poniedziałek, 22 października 2018

[ZAPOWIEDŹ] Kryształowi. Świeża krew - Joanna Opiat-Bojarska

[ZAPOWIEDŹ] Kryształowi. Świeża krew - Joanna Opiat-Bojarska
Przebrani za funkcjonariuszy drogówki zatrzymywali bogatych Polaków. Scenariusz był taki: przejmowali auto, wyznaczali okup za kierowcę, a jego przetrzymywali w nieznanym miejscu dopóki rodzina nie zgodziła się spełnić ich żądań. Gangsterzy z Wołomina? Nie. Mafia ze Wschodu? Też nie. To antyterroryści – elita polskiej policji. Historia pochodzi z wstrząsającej, zainspirowanej prawdziwymi historiami, powieści Joanny Opiat-Bojarskiej „Kryształowi”. To brutalny kryminał, ale przedstawiony w nim obraz służby w polskiej policji jest (niestety) bardzo prawdziwy. Premiera już 31 października!

Nadużywają władzy, siłą wymuszają zeznania, ochraniają narkotykowe transporty, kiedy mogą – świecą legitymacją policyjną. Wśród nich są antyterroryści – najlepsi funkcjonariusze, przygotowani do brawurowych akcji. Rocznie blisko 300 policjantów w Polsce słyszy prokuratorskie zarzuty. W zeszłym roku funkcjonariusz elitarnego Biura Operacji Antyterrorystycznych w Gliwicach został oskarżony o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Miał nie tylko odpowiadać za porwania dla okupu, do dziś toczy się śledztwo w sprawie śmierci dwójki jego wspólników, którzy zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Historia stała się punktem wyjścia dla powieściowego śledztwa Joanny Opiat-Bojarskiej. Autorka dotarła do byłych policjantów, funkcjonariuszy „policji w policji”, jak mówi się na członków elitarnego Biura Spraw Wewnętrznych.

W książce walkę z brudnymi glinami rozpoczyna Paweł Dobrogowski. Outsider z konieczności, rozwodnik z wyboru, policjant z krwi i kości, który właśnie dostał się do specjalnej komórki BSWP. Od teraz będzie „psem na psy”. W policji mówią na takich „kryształowi”. Jego pierwsza sprawa związana jest z antyterrorystą, który pracuje dla narkogrupy. Dobrogowski musi wejść w niebezpieczne struktury. Ginie człowiek, potem drugi, mordują kochankę znajomego Pawła. On sam nie może już ufać nawet ludziom ze swojego otoczenia. Nie wiadomo, kto jest dobrym policjantem, a kto fałszywym gliną.

Choć Joanna Opiat-Bojarska bazuje na faktach nie stworzyła jednak reportażu, a rasowy kryminał jakich ostatnio bardzo brakowało. „Kryształowi” to sylwetki funkcjonariuszy policji uwikłanych w niebezpieczne relacje z gangami zbudowane z precyzyjną dokładnością. Stróże prawa stymulowani przez emocjonalny roller coaster sięgają po dragi, potrzebują adrenaliny i mają skłonności do autodestrukcyjnych zachowań. Gorzka refleksja nad kondycją moralną policjantów przeplata się ze znakomitą akcją. Powieść rozpoczyna kryminalną trylogię „Kryształowi”.

Od czasu serialu „Pitbull” nie widziałem tak brutalnego obrazu polskiej policji-Marcin Dorociński

Kryształowi” to cała, brudna prawda o polskiej policji i jej związkach z gangsterami -Marek, były funkcjonariusz Biura Spraw Wewnętrznych Policji

Książka jest już u mnie i wkrótce zabieram się za jej lekturę. Po genialnej "Ucieczce" jestem żądna wrażeń! Ktoś czeka na premierę?

piątek, 19 października 2018

Wakacje z trupami - Agnieszka Pruska

Wakacje z trupami - Agnieszka Pruska
Wakacje z trupami - Agnieszka Pruska







Tytuł: Wakacje z trupami
Autor: Agnieszka Pruska
Wydawnictwo: Oficynka
Premiera: wrzesień 2018 r.

Moja ocena: 7/10 


Nauczyciele to jest taka specyficzna grupa społeczna, że każdy z nas ma coś do powiedzenia na ich temat. Jakby nie patrzeć, przez większość naszego życia stykamy (bądź stykaliśmy się) z różnymi przedstawicielami tegoż gatunku i - nie ukrywajmy - uczęszczając do szkoły raczej nie darzymy ich sympatią, wielokrotnie doceniając tak naprawdę po wielu, wielu latach. Czytając opis fabuły "Wakacji z trupami" zastanawiałam się, w jaki sposób zostaną przedstawione główne bohaterki - Alicja i Julia, nauczycielki właśnie. Co więcej - nie czytałam dotychczas komedii kryminalnych, które nie wyszły spod pióra Alka Rogozińskiego i byłam niezmiernie ciekawa, jak inni autorzy poruszają się w tym gatunku. I na koniec tego wstępu - tak, to właśnie z tą pozycją związane były zdjęcia, które pojawiały się ostatnio w nie tylko moich mediach społecznościowych pod hashtagami #szukamtrupa i #szukajrazemzemną :)

Zatem zagadka została rozwiązana :)

"Wakacje z trupami", jak zdążyłam się zorientować już w czasie lektury (brawo ja!), jest drugą częścią przygód dwóch przyjaciółek, Alicji i Julii, nauczycielek w liceum bodajże (jedna uczy biologii, druga historii). Dziewczyny mają długie wakacje (szczęściary), normalnie pracujących facetów i nauczycielskie pensje. W ubiegłe wakacje przeżyły fascynującą przygodę z trupem w tle (:D) i po cichu liczyły (Alicja zwłaszcza), że nadchodzące letnie miesiące również przyniosą intrygującą zagadkę kryminalną.

Szczęśliwym trafem do Julii dociera informacja, że pod Fromborkiem nie dość, że dochodzi do osobliwych kradzieży (złodziej kradnie rzeczy małowartościowe), to jeszcze miejscowi... widzą ducha. Oczywistym jest, że bohaterki węszą tutaj okazję do ziszczenia się ich kryminalnych mrzonek i natychmiast załatwiają sobie nocleg w okolicy. Skrupulatnie planują trasę "zwiedzania" okolicy, by móc realizować swoje detektywistyczne zapędy i ku ich zdumieniu pewnego dnia trafiają na... trupa. Nie inaczej. Kolejny trup do kolekcji. I teraz nie dość, że muszą znaleźć ducha i złodzieja, to jeszcze dochodzi do tej ekipy morderca... Nasze bohaterki nie mają łatwo, ale podchodzą do swojego zadania bardzo skrupulatnie i metodycznie, wykorzystując wszelkie znane im sposoby - od map po słuchanie świadków :) Pech chce, że na ich drodze staje Policja i nasze bohaterki muszą nie tylko skupić się na swoim śledztwie, ale i odpowiednio wykorzystać nowe znajomości, tudzież przed nimi uciekać ;) Historia z kartki na kartkę nabiera tempa, po drodze zbiera kolejne żniwa (a bohaterki grzyby), by ostatecznie w humorystyczny sposób dotrzeć do zakończenia, które w głowach Alicji i Julii zrodziło kolejny szalony pomysł...

"Wakacje z trupami" jest niewątpliwie w zupełnie inny sposób napisaną komedią kryminalną od tych, które do tej pory czytałam - ciężko mi w słowach uchwycić tę różnicę, ale jeśli czytaliście książki Alka Rogozińskiego, będziecie wiedzieć, co mam na myśli. I oczywiście nie piszę tego w negatywnym kontekście, absolutnie, bowiem i ta pozycja swoim humorem przypadła mi do gustu - niewątpliwie cieszą się nim główne bohaterki, których dialogi nie raz mnie rozbawiły. Wydarzenia opisane w "Wakacjach z trupami" również nie należą do typowych i standardowych, co tylko podbija i uwydatnia komediowy charakter tej książki. Spodobał mi się sposób, w jaki Alicja i Julia zostały w niej przedstawione - "zalatywały belfrem", lecz niewątpliwie ich nauczycielska natura pomogła dziewczynom w prowadzeniu śledztwa. Bohaterki w mojej ocenie to tego typu nauczycielki, które są lubiane wśród uczniów (a przynajmniej tak je odebrałam ;)). Co ważne (w sumie dla każdej książki) - bohaterki zostały wykreowane w niezwykle rzeczywisty sposób. Naprawdę, każda z nich mogłaby być moją sąsiadką lub znajomą. To są zwykłe dziewczyny, które mają szczęście trafiać na niezwykłe przygody, nawet w zwykłym Fromborku.

Narratorką jest Alicja i uważam, że był to dobry zabieg, by właśnie z jej perspektywy pokazać akcję książki. Jako historyczka ciekawie łączyła i kojarzyła pewne fakty, które mogły doprowadzić bohaterki do finału ich kryminalnej zagadki. Autorka ma lekkie pióro, dzięki czemu przyjemnie się czyta nawet o trupach :)

Jak wspomniałam na początku, "Wakacje z trupami" to drugi tom przygód Alicji i Julii, jednak nieznajomość pierwszej części ("Zwłoki powinny być martwe") nie przeszkadzała mi w odbiorze tej - są nawiązania do poprzedniej części, jednak wszystko jest ładnie wytłumaczone i czytelnik nie musi się niczego domyślać, więc śmiało mogę stwierdzić, że części te można czytać niezależnie od siebie.

"Wakacje z trupami" to lektura, przy której nie tylko miłośnik gatunku niezwykle przyjemnie spędzi czas. Jeśli szukacie książki na długie jesienne wieczory, a jednocześnie myślami jesteście jeszcze na wakacjach - ta pozycja z pewnością jest dla Was ;)

Uwaga!


Ta recenzja bierze udział w akcji #szukamtrupa.


Wraz z pozostałymi blogerami zachęcamy do lektury "Wakacji z trupami" Agnieszki Pruskiej. 

Od 1 do 21 października wypatruj u nas informacji, które pomogą Ci #szukaćtrupa. Do zdobycia będą aż trzy egzemplarze powieści oraz dodatkowe prezenty od autorki oraz Wydawnictwa Oficynka.

Konkurs polega na udzieleniu prawidłowych odpowiedzi na pytania, do których wskazówki znajdziecie w naszych wpisach.

Pytania ukażą się 21 października na wszystkich blogach. Odpowiedzi będzie należało wysłać na maila żeby nie psuć innym zabawy w szukaniu podpowiedzi 😉

Zapraszam do zabawy razem z:

Matka Książkoholiczka -klik

Nienaczytana - klik

Z książką na kanapie - klik

Poligon domowy - klik

Czytam w pociągu - klik

Przeczytanki - klik

Czytelniczo i cyfrowo - klik

Obydwie zaczytane - klik





Za książkę dziękuję Wydawnictwu Oficynka.


czwartek, 11 października 2018

Zapomnij o mnie - K.N. Haner

Zapomnij o mnie - K.N. Haner
Zapomnij o mnie - K.N. Haner


Tytuł: Zapomnij o mnie
Autor: K.N. Haner
Wydawnictwo: Kobiece
Premiera: 30 sierpnia 2018 r.

Moja ocena: 7/10 


"Zapomnij o mnie" to moje kolejne spotkanie z autorką. Pierwsze było z serią mafijną, a "Piekielną miłość" oceniłam naprawdę wysoko (tutaj dla przypomnienia moja opinia na jej temat - klik). Autorka zmieniła nieco kierunek i tym razem postanowiła spróbować swoich sił w nowym dla siebie gatunku, czyli New Adult. Czy autorka poradziła sobie z wyzwaniem? Generalnie uważam, że tak, gdyż książka miała wszystko, co cechuje typowe NA, jednak - jak w każdej historii - istnieją pewne kwestie typowo subiektywne, które mi do gustu nie przypadły.

Wracając jednak do meritum - fabuła skupia się początkowo wokół Marshalla i Sary. Chłopak przyjeżdża do Nowego Jorku, by odciąć się od przeszłości i rozpocząć nowe życie. Zostaje współlokatorem pewnego rodzeństwa studentów i w ten sposób właśnie poznaje Sarę. Tych dwoje od razu do siebie ciągnie, lecz pewne zachowania dziewczyny wzbudzają u chłopaka niepokój. Gdy dowiaduje się, co jest na rzeczy, zaczyna się prawdziwa karuzela emocji u bohaterów, a zwłaszcza u Marshalla. Sytuacja zaczyna się komplikować, gdy pojawia się Emily, a serce głównego bohatera musi zdecydować, czy wejść w bagno Sary, czy podążyć za światłem Emily. Nie mogę zdradzić, jak zakończy się ta historia, lecz napiszę jedno - fani nurtu na pewno będą usatysfakcjonowani, gdyż ta książka wręcz przesiąknięta jest emocjami - bólem, cierpieniem, żalem, tęsknotą, czyli wszystkim, czego potrzebuje dobre New Adult. 

Książkę czyta się rewelacyjnie - kartki wręcz przewracają się same, a emocje wybuchają niemal na każdej stronie. Przyznać jednak muszę, że bardzo irytowała mnie Sara. Nie mogę do tej pory pojąć, co kierowało tą dziewczyną, że tak leciała jak ćma do ognia - jej zachowanie w mojej ocenie nie do końca jest jednoznaczne, bowiem z różnych źródeł czytelnik otrzymywał inny jej obraz. Nie wiem, czy taki był zamysł autorki na tę postać, ale zdecydowanie to właśnie ona jakby przejęła całą tę historię. Nie rozumiem natury tej dziewczyny, z jednej strony prowokującej,  drugiej uległej, a z każdej - jednak budzącej u czytelnika współczucie. Co do Marshalla - autorka realistycznie przedstawiła jego historię oraz przekonała mnie co do motywacji pewnych jego zachowań, mimo że nie do końca się z nimi zgadzałam, a Emily... Emily jest po prostu cudowna. Polubiłam tę dziewczynę całym sercem, o wiele bardziej od Sary :) I teraz, jak to piszę, dochodzę do wniosku, że autorka po prostu umie grać czytelnikowi na emocjach - w końcu wykreowała trójkę bohaterów, z których każdy jest jakiś, każdy budzi inne emocje i żaden nie jest bezpłciowy. Nie lubię, gdy muszę się domyślać, który bohater akurat wypowiada daną kwestię, bo każdy jest taki sam - tutaj na szczęście tego zabrakło ;)

Co do zakończenia - postawiło ono w zupełnie innym świetle Sarę. Naprawdę nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy - wzbudziło ono mój wewnętrzny sprzeciw i ścisnęło za serce. Tak, autorka jest zdecydowanie mistrzynią TAKICH zakończeń, jeśli wiecie, co mam na myśli :) Zmusza do refleksji, do zastanowienia się nad postępowaniem głównych bohaterów, nad oceną ich zachowań, a jednocześnie w głowie kołacze się wielkie TO NIESPRAWIEDLIWE. Czy to zakończenie jest szczęśliwe? Nie. Czy smutne? Nie. Jest wielowymiarowe i za to należą się autorce gratulacje.

Podsumowując - cieszę się, że w moje ręce trafiło "Zapomnij o mnie" i jestem ciekawa, co autorka zaserwuje swoim czytelnikom w "Sponsorze", a wkrótce premiera :)

Znacie tę pozycję? Jeśli nie, mam nadzieję, że zachęciłam Was do wpisania jej na swoją listę do przeczytania. Jeśli tak - chętnie się dowiem, co o niej sądzicie, dajcie znać w komentarzach!



Za książkę dziękuję autorce i Wydawnictwu Kobiecemu.


piątek, 3 sierpnia 2018

Francuskie lato - Catherine Isaac

Francuskie lato - Catherine Isaac
Francuskie lato - Catherine Isaac



Tytuł: Francuskie lato
Tytuł oryginalny: You, Me, Everything
Autor: Catherine Isaac
Wydawnictwo: Między słowami/Znak Literanova
Premiera: 2 lipca 2018 r.

Moja ocena: 4/10 (przeciętna)


Przejdę od razu do konkretów - ta książka jest nijaka. Nie wywołała u mnie praktycznie żadnych emocji, oprócz irytacji. Miałam nadzieję na wzruszającą historię, faktycznie w stylu Jojo Moyes (w końcu po coś umieszczono to porównanie na okładce, prawda?), a otrzymałam... to.

Jessica, wskutek namowy ciężko chorej matki, postanawia wyjechać z 10-letnim synem Williamem do jego ojca Adama, który prowadzi pensjonat (a właściwie zamek) we Francji. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że Jessica i Adam tuż po narodzinach Williama się rozstali - mężczyzna, mimo ustaleń, nie był obecny przy narodzinach syna, Jess posądziła go o romans z byłą dziewczyną, a ten się tego nie wyparł. Adam po dwóch kolejnych miesiącach doszedł do wniosku, że jednak nie udźwignie bycia ojcem, więc para postanowiła się rozstać. Jessica przez kolejne lata samotnie wychowywała syna, przy pomocy rodziców, natomiast Adam skakał z kwiatka na kwiatek, przy czym w międzyczasie odkupił stary zamek od jakichś Francuzów, wyremontował go i zaczął powoli na nim zarabiać. Rodzice Williama nie mieli zbyt częstego kontaktu przez te 10 lat, a o Adamie trudno powiedzieć, że jest w ogóle ojcem. Ta wycieczka ma na celu nie tylko zbliżyć ojca do syna, ale także pomóc Jess w uporaniu sobie z losem, jaki czeka ją i Williama.

I teraz tak. Większość książki to swoisty pamiętnik/dziennik podróży Jess, z retrospekcjami, które wyjaśniają jej aktualną sytuację. W tle pojawia się ciężka choroba, która skłoniła kobietę do zastanowienia się nad swoim losem i losem swojego syna. Jeśli chodzi o akcję - w tej książce nie znajdziecie porywających scen, romantycznych uniesień czy chwil, zapierających dech w piersi. "Francuskie lato" jest wręcz "płaskie" pod tym kątem, takie jednostajne, w ogóle nie angażuje czytelnika i odnosi się wrażenie, że tam się nic nie dzieje. Niby są ważne tematy poruszane - alkoholizm, samotne rodzicielstwo, ciężka choroba - ale są one potraktowane po macoszemu - tak, jakby autorka stwierdziła, że trzeba dorzucić coś cięższego kalibru do miałkiego wątku głównych bohaterów...

A skoro już o nich mowa - Jess nie umiała wybaczyć Adamowi, że ją kolokwialnie olał w momencie narodzin Williama. Uraza ta rośnie przez wiele lat i podsycana jest ogólną postawą mężczyzny do życia. Po latach tajemnica tej nocy wychodzi na jaw, jednak trywialność Adama dalej pozostaje faktem. Mocno irytowała mnie postawa Jess, jej naiwność w kontaktach z Adamem i beztroskie zapomnienie o wydarzeniach z przeszłości. Ja wiem, ludzie niby się zmieniają, dojrzewają, ale przecież Adam nawet podczas pobytu kobiety z Williamem we Francji nie dawał jakichkolwiek rokowań na to, że będzie dobrym ojcem... Ale wystarczyło, że tajemnica sprzed lat zostanie wyjawiona i puff! Jess o wszystkim zapomina. Niby robi to też dla syna, ale w końcu Adam jest jego ojcem, niezależnie od jego relacji z Jess.

Nie wiem, nic na to nie poradzę, że w tej historii nie gra mi w ogóle zachowanie głównych bohaterów, ich pobudki i podejmowane decyzje. Jess niby chce być szczęśliwa, ale nie może. Adam niby chce być ojcem, ale znajdują się rzeczy ważniejsze. Niby, niby, niby.

Na plus mogę chyba jedynie zaliczyć lekki styl pisania autorki i okoliczność, że nie spędziłam przy tej książce zbyt dużo czasu. 

Nie jestem w stanie nawet Wam napisać cokolwiek więcej o tej pozycji... Wynudziłam się przy niej i nie wiem, czy jeszcze sięgnę po cokolwiek twórczości tej autorki.

Znacie "Francuskie lato"? Może macie odmienne odczucia? Dajcie znać ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.


poniedziałek, 30 lipca 2018

Oblubienica morza - Michelle Cohen Corasanti, Jamal Kanj

Oblubienica morza - Michelle Cohen Corasanti, Jamal Kanj
Oblubienica morza - Michelle Cohen CorasantiJamal Kanj



Tytuł: Oblubienica morza
Tytuł oryginalny: Bride of the sea
Autor: Michelle Cohen Corasanti, Jamal Kanj
Wydawnictwo: SQN
Premiera: 4 lipca 2018 r.

Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra)


Do sięgnięcia po "Oblubienicę morza" skłoniła mnie informacja, że w wielu krajach zakazano wydania tej książki. Nie wiedziałam natomiast, jakiego rodzaju kontrowersji się spodziewać - zupełnie obcy jest mi temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego i miałam małe obawy, że przy lekturze się zwyczajnie jednak wynudzę. Na szczęście konflikt ten stanowi tło do historii Sary, Yousefa, Rebeki i Ameera, które to poruszyły czułe struny w moim sercu i spowodowały, że o "Oblubienicy morza" będę jeszcze zapewne długo pamiętać.

Sara wraz z ojcem muszą uciekać Rosji z powodu żydowskiego pochodzenia. Próbują ułożyć sobie nowe życie w Palestynie - ojcu udaje się wykorzystać znajomości, jakie miał jeszcze w Rosji jako wysoko postawiony biznesmen. Sara poznaje w Palestynie lekarza Yousefa, będąc pielęgniarką dla jego ciężko chorej mamy. Pomiędzy nimi zaczyna kwitnąć uczucie, jednak na drodze ich miłości stają różnice w pochodzeniu i narastający wokół konflikt izraelsko-palestyński.

W międzyczasie poznajemy kolejnych bohaterów tej przejmującej historii (książka podzielona jest na kilka części - narracja poprowadzona została na zmianę przez wszystkich głównych bohaterów, a ich losy zostały przedstawione w taki sposób, że dopiero na końcu dowiadujemy się, co je spaja).

Ameer - zdolny i kreatywny mężczyzna - mieszka w obozie dla uchodźców w Libanie. Wygrywa pewien konkurs i zostaje dostrzeżony przez wielkich naukowców - udaje mu się wyjechać do USA, gdzie rozpoczyna nowe życie, także jako naukowiec. Poznaje tam Rebekę - Żydówkę, sprzeciwiającą się złemu traktowaniu arabskich społeczności przez jej rodaków. Zrywa ze swoim despotycznym narzeczonym, nieprzygotowana zupełnie na to, jakie może ponieść konsekwencje...

Tak wygląda zarys fabularny "Oblubienicy morza". To, co uderzyło mnie w tej książce najbardziej, to swoisty ludzki aspekt wspomnianego konfliktu - jak to, gdzie i w jakim czasie się urodziliśmy, determinuje nasze losy. A wystarczyło, żeby bohaterowie urodzili się w innym kraju i ich losy nie byłyby takie skomplikowane - ich życiem nie decydowałoby ich pochodzenie. Tak - mówimy tutaj o życiu, także w sensie dosłownym. Niesamowicie współczułam naszym bohaterom - ich rozterkom, konieczności deprecjonowania własnego szczęścia w imię... No właśnie - czego? Wprawdzie wydarzenia z Sarą i Yousefem w roli głównej dzieją się w latach trzydziestych XIX w., a Ameera i Rebeki ponad 50 lat później, ale ich historie są tak do siebie podobne, mimo upływu lat... Podziały nie zniknęły i są głęboko zakorzenione, a dodatkowo echa wydarzeń z przeszłości odciskają piętno na dwóch pokoleniach później.

Gdy czytałam "Oblubienicę morza" targały mną emocje. Autorzy w genialny sposób angażują czytelnika w lekturę - opisy wydarzeń i emocji bohaterów wywołują po prostu ogrom współczucia i poczucie niesprawiedliwości. Ponadto sposób, w jaki opisywane są rodzące się pomiędzy bohaterami uczucia są tak delikatne i subtelne, a jednocześnie oddające masę emocji, że kartki książki wręcz same się przewracają. Styl pisania autorów bardzo przypadł mi do gustu, nie dało się w ogóle odczuć, że dwie osoby napisały tę książkę. Akcja została poprowadzona tak, że właściwie czytało się ją jednym tchem. Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Dziwiła mnie bardzo tamtejsza kultura, musiałam się przestawić na ichniejszy konserwatywny sposób życia i te wszystkie niuanse, decydujące choćby o pożądanym sposobie zachowania się... Dla nas to egzotyka, a dla nich normalne życie...

Historia opisana w "Oblubienicy morza" chwyta za serce i nie pozwala o sobie zapomnieć. Cieszę się, że mogłam się z nią zapoznać i mam nadzieję, że Wam również przypadła (albo przypadnie) do gustu.

Czytaliście tę książkę? Jakie są Wasze wrażenia? Dajcie znać w komentarzach :)




Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN.


piątek, 20 lipca 2018

Żmijowisko - Wojciech Chmielarz

Żmijowisko - Wojciech Chmielarz
Żmijowisko - Wojciech Chmielarz


Tytuł: Żmijowisko
Autor: Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo: Marginesy
Premiera: 9 maja 2018 r.

Moja ocena: 10/10


Na moje szczęście lub nieszczęście, "Żmijowisko" przeczytałam zaraz po "Hashtagu" Remigiusza Mroza. I o ile mrozowej książce nie miałam właściwie nic do zarzucenia (nastawiłam się na raczej kiepską lekturę, a miło się rozczarowałam), to zostawiłam sobie w ocenie jeden punkt zapasu, na wszelkie wypadek, gdybym przeczytała lepszy thriller psychologiczny. Nie miałam pojęcia, że ten moment nastąpi tak szybko, a prawda jest taka, że - albo powinnam obniżyć ocenę "Hashtagowi", albo wywalić przyjętą przeze mnie skalę w piz**, bo to, co zaserwował w "Żmijowisku" Wojciech Chmielarz (w odniesieniu do przeczytanych przeze mnie thrillerów psychologicznych i "Hashtagu" przede wszystkim - choć tutaj oceniałam książkę także w kontekście znanej mi twórczości autora), po prostu się w niej nie mieści. 

I może wydaje Wam się, że jestem jakaś oderwana od rzeczywistości, bo czytaliście "Żmijowisko" i nie zrobiło na Was aż takiego wrażenia, albo po prostu znacie lepsze książki (tak teraz myślę, że "Nie ufaj nikomu" także powinnam dać wyższą ocenę), ale uwierzcie mi - na świeżo po przeczytaniu tych dwóch książek mam właśnie takie odczucia. Dla "Żmijowiska" w mojej skali ocen po prostu brakło miejsca, a daję dziesiątkę tylko dlatego, że nie przyjęłam wyższej wartości.

"Żmijowisko" opowiada historię zaginionej Ady - piętnastolatki, która wraz z rodzicami i ich znajomymi wyjechała na agroturystyczne wczasy. Choć w sumie tak naprawdę o samej Adzie książka nie traktuje za wiele, a zatem bardziej prawidłowym byłoby stwierdzenie, że opowiada historię Arka i Kamili - rodziców Ady, Adaomy i Roberta - ich znajomych, Asi, Krzysztofa i Szuwara - właścicieli agroturystyki, Damiana - syna Asi i Krzysztofa oraz dalszych znajomych rodziców Ady. Podczas wczasów latem 2016 roku Ada ginie w tajemniczych okolicznościach. Historię poznajemy z trzech okresów (wcześniej, potem, pomiędzy), z kilku punktów widzenia (Arka, Kamili, Adaomy, Roberta, Krzysztofa, Szuwara, Damiana i wreszcie Ady) - wszystkie te elementy są ze sobą pomieszane tak, by wywołać mętlik w głowie czytelnika i dać mu ułudę, że sam powoli odkrywa prawdę o zaginięciu Ady.

Tak naprawdę więcej poznajemy przeszłości naszych głównych i drugoplanowych bohaterów, a akcja z wcześniej, potem i pomiędzy to tak właściwie echo wcześniejszych wydarzeń, uczuć i emocji postaci tego spektaklu. 

Nie chcę za wiele zdradzać z fabuły, ale tak szczerze - ciężko jest o niej pisać. Wszystko jest ze sobą tak powiązane, że pisząc cokolwiek, można by za wiele zdradzić. Wczoraj w nocy długo dyskutowaliśmy z mężem o tej książce i stwierdziliśmy, że ta historia jest idealna do zekranizowania (choć wiele wątków musiałoby zostać wówczas pominiętych albo potraktowanych po macoszemu, co byłoby ogromną stratą) i że idealnym reżyserem byłby Wojciech Smarzowski (jego filmy w punkt nam się wpasowują w klimat tej książki, a w pewnym momencie była tam taka rozpierducha jak w "Domu złym", co ostatecznie przesądziło w wyborze tego reżysera). Grunt, że autor trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej kartki, czytelnik cały czas przewraca strony w przekonaniu, że zaraz coś po prostu pierd*****, a niepokój kołacze się bez przerwy z tyłu głowy. Poprowadzone przez Wojciecha Chmielarza wydarzenia prowadzą do zaskakującego finału, po którym zachodzi się w głowę - jak można mieć tak psychopatyczną osobowość? Jak dla mnie ta książka to genialne studium psychologiczne człowieka - autor odwalił kawał dobrej roboty, budując każdą z postaci tej historii, ukazując, jak wielką potęgą jest ludzka psychika i jak wiele od niej zależy - jak z pozoru nic nie znaczące gesty i słowa mogą wywołać efekt motyla. 

Myśląc o "Żmijowisku"  Chmielarza, mimowolnie nasuwa mi się J.K. Rowling i jej seria o Harrym Potterze czy Cormoranie Strike'u - podobieństwo w pieczołowitości w budowaniu historii i kreacji bohaterów tych dwóch autorów jest dla mnie wręcz uderzające. Wyobrażam sobie, jak obydowje z niebywałą dbałością nanizują na nitkę genialnej fabuły poszczególne elementy charakterystyczne dla każdej postaci, by ostatecznie pokazać światu pełne, kompletne i bez żadnych niedociągnięć dzieło. Wojciech Chmielarz w swojej książce idealnie wyważa elementy opisowe z dialogami - tak, że czytelnik może wyobrazić sobie całą scenerię, w jakiej dzieją się wydarzenia "Żmijowiska", jak również dogłębnie poznać każdą z postaci oraz ich wzajemne powiązania i stosunki. Każde słowo ma swoje miejsce, każda scena do czegoś prowadzi, a każdy szczegół jest istotny, a podpowiedzi serwowane czytelnikowi, by ten mógł sam spróbować rozwikłać zagadkę zaginięcia Ady, nie są nachalne i nie walą wielkim czerwonym alarmem po oczach "TO TUTAJ JEST COŚ NIE TAK". 

Przy tym, co napisałam w poprzednim akapicie, to, w jaki sposób została przedstawiona historia i bohaterowie w "Hashtagu", wydaje mi się takie... powierzchowne. Bez głębszego zastanowienia się, z szybkim wyjaśnieniem, z dużą ilością swoistej górnolotności, niepopartej takim zwykłym człowieczeństwem. Wojciech Chmielarz na czymś na pozór zwykłym i pospolitym zbudował coś niesamowitego, budzącego prawdziwą grozę i wprowadzającego czytelnika w stan zadumy nad światem i ludźmi.

I zobaczcie, jak bardzo to, co dotychczas przeczytamy, determinuje nasze wrażenia z każdej kolejnej lektury.

Jestem pod ogromnym wrażeniem "Żmijowiska" i mam nadzieję, że kiedyś zobaczę tę historię na wielkim lub małym ekranie - kunszt i warsztat autora po prostu na to zasługuje.

Znacie twórczość autora? Dajcie znać w komentarzach, co o niej sądzicie ;)



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Marginesy.


wtorek, 10 lipca 2018

[PRZEDPREMIEROWO] Hashtag - Remigiusz Mróz

[PRZEDPREMIEROWO] Hashtag - Remigiusz Mróz
Hashtag - Remigiusz Mróz

W kwestii wyjaśnienia - książka do mnie dotarła w trakcie pakowania się na krótki wypad nad morze, nic dziwnego więc, że uznałam ją za idealną lekturę na plażę (w tle moje pakowanie się ;))
Tytuł: Hashtag
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Premiera: 18 lipca 2018 r.

Moja ocena: 9/10

Ci, którzy mnie znają, dobrze wiedzą, że ostrożnie podchodzę do twórczości Remigiusza Mroza. Nie chodzi nawet o ilość wydawanych przez niego książek (choć może to razić, można się zastanawiać nad "rzetelnością" tak napisanych/wydanych książek, ale nie można autorowi zarzucać, że wykorzystuje to, iż jest na topie, każdy z nas by to zapewne zrobił - wszystko zależy od perspektywy), lecz o mętne tłumaczenie się fikcją literacką, gdy zarzucane mu są błędy logiczne czy niezgodność z rzeczywistością pewnych faktów (wielokrotnie wspominałam choćby o mrozowych aplikantach w todze czy oskarżonym jako świadku). I o ile nie przeczytałam "Nieodnalezionej", czy "Czarnej Madonny", to myślę, że z dużą dozą prawdopodobieństwa negatywne (ale uargumentowane) komentarze na temat tych książek mogą mieć pokrycie w rzeczywistości. Jeśli chodzi o Chyłkę - zatrzymałam się na "Inwigilacji" i raczej nie sięgnę po kolejne części z uwagi na moje zboczenie zawodowe i niechęć do czytania kolejnych głupot procesowych (na które jednak przeciętny czytelnik nie zwróci uwagi). Przyznać musicie, że nie dziwi już zupełnie kolejna informacja o nowej książce Mroza - ja jednak, gdy usłyszałam, że autor próbuje sił w thrillerze psychologicznym, postanowiłam bliżej przyjrzeć się jego nowemu "dziełu", żeby móc zabrać głos w dyskusji, która zapewne rozgorzeje po premierze. 

Po lekturze "Hashtagu" moja refleksja jest taka - autor zagrał mi, jako czytelnikowi, na nosie (spodziewałam się bowiem błędów logicznych, których jednak nie wyłapałam) i świetnie przygotował się na ewentualny atak ze strony "hejterów" (pamiętajmy, że dobrze uargumentowany negatywny komentarz pod ten trend nie podpada) - "Hashtag" został napisany tak, że właściwie każde ewentualne niedociągnięcie można bardzo prosto wytłumaczyć. Nie, nie napiszę jak, bo zdradziłabym cloue fabuły, niemniej przyznać trzeba, że Remigiusz Mróz dobrze odrobił swoją lekcję, choćby w ten (sprytny moim zdaniem) sposób właśnie. 

Zacznę może od tego, że narracja została poprowadzona dwutorowo - narratorką pierwszoosobową jest Tesa, zakompleksiona kobieta ze znaczną otyłością, mająca problemy z funkcjonowaniem w społeczeństwie, lecz wbrew pozorom kochana i kochająca żona Igora, którego poznała na studiach - wspólnie uczęszczali na koło naukowe, prowadzone przez jednego z wykładowców, Krystiana Strachowskiego. To on jest kolejnym głównym bohaterem tej książki i to z jego punktu widzenia prowadzona jest ta druga narracja - tutaj pojawia się w formie trzecioosobowej, wszechwiedzącej. Początkowo czytelnik musi rozstrzygnąć, w jakich relacjach czasowych pozostają te dwa punkty widzenia, jednak szybko można się zorientować, co i jak. Krystian pojawia się także na etapie późniejszym w relacji Tesy - okazuje się, że bohaterowie mają za sobą bliżej nieokreślony związek, nie tylko na poziomie wykładowca-student. Przez całą książkę tak naprawdę nie wiadomo, co do końca łączyło tych dwoje, gdyż z różnych fragmentów czytelnik  może wyciągać różne wnioski, a często informacje (i nie tylko co do relacji tej dwójki) są ze sobą w sprzeczności, jak również niedomówione. Jednak zostało to podane w taki sposób, że czytelnik zdaje sobie sprawę, że autor zrobił to po prostu specjalnie i że to część drogi do poznania rozwiązania zagadki tajemniczej apsydy.

No właśnie - od tego zaczyna się książka. Tesa otrzymuje smsa, że czeka na nią paczka. Sytuacja wydaje się nie być w ogóle podejrzana, ale sęk w tym, że dziewczyna niczego nie zamawiała, a z racji fobii społecznej, jeśli już - zamówiłaby z dostawą do domu, nie paczkomatu. W paczce znajduje się kartka z jej imieniem i hashtagiem "apsyda" oraz figurka czaszki. Tesa, wraz ze swoim mężem Igorem, zaczyna śledztwo, sprawdza znaczenie tego słowa i trafia do ojczyzny hashtagów - Twittera. Jej odkrycie przyprawia o gęsią skórkę, bowiem znajduje pod tym # zdjęcie osoby (wrzucone tego samego dnia), która... wiele lat temu zaginęła. Z biegiem czasu pojawiają się kolejne zdjęcia pod #apsyda, należące do osób, które albo są zaginione, albo... nie żyją. Historia zaczyna jeszcze bardziej mrozić krew w żyłach, gdy znika sam Igor, a Tesa otrzymuje przesyłkę z informacją, że jej mąż jest pierwszym z wielu... 

Bohaterka postanawia odezwać się do Krystiana, by ten pomógł jej rozwikłać zagadkę #apsydy - nie trzeba chyba wyjaśniać, że ostatnia przesyłka ma tragiczne przesłanie, a być może to od Tesy zależy życie wielu osób. Dziewczyna otrzymuje wiele sprzecznych sygnałów i tajemniczych wiadomości, do tego dochodzą jej problemy psychiczne (chyba zapomniałam wspomnieć, że Tesa wielokrotnie próbowała targnąć się na swoje życie) i fobie społeczne -Tesie zaczyna najzwyczajniej w świecie mieszać się w głowie, nie wie, co jest prawdą, a co być może wytworem jej wyobraźni. Co więcej - czytelnik także tego nie wie. Autor sprawnie wyprowadza w pole (może nie w tak "spektakularny" sposób, jak w dotychczas przeczytanych przeze mnie jego książkach, lecz tak jakby... subtelniej, nie śmiejąc się z inteligencji czytelnika, dość "logicznie", na ile logiczny może być "Hashtag"). Pisałam wyżej, że informacje z punktu widzenia każdego z bohaterów często były ze sobą sprzeczne - wyszłam z założenia więc, że to do narracji Tesy (jako pierwszoosobowej!) należy podejść ostrożnie (czytałam ostatnio "Nie ufaj nikomu", podejrzewałam podobny zabieg), że to ona ma zaburzone poczucie rzeczywistości. I co? Nie odpowiem na to pytanie... inaczej odebrałabym Wam całą przyjemność z czytania tej książki. Zgrzytało mi ponadto to, jaki obraz Tesy wyłaniał się z jej opowieści, a jaki z narracji trzecioosobowej - miałam wrażenie, że czytam o dwóch różnych osobach (podobnie w przypadku Krystiana) i myślałam, że tutaj autor się mocno potknął, ale... no właśnie. Odnoszę wrażenie, że Remigiusz Mróz nigdzie się nie wyłożył. Autor podrzuca czytelnikowi tropy, już ma się wrażenie, że wiadomo, o co chodzi (choć dalej budzi to niedowierzanie), a potem następuje charakterystyczne dla autora zakończenie historii.

Nic nie jest takie, jakim się wydaje, a książkę zamyka się z wielkim znakiem zapytaniem w głowie. Co się tutaj tak właściwie stało?

Przeplatane relacje - z punktu widzenia Tesy i Krystiana - mają pomóc czytelnikowi w rozwikłaniu zagadki tajemniczej #apsydy. Kto za tym wszystkim stoi? Dlaczego akurat Tesa? Czytelnikowi ma się wydawać, że powoli dochodzi prawdy, jednak co rusz następują kolejne zwroty akcji, które całkowicie wywracają przyjętą dotychczas (już i tak kilka razy zmienianą) koncepcję. Przez to nie można właściwie oderwać się od lektury, a książka zdecydowanie wpisuje się w klimat gatunku.

Co do bohaterów - portret Tesy został nakreślony bardzo wyraźnie i jest inny od dotychczas poznanych przeze mnie mrozowych kobiecych kreacji. Dziewczyna mnie nie irytowała, a wręcz przeciwnie - mocno jej kibicowałam, by odkryła wreszcie swoją rolę w tym całym przedstawieniu. W ogóle poprawcie mnie, jeśli się mylę (nie czytałam wszystkich książek autora), ale to chyba pierwsza kobieca narracja pierwszoosobowa w twórczości Mroza? W moim odczuciu wypadła całkiem zgrabnie (i nie chodzi mi o tuszę głównej bohaterki oczywiście). Co do Krystiana... tutaj jest mi znacznie ciężej odnieść się do jego postaci, a wszystkiemu winne jest zakończenie właśnie, a spoilerować zwyczajnie nie wypada. Ale zdradzić chyba mogę, że przez całą książkę byłam wobec niego podejrzliwa, ale takie odczucie autor zdecydowanie chciał osiągnąć.

W książce pojawia się dużo filozoficznego i psychologicznego "bełkotu", jak to się mówi, oraz teorii postrzegania świata. Jest to niezbędne nie tylko po to, by poznać motywy sprawcy i spróbować je zrozumieć, ale także, by namieszać czytelnikowi w głowie co do racjonalności i poczytalności Tesy. To zupełnie nie moja działka, dlatego o wiele lepiej czytało mi się tę książkę, niż jakąkolwiek z serii o Chyłce. Jedno z pojęć pamiętałam ze studiów, inne sprawdziłam w Internecie i myślę, że autor całkiem zgrabnie je wykorzystał w swojej książce, czyniąc z niego jakby podwaliny do powątpiewania w racjonalność Tesy. 

Co do stylu pisania autora - tutaj nigdy nie miałam zastrzeżeń i nie inaczej jest w przypadku "Hashtagu". Przez lekturę płynie się lekko i z zaciekawieniem, nie tylko z uwagi na historię przedstawioną w książce, ale także dzięki lekkiemu pióru Mroza. 

Książce właściwie nie mam nic do zarzucenia. Tak, jak pisałam na początku - wszelkie sprzeczności i niedomówienia wyjaśnia zakończenie i to takie, za które biję brawo autorowi, bo nie pozostaje mi robić nic innego. Jestem pod wrażeniem tej historii, a przede wszystkim jej konstrukcji - nie spotkałam jeszcze w żadnej książce takiego zabiegu, jaki zdecydował się zastosować autor. I dał mi tym pstryczka w nos, bo byłam nastawiona na skrytykowanie tej pozycji - pstryczka w nos wszystkim krytykującym jego tempo pisania i częstotliwość wydawania książek w kontekście robionego przez niego researchu. Jeśli przeczytacie tę książkę, to dowiecie się, dlaczego tak podkreślam to ostatnie. Mam nadzieję, że Remigiusz Mróz będzie się tego trzymał, bo lekcję ewidentnie wyciągnął.

Czekacie na premierę? Domyślam się, że tak ;) Dajcie później znać, jak Wasze wrażenia po lekturze ;)




Za książkę dziękuję Czwartej Stronie.

#hashtag #apsyda #remigiuszmróz #czwartastrona #czwartastronakryminału, #thrillerpsychologiczny


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger