piątek, 22 lutego 2019

[PRZEDPREMIEROWO] Vox - Christina Dalcher

[PRZEDPREMIEROWO] Vox - Christina Dalcher
Vox - Christina Dalcher


Tytuł: Vox
Autor: Christina Dalcher
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 27 lutego 2019 r.

Moja ocena: 7/10


Kojarzycie "Opowieść podręcznej" Margaret Atwood? Ja oglądałam serial, ale dla niezaznajomionych z tematem - w ogólnym zarysie historia polega na tym, że na świecie rodzi się coraz mniej dzieci i aby zapobiec wyginięciu naszego gatunku, rząd USA "wyłapuje" płodne kobiety, które przechodzą odpowiednie szkolenie, by następnie zostać przydzielonymi do wysoko postawionych małżeństw i rodzić im dzieci. Co miesiąc mąż odbywa stosunek z podręczną w obecności żony. Podręczna nie ma żadnych praw - po urodzeniu dziecka jest odsyłana do kolejnej rodziny. Jest to naprawdę wstrząsający obraz, a Vox poniekąd go przypomina - może nie jest aż tak drastyczny w odbiorze (w taki obrazowy sposób), ale...

Wyobraźcie sobie, że cofamy się do czasów, gdy kobiety nie mają praw wyborczych. Pójdźmy dalej - nie mogą czytać, pisać, wypowiadać więcej, niż 100 słów dziennie. Liczbę wypowiedzianych słów liczy specjalna bransoletka, która delikatnie razi prądem, przy każdym wypowiedzianym słowie - im bliżej 100, tym bardziej. Gdy przekroczy się tę granicę - zostaje się rażonym prądem. Nie ma zmiłuj - takie bransoletki noszą też dziewczynki. Jak pracować, gdy ma się ograniczoną możliwość wysławiania? Ano nie pracować - zajmować się domem i dziećmi. Seks przedmałżeński i pozamałżeński jest zabroniony - oczywiście tylko kobiety ponoszą karę, którą jest publiczne hańbienie a następnie zesłanie na ciężkie prace albo do zakonu, a licznik na bransoletce ma maksymalną liczbę słów ustawioną na 0. Gdy się młodo ożenisz - dostajesz bonus finansowy od państwa; młodo spłodzisz dziecko w takim małżeństwie - także. Osoby homoseksualne zamykane są w więzieniach - parami w celach, może się nawrócą...

To tylko wycinek rzeczywistości, w jakiej niespodziewanie znalazła się neurolingwistka dr Jean McClellan. Niespodziewanie? Kobiety nawet nie wiedzą, kiedy to wszystko zdążyło przybrać taki obrót. Jean kiedyś pracowała naukowo, prowadziła badania nad ośrodkiem w mózgu, odpowiedzialnym za prawidłowe formułowanie myśli i wypowiadanie słów, by stworzyć lek na te zaburzenia. Teraz zajmuje się domem i czwórką dzieci - niemalże dorosłym Stevenem, 11-letnimi bliźniakami (chłopcami) i kilkuletnią Sonią. Jej mąż Patrick jest blisko powiązany zawodowo z prezydentem i rządem, lecz nawet to nie pozwoliło na jakiekolwiek udogodnienia dla jego rodziny. Sytuacja zmienia się, gdy brat prezydenta ulega wypadkowi i w jego mózgu zostaje uszkodzony właśnie ten ośrodek, który był przedmiotem badań Jean. Kobiecie zostaje zaproponowana praca - chodzi o wynalezienie leku na tę "dolegliwość". Prawda okazuje się jednak o wiele bardziej skomplikowana, a Jean staje przed kilkoma trudnymi decyzjami. Nie wszystko okazuje się bowiem być takie, na jakie wygląda.

Ta książka mną wstrząsnęła. Naprawdę. Rzeczywistość w niej ukazana została przedstawiona w sposób tak rzeczywisty i namacalny, że równie dobrze to wszystko mogłoby się dziać w Polsce. Autorka bardzo dobrze ukazuje schemat działania ludzkiej psychiki i jej możliwości poddawania się manipulacji, jak również rodzącego się buntu jednostki, a potem i społeczeństwa. Jest w niej sporo polityki, której generalnie nie lubię, jednak nie przeszkadzało mi to w odbiorze książki, a wręcz przeciwnie - te kwestie są wręcz niezbędne w całej tej historii, by ją dobrze zrozumieć. Wszyscy bohaterowie zostali nakreśleni w sposób charakterystyczny i bardzo wyrazisty - z niektórymi ich poglądami możemy się zgadzać lub też nie, jednak autorka każdą ich decyzję przedstawia wraz z pobudkami, które do tego doprowadziły, stąd czytelnik ma niejako wgląd w ich umysł. Moją największą sympatię i szacunek zdobył Patrick, mąż Jean, ale to dopiero na zakończenie całej tej historii... Przez większość książki był przedstawiany jako przysłowiowa ciepła klucha, która ślepo poddaje się nowym rządom, ale pewne wydarzenia stawiają Patricka w zupełnie innym świetle. Najbardziej irytował mnie Steven - bardzo podatny na pranie mózgu, jakie serwowano mu w szkole, a dopiero  gdy na własnej skórze mógł odczuć skutki nowego reżimu, przestał być buńczuczny i hardy. 

Książkę czyta się bardzo dobrze - krótkie rozdziały pozwalają na zaczerpnięcie oddechu, jednak akcja jest zawieszana w odpowiednich momentach i tej pozycji wręcz nie chce się odkładać. Autorka ma bardzo lekki i przystępny styl pisania, co zdecydowanie ułatwia lekturę. Jedyne, co mam chyba do zarzucenia tej książce, to zakończenie - niby jest dość spektakularne, ale zupełnie tego nie można odczuć. Oczekiwałam takiego bum! i niby coś tam było, ale bez poruszenia i szoku z mojej strony. 

Dawno nie czytałam dystopii, a te, które są za mną, przeznaczone są raczej dla młodszego czytelnika, jak Igrzyska śmierci. czy Niezgodna. Myślę, że Vox to pozycja raczej dla czytelnika 25+ - podejrzewam, że młodszym ta historia może się zwyczajnie nie spodobać. Ja jestem zadowolona z lektury i na pewno będę ją polecać. Nie jest to historia na przysłowiowe "długie zimowe wieczory", dla odmóżdżenia i odpoczynku. Porusza ważne tematy i zmusza do refleksji nad rzeczywistością, w której się znajdujemy, często doprowadzając do niewesołych wniosków...

Podsumowując - polecam Waszej uwadze Vox. Warto pamiętać o tej książce - mam nadzieję, że kiedyś po nią sięgniecie i podzielicie się ze mną swoimi uwagami.




Za książkę dziękuję Wydawnictwu Muza.


środa, 20 lutego 2019

Sponsor - K.N. Haner (tom II)

Sponsor - K.N. Haner (tom II)
Sponsor - K.N. Haner (tom II)


Tytuł: Sponsor, tom II
Autor: K.N. Haner
Wydawnictwo: Editio Red
Data premiery: 13 lutego 2019 r.

Moja ocena: 7/10


Po przeczytaniu pierwszego tomu tej serii (opinia tutaj - klik) czułam ogromny niedosyt. Przeczytałam go jeszcze w grudniu i załapał się na moją topkę książek przeczytanych w 2018 r. - tylu emocji nie dostarczyło mi chyba zakończenie żadnej książki, jaką przeczytałam w ubiegłym roku. Z niecierpliwością wyczekiwałam drugiej części - autorka nie kazała mi na szczęście długo czekać, bo już w lutym ukazał się kolejny tom. Czy spełnił moje oczekiwania? Zdecydowanie tak, jednak więcej emocji odczuwałam przy lekturze pierwszej części.

Uprzedzam, że niniejszy post może zawierać spoilery - jeśli nie czytałaś/eś pierwszej części, to dalej czytasz na własną odpowiedzialność (choć postaram się pisać jak najbardziej oględnie ;))

Kalina dochodzi do siebie po wydarzeniach z końcówki poprzedniego tomu. Nie ma w ogóle kontaktu z Nathanem, cierpi po zawodzie miłosnym. Musi jednak skupić się na dojściu do siebie i na swojej młodszej siostrze przede wszystkim. Dziewczyny przypadkiem trafiają na Nathana podczas zakupów i oczywiście uradowana Sabrina nieświadomie aranżuje spotkanie. Między byłymi kochankami jest mur, Kalina na początku nie potrafi wejść w kolejną relację z Nathanem. Mur jednak powoli kruszeje, lecz są pewne osoby, które nie chcą doprowadzić do szczęśliwego finału między tą dwójką. Okazuje się też, że czarne charaktery wcale nie są takie czarne, jak wydawało się w pierwszym tomie i sprzyjają Kalinie i Nathanowi. Młodzi muszą stawić czoła wielu problemom, przy czym jeden z nich wynika z niefrasobliwości Nathana... 

Historia toczy się rytmem właściwym dla tego typu literatury, a ja wiedziałam, czego oczekuję, czytając drugą część Sponsora ;) I o ile pierwsza część skupiała się bardziej na relacji głównych bohaterów, tak tutaj mamy bardziej do czynienia z ich zmaganiami z przeciwnościami losu - być może dlatego tych emocji odczuwałam mniej. Oczywiście kibicowałam Kalinie i Nathanowi, by wreszcie odnaleźli szczęście i spokój, denerwowałam się, gdy życie rzucało im kłody pod nogi, jednak właśnie relacja tej dwójki wzbudzała we mnie więcej emocji (co jest oczywiście kwestią indywidualną). 

Pierwszą część Sponsora uważam za najlepszą książkę w dorobku autorki (z tych, które przeczytałam oczywiście) i po lekturze drugiego tomu rozszerzam moją tezę na obie części ;) Styl K.N. Haner jest bardzo przystępny i lekki, książkę czyta się rytmicznie, czytelnik się nie zacina podczas lektury, tylko przyjemnie przez nią płynie. Wątki są poprowadzone logicznie i w sumie można się od początku domyślać pewnych zwrotów akcji i wyjaśnienia historii. Niektóre wątki mogą się wydawać nieco melodramatyczne, ale cóż - królowa dramatów jest tylko jedna ;) Jednak i takie pasują do tej historii. Podoba mi się przemiana, jaka zaszła w Nathanie, szło mu to dość opornie, ale w końcu się ogarnął chłopak ;) Największym jednak światełkiem w Sponsorze jest mała Sabrina, której postać wręcz topi serce - ta kreacja jest moim zdaniem najlepszą w tej historii. 

Ja czuję usatysfakcjonowana tym, co zaserwowała autorka w drugiej części Sponsora. Lubię takie przerywniki w rzece kryminałów i thrillerów, w których się zaczytuję ;) Sięgając po New Adult świadomie, wiedząc mniej więcej, jaką treść znajdę w środku, a to, co znalazłam w Sponsorze jest warte szumu, jaki tak książka wokół siebie wywołuje.

Czytaliście Sponsora? A może jest przed Wami jeszcze? Dajcie znać ;)



Za książkę dziękuję EditioRed.


piątek, 15 lutego 2019

Nie jestem potworem - Carme Chaparro

Nie jestem potworem - Carme Chaparro
Nie jestem potworem - Carme Chaparro


Tytuł: Nie jestem potworem
Tytuł oryginalny: No soy un monstruo
Autor: Carme Chaparro
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 30 stycznia 2019 r.

Moja ocena: 7/10


Mam ostatnio szczęście do hiszpańskich kryminałów. Najpierw genialna "Cisza białego miasta" (premiera już wkrótce, 27 lutego!), a teraz "Nie jestem potworem", która swoją premierę miała 30 tycznia. Obie książki ukazują się nakładem wydawnictwa Muza - ma ono nosa do książek, trzeba im przyznać ;) 

"Nie jestem potworem" koncentruje się wokół sprawy Slendermana - tak zostało nazwane zniknięcie przed dwoma laty 4-letniego Nicolasa w centrum handlowym, a sprawca zniknięcia został ochrzczony Slendermanem właśnie. Jednak... do tej pory chłopca nie znaleziono - ani żywego, ani martwego. Tymczasem w tym samym centrum handlowym znika kolejny 4-letni chłopiec, bardzo podobny do Nicolasa. Media natychmiast podchwytują sensację i łączą ze sobą te dwie sprawy, czym niezwykle utrudniają pracę policji. Nadinspektor Ana Aren prowadzi sprawy obu zaginionych chłopców i stawia sobie za cel doprowadzenie ich do szczęśliwego finału, jednak czy można o takim mówić w przypadku Nicolasa? W końcu minęły już dwa lata. Sprawa się tym bardziej komplikuje, że znika 4-letni syn jej przyjaciółki - dziennikarki Ines Grau, która zarówno dwa lata temu, jak i teraz, aktywnie relacjonowała w mediach szczegóły związane ze śledztwami w sprawie zaginionych czterolatków...

Narracja w tej książce poprowadzona jest kilkutorowo, jednak główne skrzypce grają Ana i Ines. W sposób niezwykle interesujący zostało przedstawione śledztwo z punktu widzenia policjantki oraz dziennikarki, jak również studium psychiki człowieka, który zderza się z takim dramatem. Obie kobiety mają silną osobowość, nie cofną się przed niczym, by osiągnąć zamierzony cel, czy to w życiu prywatnym, czy zawodowym. Moją większą sympatię wzbudziła chyba jednak Ana - Ines została przedstawiona jako rasowa dziennikarka, która potrafi wiele zrobić, by zdobyć najświeższe i najciekawsze informacje, które może przekazać swoim widzom, co nie do końca wpisuje się w moje standardy, jednak rozumiem, że może wymagał od niej tego jej zawód i pozycja celebrytki.

Autorka ukazuje nam nie tylko życie zawodowe głównych bohaterek, ale także odsłania ich życie prywatne, dzięki czemu możemy je lepiej poznać i się z nimi zżyć. Robi to w sposób niezwykle udany - nie odnosi się wrażenia, że są to zbędne informacje, lecz że pozwalają na pełniejsze zrozumienie sytuacji Any i Ines, co jest dość istotne w tej całej historii, ale o czym czytelnik dowiaduje się dopiero na końcu. 

Akcja została poprowadzona tak, że nie sposób jest się nudzić. Być może nie ma tutaj takiej atmosfery, jak w "Ciszy białego miasta", gdzie autorka malowała wręcz słowem obrazy, ale "Nie jestem potworem" wciąga od pierwszych stron. Wydarzenia płyną wartko jedno za drugim, nie pozwalając czytelnikowi się nudzić. Autorka ma przystępny styl pisania, a ja nie gubiłam rytmu przy lekturze, co znacznie podnosiło jej komfort. I powiadam Wam, przeczytałam w swoim życiu już naprawdę sporo kryminałów i thrillerów i nie spodziewałam się TAKIEGO zakończenia! Wielkie brawa dla autorki! Jestem pod ogromnym wrażeniem sposobu poprowadzenia historii i jej finału, no nigdy w życiu bym nie powiedziała, że tak się ona zakończy... Jak bardzo to jest przerażające, do czego zdolny jest człowiek... Zakończenie rozwala system, jest logiczne i kompletne - dopiero po skończeniu książki zwróciłam uwagę, jak nienachalnie (ale jednak!) autorka podrzucała tropy i sugerowała, o co chodzi w tej historii.

Jestem pod ogromnym wrażeniem "Nie jestem potworem". Z jednej strony ta historia się w głowie nie mieści (przerażające są i te zniknięcia dzieci, a jeszcze bardziej wyjaśnienie tych zaginięć), ale z drugiej - człowiek zdaje sobie sprawę, że rzeczywiście mogła mieć miejsce... I potwierdza się znana prawda - najbardziej przerażające jest to, co jeden człowiek potrafi zrobić drugiemu...

Jeśli jesteście miłośnikami thrillerów - ta pozycja koniecznie musi się znaleźć na Waszej liście do przeczytania ;) A jeśli już czytaliście - dajcie znać w komentarzach, czy podobała się Wam tak bardzo, jak mnie ;)



Za książkę dziękuję Wydawnictwu MUZA.


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger