czwartek, 31 stycznia 2019

Niechciany gość - Shari Lapena

Niechciany gość - Shari Lapena
Niechciany gość - Shari Lapena


Tytuł: Niechciany gość
Tytuł oryginały: An unwanted guest
Autor: Shari Lapena
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data premiery: 19 listopada 2018 r.

Moja ocena: 7/10



Podobno "Niechciany gość" emanuje duszną atmosferą, znaną z książek Agathy Christie. I o ile nie czytałam nic twórczości tej autorki, to słyszałam o niej same pozytywne opinie. Nic nie stało zatem na przeszkodzie, by dowiedzieć się, o co chodzi z tą duszną atmosferą - tym bardziej, że opis jest bardzo zachęcający.

Mamy bowiem hotel na uboczu, do którego przyjeżdżają na weekend goście - odpocząć, nabrać dystansu, podładować baterie, napisać książkę. Burza śnieżna powoduje awarię elektryczności i uniemożliwia wszelką komunikację. Właściciel hotelu, wraz z pracującym tam synem, dwoją się i troją, by oczekiwanie na służby było dla gości hotelowych jak najbardziej znośne. Po pierwszej nocy w takich warunkach zostaje znalezione ciało jednej z "wczasowiczek". Początkowo wygląda to na nieszczęśliwy wypadek, jednak gościem hotelu jest także adwokat, dla którego oczywistym jest, że ktoś kobietę zabił. Wobec powyższego pojawia się pytanie - który z gości jest mordercą? A może w hotelu przebywa ktoś, o kim jego właściciel nie wie? Bohaterowie zaczynają snuć podejrzenia, a z biegiem czasu napięcie pomiędzy nimi jest nie do wytrzymania. 

Akcja "Niechcianego gościa" dzieje się w ciągu kilku dni. Wydarzenia obserwujemy z perspektywy wszystkich bohaterów, co pozwala wraz z nimi je przeżywać, a od pewnego momentu - także typować potencjalnego mordercę. Autorka w świetny sposób ukazuje przez to ludzką psychikę - jej możliwości i czynniki, którym się poddaje. Początkowo wydaje się, że w tej historii nie wydarzy się nic spektakularnego, ale nic bardziej mylnego. Akcja zagęszcza się ze strony na stronę, by zakończyć się zaskakującym finałem. Autorka bardzo delikatnie podrzucała tropy, które mogłyby sugerować czytelnikowi możliwe rozwiązanie zagadki - ja dopiero po skończonej lekturze zorientowałam się, w których było to momentach. 

Bohaterowie zostali wykreowani w bardzo realny i charakterystyczny dla każdego z nich sposób. Poznajemy ich problemy, co powoduje, że zwyczajnie się z nimi zżywamy i kibicujemy w jak najszybszym wydostaniem się z hotelu. Autorka bardzo sprawnie buduje napięcie w książce, nie tylko pomiędzy bohaterami - to napięcie powoduje, że czytelnik podświadomie czuje, że coś się zaraz stanie. Przynajmniej ja byłam lekko poddenerwowana, nim wyszło na jaw, co tak naprawdę wydarzyło się w tym hotelu. Pomysł na fabułę jest bardzo prosty i mogłoby się wydawać, że nudny, lecz autorka pokazała, że i z czegoś prostego można stworzyć pasjonującą i wciągającą historię.

Czytanie tej książki przypominało oglądanie dobrego filmu. Czego chcieć więcej? Ja jestem usatysfakcjonowana tą książką i z pewnością sięgnę po kolejne, które wyjdą spod pióra autorki.

Znacie twórczość Shari Lapeny? Dajcie znać w komentarzach ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


wtorek, 29 stycznia 2019

O pisaniu na chłodno - Remigiusz Mróz

O pisaniu na chłodno - Remigiusz Mróz
O pisaniu na chłodno - Remigiusz Mróz




Tytuł: O pisaniu na chłodno
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data premiery: 28 listopada 2018 r.

Moja ocena: 7/10

Chyba każdy czytelnik w Polsce przyzna, że Remigiusz Mróz to swoisty fenomen wydawniczy - i to niezależnie od tego, czy lubi jego twórczość, czy nie. Autor w krótkim czasie wydał dużo książek, z czego chyba wszystkie wylądowały w topkach różnych zestawień i zyskały miano bestsellerów. Z pewnością fani jego twórczości chętnie zagłębili się w umysł ulubionego pisarza, a tymczasem muszą się zadowolić jego autobiografią :) Ja z twórczością Mroza miewam się różnie, a po "O pisaniu na chłodno" sięgnęłam głównie ze względu na opolski akcent oraz przez ciekawość odnośnie do jego rad dla początkujących pisarzy. Chciałam poznać jego modus operandi ;) 

Technicznie książka została podzielona na dwie części - "Pisarski memuar" i "Przybornik użytkownika słowa". Ta pierwsza opisuje pisarskie początki autora, a dla mnie dodatkowym smaczkiem jest okoliczność, że w tle przewija się moje Opole. "Pisarski memuar" opowiada o zmaganiach Remigiusza Mroza z wydaniem pierwszych książek, ale przede wszystkim o tym, skąd się wzięła u niego chęć nie tylko czytania, ale również pisania. "Przybornik użytkownika słowa" zawiera wskazówki dla początkujących pisarzy i autor nie tylko opisuje sposoby na napisanie książki, ale udziela także rad, które wynikają już z bogatego doświadczenia jako pisarza. Nie daje oczywiście sprawdzonej metody na napisanie książki, jednak zbiera w jednym miejscu kwestie, które mogą przydać się przyszłemu pisarzowi. Właściwie wszystkie z nich mogłabym podsumować krótkim "to zależy", bo elementy, które ostatecznie przybierają formę książki, zależą od jej autora. Mróz pokazuje możliwe opcje i wskazuje, które sprawdzają się u niego.




Wiele osób może pomyśleć, że jeśli nie chcą w swoim życiu niczego napisać, to ta druga część książki jest im zupełnie niepotrzebna. A ja na to odpowiem, że mi, jako czytelnikowi, właśnie ten poradnik otworzył na wiele kwestii oczy. Często miałam tak, że coś mi w książce nie grało, coś wybijało z rytmu, ale nie wiedziałam zupełnie co. A teraz wiem ;) I umiem wskazać i nazwać te "cosie". 

"O pisaniu na chłodno" czyta się bardzo dobrze. Autor w swobodny sposób opisuje swoją historię oraz udziela wskazówek - w sumie odniosłam wrażenie, że czytam powieść. Nie odniosłam wrażenia, że czytam coś na kształt poradnika, gdyż autor także nie próbuje tutaj przekonywać, że jego sposoby sprawdzą się u każdego. Mróz pokazuje możliwe drogi i tylko od przyszłego pisarza zależy, od czego zacznie - musi on wydreptać swoją własną ścieżkę. 

Duży plus daję tej pozycji za wydanie i promocję. Nie wiem, czy wiecie, ale zdjęcia autora z tej książki i kampanii promocyjnej zostały zrobione w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu ;) Swoją drogą bardzo polecam Wam wizytę w tej bibliotece, jeśli będziecie kiedyś w moim mieście - robi wrażenie nie tylko z zewnątrz, ale i w środku. Można się w niej napić pysznej kawy i coś przekąsić, delektując się lekturą. Ja w bibliotece uczyłam się do egzaminu zawodowego i mimo że był to ciężki dla mnie okres, dzięki tej bibliotece wspominam go miło.

Podsumowując - "O pisaniu na chłodno" to pozycja, którą z pewnością docenią fani autora, jak również osoby, w których głowach kołacze się pomysł napisania książki (jak mnie). Autor odpowiada w niej na wiele pytań, które dotychczas padały na spotkaniach autorskich, a zatem można ją także nazwać swoistym kompendium pisarskiej wiedzy o autorze.

Czytaliście "O pisaniu na chłodno"? Jeśli tak, dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o tej pozycji, czy należycie do fanów autora i czy ta okoliczność wpłynęła na Wasz odbiór tej książki. 


Za książkę dziękuję wydawnictwa Czwarta Strona.


sobota, 26 stycznia 2019

Odium - Katarzyna Grzegrzółka

Odium - Katarzyna Grzegrzółka
Odium - Katarzyna Grzegrzółka



Tytuł: Odium
Autor: Katarzyna Grzegrzółka
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data premiery: 7 stycznia 2019 r.

Moja ocena: 2/10


Bardzo ciężko przychodzi mi pisanie tych słów. Z jednej strony nie chciałabym sprawić przykrości autorce, która na pewno wiele serca i wysiłku włożyła w napisanie "Odium". Z drugiej - nie mogę polecić książki, która jest ewidentnie niedopracowana. I kiedy czytam opinie o tej pozycji na portalu Lubimy czytać, to się zastanawiam, czy na pewno czytałam tę samą książkę... W mojej ocenie nie jest to mroczny kryminał, odsłaniający najciemniejszą stronę ludzkiej duszy, jak głosi tylna okładka. Jeśli chodzi o gatunek, ja bym "Odium" postawiła na półce literatury obyczajowej, gdyż mroczności tutaj jest jak na lekarstwo, a o tym, że jest to kryminał, może świadczyć jedynie prowadzone przez Jana Burego śledztwo i końcowe sceny książki.

Co do fabuły - czytelnik poznaje dwie narracje w tej książce. Mamy "teraźniejszość", którą kształtuje prowadzone śledztwo oraz rozdziały zatytułowane: lipiec, sierpień i wrzesień, które odnoszą się do przeszłości. W teraźniejszości zostaje odnalezione zmasakrowane ciało młodej dziewczyny, której tożsamości nie można początkowo ustalić. Śledztwo prowadzi wspomniany Jan Bury - chociaż prowadzi to chyba za dużo powiedziane, gdyż odniosłam wrażenie, że nasz bohater właściwie czeka, aż ono samo doprowadzi się do szczęśliwego finału. W przeszłości poznajemy Aśkę, niespełna 30-letnią kelnerkę, wycofaną nieco z życia towarzyskiego. Powyższe pozwala od razu zorientować się czytelnikowi, kim jest nieboszczka z teraźniejszości. Aśka ma starszego brata Radka, z którym łączą ją bardzo dobre relacje, oraz przyjaciółkę Hankę. Z ojcem nie utrzymuje kontaktów, gdyż zawiódł ją i jej rodzinę w przeszłości. Autorka bardzo skrupulatnie opisuje obecne życie naszej bohaterki. Naprawdę bardzo dokładnie. Że postanowiła zrobić coś lekkiego do jedzenia. Poszatkowała warzywa. Grillowała kilka minut kurczaka. Raczyła się herbatką w nagrodę za przygotowanie jedzenia na grilla (30-latka sam na sam ze swoim chłopakiem). Dwie godziny ścierała kurze. Godzinę śmiechom nie było końca podczas rozmowy z bratem. Właśnie przez tego typu opisy nie postawiłabym tej książki na półce z kryminałami. 

W przeważającej mierze opisywane przez autorkę sytuacje nie miały związku z "mrocznym kryminałem, odsłaniającym najciemniejszą stronę ludzkiej duszy" i właściwie nie zapowiadały, dlaczego to Aśka stała się ofiarą. Jeśli pojawiały się już takie sugestie, to wręcz waliły po oczach. Podobnie sytuacja wyglądała z dialogami - ich jakość można porównać do historyjek z gazet typu "Życie na gorąco",  nie wnoszą za wiele do treści. Jeżeli coś miało naprowadzić czytelnika na jakiś trop, to znajdowało się to w myślach bohatera i było opisane w sposób, w jaki żaden człowiek nie formułuje myśli (o wiele lepiej by to wyszło, gdyby to była po prostu część narracji trzecioosobowej). Książka zawiera wiele opisów pogody (zwykle są to zachwyty bohaterów), a przewijające się w niej postacie przedstawiane są z aptekarską dokładnością odnośnie do wieku, wykształcenia, życia osobistego i zawodowego. Te fragmenty nic nie wnosiły do treści, a jedynie mogły irytować swoim nagromadzeniem, dlatego w pewnym momencie po prostu zaczęłam je omijać. 

Wątek głównego bohatera (Jana Burego) został niejako uzupełniony o jego problemy osobiste. Zapewne miało to na celu urealnienie jego postaci, jednak mnie to nie przekonało, gdyż nic nie wnosiło do fabuły i nie było powiązane z główną historią (no chyba że to, iż Bury wpadł na rozwiązanie zagadki dzięki Baśce, jednak nie przekonuje mnie to zbytnio). Ponadto w oczach swoich współpracowników Bury dwoił się i troił, by doprowadzić śledztwo do szczęśliwego finału, lecz zupełnie nie było tego widać w akcji. Bury przez kilka dni śledztwa przesłuchał dwóch świadków i uczestniczył w dwóch sekcjach zwłok. Dopiero pod koniec książki jego aktywność nieco się zwiększyła, ale raz zamartwiał się Baśką, by nie myśleć o pracy, a raz pracą, by nie myśleć o Baśce. 

Książka została podzielona na wiele krótkich rozdziałów, z których praktycznie wszystkie kończyły się bardzo statycznie, bez zwrotu akcji, bez jej zawieszenia, co nie zachęcało do dalszego czytania. Nie powodowało też, że wciągnęłam się w wykreowany przez autorkę świat, lecz chciałam po prostu jak najszybciej skończyć czytać książkę, by móc stwierdzić, że zakończenie rekompensuje wcześniejsze niedogodności, ale tak niestety nie było. Rozwiązanie tej zagadki jest dość naciągane i wyłożone czytelnikowi "jak krowie na rowie". Nie jest mrożące krew w żyłach, a jedno z ostatnich zdań może sugerować, że sprawca gra Janowi Buremu na nosie i że zrobił to wszystko niejako po to, by mu coś udowodnić, choć teoretycznie jego motywem była nienawiść. 

Kilkukrotnie podczas lektury odnosiłam wrażenie, że książka nie przeszła przynajmniej dobrej korekty. Przykładowo - Bury potrzebował pilnie skonsultować jedną kwestię z językoznawcą, zadzwonił do jednej osoby, by podała mu kontakt, po czym z niecierpliwością czekał na odzew przez pół godziny. Otrzymał namiar, zadzwonił, osoba ta nie odebrała telefonu, więc Bury, by nie tracić czasu (a wcześniej pół godziny bębnił długopisem w stół), wpisał interesujące go słowo w wyszukiwarkę Google. Innym razem mamy do czynienia z grubym czarnym kablem, który na kolejnej stronie magicznie zamienia się w sznur. Albo z długim i namiętnym kochaniem się i całowaniem bohaterów, przez co spóźniają się na spotkanie 15 minut. Można oczywiście powiedzieć, że nie da się wyeliminować wszystkich błędów, ale skoro wyłapuje je czytelnik, to znaczy, że aż biją po oczach. Nie muszę chyba dodawać, że takie smaczki wytrącają z czytelniczego letargu...

Nie mam żadnych uprzedzeń do debiutanckich książek, wręcz przeciwnie. Chętnie i często sięgam po debiuty polskich autorów, odkryłam w ten sposób wiele perełek i obserwowałam rosnącą popularność takiego autora. Tym bardziej jest mi przykro, że nie mogę nazwać "Odium" udanym debiutem. Sami widzicie, że po prostu technicznie tutaj kilka rzeczy nie zagrało. Za to niedopracowanie pozwolę sobie zrzucić winę na niewystarczającą pomoc autorce przy wydaniu jej pierwszej książki, gdyż wielu błędów, o których pisałam wyżej, można było uniknąć, odpowiednio redagując tekst. Powyższe pozwoliłoby na o wiele lepszy odbiór tej pozycji. Mam tylko nadzieję, że autorka będzie ćwiczyć swój warsztat i pisać coraz lepiej.




Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger