czwartek, 11 kwietnia 2019

Więcej, niż pocałunek - Helen Hoang [3 PIERWSZE ROZDZIAŁY] - premiera 5 czerwca 2019 r.

Więcej, niż pocałunek - Helen Hoang [3 PIERWSZE ROZDZIAŁY] - premiera 5 czerwca 2019 r.
Więcej niż pocałunek - Helen Hoang
[3 PIERWSZE ROZDZIAŁY]



Wyjątkowa. Seksowna. Zabawna. Powieść „Więcej niż pocałunek” wygrała w plebiscycie na najlepszą książkę roku największego portalu literackiego na świecie – Goodreads Choice Awards. Uzyskała przy tym bezprecedensową liczbę 45 tysięcy głosów! Ale już wcześniej, w ciągu zaledwie kilku tygodni, książka Helen Hoang stała się absolutnym bestsellerem Amazona i podbiła serca czytelników. Pasjonująca opowieść o nietypowych miłosnych perypetiach Stelli Lane na polskim rynku ukaże się 5 czerwca nakładem Wydawnictwa Muza. 

O czym jest ten wydawniczy fenomen?

Według trzydziestoletniej Stelli świat powinien rządzić się jedynie prawami logiki. Tworzenie algorytmów wydaje jej się zdecydowanie prostsze niż relacje z mężczyznami.  Wizja bliskości budzi w niej niechęć, a na myśl o całowaniu robi jej się niedobrze. Trochę pod wpływem matki, trochę dla samej siebie postanawia to zmienić. Na pewno nie pomagają jej chorobliwe trudności z nawiązywaniem relacji. Czy to wina objawów zespołu Aspergera, czy może Stella tak po prostu ma?

Do wprowadzenia zmian w swoim życiu Stella zabiera się nietypowo. Chce „nauczyć się współżyć”, potrzebuje dobrego treningu. Uznaje, że do ćwiczeń najlepiej nada się profesjonalista, czyli wynajęty mężczyzna do towarzystwa. Tak poznaje Michaela – przystojnego wrażliwca nierozpieszczanego przez życie. Chłopak podchodzi do swojej pracy bardzo poważnie. Plan lekcji, który wspólnie realizują, wychodzi znacznie poza całowanie. Ich biznesowy układ szybko zmienia swój charakter. Stella odkrywa, że w życiu najbardziej liczy się to, co wymyka się równaniom matematycznym.

„Więcej niż pocałunek to brawurowy debiut Helen Hoang, która zainspirowana własnymi doświadczeniami, stworzyła historię miłosną z motywami psychologicznymi i dawką subtelnie rozegranych wątków erotycznych. To też opowieść o przemianie, walce z własnymi ułomnościami i swego rodzaju późnym dorastaniem. Prawa do ekranizacji książki – zaledwie kilka miesięcy od jej premiery – kupiła wytwórnia filmowa Lionsgate Motion Picture Group, mająca na swoim koncie głośne kinowe hity takie jak „La La Land czy „Igrzyska śmierci.

Przeczytałam pierwsze trzy rozdziały i...?

I zdecydowanie chcę więcej! Przyznać jednak muszę, że na początku dość sceptycznie podeszłam do pomysłu, by na dwa miesiące przed premierą przeczytać tylko trzy rozdziały książki. Bo co można powiedzieć o książce, której przeczytało się ledwo wstęp i tylko zna zarys historii? Ano okazuje się, że można już co nieco powiedzieć - na pewno to, że autorka ma bardzo lekki i przystępny styl pisania, szybko przechodzi do rzeczy, jednak mocno akcentując problem, z jakim zmaga się główna bohaterka, przez co to wynajęcie mężczyzny do towarzystwa wcale nie wydaje się być takim dziwnym pomysłem. Zobaczcie - Stella to 30-letnia kobieta, która przez swoje schorzenie wycofała się z życia towarzyskiego, a właściwie tak naprawdę nigdy w nim nie uczestniczyła. Umiejętności interpersonalne u niej kuleją, o nawiązywaniu bliższych kontaktów z przedstawicielami płci przeciwnej nie wspominając. Nie udawajmy, że sfera seksualna naszego życia jest mniej ważna od jakiejkolwiek innej - a w końcu bliskość i intymność to nie tylko seks, ale także choćby przypadkowe muśnięcie ręką, czy buziak w policzek. A Stella toleruje tylko kontrolowany dotyk, zatem w tej historii nie chodzi tylko o "naukę całowania", a przynajmniej na taką się nie zapowiada. Dość ważne dla zrozumienia tej historii jest to, że autorka - chcąc napisać nową wersję Pretty Woman - dowiedziała się, że są książki pisane specjalnie dla autystycznych kobiet. Odpowiednia lektura pozwoliła jej na zgłębienie tematu i... zdiagnozowania u siebie (w wieku 34 lat!) zespołu Aspargera (oczywiście chorobę zdiagnozowali lekarze, jednak Helen Hoang zaczęła łączyć pewne fakty ze swojego życia z objawami tej choroby). Temat, jaki porusza w swojej książce, nie jest zatem wyssany z palca. Te informacje, obok zarysowanej w pierwszych trzech rozdziałach fabuły, sposobu przedstawienia tej historii oraz lekkiego stylu autorki spowodowały, że z pewnością sięgnę po całą książkę, kiedy tylko będzie to możliwe.

Mam nadzieję, że się nie rozczaruję ;)



środa, 10 kwietnia 2019

Inkub - Artur Urbanowicz

Inkub - Artur Urbanowicz
Inkub - Artur Urbanowicz



Tytuł: Inkub
Autor: Artur Urbanowicz
Wydawnictwo: Vesper
Premiera: 3 kwietnia 2019 r.

Moja ocena: 9/10


Nie wiem nawet, od czego zacząć ten post. Ta książka dosłownie wbiła mnie w fotel. To było tak inne od mojej poprzedniej lektury, tak dobre, tak wciągające i przemyślane, że ciągle jeszcze rozmyślam o historii, jaką wymyślił (jak twierdzi!) autor. 

Zarysujmy jednak najpierw fabułę. Mamy sobie wioskę pod Suwałkami - Jodoziory. Wskutek pewnych, nazwijmy to, komplikacji, policjant o imieniu Vytautas z komendy miejskiej policji w Suwałkach, wraz ze swoim partnerem oraz przyjacielem Mateuszem, zostają przydzieleni do ewakuacji mieszkańców tej wioski - podobno występuje tam jakieś promieniowanie, ma to zostać sprawdzone, stąd konieczna jest nieobecność jej mieszkańców. Wioska liczy ledwo 11 domów, zatem nie powinno być z tym problemu, zadanie wydaje się być dość rutynowe. Na miejscu okazuje się jednak, że mieszkańcy jednej z posesji zmarli. Małżeństwo zostało znalezione na kanapie... spopielone. Tak, dobrze przeczytaliście - spopielone. Od policjantów z sąsiedniej miejscowości Vytautas dowiaduje się, że od kilku lat w Jodoziorach jest coraz więcej policyjnych interwencji - zanotowano bardzo dużo przypadków agresywnych zachowań, zgonów, czy to "naturalnych", czy z udziałem osób trzecich. Dziwne, prawda? Przecież ta wioska liczy 11 domów. Pewne wydarzenie, które ma miejsce dosłownie chwilę po tym, jak nasi policjanci dowiadują się o tych anomaliach powoduje, że Vytautas postanawia rozwiązać tę zagadkę (na szczęście nie na własną rękę, ale w oficjalnym postępowaniu). Jak to jest bowiem możliwe, by w takiej wioseczce dochodziło do tylu aktów przemocy? Sytuacja jest o tyle dziwna, że do jednego z tych domów nie można się dostać, a o innym chodzą słuchy, że jest przeklęty... Coś musi być na rzeczy, gdyż telefony w tym miejscu wariują, pogoda jest zdecydowanie gorsza, a mieszkańcy donoszą o dziwnych zielonych rozbłyskach w nocy... Vytautas dociera do pewnych informacji, zgodnie z którymi do podobnych tragicznych wydarzeń dochodziło prawie 50 lat wcześniej. Czy te dwie "anomalie" są ze sobą jakoś powiązane? Czy żyje jeszcze ktoś, kto mógłby opowiedzieć o tych wydarzeniach sprzed ponad 40 lat? Oto zagadka "Inkuba".

To, co widać na pierwszy rzut oka, bez konieczności zaznajamiania się z treścią, to objętość tej książki. Liczy ona ponad 700 stron i podejrzewam, że ta ilość stron może zniechęcić nawet największego książkoholika. Nie dajcie się jednak zwieść - jak już zaczniecie czytać "Inkuba", to nie będziecie chcieli go odłożyć. Jak przewróciłam ostatnią kartkę, to w panice zaczęłam przyglądać się uważnie książce, czy aby na pewno to JUŻ koniec! Powiem Wam, że tak wciągającej książki, przy takiej ilości stron chyba nie spotkałam nigdy. Autor umiejętnie nie męczy czytelnika treścią, co jest chyba fenomenem przy takiej objętości. Dalej - Artur Urbanowicz pisze w taki sposób, że literki same układają się w zdania, a ręce same przewracają kolejne kartki. To jest niesamowite, w jaki sposób buduje on atmosferę tej historii - tutaj każde słowo ma znaczenie! Klimat "Inkuba" wręcz wsysa czytelnika, ma się wrażenie, jakby uczestniczyło się w wydarzeniach w nim opisanych wraz z jego bohaterami, którzy zostali wykreowani na ludzi z krwi i kości. Żadna scena nie jest zbędna - pamiętajcie o tym, jak będziecie się zastanawiać, po co autor opisuje na początku urodzinowy dzień Vytautasa ;) Przez całą książkę czuć napięcie, jak w rasowym horrorze, czy thrillerze (mam na myśli film), jest ono jednak wyważone tłem obyczajowym tej historii oraz poczuciem humoru Mateusza, przyjaciela Vytautasa, dzięki czemu opisana historia nie przytłacza i daje czytelnikowi czas na nabranie oddechu pomiędzy kolejnymi wydarzeniami. A poznajemy wydarzenia i z teraźniejszości i z przeszłości - roku 1971, kiedy to do domu numer 10 dało się normalnie wejść, a o domu nr 8 nie mówiło się jeszcze, że jest przeklęty. Uwielbiam takie właśnie zabiegi - kiedy można poznawać przyczyny skutków, które odczuwane są wiele lat później. A co do tych przyczyn i skutków... Powiadam Wam, autor to tak świetnie wymyślił, że ta książka zasługuje na wszelkie możliwe nagrody. Pomysł, zwroty wydarzeń, poprowadzenie historii i jej rozwiązanie - napisać, że są niebanalne, to jakby nic nie napisać. To już jazda bez trzymanki. Cały czas o tym rozmyślam i naprawdę rozważam przeczytanie tych siedmiuset stron jeszcze raz... Żeby zwrócić uwagę na pewne kwestie, które przyjęłam do wiadomości tylko pobieżnie, a które podkreślił autor w posłowie i suplemencie do książki. Uwierzcie mi - "Inkub" to po prostu coś fenomenalnego!

Bardzo się cieszę, że na naszym rodzimym podwórku można spotkać takiego Artura Urbanowicza, który swoją książką potrafi tak zamieszać w polskiej literaturze. Ja naprawdę nie mam się do czego przyczepić, choćbym chciała. Specjalnie piszę ten post kilka dni po skończeniu "Inkuba", ale z dnia na dzień ta książka zyskuje w moich oczach coraz więcej i nie umiem się dopatrzeć żadnych wad. Dlaczego więc nie daję jej maksymalnej liczby gwiazdek? Bo po cichu liczę, że będzie kontynuacja tej historii... ;)

Jeśli lubicie taki klimat, horrory Wam nie są obce, to śmiało sięgajcie po "Inkuba" - nie pożałujecie ;)

Dajcie znać, czy ta książka też wywarła na Was takie wrażenie ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper.


środa, 3 kwietnia 2019

[PREMIERA] Zostań w domu - Agnieszka Pietrzyk

[PREMIERA] Zostań w domu - Agnieszka Pietrzyk
Zostań w domu - Agnieszka Pietrzyk



Tytuł: Zostań w domu
Autor: Agnieszka Pietrzyk
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Premiera: 3 kwietnia 2019 r.

Moja ocena: 4/10


Ogromnie przykro mi to pisać, ale z mojej strony nie będzie zachwytów nad tą książką, mimo tego, że tak świetnie się zapowiadała. Pierwsze pięć rozdziałów to była dla mnie petarda, ale niestety dalej już tak kolorowo nie było. Postaram się bezspoilerowo oddać to, co leży mi na wątrobie po lekturze tej książki.

Zacznę może od fabuły, gdyż już sam jej zarys jest dość interesujący. Mamy bowiem sobie Elbląg i jeden ze znajdujących się w tym mieście bloków z wielkiej płyty. Są Święta Bożego Narodzenia, wszyscy są w domach, do niektórych lokatorów przyjeżdżają goście. W samym środku tego świątecznego obrazka lokatorzy znajdują na swoich wycieraczkach kartki z informacją, że są zakładnikami i jeżeli spróbują opuścić budynek, zostaną zdetonowane ładunki wybuchowe umieszczone w mieszkaniach na dolnych piętrach. Dla niektórych to żart, inni sprawdzają, czy na dole faktycznie zostały podłożone jakieś bomby, a jeszcze inni nie są w ogóle świadomi, że nagle stali się obiektem zainteresowania całej Polski. Nikt by nie przypuszczał, że do ataku terrorystycznego mogłoby dojść w Elblągu. Szybko okazuje się, że w mieszkaniach na parterze i pierwszym piętrze, a także przy wyjściu z klatki, zostały rozmieszczone ładunki wybuchowe. Lokatorzy mają dostęp do Internetu, więc o całej sytuacji szybko dowiaduje się elbląska Policja. Wydarzenia nabierają tempa, terroryści dają wyraźny znak, że to nie jest zabawa i że oczekują spełnienia swoich żądań. Sprawę nadzoruje prokurator Milena Łempicka-Krol, natomiast prowadzi ją komisarz Kamil Soroka. 

Sytuację obserwujemy z wielu perspektyw - kilku mieszkańców bloku, pani prokurator, komisarza, sędziego Lasockiego oraz jego syna. Lubię taki zabieg w książkach, gdyż daje czytelnikowi pełny ogląd na całą sytuację i pozwala wyczuć nastroje wszystkich ważnych bohaterów, jednak odniosłam wrażenie, że wątek sędziego Lasockiego oraz jego syna był tutaj zupełnie niepotrzebny (no chyba że "Zostań w domu" to pierwszy to większej serii i autorka chciała nas wprowadzić w ten temat). Nie wnosił on do fabuły nic prócz tego, że łączył się w pewien sposób z przykrą przeszłością Mileny, przez co pośrednio z aktualnymi wydarzeniami, lecz dla mnie był on lekko naciągany i niezbyt realnie oddany (nie czułam tej grozy, jaką zapewne miałam poczuć). Głównymi narratorami autorka uczyniła Milenę i Kamila - gdyby nie to, że zostało wprost w pewnym momencie napisane, jaka relacja łączy tę dwójkę, w życiu bym się tego nie domyśliła. Słowa słowami, ale o uczuciach świadczą przede wszystkim zachowania, które tutaj niczego nie zwiastowały. Tak tak, wiem, że obydwoje są profesjonalistami, łączy ich też relacja zawodowa, a ponadto Kamil ma też inny cel w tym wszystkim, ale zabrakło mi urealnienia tego uczucia ze strony Mileny - to kobieta po trudnych przejściach, potrzebująca uwagi i uczucia, rozczulająca się nad przestępcą, bo przypomina jej syna, a w relacjach z Kamilem staje się jakby "bezosobowa". I teraz przechodzimy dalej - nasza bohaterka ma za sobą przykre doświadczenia związane z mężem i synem, pozostaje w swoistym zawieszeniu i żywi się nadzieją. Nie mogę tutaj zdradzić za wiele, bo domyślilibyście się od razu całego clue tej historii, tak samo, jak ja domyśliłam się w połowie książki, jak się to wszystko skończy. To jej ogromny minus - przewidywalność głównego wątku. Został on na szczęście ubarwiony wątkami pobocznymi, które dają fajny pogląd na kwestię obyczajową tej historii - jak zachowują się ludzie w obliczach tragedii. Wszyscy są przecież przekonani, że zginą, jeśli Policja nie spełni żądań terrorystów, którzy już zdążyli dać się "poznać" jako ludzie bezwzględni. Osobiste tragedie, podsycane strachem, niepewnością, paniką - to się autorce udało i tę stronę historii czytało się bardzo dobrze. Może autorka po prostu powinna się skupić na obyczajówkach? Elementy "kryminałowe" (że tak je nazwę) wyszły bowiem w moim odczuciu gorzej, od obyczajowych, brakowało mi napięcia i swoistej grozy, a momenty, które powinny być naprawdę przerażające wcale takimi nie były. 

Przechodząc dalej - odniosłam wrażenie, że autorka wprowadziła kilka istotnych dla historii elementów na zasadzie bardzo widocznego wtrącenia od niechcenia, niby w przemyśleniach bohatera, albo w dialogu, co niestety było widoczne i od razu naprowadziło mnie na rozwiązanie historii. Nie wiem, czy zrozumiecie, o co mi chodzi - informacja jest rzekomo nieistotna, ale podana w taki sposób, że aż bije po oczach, że coś jest na rzeczy. Tak, jakby autorce się nagle przypomniało, że tutaj i tutaj trzeba napisać to i to, bo przecież ten wątek ma iść tak i tak, tylko co z tego, skoro to były takie jakby łaty na historii, bez rozwoju tej kwestii, bez jej zapowiedzi, tylko podane tak o. Niezbyt mi to pasowało, bo początkowe kilka rozdziałów tylko dało mi to napięcie związane z budowaniem historii i niemożnością doczekania się na jej dalszy rozwój, a potem już czytałam właściwie dlatego, że miałam nadzieję, że końcówka będzie równie mocna, jak początek. 

Niestety nic z tego. Po punktach kulminacyjnych (a było ich kilka) autorka się właściwie prześlizgnęła i raz nawet nie zauważyłam, że dowiedziałam się, kim są terroryści, potem ze zdziwieniem wracałam się kilka kartek, żeby jeszcze raz znaleźć ten moment. Powiedzmy też, że rozumiem motyw, dla którego mieszkańcy bloku zostali zakładnikami, ale nie jest on dla mnie oczywisty, a autorka chyba założyła, że skoro czytelnik wie "to", to oczywistym będzie też dla niego "to" - tej materii nie została poświęcona w mojej ocenie należyta uwaga i odczuwam pod tym kątem niedosyt. 

Bohaterowie - oprócz Mileny (a dlaczego - akcentowałam to już wyżej, choć to nie jest jedna kwestia, która mi w niej nie pasowała) - są "ludzcy", z krwi i kości (na szczęście). Dobrze się czytało ich historie, rozterki i dylematy, autorka wykreowała swoje postaci bardzo realnie. Kolejnym plusem "Zostań w domu" jest niewątpliwie szybkość, z jaką można przeczytać tę historię - autorka ma lekki, przystępny i dość prosty styl, choć czasami można było się zaciąć i trzeba było wracać kilka zdań, by zrozumieć o co chodzi, albo kto z kim rozmawia. 

Zakończenie - jak wspomniałam wcześniej - przewidywalne, aczkolwiek ta książka ma także jakby drugie zakończenie, znacznie ciekawsze i poprowadzone krótko, ale dobrze. Jestem przekonana, że ta historia będzie miała kontynuację i z jeśli moje przeczucia mnie nie zawiodą - z pewnością po nią sięgnę, żeby móc zaobserwować rozwój autorki, która ma ogromny potencjał. No bo zobaczcie - sam pomysł na fabułę jest naprawdę nietuzinkowy i interesujący, lecz gdzieś po drodze zboczyło jego wykonanie.

Jestem ciekawa, co Wy sądzicie o tej książce. Dajcie znać, jeśli ją przeczytaliście i jakie są Wasze wrażenia - może zupełnie różne od moich?





Za książkę dziękuję Czwartej Stronie.


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger