wtorek, 22 października 2019

Znak kukułki - Anna Bichalska

Znak kukułki - Anna Bichalska
Znak kukułki - Anna Bichalska


Tytuł: Znak kukułki
Autor: Anna Bichalska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Premiera: 20 maja 2019 r.

Moja ocena: 3/10 


Kilka słów ode mnie o tej książce powinno się pojawić tutaj już dawno temu. Przyznać jednak muszę, że zupełnie nie szło mi jej czytanie, przez co zaczęłam ją czytać w maju, a skończyłam w październiku...

Przede wszystkim opis na okładce raczej nie oddaje tego, co zastaniemy w środku. Główną bohaterką jest Alina, która została adoptowana jako dziecko - jej przybrany ojciec przed śmiercią zostawia jej list i wycinki z gazet związane z jej odnalezieniem dwadzieścia lat temu (tak swoją drogą to nie do końca ogarniam, czemu nie mogli o tym porozmawiać jak dorośli ludzie, jak Mateusz jeszcze żył). Ponadto Alina cierpi na zaburzenia snu - dziewczyna ma przeczucie, że jej sny coś znaczą, dlatego zapisuje je, dzieląc na odpowiednie kategorie. Co więcej - ojciec Aliny przed laty jako dziennikarz zajmował się sprawą niewyjaśnionych zaginięć dzieci. Alina próbuje rozwiązać zagadkę własnej przeszłości, w czym towarzyszy jej nowa współlokatorka - Greta. I tyle mniej więcej dowiadujemy się z opisu na okładce...

... a w rzeczywistości mamy jeszcze do czynienia m.in. z Marią, Wilczą Dziewczynką, Myszą, Zjawą, Panią Przedsionków... i o ile historię samej Aliny czytało mi się dobrze, tak narracje pozostałych postaci (oprócz Marii) sprawiły mi duży problem. Chyba przede wszystkim miałam problem z wciągnięciem się w opisywane przez nie historie, ale też rozwlekanie przez autorkę fabuły tutaj mi nie pomogło za bardzo... Ponadto te nazwy - jest ich więcej w książce, mających zapewne oddać charakter postaci, czy miejsca, ale ciężko było mi je zidentyfikować, czy odnieść do czegokolwiek mi znanego, żeby choć trochę się wciągnąć w lekturę.

"Znak kukułki" to książka, o której ciężko w sumie cokolwiek sensownego napisać. Nie do końca nawet wiem, jaka była puenta, co autorka chciała nam przekazać. Jest tutaj wiele elementów baśniowych, ale także dla mnie nie do końca zrozumiałych. To znaczy wiem, jakie jest połączenie wszystkich wątków i postaci, ale sposób ich podania... No dla mnie było to nudne i chyba zbyt "doniosłe", egzaltowane. Zupełnie mnie nie wciągnęła ta historia, nie czułam żadnych emocji, a wręcz odczułam ulgę, gdy przewróciłam ostatnią kartkę. 

Oczywiście nie twierdzę, że książka jest zła, ale ona totalnie do mnie nie przemówiła. Może wśród Was są osoby, którym się spodobała? Dajcie znać w komentarzach ;)


sobota, 19 października 2019

Kryształowi. Polowanie - Joanna Opiat-Bojarska

Kryształowi. Polowanie - Joanna Opiat-Bojarska
Kryształowi. Polowanie - Joanna Opiat-Bojarska


Tytuł: Łatwy hajs
Autor: Joanna Opiat-Bojarska
Wydawnictwo: MUZA
Cykl/seria: Kryształowi, tom III
Premiera: 2 października 2019 r.

Moja ocena: 9/10 

Kryształowi. Świeża krew - klik
Kryształowi. Łatwy hajs - klik


"Kryształowi" to seria, którą uwielbiam całym swoim serduszkiem. Nie mogłam się doczekać trzeciego, ostatniego tomu, by dowiedzieć się, co się stało z Driverem i powiem Wam, że żałuję, że przeczytałam "Polowanie". Żałuję, bo autorka zapowiedziała, że "Kryształowi" to trylogia i kontynuacji tej historii nie będzie... A moje zbolałe serce do tej pory nie może dojść do siebie po zakończeniu...

Tym razem Driver bierze "na tapet" sprawę czwórki policjantów, którzy uczestniczyli w pościgu za podejrzanym za zabicie Barbary Kruk. Ich zeznania są nad wyraz spójne, aż do momentu, gdy... (nie powiem co, bo to już według mnie za duży spoiler). Driver zmaga się nie tylko ze sprawą tych policjantów, ale także nasyłanych na niego anonimów w BSWP - ktoś ewidentnie chce mu zaszkodzić. Do tego dochodzi wątek Hubiego, dobrze nam znanego z poprzednich części oraz Zośki, która zajęła najwyższy szczebel hierarchii w poznańskim BSWP. Wszystkie zawirowania i zwroty akcji w fabule się w pewien sposób łączą, a tempo wydarzeń nie pozwala nawet zbyt dobrze się nad tym wszystkim zastanowić (co oceniam na plus, bo na końcu jest zaskoczenie ;)).

To, za co cenię tę serię, to autentyczność, bezkompromisowość, wyrazistość bohaterów, logiczność, świetny styl i język... Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Autorka świetnie ukazuje wszelkie nastroje i zależności panujące w Policji (aż strach się nad tym tak porządnie zastanowić...). Spokojnie mogę podtrzymać wszystko to, co napisałam przy okazji poprzednich części. O ile przy pierwszym tomie zrobiłam mały research, tak przy drugim i trzecim już go sobie darowałam - autorka ma moje pełne zaufanie i jestem spokojna, że to, co opisuje w swojej najnowszej książce, jest poparte rzetelną dawką wiedzy bezpośrednio u źródeł. Akcja pędzi brawurowo na łeb na szyję i nie pozwala wręcz na odłożenie książki. Bohaterowie - policjanci z krwi i kości, autorka świetnie oddaje ich charakter, często podwójną naturę, reakcje na pewne bodźce. Nie znajdziecie tutaj ugładzonej rzeczywistości - rzucają mięsem na lewo i prawo, często ich odzywki mogą wydawać się wręcz ordynarne, ale taka natura tej pracy. Autorka nie owija w bawełnę i daje czytelnikom kolejny raz pełnokrwisty thriller sensacyjny. Narracja została poprowadzona kilkutorowo, dzięki czemu dostajemy wgląd w całość życia bohaterów - nie tylko w tę, którą sami chcą nam pokazywać. Jak można się domyślić, często inne twarze bohaterów są dość dyskusyjne, jednak kto z nas nie ma słabości, nie dąży do znalezienia się jak najwyżej hierarchii czy to zarabiania grubych pieniędzy? Policjanci mają lepsze warunki, by powiedzmy - przeskoczyć pewne bariery. Część z nich to wykorzystuje, inaczej nie powstałaby jednostka odpowiedzialna za wyłapywanie takich funkcjonariuszy.




Moim ulubieńcem oczywiście jest Driver. Świetnie wykreowana postać (choć innym też nie można niczego odmówić) - chyba każda z nas chciałaby mieć takiego Drivera na podorędziu ;) Zośka to taka klasyczna sucz, a Hubi to chyba najbardziej obojętna mi postać. No wszystkie kolory tęczy w tych naszych bohaterach, a każdy wywołuje inne emocje.

Bardzo spodobał mi się pomysł autorki na połączenie wszystkich trzech tomów historią Drivera - pisałam też już o tym przy okazji drugiego tomu. Mamy tutaj do czynienia ze swoistą klamrą - kluczem są tutaj pierwsze i ostatnie sceny z tych książek. Fabuła całej trylogii toczy się pomiędzy nimi (sceny te są tożsame, podobnie zaczynają i kończą każdą książkę). Genialny zabieg, z którym się jeszcze nie spotkałam. 

Jest mi niezmiernie smutno, że moja przygoda z poznańskimi kryształowymi, zwłaszcza z Driverem, już się zakończyła. Autorka jest twarda i ciągle twierdzi, że nie powstanie kontynuacja tej historii, ale kto wie? Może kiedyś pójdzie po rozum do głowy? Daj jej Panie Boże :D

"Polowanie" to świetne uwieńczenie "Kryształowych". Ja się nie zawiodłam i jestem dziwnie spokojna, że Wy też się nie zawiedziecie. Autorka trzyma poziom poprzednich tomów i zasługuje na owację na stojąco za temat, którego się podjęła. Ja jestem pod wrażeniem.

Znacie książki autorki? Będziecie czytać tę serię, a może już jest za Wami? Podzielcie się wrażeniami w komentarzach ;)


środa, 16 października 2019

[PREMIERA] Sitwa - Paulina Świst

[PREMIERA] Sitwa - Paulina Świst
Sitwa - Paulina Świst


Tytuł: Sitwa
Autor: Paulina Świst
Wydawnictwo: Akurat
Cykl/seria: tom II
Premiera: 16 października 2019 r.

Moja ocena: 6/10 

Karuzela - klik


Dobra, Świście, kazałeś nam czekać prawie rok na swoją kolejną książkę - no to teraz ja mówię "sprawdzam"! Nie ma, że same ochy i achy, bo w końcu łaskawie raczyłeś coś napisać, co to, to nie. Ja nie z tych ;) No, to lecimy od początku...

Tak, jak się spodziewałam - "Sitwa" opowiada niejako kontynuację historii z "Karuzeli", lecz autorka na tapetę bierze innych bohaterów i to z ich perspektywy ją poznajemy. Akcja dzieje się rok po wydarzeniach opisanych w poprzednim tomie, a głównymi bohaterami są Lilka (dobrze nam znana w sprawie przyjaciółka i uprzednio wspólniczka Kingi Błońskiej) oraz Michał - wrocławski funkcjonariusz CBŚ. Ich drogi się przecięły już rok temu, ale teraz zaczynają kroczyć wspólną ścieżką - wydaje się, że Lilka komuś bardzo mocno zaszła za skórę (w sumie nie dziwię się, z takim pyskowaniem?), natomiast Michał pod przykrywką rozpracowuje pewną grupę na Śląsku - Lilka pojawiła się niestety w jego materiałach operacyjnych. Tak dobrze mu się udało zbudować swoją przykrywkę, że zostaje zgarnięty wraz z ludźmi, których rozpracowywał przez dobrze nam już znanych Zimnego i Wyrwę. W międzyczasie dochodzi do wielu zwrotów wydarzeń i okazuje się, że karuzela, która (wydaje się) przestała się kręcić wraz z końcem pierwszego tomu tej historii i wraz z ucieczką Olki i Orła z kraju, ma swoje inne oblicze.

Jak można było przewidzieć - autorka także tym razem postawiła na bardzo wyrazistych bohaterów i odnoszę wrażenie, że w pewnych momentach już lekko przeszarżowała, zwłaszcza z butnością, hardością, uszczypliwością i pyskówkami Michała. Czasem musiałam dwa razy przeczytać dialog, by nadążyć za jego tokiem myślenia, a i czasem jego błyskotliwość już nią nie była, lecz trąciła tandetą. No przykro mi to pisać, ale początek książki daje właśnie takiego Michała - na szczęście później jest już dużo lepiej. Na szczęście także Lilka nie miała takich słabszych momentów i cały czas trzymała wysoki poziom ;) Wcześniej mogliśmy ją poznać właściwie tylko pobieżnie i cieszę się, że autorka dała tym razem jej więcej głosu i uczyniła główną bohaterką "Sitwy". Napiszę to też, no muszę - ja lubię ten ostry humor i inteligentne (choć już coraz mniej) pyskówki, ale! To już było Świście! Potrzebuję świeżości! Zmiany kierunku! Nie wszyscy bohaterowie muszą być tacy sami! Apeluję o odrobinę urozmaicenia, żeby te historie nie zrobiły się po prostu nudne i powtarzalne. Na razie jeszcze nudy nie odczuwam, ale boję się, że może być blisko...

Co do fabuły - tutaj nie mam zastrzeżeń, wszystko wydaje się być logiczne i niezbyt oczywiste. To, co typowałam, jako clue całej historii i czarny charakter niestety się nie sprawdziło, więc jestem usatysfakcjonowana ;) Wydarzenia pędzą, jak na Śwista przystało, gdzieniegdzie mamy trupy, a gdzieniegdzie seks, ale nie, żeby było to minusem tej książki - Świst jakoś tak umie pisać o "momentach" :) Nie jest to ani żenujące, ani śmiesznie patetyczne, taki Świst w dobrej formie. Zakończenie idealnie otwiera możliwości do kolejnego tomu i jestem bardzo ciekawa, jak nasza autorka z tego wybrnie, bo zapowiada się niezła jazda ;)

'Site" przeczytałam w jeden dzień, autorka nie straciła swojego lekkiego stylu, co z jednej strony może być minusem, a z drugiej plusem - zależy, czy lubicie delektować się lekturą, czy wręcz przelecieć książkę. A i tutaj, podobnie, jak w "Karuzeli" mamy bardziej do czynienia z kryminalno-sensacyjnym tłem z podtekstem erotycznym, niż thrillerem prawniczym. 

Generalnie jestem zadowolona z lektury "Sitwy", pomimo tych mankamentów, o których pisałam wyżej. Dalej będę czytać Śwista, ale trochę mi już mało i trochę schematów nam się tutaj wkradło. Ciekawa jestem, czy autorka trochę chociaż wyjdzie poza to, co zaprezentowała nam dotychczas i mam cichą nadzieję, że tak.

Dajcie znać, czy czytacie Śwista! Lubicie jej książki? Sięgniecie po "Sitwę"? Czekam na Wasze komentarze ;)


piątek, 11 października 2019

Gałęziste - Artur Urbanowicz

Gałęziste - Artur Urbanowicz
Gałęziste - Artur Urbanowicz



Tytuł: Gałęziste
Autor: Artur Urbanowicz
Wydawnictwo: Vesper
Data premiery wznowienia: 13 listopada 2019 r.

Moja ocena: 9/10


"Gałęziste" to moje drugie spotkanie z twórczością autora - po genialnym "Inkubie" wiedziałam, że przeczytam także inne książki Artura Urbanowicza. Okazja nadarzyła się dość szybko, bowiem lada dzień w polskich księgarniach ukaże się wznowienie jego książki z 2015 r. - "Gałęziste" właśnie. Podobnoż jest to wersja poprawiona i ulepszona (ale ja nie wiem, czym różni się od pierwszego wydania, więc jeśli ktoś wie - dajcie znać w komentarzach, bo jestem bardzo ciekawa). Kolejny raz przekonałam się, że twórczość autora to coś dla mnie, jakby pode mnie pisane, no trafia to w mój gust w 100%. 

Zaczynając jednak od początku - Karolina i Tomek zaplanowali wyjazd na Suwalszczyznę na świąteczny weekend wielkanocny. Problemy pojawiają się już na przysłowiowe "dzieńdobry" - odbijają się od drzwi posiadłości, gdzie zamówili nocleg. Właścicielka wyjechała i zapomniała, że na weekend przyjeżdżają turyści - szybko jednak naprawia tę niemiłą sytuację i nasi bohaterowie znajdują schronienie w gospodzie w wiosce obok. I tak właśnie zaczyna się historia, która zmroziła mi krew w żyłach i już niczego więcej o fabule nie napiszę, żeby Wam nie zdradzić za dużo - inaczej stracicie całą przyjemność z czytania tej książki.

Już za pierwszym razem - przy okazji "Inkuba" - nie mogłam wyjść z podziwu odnośnie do historii, jaką wykreował autor. W "Inkubie" była ona tak wielowarstwowa i wielowątkowa, że nie można było połączyć wszystkie wątki bez dogłębnej analizy przedstawionych wydarzeń. Po skończeniu książki i tak miałam zagwozdkę i dopiero posłowie, zamieszczone na Facebooku przez autora, nieco rozjaśniło mi w głowie. "Gałęziste" nie jest tak wielowarstwową książką, nie mamy tutaj dwóch narracji (z teraźniejszości i przeszłości) i w porównaniu do "Inkuba" wydaje się być po prostu mniej skomplikowania, jednak! Nie piszę tego w żadnym negatywnym znaczeniu - po prostu mogę mieć dla Was wskazówkę, że jeśli chcecie rozpocząć przygodę z twórczością autora, to może lepiej zacząć od "Gałęzistego" właśnie ;) 

Co do samej fabuły - jest świetna, po prostu. Tak skonstruowana, że aż ma się wrażenie, że las zarzuca sidła i na czytelnika, nie tylko na bohaterów. Ja sporo jeżdżę, w dużej mierze przez lasy i wierzcie mi - moja wyobraźnia za każdym razem mocno pracuje - a przyroda i las właśnie gra w "Gałęzistym" niebagatelną rolę (a tytuł książki pochodzi od nazwy jeziora, stąd taka odmiana). Główne skrzypce grają jednak bohaterowie - a każdy z nich został skonstruowany w sposób bardzo przemyślany i znaczący dla całej historii. Żadne zachowanie, żadna wypowiedź nie są przypadkowe - wszystko ma swoje znaczenie. Wydarzenia są poprowadzone tak, że nie sposób odłożyć książki, a atmosfera tak gęsta i mroczna, że strach czytać w nocy. Klimat "Gałęzistego" to jedyna i niepowtarzalna wizytówka Artura Urbanowicza - wątpię, czy gdzieś znajdziecie podobny. Nawet teraz, jak piszę te słowa, mam ciarki na samą myśl o wydarzeniach z książki. 

I jeszcze jedno - gdy już myślisz, że rozgryzłeś, co i jak, że autor nie jest w stanie niczym Cię zaskoczyć - boom. Wtedy wjeżdża zakończenie, całe na czarno i śmieje Ci się prosto w twarz. A i jeszcze jest posłowie w plikach na Facebooku! To kolejny policzek dla wątłej wyobraźni czytelnika.

Ja nie mam słów, biję brawo na stojąco.

"Gałęziste" to książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć, a tym bardziej, że wyszła spod pióra polskiego autora. To cieszy, naprawdę cieszy, że mamy u nas takie osobowości i możemy pochwalić się na świecie takimi książkami.

Premiera drugiego wydania "Gałęzistego" 13 listopada, ale mam dobrą wiadomość! Na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie odbędzie się prapremiera tego tytułu, także kto chce mieć książkę z piękną nową okładką i podpisem autora, niechaj poważnie rozważy wizytę w Krakowie w ostatni weekend października ;)

Czytaliście? Macie w planach? Dajcie znać!


wtorek, 1 października 2019

[ZAPOWIEDŹ] Gałęziste - Artur Urbanowicz

[ZAPOWIEDŹ] Gałęziste - Artur Urbanowicz
źródło: od Wydawnictwa
Nowa, ulepszona wersja powieści, która zdobyła Nagrodę Czytelników Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego!

Nie wierz w nic, co widzisz, słyszysz… i w co do tej pory wierzyłeś.

Jest taki dom, w którym nie chciałbyś spędzić nocy. Z jakiegoś powodu ciemność w nim jest inna. Jeszcze bardziej złowroga niż gdziekolwiek indziej.

Jest takie jezioro, w którym mieszkają nieumarli. Ich przewaga nad Tobą jest prosta – oni nie potrzebują nabierać powietrza.

Jest taki demon, o którym wolałbyś nie wiedzieć. Niematerialne uosobienie zła, przed którym nie sposób uciec.

Jest takie miejsce, w którym znajdziesz ten dom. Miejsce, które skrywa też to jezioro, miejsce, w którym ten demon był od zawsze. To las. Las, w którym za nic w świecie nie chciałbyś się zgubić. Kiedy już raz do niego wejdziesz, nie pozwoli Ci wyjść.

Jest taka historia, której nie chciałbyś poznać. Opowieść, która Cię zaintryguje, zaskoczy i przerazi do szpiku kości. Powieść grozy na baśniowych ziemiach Suwalszczyzny, z zaskakującym zakończeniem godnym mistrzów gatunku.

Odważysz się?

W porównaniu z pierwowzorem tekst powieści został gruntownie przeredagowany, poprawiony, okraszony klimatycznymi ilustracjami oraz uzupełniony o rozbudowane posłowie.

Wznowienie ukaże się 13 listopada nakładem wydawnictwa Vesper, ale! Prapremiera wznowionego wydania "Gałęzistych" już na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie! Także wiecie, czyje stanowisko okupować :D


Czytaliście? Jak wrażenia? Ja po Inkubie jestem pozytywnie nastawiona do twórczości autora ;)


środa, 25 września 2019

[ZAPOWIEDŹ] Szeptacz - Alex North

[ZAPOWIEDŹ] Szeptacz - Alex North
źródło: od Wydawnictwa

Wciągający. Przerażający. Klimatyczny. O tym thrillerze mówi cały świat! „Szeptacz” to mistrzowski popis Alexa Northa, który na kartach swojej powieści odkrywa ciemne strony ludzkiej natury. Jego książka to idealna mieszanka strachu i rozdzierających serce emocji, która zaskakuje trafnymi psychologicznymi obserwacjami. Stworzona przez Northa fabuła chwyta czytelnika za gardło i nie pozwala na oddech aż do ostatniej strony. W czym tkwi siła tej mrożącej krew w żyłach historii? Odpowiedź poznamy już 16 października, gdy „Szeptacz” trafi do polskich księgarń.


Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę,
szeptać zacznie ktoś wieczorem...

Pisarz Tom Kennedy nie potrafi pogodzić się z nagłą śmiercią żony. Tęsknota za nią staje się szczególnie dotkliwa w momentach, gdy nie może znaleźć wspólnego języka ze swoim wycofanym synem. Obaj mają nadzieję, że zmiana otoczenia pozwoli im uporać się z traumą.
Senne Featherbank wydaje się idealne, by zacząć wszystko od nowa. Ale miasteczko ma swoją mroczną przeszłość. Dwadzieścia lat temu grasował tu seryjny morderca, który uprowadził i zamordował pięciu kilkuletnich chłopców. Prasa nadała mu przezwisko Szeptacz, ponieważ w nocy miał w zwyczaju szeptać pod oknami swoich ofiar. Kiedy w okolicy wysypiska śmieci dochodzi do zaginięcia małego chłopca, koszmar sprzed lat powraca. Prowadzący śledztwo detektywi dostrzegają niepokojące podobieństwo do sprawy Szeptacza.

Nie taki początek w nowym miejscu wyobrażał sobie Tom. Miał nadzieję, że syn szybko się odnajdzie i do ich życia wróci spokój. Wszystko się zmienia, gdy chłopiec zdradza ojcu, że w nocy pod oknem swej sypialni słyszy szepty...

„Szeptacz” to jedna z najbardziej oczekiwanych premier 2019 roku. Nie bez powodu bestsellerowy pisarz Steve Cavanagh okrzyknął go najlepszym thrillerem kryminalnym tej dekady. Prawa do jego wydania sprzedano do 25 krajów! Książka Alexa Northa łączy elementy thrillera psychologicznego z historią seryjnego mordercy. Stopniowo budowane napięcie, niepowtarzalny klimat i niepokojąca aura skażonego zbrodnią miasteczka sprawiają, że powieść wciąga, intryguje i pochłania czytelnika bez reszty, gra jego uczuciami i lękami. Geniusz narracyjny Alexa Northa, który fascynującą fabułę opiera na dogłębnej i subtelnej analizie relacji ojcowsko-synowskiej, sprawia, że niewinne rymowanki zaczynają brzmieć przerażająco, a obrazki narysowane dziecięcą ręką nabierają mrocznej głębi. Prawa do ekranizacji „Szeptacza” zapewnili sobie Joe i Anthony Russo, mający na swoim koncie głośne kinowe hity, takie jak „Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz” czy „Avengers: Wojna bez granic”.

_____________________________________

Powiem Wam, że ta zapowiedź brzmi naprawdę świetnie. Mam nadzieję, że książka nie okaże się rozczarowaniem roku ;)

Macie w planach?



środa, 11 września 2019

[PRZEDPREMIEROWO] - Galopem po szczęście - Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska

[PRZEDPREMIEROWO] - Galopem po szczęście - Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska
Galopem po szczęście - 
Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska





Tytuł: Galopem po szczęście
Autor: Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Data premiery: 18 września 2019 r.

Moja ocena: 9/10


Rzadko czytam obyczajówki, choć lubię ten gatunek. Na swojej czytelniczej drodze spotkałam sporo dobrych książek z tego gatunku, ale "Galopem po szczęście" bije je wszystkie na głowę! Przeczytałam ją niemalże jednym tchem, chłonąc każde słowo napisane przez autorki. Ta książka jest tak prawdziwa, tak do bólu prawdziwa...

Ale po kolei. 

Baśka z dnia na dzień pakuje siebie, swoją nastoletnią córkę Karolinę i kota - wraca z Warszawy do rodziców, do rodzinnego Jędrzejowa Podlaskiego, z którego kilkanaście lat temu uciekła. Dosłownie uciekła, zostawiając za sobą ukochaną stadninę koni, którą zarządzał (i zarządza dalej) jej ojciec, plotki i zdruzgotaną rodzinę. Nie wiadomo, co takiego wydarzyło się w tej Warszawie, dość czytelnikowi wiedzieć, że Baśka była zmuszona zrezygnować z całkiem wystawnego życia i męża. Powrót Baśki jest bolesny nie tylko dla niej samej, ale właściwie dla całej rodziny, a zwłaszcza siostry naszej bohaterki, która zawsze czuła się tą gorszą z rodzeństwa. Przyjazdu do Jędrzejowa Podlaskiego nie ułatwia Baśce także córka, która jest na matkę wściekła, że przez jej widzimisię musiała zrezygnować z wielu rzeczy. Dziewczyny próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości, jednak powracają bolesne sprawy sprzed lat, jeszcze sprzed wyjazdu Baśki do Warszawy.

Tak w dużym skrócie wygląda fabuła "Galopem po szczęście". Jak wskazuje sam tytuł - spodziewajcie się, że w książce będzie przewijać się sporo konnego motywu, ale to tylko atut tej historii, dodający jej swoistej magiczności i wiatru we włosy ;)

W pierwszej kolejności chciałabym napisać Wam o bohaterach najnowszej książki Justyny Bednarek i Jagny Kaczanowskiej. Ileż my tutaj mamy charakterów! Baśka - kariera w Warszawie, kiedyś oczko w głowie taty, który pokładał w niej nadzieje (jeździectwo), nieco zagubiona na kilku etapach swojego życia, jednak pewna siebie i swojej wartości. Anka - siostra Baśki, wzorowa pani domu, matka dwójki chłopców, pod presją siebie samej, z którą jednak sobie nie radzi, która zawsze czuła się gorsza od siostry. Ojciec Basi - surowy i wymagający, nie tylko względem swoich pracowników, mający słabość do starszej córki, czasem zaściankowy. Matka Basi - stanowcza w swoich decyzjach, jednak z klapkami na oczach, udająca, że problemy nie istnieją, dość kategoryczna. Karolina - córka Basi, zbuntowana 15-latka, której z dnia na dzień odebrano wszystko, czym żyła do tej pory, jednak świetnie zdająca sobie sprawę z tego, co się dzieje dookoła, niemogąca wybaczyć matce wyjazdu z Warszawy. Musicie przyznać, że jak na jedną rodzinę to mieszanka jest nieźle wybuchowa. I tak faktycznie jest - wystarczy niewielka iskra, by zapłonęło wiele uśpionych problemów...

Obok naszych głównych bohaterów, mamy tutaj także szereg barwnych postaci drugoplanowych, z czego dość wspomnieć, że jedna bohaterka jest moją imienniczką :) Razem wszyscy tworzą małą społeczność Jędrzejowa Podlaskiego, a autorki rozbierają ją czytelnikom na czynniki pierwsze i w sposób bardzo malowniczy i wyrazisty opisują jej funkcjonowanie. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Baśka z jej tajemniczym powrotem w rodzinne strony. Nie będę zbytnio opisywać pozostałych, bo zakrawałoby to już na spoilerowanie. Zdradzę Wam jedynie, że autorki nie boją się trudnych tematów, a i poruszają je w sposób bardzo naturalny i niewymuszony. Wielokrotnie śmiałam się wraz z bohaterami, ale i zaszkliły mi się też oczy... Akcja, jak to w obyczajówce, nie jest zapierająca dech w piersiach, ale to nie o to w tego typu książkach przecież chodzi. Tutaj mamy ukazanie pewnych problemów, ukierunkowanie na ich rozwiązanie, pokazanie najlepszej drogi. Niejednokrotnie różni bohaterowie mieli różne spojrzenia na to samo wydarzenie, co dobitnie pokazuje, jak ważna w naszym życiu jest rozmowa z drugim człowiekiem, bo niezrozumienie to najgorsze, co może nas spotkać...

"Galopem po szczęście" czytałam z zapartym tchem. Historia wydaje się być taką, jakich wiele, ale sposób, w jaki autorki ją przedstawiają, jest naprawdę z wyższej półki. To słodko-gorzkie przedstawienie rzeczywistości wielu ludzi, z teoretycznie zagojonymi ranami z przeszłości. Gdy jednak emocje dochodzą do głosu... oj dzieją się różne rzeczy. A autorki potrafią o tym pisać. I to jest właśnie to, co zachwyciło mnie w tej książce. Łatwość pisania o rzeczach trudnych, uwierających, a i otwieranie oczu na kwestie bolesne, które jednak można załagodzić.

I właśnie dlatego uważam, że ta książka jest warta, by polecać ją dalej. Jeśli lubicie obyczajówki, a szukacie książki, która na długo zapadnie Wam w pamięć - "Galopem po szczęście" jest właśnie taką książką. I mam nadzieję, że dostrzeże to wielu czytelników i dzięki temu autorki napiszą kolejny tom tej historii ;)

Mam nadzieję, że przekonałam Was do sięgnięcia po tę książkę. Jej okłada jest tak piękna, że na pewno przykuje Waszą uwagę w księgarni, a wtedy przypomnicie sobie, co ja tutaj napisałam i ją po prostu włożycie do koszyka ;)


Za książkę dziękuję wydawnictwu W.A.B.

piątek, 6 września 2019

Dzienniki hejterskie - PigOut

Dzienniki hejterskie - PigOut
Kuźwa, to będzie najtrudniejszy post, jaki przyjdzie mi w życiu pisać na blogu. Dotyczy on bowiem e-booka gościa, którego lekkość pisania i łatwość w formułowaniu sedna myśli przyprawia mnie o zawrót głowy, choć nigdy nie miałam problemu z przelaniem swoich na papier/ekran. Zazwyczaj idzie mi to gładko, czasem wpadnie coś genialnego do głowy, ale rzadko daję się ponieść ułańskiej fantazji i napisać to tak, jak siedzi mi w głowie. Zwykle ważę mocno słowa - tak, jak ważę je na co dzień w swojej pracy, gdzie czasem przez niefortunnie/źle użyte sformułowanie może wydarzyć się katastrofa. Możliwe, że wynika to także z jakiejś mojej wewnętrznej bariery przed swojego rodzaju obnażeniem siebie i poddaniu się krytyce - nie tego, co piszę, ale właśnie siebie. Tymczasem w odmętach Internetu jest sobie taki PigOut, który nie ma takich problemów, jak ja. I on sobie influenceruje i pisze.

I ja teraz napiszę o tym, co on pisze. I będzie to tak, jak siedzi mi w głowie.

____________________________________________________

Kiedyś myślałam, że pisanie książek to wyższy poziom zajebistości i że jest to zarezerwowane dla tych wiecie - lepszych. Wykształconych. Umiejących pisać. Mających coś wartościowego do przekazania. I kiedyś może faktycznie tak było, ale potem przyszły Internety i pokazały, że pisać każdy może (choć niekoniecznie każdy powinien się tym dzielić z innymi) i każdy może wydać książkę - i to nie z wydawnictwem. Można zrobić to samemu, co spowodowało wysyp książek o wszystkim i o niczym, a raczej o niczym, bo jak jest popyt, to i podaż się zgadza. Pojawił się nowy zawód - influencer, czyli swoisty kreator trendów, gdzie praktycznie każdy może kimś takim się stać. Jak grzyby po deszczu pojawiają się nowe konta w social mediach i teraz uwaga - jak w każdej branży i w tej pojawiają się tacy, co kalają własne gniazdo, a co jakiś czas w Internetach pojawiają się kolejne gównoburze z ich udziałem. I ci influencerzy też piszą i wydają książki, no bo jakżeby inaczej. Wśród tej grupy społecznej (influencerów piszących książki) znalazł się też niejaki PigOut - jak sam siebie określa - głodny, zły i brzydki (choć tak sobie myślę, że głodny był chyba tylko na początku diety, zły, jak za długo czekał na burgera, a brzydki jak go obesrał Brendonek przy zmianie pieluszki). 

I on sobie tak pisał o otaczającej go rzeczywistości i kompulsywnie dzielił się tym z resztą świata. I tak się jakoś okazało, że pisał tak nawet całkiem śmiesznie, a jego poczucie humoru przypasowało całkiem sporej rzeszy ludzi. Poczucie humoru jak widać też łączy, choć podejrzewam, że akurat tego, jaki reprezentuje PigOut, madki raczej nie zrozumieją. Oczywiście niczego im nie umniejszam, po prostu w ten sposób najlepiej zobrazuję to, co chcę Wam przekazać.

Inteligentny sarkazm.

I w takiej właśnie atmosferze utrzymane są "Dzienniki hejterskie", które ukazały się 8 sierpnia. Oczywiście w formie e-booka. Oczywiście bez udziału wydawnictwa (choć muszę Wam zaznaczyć, że to nie jest debiut PigOuta, bo dwa lata temu nakładem wydawnictwa Edipresse ukazała się jego pierwsza książka 'Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera"). Jest to zbiór felietonów, utrzymanych w sarkastycznym tonie, w których PigOut poddaje analizie otaczającą nas rzeczywistość i komentuje bieżące wydarzenia.

Jak to się stało, że ten e-book wylądował na moim czytniku? A było to tak, że mój mózg w pewnym momencie był już przeciążony kryminałami i thrillerami, w których się zaczytuję, no bo w końcu ileż można? I wtedy wszedł PigOut, cały na czarno (albo na różowo, w zależności od koloru okładki) i wywiązała się między nami mniej więcej taka dyskusja:

Pig: Widzę, że nie najlepiej się z tobą dzieje, masz tu moje "Dzienniki hejterskie" na odmóżdżenie i czytaj, tylko napisz później o nich na blogasku.

Ja: Nie, no co ty, przecież wcale nie chciałam od ciebie wysępić twojej książki za darmo [hurr durr jak za darmo, jak za ciężką pracę, bo zdjęcie na instasiu i recka na blogu]

Pig: Masz masz, ja teraz buduję dom i potrzebuję kasy, może ktoś u ciebie to przeczyta i kupi e-booka.

Ja: Aha, w ten sposób.*

No to nie miałam wyjścia i książkę przeczytałam. 

A tak na poważnie, to początek tej historii był taki, lecz dyskusja przebiegła nieco inaczej ;) A powiem Wam, że takie felietony, jak PigOuta, to miód na skołatane i podkurwione po robocie serce, idealne na chwilę czy dwie przy piwku/winie/wódeczce, skutkujące niedającym się w moim przypadku pohamować atakami śmiechu (zapytajcie mojego małża). Jak widzicie, nawet w takim zalewie internetowego guana, gdzie nie wiadomo, co ziarno, a co plewa, można znaleźć coś oryginalnego i wartego polecenia dalej. Jeśli potrzebujecie czegoś, co pomoże Wam w zachowaniu równowagi psychicznej, to "Dzienniki hejterskie" idealnie się do tego nadadzą. 

Puenty nie będzie.






No i miała być recka, a wyszło co wyszło.

* bezczelna nieudana próba naśladowania PigOuta

_______________________________________________________

Wszystko, co powinniście wiedzieć o "Dziennikach hejterskich" -> klik.
Tu kupisz "Dzienniki hejterskie" -> klik.
PigOut Facebook - > klik.
PigOut Instagram -> klik.



środa, 4 września 2019

[PREMIERA] Kolory zła. Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak

[PREMIERA] Kolory zła. Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak
Kolory zła. Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak





Tytuł: Kolory zła. Czerwień
Autor: Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo: W.A. B.
Data premiery: 4 września 2019 r.

Moja ocena: 6/10


Jeśli chodzi o tę książkę, to zanim jeszcze ukazała się na rynku, była wszędzie wychwalana przez recenzentów. Że świetna, że książka roku, że genialny debiut kryminalny. No i tak rzuciłam się jak szczerbata na sucharek na "Kolory zła. Czerwień" - i choć to jest całkiem dobra książka, to spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego.

Fabuła została poprowadzona dwutorowo - w roku 1996 i 2013. Łączy je zbrodnia, która wstrząsa Sopotem - morze wyrzuca na brzeg ciała młodych dziewczyn, a sposób, w jaki okaleczone zostały oba ciała wskazuje na jednego sprawcę. W 1996 r. ofiarą jest Monika Bogucka, nastoletnia córka sędzi Heleny Boguckiej. Sprawa dość szybko została wówczas umorzona z powodu niewykrycia sprawców. Obecnie - w 2013 r. - sprawą drugiej zamordowanej dziewczyny zajmuje się prokurator Bilski, który ma trochę więcej determinacji, niż ówcześni śledczy, a i przyznać trzeba, że i więcej możliwości.

I tak przeskakujemy sobie z roku 2013 do 1996, by poznać obyczajowe tło tej historii. Jeśli o mnie chodzi - tej "obyczajowości" było nieco za dużo - w pewnym momencie zapomniałam, że czytam kryminał, choć w tle przewijały się kryminalne motywy, to jednak za wiele się w fabule nie działo, gdzieś tak do setnej strony. Potem akcja przyspieszyła i nie zwolniła już właściwie tempa do samego finału. Ciężko jest mnie zaskoczyć, jeśli chodzi o zagadki, które autorzy podrzucają swoim czytelnikom do rozwiązania, także i tutaj przewidziałam, jak to się zakończy, lecz muszę przyznać, że jeden z tych elementów mnie zaskoczył :) 

Jeśli chodzi o bohaterów - to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to sposób przedstawienia osób, które związały swoje życie zawodowe z prawem. Nie do końca podoba mi się utwierdzanie społeczeństwa w stereotypach, że jak adwokat, to - kolokwialnie rzecz ujmując - gnida i prędzej czy później - skorumpowana gnida. Sami bohaterowie zostali wyposażeni w cechy dość charakterystyczne dla każdego z nich, więc na szczęście nie zlewają się w jedną bezkształtną masę. Autorka umiejętnie przedstawia studium psychologiczne każdego z nich, motywując takie a nie inne zachowanie, logicznie ciągnąc ich wątki, uzasadniając postępowanie i przyczynę danego działania. Cała fabuła dzięki temu całkiem zgrabnie i logicznie trzyma się kupy. Do tego dochodzi lekki styl pisania autorki i jak już przeleci ta część "obyczajowa", jak ja to roboczo nazywam, to faktycznie można się wciągnąć w lekturę.

Generalnie uważam, że "Kolory zła. Czerwień" to dobra książka, po którą warto sięgnąć, lecz u mnie nie wywołała efektu WOW - być może przez moje oczekiwania, o których pisałam na początku. Na pewno nie znajdzie się w mojej topce najlepszych kryminałów/thrillerów przeczytanych w 2019 r., niemniej jednak z chęcią sięgnę po kolejne tomy z tej serii, by sprawdzić, jak autorce idzie rozwijanie się w tym gatunku literackim ;)

Dajcie znać, czy macie w planach tę książkę i jakie są Wasze odczucia po jej lekturze ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu W.A.B.
Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger