piątek, 3 marca 2017

Rodzina O. - Ewa Madeyska

Rodzina O. - Ewa Madeyska


Tytuł: Rodzina O.
Autor: Ewa Madeyska
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data premiery: 1 marca 2017 r.
Seria/cykl: sezon I, 1968/69

Moja ocena: 9/10 (wybitna)

Ta książka jest GENIALNA.

No, to na tym mogłabym skończyć ten post, ale nieeeeee, nie będzie Wam dane zostawienie Was w spokoju, bowiem będę ją zachwalać, więc róbcie sobie kawę/herbatę/drinka i czytajcie! :)

Nie bez przyczyny motywem przewodnim okładki jest jabłko i drzewo. Wszyscy znamy powiedzenie, że niedaleko pada jabłko od jabłoni i każdy z nas wie, co ono oznacza. W przypadku rodziny Opolskich - to jest tytułowa Rodzina O. - jest ono wręcz dosłowne, a rodzinnego dziedzictwa (geny mam tutaj na myśli) nie da się zignorować i prędzej, czy później, da ono o sobie znać, czy jest się tego świadom, czy nie.

Książka opisuje kilka dni z życia rodziny Opolskich na przełomie 1968 i 1969 roku. Ja to się więc stało, że pozycja ma 533 strony? Ano dzięki licznym i rozbudowanych retrospekcjom, pozwalającym czytelnikom poznać członków rodziny od podszewki. 

Helena Opolska to seniorka rodu, filar rodziny, umiejąca wziąć sprawy w swoje ręce, stanowcza i "bogobojna", sędzina z mnóstwem pieniędzy i wolnego czasu. Tadeusz Opolski - syn Heleny i Jana (którego już niestety nie poznajemy), czterdziestokilkuletni lekarz psychiatra, ordynator w szpitalu psychiatrycznym, ostoja rodziny, wsparcie swojej żony Barbary, stanowczy i konkretny, a przede wszystkim konsekwentny w swoich wyborach, umiejący zrewidować swoje poglądy. Barbara Opolska - z przypadku żona Tadeusza na pełen etat, ale z tych, co to mają "globusa" i raczej nie zajmują się swoimi dziećmi i domem, piękna kobieta, budząca uznanie męskiej części populacji. Paweł Opolski - starszy syn Tadeusza i Barbary, ten rozsądniejszy z rodzeństwa, aspirujący na prawnika. Andrzej Opolski - młodszy brat Pawła, hulaka i jebaka (no co?, inne słowo nie oddawałoby jego hmmm.... popędu seksualnego), umiejący jednak pójść po rozum do głowy. Jest też Jerzy Opolski - brat Tadeusza, o którym ślad zaginął, dlatego w książce pojawia się okazjonalnie, lecz można rzec, że to jego zachowanie zapoczątkowało ciąg wydarzeń, które opisuje pierwszy sezon Rodziny O.



Rodzina jest barwna i wyraźna, a przede wszystkim - skrywająca tajemnice. Wiele tajemnic. Tak wiele tajemnic i zawirowań, że scenarzyści "Mody na sukces" mogliby czerpać z tej historii wiele inspiracji. A w tajemnice rodziny Opolskich bardzo sprawnie wplatają się losy "osób trzecich" - kolejnych intrygujących i fascynujących postaci. Mamy przykładowo bardzo często przewijającego się na kartach książki Ryszarda Mielnickiego, aktualnie prokuratora (chyba) okręgowego, który za cel postawił sobie UWAGA SPOJLER nic Wam nie napiszę! Zdradziłabym za dużo, a to jest jeden z głównych wątków książki! KONIEC, czy kilkunastoletnią Ewę Mazurównę, niezdrowo rozmodloną uczennicę, której wątek śledziłam z największym zainteresowaniem, a której losy związały się dość trwale z Heleną Opolską. Smaczku powieści dodaje również Benek Karp - marynarz, mieszkający (choć, z uwagi na jego zawód, jest to raczej wyolbrzymienie) w tej samej klatce, co Barbara i Tadeusz, umiejący załatwić każdy pożądany w tych trudnych czasach towar. Interesujące są również kreacje Krowy, Maciory, Franciszka Mazura i Hanki Górskiej. Wszystkie postacie wydają się być namacalne, rzeczywiste, prawdziwe, niczego nieudające, na wyciągnięcie ręki - nie sposób ich pomylić, każda z nich jest jedyna i niepowtarzalna.

Wiecie, co jest największym atutem tej książki, zaraz obok jej bohaterów? Sposób, w jaki autorka wykreowała rzeczywistość, w której przyszło im żyć - czasy, w których żyło się jeszcze wspomnieniami II wojny światowej i w których z syna szewca można było stać się prokuratorem okręgowym. Książka przesycona jest ówczesną ideologią, a autorka w bardzo naturalny sposób wprowadza czytelnika w meandry PRLu tego okresu. Jestem wprost zauroczona stylem pisania Ewy Madeyskiej i naprawdę pod wrażeniem jej spostrzegawczości, umiejętności trafnego postrzegania świata, słownictwa, jakim się posługuje i sposobu formułowania myśli. Tak adekwatnych porównań nie znalazłam jeszcze chyba w żadnej książce i nie usłyszałam w żadnym filmie czy serialu (nie tylko poważnych i metaforycznych, lecz przede wszystkim wynikających z kontekstu, więc zupełnie niecelowym byłoby ich przytaczanie tutaj). 

Autorka bardzo sprawnie łączy początkowo z pozoru niezwiązane ze sobą historie. Jak dla mnie jest mistrzynią budowania napięcia i kreowania fabuły. Wątki łączą się ze sobą czasem w niedowierzający wręcz sposób, ale przecież takie jest życie. Różnie na to się mówi - że kołem się toczy, że karma powraca, że świat jest mały. Mały, ale prawdziwy. I taki prawdziwy świat opisuje "Rodzina O." - książka, którą czyta się z ogromnym zainteresowaniem i wypiekami na policzkach. Nie jest to jednak łatwa lektura. Porusza tematy ciężkiego kalibru, czasem w poważny, a czasem w niepoważny sposób. Książkę czyta się tak, jak ogląda dobry serial - od razu po zakończonej lekturze przyszedł mi na myśl polski "Dom" i porównanie do tego serialu byłoby chyba najadekwatniejsze. Jest to po prostu kawał dobrej roboty.

Brawa dla autorki. Czekam bardzo niecierpliwie na II sezon.

Zachęciłam Was choć trochę do sięgnięcia po tę książkę? Mam nadzieję, że tak, bo naprawdę polecam jej lekturę - bardzo rzadko oceniam pozycję tak wysoko.


Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie.


Sierżant wyszedł z warszawy. Otworzył drzwi od strony doktora. Prawie zasalutował. W ciągu półgodzinnej podróży ordynator przywrócił Waniorkowi sens życia. Doradził mu, jak wykwaterować wrażą teściową z dwupokojowego mieszkania; jak sprawić, żeby żona Waniorka, która urodziła bliźniaki, wrzaskliwe klony samej siebie, przestała stękać, gdy wracał po piwie z Akwarium, i zamiast pretensji podawała mu najpierw golonkę na talerzu, a później gorącą, parującą dupę; dowiedział się też, jakich argumentów użyć, by synowie Waniorka trzymali gęby zamknięte na kłódki, kiedy sierżant ogląda mecz; a na koniec, wstydliwa sprawa, Waniorek wyznał, że spotyka się z sąsiadką z trzeciego piętra. W wiadomych celach. "Moja stara to przedmuchana rura. Ale własna rura, więc jakoś nie bardzo chyba w porządku jest, że ja do Ludki chodzę", podzielił się wątpliwością. "Pan nie zdradza konkretnej kobiety, sierżancie. Pan nie zdradza swojej żony", odrzekł doktor. "Pan po prostu wielbi i adoruje kobiecość w każdym jej przejawie". "No anioł, kurwa, nie człowiek", myślał Waniorek.


9 komentarzy:

  1. Pomimo tej genialności raczej się nie skusze. Jakoś mało mnie zainteresowała :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi akurat przypadają do gustu takie tasiemce, dlatego wolę serie od jednotomówek :)

      Usuń
  2. Zgadzam się z opinią Pani Malwiny! Książka niesamowicie wciąga! Polecam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, pomimo tak zachęcającej opinii, to czuję, że to nie mój klimat :/ Z pewnością jest wyjątkowa, o czym świadczy Twój zachwyt nad książką, ale ja bym się przy niej chyba zanudziła :(
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się właśnie tego obawiałam - że książka będzie się ciągnąć jak flaki z olejem. Na szczęście się miło, bardzo miło rozczarowałam :)

      Usuń
  4. Myślę, że mogłabym się skusić na tę książkę. To moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  5. czytam właśnie coś podobnego, z licznymi retrospekcjami i wspomnieniami czasów sprzed II wojny światowej, chyba Rodzinę O sobie odpuszczę bo mam przesyt tego tematu

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger