środa, 12 listopada 2014

"Dziękuję za wspomnienia", Cecelia Ahern

"Dziękuję za wspomnienia", Cecelia Ahern
"Dziękuję za wspomnienia" - Cecelia Ahern

źródło

Tytuł: Dziękuję za wspomnienia
Tytuł oryginalny: Thanks for the Memories
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania na świecie: 2008 r.
Data wydania w Polsce: 02.06.2010 r.

Moja ocena: przeciętna (5/10)


Drogi Czytelniku, wyobraź sobie, że budzisz się z nowymi umiejętnościami - nagle mówisz biegle po włosku, znasz łacinę, historię architektury, zmieniają się Twoje upodobania kulinarne - zamiast sałatek zamawiasz w restauracji soczystego steka, mimo że wcześniej byś tego nie zrobił. Śnisz o wspomnieniach - nie swoich wspomnieniach. I co więcej - przychodzi Ci to naturalnie, bez zastanowienia. Dziwne, prawda? Taka sytuacja przytrafiła się głównej bohaterce powieści Cecelii Ahern "Dziękuję za wspomnienia" - Joyce. Doszło do tego w bardzo przykrych okolicznościach, które skutkowały u bohaterki transfuzją krwi - posiadła wszystkie opisane przeze mnie wyżej umiejętności. Po wyjściu ze szpitala spotyka pewnego mężczyznę i od tego momentu jej życie zmienia się o 180 stopni. Joyce usiłuje dowiedzieć się, dlaczego czuje się "inaczej", co na to wpłynęło i jaką rolę w tym wszystkim odgrywa tajemniczy mężczyzna.

"Dziękuję za wspomnienia" to moje trzecie spotkanie z twórczością Cecelii Ahern. Pierwsze - "P.S. Kocham Cię" było dość nieudane, powiem więcej - nie dokończyłam tej książki. Drugie - "Na końcu tęczy" było więcej, niż udane (z pewnością przeczytanie o nim na blogu). "Dziękuję za wspomnienia" to w mojej ocenie spotkanie średnio udane. Głównym bohaterom nie mam za wiele do zarzucenia, jednak nie będę ukrywać, gdy na horyzoncie pojawiał się ojciec głównej bohaterki, miałam ochotę powyrywać kartki (oczywiście tylko mentalnie, nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła!). Staruszek był strasznie irytujący. Irytująco irytujący, o ile mogę w ten sposób podkręcić jego irytującą naturę. I tak - świadomie przesadzam z użyciem tego słowa. Tak bardzo mnie denerwował swoim zachowaniem, że nawet nie zanotowałam jego imienia... Sama historia - ckliwie opisane "romansidło", raczej bez zaskakujących wydarzeń - niewymagająca lektura, nad którą nie trzeba się długo zastanawiać. Sam pomysł autorki ciekawy, bazujący na doświadczeniach osób po transplantacji, jednak odnoszę wrażenie, że można było go lepiej rozwinąć. Wydaje mi się, że autorka próbowała naśladować nieco Musso (to moje subiektywne spostrzeżenie, widzę pewne nawiązania do jego twórczości), lecz lepiej wychodzą jej historie, jak opisana w "Na końcu tęczy".

Książkę czytało mi się dość opornie. Co więcej - zupełnie nie idzie mi pisanie tej recenzji, co świadczy o tym, że i książka nie wywarła na mnie wrażenia. Ot, zwykła historia na naprawdę nudny wieczór. Zakończenie - na opak - znajduje się na początku, co bez wątpienia wpływa na odbiór samej lektury.

I nic więcej już chyba nie uda mi się napisać na jej temat.

piątek, 7 listopada 2014

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd", Matthew Quick

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd", Matthew Quick
"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" - Matthew Quick

źródło

Tytuł: Niezbędnik obserwatorów gwiazd
Tytuł oryginalny: Boy 21
Autor: Matthew Quick
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania na świecie: marzec 2012
Data wydania w Polsce: 23.10.2013 r.

Moja ocena: słaba (3/10)




Na samym początku pragnę zaznaczyć, że moja opinia niemalże o 180 stopni odbiega od tych, które do tej pory czytałam na temat tej książki. Niestety, ale chyba jestem zbyt głupia na tego typu gatunek. Do "Niezbędnika obserwatorów gwiazd" podeszłam z czystym umysłem - nie miałam wcześniej styczności z twórczością Quicka, dlatego nie wiedziałam, na co się piszę. I tak wychodzę z założenia, że zdanie na temat czegokolwiek można sobie wyrobić dopiero wówczas, gdy tą rzecz poznamy. Tak więc ochoczo zasiadłam do niniejszej pozycji. I co? I nic. 

Koszykówka zawsze była dla Finley'a ucieczką. Jego matka zginęła w okolicznościach, o których nie mówi się głośno, ojciec ciężko pracuje na nocną zmianę, a dziadek, który z nimi mieszka, nie ma obu nóg i trzeba się nim stale opiekować. Finley odzywa się wyłącznie wówczas, gdy musi. Jego rytuałem i stabilizacją są cowieczorne spotkania ze swoją dziewczyną Erin i wpatrywanie się w gwiazdy na dachu jego domu. Pewnego dnia życie Finley'a ulega zmianie - trener prosi go o przysługę. Jaką? O tym dowiecie się z książki (jeżeli w ogóle po nią sięgniecie).

Tempo mojego zapominania o przeczytanej historii było proporcjonalne do czytania - czyli szybkie. Po kilkunastu rozdziałach chciałam zarzucić lekturę, ale stwierdziłam, że może końcówka jakoś chwyci mnie za serce i spowoduje, że jeszcze długo będę rozmyślać o historii Finley'a, Erin i Russa. 
No ale nie. 
Po prostu nie. 

Przede wszystkim bardzo irytował mnie styl - proste, krótkie zdania, czasem bardzo infantylne, mimo dużej dojrzałości psychicznej głównego bohatera. Po drugie - wykreowani główni bohaterowie drażnili mnie swoimi ograniczeniami, zwłaszcza Russ. Po trzecie - wszędobylska koszykówka i niemalże bezgraniczne oddanie trenerowi - czy te dzieciaki nie mają własnych rozumów? I tutaj wielkie brawa dla Finley'a za jego postawę pod koniec książki, to spowodowało, że polubiłam jego kreację. 

Zwrócę jeszcze uwagę na tytuł - oryginalny i polski. "Boy 21" a "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" znacznie od siebie odbiegają... Może ktoś wie, czemu?

Nie czytałam "Poradnika pozytywnego myślenia", ale odnoszę wrażenie, że "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" poniekąd ciągnie na opinii tamtej książki. Nie mówię, że nie dostrzegam tutaj żadnego przesłania - nie. Uważam, że mogło ono zostać lepiej podane.

niedziela, 2 listopada 2014

"Delirium", Lauren Oliver ("Delirium" tom I)

"Delirium", Lauren Oliver ("Delirium" tom I)
"Delirium" - Lauren Oliver 

źródło

Tytuł: Delirium
Tytuł oryginalny: Delirium
Autor: Lauren Oliver
Cykl: Delirium, tom I
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania na świecie: 2011
Data wydania w Polsce: 18.04.2012 r.

Moja ocena: bardzo dobra (7/10)










Na trylogię „Delirium” autorstwa Lauren Oliver miałam ochotę od dłuższego czasu – w miejskiej bibliotece niestety nie  była przez długi czas dostępna żadna jej część, a do zakupu nie zachęcała mnie cena (no cóż, każdy, kto zaczyna żyć na własny rachunek zrozumie, o czym mówię). Aż wreszcie jest! W świetnej promocji na stronie wydawnictwa. Pierwszy i drugi tom natychmiast wylądowały w wirtualnym koszyku i szybko weszły w moje posiadanie. Mimo mojej przeogromnej chęci przeczytania pierwszego tomu, do samej lektury podeszłam z rezerwą – to nie było moje pierwsze spotkanie z twórczością Lauren Oliver. Wcześniej przeczytałam jej „7 razy dziś” i muszę przyznać, że było to w moim odczuciu nic spektakularnego, a według czytelników, teraz trzymałam w ręku prawdziwą bombę. Z informacji, jakie udało mi się wygooglać na temat autorki wywnioskowałam, że nie posiada ona jakiegoś szczególnego dorobku literackiego, a sławę przyniosła jej właśnie trylogia „Delirium”.

Jest coś, co sprawia, że po kilku pierwszych stronach czytelnikowi jeży się włos na głowie. Co to takiego?  Remedium - "lek" na miłość i inne uczucia. Całkowita rezygnacja z życia emocjonalnego. Wyrzeczenie się wszystkiego, co nierozerwalnie łączy się z człowieczeństwem. Po co? Żeby lepiej kontrolować ludzi żyjących w danym społeczeństwie. Wszelakie objawy delirii i sympatyzowanie z Odmieńcami (czyli ludźmi, którzy nie ulegli systemowi) jest natychmiast niszczone w zarodku. Ludzie ślepo wierzą w to, co jest im wpajane przez rząd od dzieciństwa. Każdy obowiązkowo musi przejść zabieg, który zapobiega zarażeniu się chorobą, jaką jest MIŁOŚĆ. Tylko że zabieg nie zawsze skończy się powodzeniem, no ale o tym się nie mówi… Nie mówi się również o Odmieńcach żyjących w Głuszy - ludziach, którzy nie podporządkowali się władzy, nie poddali się zabiegowi, uciekli z miasta i żyją w spartańskich warunkach - wolą to, niż stracić na zawsze uczucia. Według władzy wszystko układa się pięknie, ludzie są wyleczeni, deliria nie ma prawa zaatakować.

Kilkunastoletnia Lena wierzy w system, w to, że miłość to śmiertelna choroba, która poprzez szaleństwo prowadzi do unicestwienia Odkąd jej matka popełniła samobójstwo po nieudanym zabiegu, nie chce się sprzeciwiać - woli płynąc z prądem, w kierunku, który narzuca władza. Jej przyjaciółka Hana nie jest już taka ostrożna - ją pociągają nielegalne imprezy na obrzeżach miasta, bliskie kontakty z niewyleczonymi jeszcze chłopcami, ryzyko jakie niesie głośnie wypowiadanie się w sposób niewłaściwy o systemie. Obie dziewczyny poznają pewnego dnia Alexa - strażnika, pracującego w ochronie głównego budynku w mieście. W Lenie budzą się nieznane jej do tej pory uczucia - dziewczynie powoli otwierają się oczy. Alex uświadamia jej rzeczy, o których do tej pory nie miała pojęcia. Lena wreszcie uzyskuje wszystkie niezbędne informacje, by wyrobić sobie rzeczywisty pogląd na sytuację, w jakiej znajduje się ona i reszta mieszkańców miasta. Od tej pory jej życie wywraca się do góry nogami, jej piramida wartości chwieje się w posadach, a Lena musi zweryfikować priorytety. Do jej świadomości dochodzi straszna prawda, którą władza próbuje zatuszować.

“Delirium” to powieść skierowana przede wszystkim do młodzieży. Takim książkom zarzuca się przewidywalność, schematyzm i happy end. W przypadku “Delirium” zgodzę się z tym,, że występuje tutaj doza przewidywalności i schematyzmu, ale happy endu tutaj nie sposób się doszukać. Dlatego proszę, drogi Czytelniku, nie daj się zwieść - szczęśliwe zakończenia to z pewnością nie domena twórczości Lauren Oliver, przynajmniej nie w pierwszej części trylogii. Autorka akcję poprowadziła ciekawie - książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem, bohaterowie nie są nudni ani irytujący. Okładka zachęca do przeczytania zawartości, jaką skrywa, sam tytuł jest tak tajemniczy, że natychmiast chce się poznać choćby opis książki. “Delirium” będę polecać każdemu, gdyż uważam, że to jest niesamowita historia - o miłości, o tym, jak zmienia nasze postrzeganie świata, jak potrafi dodać nam sił w najtrudniejszych momentach. O woli walki o lepsze "ja". O tym, jak ważne są własne wybory. I o tym, że warto walczyć. Do końca.
Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger