny bohater - świadek znalazł namiot ze śladami krwi. Tylko śladami krwi, nie ma jednak nigdzie ciała. Ciała, narzędzia zbrodni, sprawcy - namiot pozostaje jedną wielką niewiadomą, nic się tutaj komisarzowi nie zgadza. Gross podejrzewa jedynie, że w tym miejscu doszło do brutalnego morderstwa z aktem seksualnym w tle, którego ofiarą jest kobieta - a przynajmniej o takim przebiegu wydarzeń świadczy miejsce zdarzenia. Jednocześnie Gross dostaje stołek po swoim przełożonym, a wraz z nim - kilka teczek z "poleceniem" rozwiązania spraw sprzed wielu lat. Jedną z nich jest zaginięcie pewnej kobiety i jej kilkumiesięcznego syna z 1988 roku. Jak można się domyślać - te dwie sprawy, z pozoru niemające ze sobą nic wspólnego, zaczynają wkrótce zyskiwać coraz więcej wspólnych mianowników. 

Jak w poprzedniej części - i tutaj czytelnik nie siedzi w głowie Grossa, tylko otrzymuje takie same informacje, co komisarz i sam musi ułożyć wszystko w logiczną całość, doprowadzając do wyjaśnienia obu zagadek. Wszystkie tropy są podrzucane subtelnie, gdzieniegdzie zapalają się w głowie lampki ostrzegawcze, jednak ciągle i nam i komisarzowi coś umyka. Wątek kryminalny poprowadzony jest bezbłędnie, akcja zawieszana jest w odpowiednich momentach, by nie pozwolić czytelnikowi odłożyć książki. Nie ma zalewu informacji, ich ilość jest wyważona  i adekwatna do opisywanej historii. Wszystko jest tutaj w idealnych jak dla mnie proporcjach - nie tylko jeśli chodzi o wątek kryminalny, ale także i część obyczajową, na którą zwracałam uwagę przy okazji "Skazy" - głównie mam tutaj na myśli samego Grossa, jego życie, przeszłość i jej echo w teraźniejszości. Miałam nadzieję, że pewne sprawy wyjaśnią się już w tym tomie, ale ewidentnie trzeba mi czekać na "Zadrę".



Gross to człowiek z krwi i kości - jego problemy i rozterki czynią go tak bardzo ludzkim, że chce się mu pomóc i chociaż spróbować doradzić... Autor jest konsekwentny w swoim stylu, nie opisuje uczuć i emocji, lecz świetnie je oddaje poprzez zachowanie danego bohatera, co widać szczególnie w przypadku Grossa właśnie. Robert Małecki jest bardzo drobiazgowy w opisach rzeczywistości naszych bohaterów, lecz na szczęście w mniejszym stopniu, niż w "Skazie". Podobnie, jak w pierwszej części, fabułę mamy podzieloną według dni śledztwa, by na końcu przeskoczyć kilka miesięcy naprzód. Jest to o tyle zmiana, że w "Skazie" fabuła została podzielona na teraźniejszość i 10 lat wstecz. Teraz przeszłość i teraźniejszość przenikają się w rzeczywistości Grossa i robią to w sposób spektakularny. 

Ta część fabularnie chyba podobała mi się bardziej. Jeśli zatem tendencja jest zwyżkowa, to "Zadra" powinna rozwalić system. Jestem bardzo ciekawa, co siedzi w głowie autora ;) Na razie mnie nie zawodzi i jakoś jestem dziwnie spokojna, że nigdy nie zawiedzie ;)

Czekacie na premierę"Wady"? Jest na co! Małecki gwarantuje dobrze spędzony czas z książką ;) 

Czytajcie Małeckiego! :)



Za książkę dziękuję Czwartej Stronie.


środa, 8 maja 2019

[PRZEDPREMIEROWO] Ty - Caroline Kepnes

[PRZEDPREMIEROWO] Ty - Caroline Kepnes
Ty - Caroline Kepnes




Tytuł: Ty
Tytuł oryginalny: You
Autor: Caroline Kepnes
Wydawnictwo: W.A.B.
Premiera: 15 maja 2019 r.

Moja ocena: 4/10


Napiszę tak... Ta książka chyba nie była dla mnie. Nie wiem, jak inaczej, łagodnie, napisać, że mi się nie podobała. Może nawet nie tyle nie podobała, co nie przypadł mi zupełnie do gustu sposób narracji i przedstawienia historii. I chyba po raz pierwszy mam taką zagwozdkę, bo zazwyczaj czytane przeze mnie kryminały i thrillery mają swoje słabe punkty, które potrafię wskazać i uargumentować, dlaczego ta i ta rzecz wpłynęła negatywnie na moje odczucia co do czytanej książki. A tutaj takim głównym punktem jest narracja właśnie...

Zacznijmy od tego, o czym ja w ogóle nie miałam pojęcia (bo w sumie skąd?) - w tej książce główny bohater prowadzi ciągły monolog. Joe - bo o nim mowa - całe kilkaset stron zwraca się do obiektu swojej obsesji, czyli Beck i robi to w sposób jak dla mnie specyficzny. Dziewczyna pewnego razu wchodzi do księgarni, w której pracuje chłopak i tak zaczyna się jej koszmar, chociaż na razie nie może zdawać sobie z tego sprawy. Jest początkującą pisarką z dużymi aspiracjami i podobnie dużymi problemami z sobą samą (o czym dowiadujemy się później). Głównego bohatera od razu trafia strzała amora (o ile można to tak nazwać) i postanawia za wszelką cenę zdobyć tę dziewczynę. Powoli przejmuje kontrolę nad życiem Beck i robi to w sposób bardzo umiejętny, gdyż okazuje się, że to nie jest jego pierwszy raz.

Wracając do tego monologu - zupełnie ten sposób narracji mi nie przypasował. Okropnie męczyłam się całą książkę, bo miałam nadzieję, że może zakończenie będzie takie, że mój post tutaj będzie wychwalał "Ty" pod niebiosa, no ale nie - od samego początku domyślałam się, jak to się skończy, wraz z kilkoma "zwrotami akcji" po drodze. O ile zwrotami akcji można w ogóle to nazwać, bo ta książka nie ma według mnie żadnych punktów kulminacyjnych, żadnego zawieszenia akcji, które mogłoby trzymać czytelnika w napięciu. Facet po prostu ciągle opowiada, tak samo mówi o zwykłych czynnościach dnia codziennego, jak również o czynach, które powinny wstrząsnąć niejednym człowiekiem. Z drugiej strony jednak, jak tak dłużej nad tym myślę, to dodatkowo może świadczyć o psychopatycznej osobowości głównego bohatera. On ma cel i nie cofnie się przed niczym, by go osiągnąć, a każdy środek, jaki wykorzysta do tego, ma dla niego taką samą wagę. 

To, co oceniam na plus, to ukazanie tej psychopatycznej osobowości Joe'go. On roi sobie w głowie wiele różnych rzeczy i każdą najmniejszą pierdołę bierze za dobry albo zły znak w kontekście swoich przemyśleń. Analizuje każdy aspekt życia Beck, każdego wysłanego przez nią maila czy tweeta co do kropeczki na końcu zdania. Co ciekawe - w ogóle nie postrzega siebie za stalkera - potrafi powiedzieć tak o facecie, którego kilka razy widział pod domem Beck, kiedy go obserwował (!). Nie pomyślał - może tu mieszka? Może ma obsesję jak ja? Nie, jego pierwszą myślą było, że nie chce zostać zauważony, jak on sam  zauważył tamtego faceta, żeby ktokolwiek go nie posądził o stalking. Dla Joe'go takie zachowanie, jakie sam prezentuje, jest zupełnie normalne, a że trafił w swoim życiu na podobną osobowość, traktuje to jako coś naturalnego i oczywistego.

Odnośnie do bohaterów - wszyscy są dość specyficzni. Joe - to oczywiste, gdyż już góry dostajemy zapowiedź, że ten człowiek jest psychopatą. Natomiast co do całej reszty... Moją sympatię wzbudziły jedynie dwie przyjaciółki Beck, które pojawiają się w tej książce dość epizodycznie. Beck mnie niemiłosiernie irytowała, podobnie jej najbliższa przyjaciółka Peach. Chyba muszę po prostu przyjąć, że to środowisko, z którego wywodzą się bohaterowie, nakreśliło ich osobowości. 

Nie wiem, może serial będzie lepszy, o ile w ogóle go obejrzę, bo książka mnie do niego zupełnie zniechęciła. Najwyraźniej nie rozumiem geniuszu i fenomenu tej książki. Podczas czytania wymęczyłam się okrutnie i gdyby nie to, że zobowiązałam się zrecenzować tę książkę, to porzuciłabym ją w połowie. 

Jak widzicie - u mnie odbiór tej książki całkowicie położyła zastosowana w niej narracja. Jestem jednak ciekawa, jakie są Wasze odczucia odnośnie do "Ty"? Komu się podobała? Będę czekać na Wasze wrażenia po lekturze ;)



Za książkę dziękuję Wydawnictwu W.A.B.


środa, 1 maja 2019

[PRZEDPREMIEROWO] Niebezpieczna gra - Emilia Wituszyńska

[PRZEDPREMIEROWO] Niebezpieczna gra - Emilia Wituszyńska
Niebezpieczna gra - Emilia Wituszyńska




Tytuł: Niebezpieczna gra
Autor: Emilia Wituszyńka
Wydawnictwo: Kobiece
Premiera: 15 maja 2019 r.

Moja ocena: 6/10


"Niebezpieczna gra" to kolejny debiut, który miałam przyjemność przeczytać w ostatnim czasie, a na który warto zwrócić uwagę. Przyznać jednak na wstępie muszę, że sceptycznie podeszłam do informacji, jakoby ta książka była ostrym połączeniem kryminałów Pauliny Świst (a właśnie, Świście, kiedy coś nowego? wszyscy wydają 15 maja, a Ty nie? :D) i filmowego Pitbulla i w sumie słusznie, bo w mojej ocenie tak nie jest, co bynajmniej nie świadczy źle o tej książce, ale o tym później. 

Co my tutaj mamy? Na blogu pojawiła się już zapowiedź tego tytułu, jednak pokrótce przypomnę - w roli głównej występuje policjantka Weronika Kardasz, która nie może sobie poradzić ze stratą swojego partnera (policyjnego). Dziewczyna zaczyna coraz częściej sięgać po alkohol i po rocznym marazmie dostaje dość ważne zadanie. W Wilanowie zostało bowiem znalezione ciało kandydata na premiera - jedynym świadkiem tego, co zaszło, jest aktor Przemysław Rej, który twierdzi, że był kompletnie pijany i niczego nie pamięta, jednak obawia się, że grozi mu niebezpieczeństwo. Weronika zostaje przydzielona do ochrony mężczyzny, póki sprawa śmierci polityka nie zostanie wyjaśniona.

Tak rysuje się początek fabuły "Niebezpiecznej gry". I teraz tak - po opisie i zapowiedziach spodziewać można się pędzącego na łeb, na szyję thrillera, podszytego dużą dawką humoru. W mojej ocenie jednak faktycznie czytelnik otrzymuje to gdzieś od połowy książki - pierwsza część jest zdecydowanie bardziej obyczajowa. Autorka skupia się na ukazaniu relacji, jaka nawiązuje się pomiędzy Weroniką a Przemkiem. Obydwoje zostali postawieni w nowej dla siebie sytuacji i muszą sobie z tym poradzić, w końcu tutaj może chodzić o życie aktora. Akcja właściwa zaczyna się właśnie mniej więcej gdzieś w połowie książki, kiedy na jaw wychodzą zupełnie nowe okoliczności, które w nieco odmiennym świetle stawiają Przemka. Wtedy też otrzymujemy więcej policyjnej akcji i związanych z tym rozterek głównej bohaterki, czyli jak rozumiem - tego wspomnianego pierwiastka pitbullowego. Nadszedł bowiem moment, w którym Weronika musi rozsądzić, komu ufać. Akcja zaczyna wówczas przyspieszać, na jaw wychodzą nowe fakty, które rzucają więcej światła na wydarzenia także z przeszłości dziewczyny. Powoli zaczyna chodzić nie tylko o Przemka, ale o coś wiele więcej, co sięga także policyjnych korzeni. Autorka od tego momentu nie zwalnia tempa i nie pozwala czytelnikowi odłożyć książki, póki ten jej nie skończy, co jest oczywistym atutem tego tytułu. Odnosząc się natomiast do pierwiastka świstowego - takowy występuje właściwie w całej książce i przejawia się głównie w dialogach naszych bohaterów i ich zachowaniach. Weronika to rogata dusza i często dogryza Przemkowi we właściwy dla siebie sposób, a ten biedak próbuje jej dorównać. Kilkukrotnie parsknęłam śmiechem, czytając ich utarczki słowne, lecz miało to miejsce zdecydowaną mniejszą ilość razy, niż podczas lektury książek Pauliny Świst (skoro tytuł ten jest porównywany do jej książek, to wręcz czuję się w obowiązku do tego się odnieść - autorka niestety nie uniknie porównań przez zastosowanie takiego chwytu marketingowego). Autorka zdecydowanie goni więc Śwista, choć jeszcze mu ustępuje. Dialogi, w których bohaterowie sobie dogryzają, wychodzą jej zdecydowanie lepiej, niż te "zwykłe", w których czasem gubiłam się kto do kogo mówi i jaki jest sens danej wypowiedzi, co jednak wybija nieco z rytmu. A jak już jestem przy tej technicznej kwestii to muszę nadmienić, że autorka ma lekki i bardzo przystępny styl pisania i generalnie "Niebezpieczną grę" czytałam z zainteresowaniem i dość szybko, jednak czasem zdarzało się jej wtrącić małe smaczki, które wybijały z czytelniczego letargu. Jeden taki zachował się w mojej pamięci i brzmiał mniej więcej tak: "przesunął językiem od pępka, przez żuchwę aż do ucha" (ale jak to? to gdzie ona miała pępek? czemu zostały w tym zestawieniu pominięte - nie bójmy się tego słowa - cycki, a pojawiła się żuchwa?) - i całe wkręcenie się w akcję szlag trafiał :D

I teraz płynnie możemy przejść do naszych głównych bohaterów, skoro już zasygnalizowałam co nieco z ich relacji (ale nie mam sobie tego za złe, przecież po przeczytaniu opisu książki to jest oczywiste :D). Zarówno Weronika, jak i Przemek, zostali wykreowani w bardzo wyrazisty sposób. Wera to kobieta, która nie uznaje kompromisów, stawiająca na swoim bez względu na okoliczności, jednocześnie odważna i czasem nawet można powiedzieć, że brawurowa, jednak strata policyjnego partnera mocno pokiereszowała jej psychikę, gdyż dziewczyna obwinia się o jego śmierć. Z kolei Przemek to na pierwszy rzut oka typowy celebryta-amant, jednak wraz z przewracanymi kartkami poznajemy także jego drugie, a nawet trzecie oblicze. Spodobało mi się, w jaki sposób autorka poprowadziła relację tej dwójki, no ale nie oszukujmy się - wiemy, czego oczekujemy, sięgając po tego typu książkę ;) Mogła jednak zrobić to w nieco bardziej skondensowany sposób, bo w pewnym momencie "Niebezpieczna gra" naprawdę trąciła obyczajówką (ja nie mam nic do obyczajówek, ale w końcu cała okładka książki krzyczy, że nią nie jest). Polubiłam tę dwójkę, żadne z nich mnie nie irytowało, bo zdawali się podejmować sensowne i logiczne decyzje, a każda z nich miała swoją konkretną motywację.
Przechodząc już powoli do podsumowania tego wpisu przyznać muszę, że "Niebezpieczną grę" czytałam z przyjemnością, pomimo kilku minusów, które zaakcentowałam Wam wyżej. Książka Emilii Wituszyńskiej to ciekawa propozycja na oderwanie się od rzeczywistości  i myślę, że autorka osiągnęła swój cel kierując ją szczególnie do kobiet, które w literaturze szukają odskoczni. Emilia Wituszyńska zdecydowanie wiedziała, co chce osiągnąć, pisząc tę książkę ;) Fanki opowiadań autorki na Wattpadzie na pewno się nie zawiodą, a zyska ona zapewne nowe grono czytelników po premierze "Niebezpiecznej gry". Jestem ciekawa kolejnych książek autorki i na pewno po nie sięgnę.

Mam nadzieję, że uda Wam się wyłowić "Niebezpieczną grę" wśród premier, które zaleją nasze księgarnie 15 maja i podzielicie się ze mną swoimi wrażeniami po jej lekturze ;)



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger