Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nina Reichter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nina Reichter. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 listopada 2018

Love Line II - Nina Reichter

Love Line II - Nina Reichter
Love Line II - Nina Reichter



Tytuł: Love Line II
Autor: Nina Reichter
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 31 października 2018 r.

Moja ocena: 6/10


Na pewno każdy z Was wie, jak to jest czekać na coś z utęsknieniem. Na początku jest faza ekscytacji - chcemy mieć to już, natychmiast. Później przychodzi pogodzenie z losem, że trzeba czekać i tak sobie człowiek trwa w zawieszeniu - wie, że to coś nastąpi, że jeszcze trochę, ale na pewno nastąpi, więc czekanie jest spokojne i znośne. Następnie, tuż przed terminem tego czegoś, napięcie rośnie i emocje sięgają zenitu, by... No właśnie. Albo wręcz eksplodować ze szczęścia, albo się rozczarować. 

Pierwsza część historii Beth i Matta wręcz mną zawładnęła. Moje emocje po lekturze możecie przeczytać tutaj - klik. Nie mogłam się doczekać kontynuacji i gdy już miałam Love Line II w rękach, bałam się po nią sięgnąć, właśnie z tych powodów, o których pisałam wyżej. Bałam się rozczarowania. Love Line zostawiło po sobie wręcz idealne wspomnienie, obawiałam się, że losy naszych bohaterów nie potoczą się tak, jakbym sobie tego zażyczyła, że autorka zmieni sposób budowania napięcia i ukazywania rzeczywistości Beth i Matta, że nie chwyci mnie ta historia za serce.

Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Wszystko pod tym kątem było tak, jak należy.

Jednak na pewno zauważyliście, że oceniłam tę pozycję o wiele niżej, niż jej poprzedniczkę. 

Jest bowiem coś, co znacznie obniżyło moją przyjemność z lektury Love Line II. Możliwe, że to był mój błąd, że powinnam była tuż przed zagłębieniem się w dalsze losy bohaterów przeczytać jeszcze raz Love Line, że mam za słabą pamięć (pierwszą część czytałam rok temu). Jednak nie zmieni to już faktu, że połowę Love Line II domyślałam się, o co chodzi. Pamiętałam jedynie kilka głównych wątków, a szczegóły (jak widać) uleciały mi z pamięci, a były one dość istotne w odbiorze powieści, a to z tego względu, by właśnie nie zachodzić w głowę, o co akurat chodzi w danym dialogu, w danej scenie (a na pewno ma przecież znaczenie). Pewne podpowiedzi pojawiały się już o wiele później, niż pierwszy czy drugi rozdział. Wiecie - często autorzy w kontynuacjach delikatnie na początku pomagają czytelnikowi przypomnieć sobie kluczowe informacje z poprzednich części. Nie jest to streszczenie oczywiście, lecz np. słowo/dwa w myślach bohaterów, czy odpowiednio poprowadzony dialog. Tutaj niestety tego zabrakło i na początku czułam się jak dziecko we mgle. Dlatego moja rada dla osób, które mają Love Line II przed sobą - odświeżcie sobie pierwszą część - to znacznie zwiększy Wasz komfort czytania drugiej.

Jednak jak pisałam wyżej - odnośnie do fabuły - czuję się usatysfakcjonowana tym, jak potoczyły się losy Beth i Matta :) Autorka wycisnęła z tej historii chyba wszystko, co dało się wycisnąć i zrobiła to we właściwy sobie sposób. Skrupulatnie, skupiając się na detalach, które składają się w wypieszczoną całość. Pod tym kątem spokojnie mogę przytoczyć to, co napisałam po lekturze Love Line. Autorka to mistrzyni w budowaniu napięcia i ukazywaniu emocji - aż ciarki przechodzą po plecach, jak czyta się niektóre fragmenty. Nina Reichter potrafi świetnie ukazywać rzeczywistość i pozwala czytelnikowi bez trudu wczuć się w sytuację głównych bohaterów. Jej styl pisania nie jest w ogóle męczący, wręcz przeciwnie - aż chce się czytać. Przez lekturę płynie się lekko i bez zacięć, gdyż autorka pisze w sposób przystępny i atrakcyjny dla czytelnika.

Jako, że opisywana przeze mnie książka jest kontynuacją losów głównych bohaterów, nie sposób jest tutaj przytaczać fabułę, by nie narażać się na spoilery, a zatem tego nie uczynię. Dodatkowo, co mogę napisać, to to, że autorka w Love Line II zawarła wiele pięknych myśli - to kolejna skarbnica dających do myślenia cytatów. Autorka pięknie pisze, więc w sumie nie ma się co dziwić, że znowu pozaznaczałam wiele ulubionych fragmentów ;)

Wszystko to sprawia, że Love Line II jest udaną kontynuacją Love Line. Jeśli jednak nie chcecie tracić przyjemności z czytania, polecam czytać te książki jedna po drugiej ;) Ewentualnie odświeżyć sobie pierwszą część.

A jak Wasze wrażenia po lekturze? Dajcie znać w komentarzach :)



Za książkę dziękuję autorce Wydawnictwu Novae Res.


sobota, 4 listopada 2017

Love Line - Nina Reichter

Love Line - Nina Reichter
Love line - Nina Reichter


Tytuł: Love Line
Autor: Nina Reichter
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 25 października 2017 r.

Moja ocena: 9/10 (wybitna)

Ten post będzie emocjonalny.

Właściwie opiszę tutaj w większości swoje uczucia po lekturze "Love Line", za co z góry przepraszam, ale po takiej emocjonalnej podróży niemalże niestosowne wydaje się być opisywanie jej fabuły, sposobu narracji, stylu pisania autorki czy poprowadzenia przez nią akcji...

Piszę bowiem te słowa zaraz po zamknięciu książki. A moje serce jest w strzępach.


Bethany i Matthew. 

Kobieta i mężczyzna, których drogi kilkukrotnie się przecinają. Najpierw siedem lat wcześniej, gdy obydwoje są ledwo co odrośniętymi gówniarzami, z wielkimi planami na przyszłość i głowami wypełnionymi marzeniami i siedem lat później w klimatycznej restauracji, gdy życie zrewidowało już ich poglądy i pozwoliło stać się "kobietą z przeszłością" i "mężczyzną po przejściach". Każde z nich jednak zostało w pewien sposób ukształtowane przez tamtą jedną noc sprzed siedmiu lat. I być może ich życie siedem lat później wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby los nie postanowił sobie z nich zadrwić...

Na początku winny zwykle jest los. A później pieprzymy wszystko na własne życzenie.

Bo wtedy zwykle do głosu dochodzi rozsądek. A przynajmniej myślimy, że to jest rozsądek. Często jest to po prostu próba niewychodzenia ze znanej nam strefy - wydawać by się mogło - komfortu. Robimy bilans zysków i strat, rachunek sumienia z naszej przeszłości i prognoz na przyszłość. Kalkulujemy, co chcemy osiągnąć, bo często mamy zbyt wiele do stracenia, a i często jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie. I gdzieś tam w międzyczasie serce próbuje się przebić przez ten suchy kosztorys. A jak już zacznie wieść ono prym... to mamy wulkan emocji. I serce w kawałkach.

A co tak naprawdę wiemy o samym sobie? Każdemu z nas wydaje się, że doskonale wiemy, jak byśmy postąpili w danej sytuacji - jesteśmy świetni w radzeniu innym. Często jednak kuleje w nas umiejętność spojrzenia na własne położenie z dystansem. Zwykle myślimy - "nas ta sytuacja nie dotyczy" i jak bardzo później przeżywamy szok, gdy okazuje się, że stajemy przed dylematem, w którym z takim zaangażowaniem doradzaliśmy jeszcze przed chwilą komuś innemu... 



I czy nie jest też tak, że wydaje nam się, że jesteśmy w miejscu, w którym chcemy być i kroczymy drogą, którą chcemy kroczyć? No właśnie - wydaje nam się. Bo czasem wystarczy jedna rzecz, jedna drobniutka rzecz, która powoduje, że zupełnie inaczej patrzymy na siebie i otaczającą nam rzeczywistość. I wówczas bardzo często dochodzimy do wniosku, że jednak nie do końca robimy to, co chcemy i z tym, z kim chcemy. Tylko... Co wtedy? Jakie podjąć kroki? Z czego rezygnować, a co forsować?




"Love line" właśnie o tym mówi. O poznawaniu samego siebie, wartościowaniu własnego życia. I przede wszystkim - o uczuciach. Relacjach damsko-męskich. Ale w jaki sposób... Autorka jest mistrzynią w ukazywaniu emocji, rodzeniu się więzi między ludźmi, budowaniu napięcia. Przez pierwszą część książki czytelnik odnosi wrażenie, że nic się nie dzieje, że fabuła traktuje o rzeczach czasem zupełnie nieistotnych. Nic bardziej mylnego! Autorka w ten sposób buduje kreacje głównych bohaterów - nie przez bezpośredni opis postaci, ale przez sytuacje w jakich się znajdują i ich reakcje na dane sytuacje. A później... Później emocje galopują niczym stado koni, miażdżąc emocjonalnie czytelnika, a gdy już poznamy naszych bohaterów, łatwiej jest nam ich zrozumieć. Postacie Beth i Matthew są kompletne, pełne, logiczne, tak bardzo ludzkie... A sami bohaterowie skrywają wiele tajemnic - odkrycie wszystkich kart jest bolesne, bardzo bolesne...

Sposób, w jaki została przedstawiona ta historia, jest po prostu fenomenalny. Dokładny, skrupulatny, nienachalny, subtelny. Złamała moje serce i nie wiem, naprawdę nie wiem, jak doczekam jej kontynuacji. Uwielbiam autorkę za to, co zrobiła z moimi emocjami, a zafundowała im prawdziwy rollercoaster. I ta okładka... I zakończenie... Koniecznie zwróćcie uwagę na playlistę na końcu książki! I czytajcie ją ze wskazanym tam podkładem muzycznym. Gwarantuję Wam, że zdecydowanie podniesie to Wasz komfort czytania tej przejmującej historii.




Każdy z czytelników zapewne wartościowuje przeczytane książki, w zależności od tego, jakiego gatunku dana książka jest "reprezentantem", jak również tworzy listę swoich ulubionych lektur wszechczasów. "Love Line" zdecydowanie znajduje się u mnie w tej drugiej grupie i to bardzo wysoko, właściwie w czołówce.  Sposób, w jaki Nina Reichter tworzy rzeczywistość, przypomina mi trochę J.K. Rowling - wszystko tutaj jest na miejscu, bardzo dokładnie opisane, ze szczegółami - tak, aby czytelnik mógł w stu procentach oddać się lekturze i wczuć w jej klimat. Ogromny, naprawdę ogromny plus dla autorki za sposób, w jaki ukazała relację Bethany i Matthew - miałam wrażenie, że wręcz oglądam film na dużym ekranie i mogę dostrzec każdy najmniejszy grymas na twarzy naszych bohaterów, stające włoski na karku i napinające się mięśnie. Nina Reichter tak umiejętnie posługuje się słowem, że odnoszę wrażenie, iż została po prostu stworzona do pisania. Ta historia jest dla mnie tak emocjonująca, że jeszcze długo będę ją rozpamiętywać, a i niewykluczone, że wrócę jeszcze do swoich ulubionych fragmentów. 

Dziękuję autorce za Beth i Matthew.

I za emocje, jakie ta dwójka we mnie wywołała.





Za możliwość przeczytania książki serdeczne dziękuję autorce.


Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie.


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger