piątek, 6 września 2019

Dzienniki hejterskie - PigOut

Kuźwa, to będzie najtrudniejszy post, jaki przyjdzie mi w życiu pisać na blogu. Dotyczy on bowiem e-booka gościa, którego lekkość pisania i łatwość w formułowaniu sedna myśli przyprawia mnie o zawrót głowy, choć nigdy nie miałam problemu z przelaniem swoich na papier/ekran. Zazwyczaj idzie mi to gładko, czasem wpadnie coś genialnego do głowy, ale rzadko daję się ponieść ułańskiej fantazji i napisać to tak, jak siedzi mi w głowie. Zwykle ważę mocno słowa - tak, jak ważę je na co dzień w swojej pracy, gdzie czasem przez niefortunnie/źle użyte sformułowanie może wydarzyć się katastrofa. Możliwe, że wynika to także z jakiejś mojej wewnętrznej bariery przed swojego rodzaju obnażeniem siebie i poddaniu się krytyce - nie tego, co piszę, ale właśnie siebie. Tymczasem w odmętach Internetu jest sobie taki PigOut, który nie ma takich problemów, jak ja. I on sobie influenceruje i pisze.

I ja teraz napiszę o tym, co on pisze. I będzie to tak, jak siedzi mi w głowie.

____________________________________________________

Kiedyś myślałam, że pisanie książek to wyższy poziom zajebistości i że jest to zarezerwowane dla tych wiecie - lepszych. Wykształconych. Umiejących pisać. Mających coś wartościowego do przekazania. I kiedyś może faktycznie tak było, ale potem przyszły Internety i pokazały, że pisać każdy może (choć niekoniecznie każdy powinien się tym dzielić z innymi) i każdy może wydać książkę - i to nie z wydawnictwem. Można zrobić to samemu, co spowodowało wysyp książek o wszystkim i o niczym, a raczej o niczym, bo jak jest popyt, to i podaż się zgadza. Pojawił się nowy zawód - influencer, czyli swoisty kreator trendów, gdzie praktycznie każdy może kimś takim się stać. Jak grzyby po deszczu pojawiają się nowe konta w social mediach i teraz uwaga - jak w każdej branży i w tej pojawiają się tacy, co kalają własne gniazdo, a co jakiś czas w Internetach pojawiają się kolejne gównoburze z ich udziałem. I ci influencerzy też piszą i wydają książki, no bo jakżeby inaczej. Wśród tej grupy społecznej (influencerów piszących książki) znalazł się też niejaki PigOut - jak sam siebie określa - głodny, zły i brzydki (choć tak sobie myślę, że głodny był chyba tylko na początku diety, zły, jak za długo czekał na burgera, a brzydki jak go obesrał Brendonek przy zmianie pieluszki). 

I on sobie tak pisał o otaczającej go rzeczywistości i kompulsywnie dzielił się tym z resztą świata. I tak się jakoś okazało, że pisał tak nawet całkiem śmiesznie, a jego poczucie humoru przypasowało całkiem sporej rzeszy ludzi. Poczucie humoru jak widać też łączy, choć podejrzewam, że akurat tego, jaki reprezentuje PigOut, madki raczej nie zrozumieją. Oczywiście niczego im nie umniejszam, po prostu w ten sposób najlepiej zobrazuję to, co chcę Wam przekazać.

Inteligentny sarkazm.

I w takiej właśnie atmosferze utrzymane są "Dzienniki hejterskie", które ukazały się 8 sierpnia. Oczywiście w formie e-booka. Oczywiście bez udziału wydawnictwa (choć muszę Wam zaznaczyć, że to nie jest debiut PigOuta, bo dwa lata temu nakładem wydawnictwa Edipresse ukazała się jego pierwsza książka 'Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera"). Jest to zbiór felietonów, utrzymanych w sarkastycznym tonie, w których PigOut poddaje analizie otaczającą nas rzeczywistość i komentuje bieżące wydarzenia.

Jak to się stało, że ten e-book wylądował na moim czytniku? A było to tak, że mój mózg w pewnym momencie był już przeciążony kryminałami i thrillerami, w których się zaczytuję, no bo w końcu ileż można? I wtedy wszedł PigOut, cały na czarno (albo na różowo, w zależności od koloru okładki) i wywiązała się między nami mniej więcej taka dyskusja:

Pig: Widzę, że nie najlepiej się z tobą dzieje, masz tu moje "Dzienniki hejterskie" na odmóżdżenie i czytaj, tylko napisz później o nich na blogasku.

Ja: Nie, no co ty, przecież wcale nie chciałam od ciebie wysępić twojej książki za darmo [hurr durr jak za darmo, jak za ciężką pracę, bo zdjęcie na instasiu i recka na blogu]

Pig: Masz masz, ja teraz buduję dom i potrzebuję kasy, może ktoś u ciebie to przeczyta i kupi e-booka.

Ja: Aha, w ten sposób.*

No to nie miałam wyjścia i książkę przeczytałam. 

A tak na poważnie, to początek tej historii był taki, lecz dyskusja przebiegła nieco inaczej ;) A powiem Wam, że takie felietony, jak PigOuta, to miód na skołatane i podkurwione po robocie serce, idealne na chwilę czy dwie przy piwku/winie/wódeczce, skutkujące niedającym się w moim przypadku pohamować atakami śmiechu (zapytajcie mojego małża). Jak widzicie, nawet w takim zalewie internetowego guana, gdzie nie wiadomo, co ziarno, a co plewa, można znaleźć coś oryginalnego i wartego polecenia dalej. Jeśli potrzebujecie czegoś, co pomoże Wam w zachowaniu równowagi psychicznej, to "Dzienniki hejterskie" idealnie się do tego nadadzą. 

Puenty nie będzie.






No i miała być recka, a wyszło co wyszło.

* bezczelna nieudana próba naśladowania PigOuta

_______________________________________________________

Wszystko, co powinniście wiedzieć o "Dziennikach hejterskich" -> klik.
Tu kupisz "Dzienniki hejterskie" -> klik.
PigOut Facebook - > klik.
PigOut Instagram -> klik.



16 komentarzy:

  1. Kiedyś też uważałam, że pisanie książek jest tylko dla tych „wielkich” – myślę, że to przeświadczenie zakorzeniło się przez szkołę i lektury, z którymi miało się w tamtym czasie tylko styczność. Jeśli chodzi o książkę, to naprawdę mnie zainteresowała, bo inteligentny sarkazm to jest to, co lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami takie niestandardowe opinie mogą bardziej zaciekawić. Może kiedyś się skuszę.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze mówiąc wolę styl w którym autor nie daje wszystkiego odrazu na tacy tylko trzeba coś odkryć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz widzę tę książkę na oczy. Ale jest w niej coś, pewnie też przez twoją opinię w niej intrygującego. Być może kiedyś po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej teraz nie znajdę dla niej czasu, ale nie mówię nie. 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam tej książki, nawet nie kojarzę, a może powinnam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z pewnością przeczytam, bo pierwsza książka była świetna.

    OdpowiedzUsuń
  8. O matko co tu się stało �� niezła recenzja ��

    OdpowiedzUsuń
  9. równowaga psychiczna mocno poszukiwana! ;) zainteresowałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Słyszałam już coś tej książce. Chyba się skuszę... Kiedyś 🙃

    OdpowiedzUsuń
  11. Niektórzy po pracy oglądają w sieci memy, a inni czytają takie książki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Prawda jest, że teraz pisać może każdy i w sumie jest to bardzo smutne. Książki wszelkiej maści youtuberów czy influencerów są zazwyczaj nic nie wnoszącym stekiem głupot, na które marnuje się papier...

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie powiem, bo brzmi ciekawie, ale nie jestem pewna czy to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tekst wyszedł ci świetny! Jestem zainteresowana, podziwiam lekkość stylu i umiejętność przelewania myśli na papier mi to ostatnio przychodzi z coraz większym trudem

    OdpowiedzUsuń
  15. Muszę przyznać, że zaintrygowałaś mnie tą książką. Z chęcią bym po nią sięgnęła. W tej chwili potrzebuje właśnie czegoś takiego.

    OdpowiedzUsuń
  16. Może kiedyś sięgnę, bo wydaje się być ciekawą książka.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger