piątek, 10 marca 2017

Wielki powrót Mercedes Thompson!

Wielki powrót Mercedes Thompson!


TO JUŻ DZIŚ!


W odpowiedzi na potrzeby, prośby i błagania czytelników nakładem wydawnictwa Fabryka Słów w 2017 roku pojawi się w księgarniach wznowienie jednej z najbardziej popularnych serii Urban Fantasy.

Książki o Mercedes Thompson to absolutnie bestsellerowa seria cieszącego się niesłabnącym zainteresowaniem gatunku – urban fantasy. Pierwsza z serii książka „Zew Księżyca”  wydana w USA 2006 szybko zyskała sobie przychylność krytyków i pojawiła się na liście USA Today, drugi tom wszedł na listę bestsellerów New York Timesa, a trzeci trafił na sam jej szczyt. Fabryka Słów w 2008 roku wydała po raz pierwszy przygody sympatycznej mechanik, Mercedes Thompson, i od tej pory książki z tej serii cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. 

Niedostępność książek poruszyła fanów, dlatego wydawnictwo postanowiło wyjść naprzeciw oczekiwaniom i w odświeżonej nieco oprawie zaspokoić czytelniczy głód kolejnych wielbicieli Mercy.

Nakładem Fabryki Słów ukazało się dotychczas siedem tomów przygód Mercy: 

Zew księżyca
Więzy krwi
Pocałunek żelaza
Znak Kości
Zrodzony ze Srebra
Piętno Rzeki
Żar Mrozu

Od dzisiaj wydawnictwo systematycznie będzie oddawać w ręce czytelników kolejne tomy, nie zapominając oczywiście o nowościach - tak by rok 2017 przyniósł również niewydany jeszcze w Polsce tom 8 serii.  



Wypadałoby zatem przedstawić Wam pierwszy tom serii, czyli "Zew księżyca" :) A ta opowieść „pracuje” jak dobrze wyregulowany silnik :)

Seksowny sąsiad Mercedes Thompson jest… wilkołakiem. Mercedes, w swoim warsztacie, próbuje naprawić furgonetkę, która przypadkiem należy do… wampira. Z drugiej strony, sama Mercy też nie jest całkiem zwyczajna, a jej związek ze światem istot ożywających nocą nieuchronnie pakuje ją w kłopoty.

Mroczne urban fantasy. Bohaterowie – zachwycająco nieludzcy.

Wilkołaki mogą być niebezpieczne, gdy wejdziesz im w drogę. Wystarczy jednak zachować ostrożność, a - raczej - nie zrobią ci krzywdy. Bez trudu ukrywają swoją naturę przed ludźmi. Tylko że ja nie jestem człowiekiem. Potrafię je rozpoznać, a one rozpoznają mnie.


Brzmi znajomo, banalnie, schematycznie? Możliwe, ale nie zapominajmy, że "Zew księżyca" nie bez przyczyny okazał się początkiem bestsellerowej na całym świecie serii :)

Jak jest z Wami, drodzy książkoholicy? Jesteście fanami urban fantasy i Mercedes Thompson, a może dopiero planujecie nimi zostać? 




środa, 8 marca 2017

The 60 books

The 60 books
Dzisiaj przychodzę do Was z zupełnie innym postem, niż dotychczas. Zazwyczaj możecie tutaj poczytać o książkach, a tymczasem chciałabym Wam zaprezentować pewien notes, w którym można o nich pisać. Notes był prezentem od męża, który nie do końca rozumie moją fascynację tego typu gadżetami, ale ją akceptuje i żyje z nią w zgodzie :) 


The 60 books od Norinommo (KLIK)



Notes jest idealnym narzędziem "pracy" każdego książkoholika. Zawiera odpowiednie sekcje, w których można zapisać chyba wszystko, co jest związane z naszą pasją. Ale po kolei - najpierw wypadałoby chyba zacząć od tego, że notes jest porządnie zszyty i zrobiony jest z grubego, nieprzebijającego papieru. Ma twardą oprawę w pięknym soczystym czerwonym kolorze (moim ulubionym!) z pasującą do tego tasiemkową zakładką. 

Jak sama nazwa wskazuje, w notesie można zapisać swoje wrażenia dotyczące sześćdziesięciu przeczytanych książek. Dla jednych taki notes wystarczy zapewne na kilka miesięcy - inni korzystać z niego będę rok, czy dwa i ja zapewne będę należeć do tej drugiej grupy (mimo szczerych chęci po prostu fizycznie nie jestem czasem w stanie przeczytać nawet jedną książkę tygodniowo).



Jak widać na zdjęciach powyżej, sekcje dotyczące przeczytanej książki zawierają w petitum chyba wszystko, co w sposób techniczny opisuje daną pozycję. Można nawet zamalować odpowiednią liczbę gwiazdek, dokonując jej oceny :) Ja, obok formy do wyboru, przy wersji papierowej dopisuję jeszcze literkę B, jeżeli książka jest z biblioteki, gdyż jestem tam częstym gościem. Jest osobna sekcja poświęcona cytatom oraz naszym przemyśleniom odnośnie do danej lektury. Ja zapisuję tam luźne myśli i skojarzenia, które później wykorzystuję podczas pisania postów.



The 60 books zawiera również dwa spisy treści - jeden chronologiczny, według stron, drugi według kategorii - ten drugi jest naprawdę ciekawą sprawą, jeśli patrzeć na funkcjonalność spisu treści, gdy potrzebujemy szybko odnaleźć daną książkę.

Notes zawiera również innego rodzaju spisy, np. wyzwań, w których bierze się udział, ulubionych blogów, profili na mediach społecznościowych, bibliotek, w których posiadamy karty. Można również zapisywać loginy i hasła do własnych kont w portalach społecznościowych, co generalnie nie jest zalecane, ale np. ja mam konta w wielu czytelniczych portalach i każdy z nich ma różne wymagania odnośnie do haseł i czasem wpisuję je na ślepo licząc, że akurat trafię. Myślę, że zapisanie akurat takich danych nie będzie niczym niebezpiecznym :) W notesie można również zapisać swoją chciejlistę książkową (jest również taka podzielona na kategorie).








Pewnie teraz zastanawiasz się, po co komu taki notes, skoro obecnie dostępnych jest wiele portali, gdzie można robić dokładnie to samo, co z tym notesem, albo i w większym zakresie, tylko w formie elektronicznej. Ale to jest tak, jakby rozważać różnice pomiędzy książką w formie tradycyjnej a e-bookiem. Wielu z nas lubi czuć ciężar książki w swoich rękach, ale i posiada czytnik e-booków, by nie być ograniczonym w szybkim dostępie do zapragnionej  natychmiast lektury. The 60 books jest rozmiarów zeszytu, więc jeśli zmieszczę książkę do torebki, to zmieszczę również i notes, w którym zapiszę co nieco na temat czytanej aktualnie pozycji :)

Bardzo podoba mi się sposób wykonania tego notesu oraz jego zawartość. Norinommo ma w swojej ofercie przede wszystkim plannery i tak sobie myślę, że chyba podpowiem mężowi kolejny prezent dla mnie, tym razem urodzinowy :)

Drodzy książkoholicy - korzystacie z notesów typu The 60 books? A może zapisujecie swoje przemyślenia w specjalnie założonym w tym celu zeszycie? Albo preferujecie wyłącznie formę elektroniczną? Dajcie znać!

No i koniecznie napiszcie, co myślicie o The 60 books :)


piątek, 3 marca 2017

Rodzina O. - Ewa Madeyska

Rodzina O. - Ewa Madeyska
Rodzina O. - Ewa Madeyska


Tytuł: Rodzina O.
Autor: Ewa Madeyska
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data premiery: 1 marca 2017 r.
Seria/cykl: sezon I, 1968/69

Moja ocena: 9/10 (wybitna)

Ta książka jest GENIALNA.

No, to na tym mogłabym skończyć ten post, ale nieeeeee, nie będzie Wam dane zostawienie Was w spokoju, bowiem będę ją zachwalać, więc róbcie sobie kawę/herbatę/drinka i czytajcie! :)

Nie bez przyczyny motywem przewodnim okładki jest jabłko i drzewo. Wszyscy znamy powiedzenie, że niedaleko pada jabłko od jabłoni i każdy z nas wie, co ono oznacza. W przypadku rodziny Opolskich - to jest tytułowa Rodzina O. - jest ono wręcz dosłowne, a rodzinnego dziedzictwa (geny mam tutaj na myśli) nie da się zignorować i prędzej, czy później, da ono o sobie znać, czy jest się tego świadom, czy nie.

Książka opisuje kilka dni z życia rodziny Opolskich na przełomie 1968 i 1969 roku. Ja to się więc stało, że pozycja ma 533 strony? Ano dzięki licznym i rozbudowanych retrospekcjom, pozwalającym czytelnikom poznać członków rodziny od podszewki. 

Helena Opolska to seniorka rodu, filar rodziny, umiejąca wziąć sprawy w swoje ręce, stanowcza i "bogobojna", sędzina z mnóstwem pieniędzy i wolnego czasu. Tadeusz Opolski - syn Heleny i Jana (którego już niestety nie poznajemy), czterdziestokilkuletni lekarz psychiatra, ordynator w szpitalu psychiatrycznym, ostoja rodziny, wsparcie swojej żony Barbary, stanowczy i konkretny, a przede wszystkim konsekwentny w swoich wyborach, umiejący zrewidować swoje poglądy. Barbara Opolska - z przypadku żona Tadeusza na pełen etat, ale z tych, co to mają "globusa" i raczej nie zajmują się swoimi dziećmi i domem, piękna kobieta, budząca uznanie męskiej części populacji. Paweł Opolski - starszy syn Tadeusza i Barbary, ten rozsądniejszy z rodzeństwa, aspirujący na prawnika. Andrzej Opolski - młodszy brat Pawła, hulaka i jebaka (no co?, inne słowo nie oddawałoby jego hmmm.... popędu seksualnego), umiejący jednak pójść po rozum do głowy. Jest też Jerzy Opolski - brat Tadeusza, o którym ślad zaginął, dlatego w książce pojawia się okazjonalnie, lecz można rzec, że to jego zachowanie zapoczątkowało ciąg wydarzeń, które opisuje pierwszy sezon Rodziny O.



Rodzina jest barwna i wyraźna, a przede wszystkim - skrywająca tajemnice. Wiele tajemnic. Tak wiele tajemnic i zawirowań, że scenarzyści "Mody na sukces" mogliby czerpać z tej historii wiele inspiracji. A w tajemnice rodziny Opolskich bardzo sprawnie wplatają się losy "osób trzecich" - kolejnych intrygujących i fascynujących postaci. Mamy przykładowo bardzo często przewijającego się na kartach książki Ryszarda Mielnickiego, aktualnie prokuratora (chyba) okręgowego, który za cel postawił sobie UWAGA SPOJLER nic Wam nie napiszę! Zdradziłabym za dużo, a to jest jeden z głównych wątków książki! KONIEC, czy kilkunastoletnią Ewę Mazurównę, niezdrowo rozmodloną uczennicę, której wątek śledziłam z największym zainteresowaniem, a której losy związały się dość trwale z Heleną Opolską. Smaczku powieści dodaje również Benek Karp - marynarz, mieszkający (choć, z uwagi na jego zawód, jest to raczej wyolbrzymienie) w tej samej klatce, co Barbara i Tadeusz, umiejący załatwić każdy pożądany w tych trudnych czasach towar. Interesujące są również kreacje Krowy, Maciory, Franciszka Mazura i Hanki Górskiej. Wszystkie postacie wydają się być namacalne, rzeczywiste, prawdziwe, niczego nieudające, na wyciągnięcie ręki - nie sposób ich pomylić, każda z nich jest jedyna i niepowtarzalna.

Wiecie, co jest największym atutem tej książki, zaraz obok jej bohaterów? Sposób, w jaki autorka wykreowała rzeczywistość, w której przyszło im żyć - czasy, w których żyło się jeszcze wspomnieniami II wojny światowej i w których z syna szewca można było stać się prokuratorem okręgowym. Książka przesycona jest ówczesną ideologią, a autorka w bardzo naturalny sposób wprowadza czytelnika w meandry PRLu tego okresu. Jestem wprost zauroczona stylem pisania Ewy Madeyskiej i naprawdę pod wrażeniem jej spostrzegawczości, umiejętności trafnego postrzegania świata, słownictwa, jakim się posługuje i sposobu formułowania myśli. Tak adekwatnych porównań nie znalazłam jeszcze chyba w żadnej książce i nie usłyszałam w żadnym filmie czy serialu (nie tylko poważnych i metaforycznych, lecz przede wszystkim wynikających z kontekstu, więc zupełnie niecelowym byłoby ich przytaczanie tutaj). 

Autorka bardzo sprawnie łączy początkowo z pozoru niezwiązane ze sobą historie. Jak dla mnie jest mistrzynią budowania napięcia i kreowania fabuły. Wątki łączą się ze sobą czasem w niedowierzający wręcz sposób, ale przecież takie jest życie. Różnie na to się mówi - że kołem się toczy, że karma powraca, że świat jest mały. Mały, ale prawdziwy. I taki prawdziwy świat opisuje "Rodzina O." - książka, którą czyta się z ogromnym zainteresowaniem i wypiekami na policzkach. Nie jest to jednak łatwa lektura. Porusza tematy ciężkiego kalibru, czasem w poważny, a czasem w niepoważny sposób. Książkę czyta się tak, jak ogląda dobry serial - od razu po zakończonej lekturze przyszedł mi na myśl polski "Dom" i porównanie do tego serialu byłoby chyba najadekwatniejsze. Jest to po prostu kawał dobrej roboty.

Brawa dla autorki. Czekam bardzo niecierpliwie na II sezon.

Zachęciłam Was choć trochę do sięgnięcia po tę książkę? Mam nadzieję, że tak, bo naprawdę polecam jej lekturę - bardzo rzadko oceniam pozycję tak wysoko.


Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie.


Sierżant wyszedł z warszawy. Otworzył drzwi od strony doktora. Prawie zasalutował. W ciągu półgodzinnej podróży ordynator przywrócił Waniorkowi sens życia. Doradził mu, jak wykwaterować wrażą teściową z dwupokojowego mieszkania; jak sprawić, żeby żona Waniorka, która urodziła bliźniaki, wrzaskliwe klony samej siebie, przestała stękać, gdy wracał po piwie z Akwarium, i zamiast pretensji podawała mu najpierw golonkę na talerzu, a później gorącą, parującą dupę; dowiedział się też, jakich argumentów użyć, by synowie Waniorka trzymali gęby zamknięte na kłódki, kiedy sierżant ogląda mecz; a na koniec, wstydliwa sprawa, Waniorek wyznał, że spotyka się z sąsiadką z trzeciego piętra. W wiadomych celach. "Moja stara to przedmuchana rura. Ale własna rura, więc jakoś nie bardzo chyba w porządku jest, że ja do Ludki chodzę", podzielił się wątpliwością. "Pan nie zdradza konkretnej kobiety, sierżancie. Pan nie zdradza swojej żony", odrzekł doktor. "Pan po prostu wielbi i adoruje kobiecość w każdym jej przejawie". "No anioł, kurwa, nie człowiek", myślał Waniorek.


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger