Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypożyczone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypożyczone. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 czerwca 2017

Do trzech razy śmierć - Alek Rogoziński

Do trzech razy śmierć - Alek Rogoziński
Do trzech razy śmierć - Alek Rogoziński


Tytuł: Do trzech razy śmierć
Autor: Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 1 luty 2017 r.
Seria/cykl: Róża Krull na tropie

Moja ocena: 8/10 (rewelacyjna)

Gdy usłyszałam, że Alek Rogoziński wydaje kolejną książkę wiedziałam, że muszę ją przeczytać. JUŻ ZARAZ NATYCHMIAST. I tak oto, niemalże pół roku po premierze, jestem po lekturze "Do trzech razy śmierć" (niech Was nie zwiedzie informacja, że we wrześniu ukaże się jej kontynuacja, przecież nie dlatego zmobilizowałam się do złożenia stosownego zamówienia w bibliotece). "Jak Cię zabić, kochanie?" (wrażenia tutaj - klik) było moją pierwszą przygodą z twórczością tego autora i wówczas dowiedziałam się, że jego styl pisania, jak również kreowanie fabuły i bohaterów humor (przede wszystkim humor) są mi niesamowicie bliskie. Jeśli jeszcze nie znacie Alka, a chcielibyście go poznać - polecam Wam obserwować jego fanpage na Facebooku - każdy jego wpis "robi mi dzień", jak to się teraz mówi. 

No ale wracając do meritum - bo to o książce tutaj mowa - zarys fabuły pewnie każdemu z Was obił się o uszy, ale tak pokrótce napiszę, że autorka poczytnych kryminałów - Róża Krull (super imię, prawda? Od jakiegoś czasu jest w mojej i męża topce imienia dla naszej kiedyśtam córki) zostaje zaproszona na sabat czarownic zjazd pisarek, który ma się odbyć we dworku pod Krakowem (dookoła którego znajdują się same bagna i lasy, ale o tym Róża na razie nie musi wiedzieć). Już pierwszego wieczoru jej koleżanka po piórze zostaje w dość odtwórczy sposób otruta, wobec czego zatrwożyła się cała kobieca śmietanka polskich pisarek. Róża z niepokojem zdaje sobie sprawę, że sposób, w jaki dokonywa się zbrodnia, jest zaczerpnięty z jednej z jej powieści, w której w sumie dochodzi do trzech morderstw. Nie trzeba długo czekać na dalszy rozwój wypadków - już następnego dnia urzeczywistnia się fantazja literacka naszej głównej bohaterki. Co to oznacza? Ano że Róża nie ucieka, gdzie pieprz rośnie, lecz posłusznie na polecenie komisarza wyglądającego jak Matt Bomer (Alku - duży plus ode mnie za Matta <3 Aż żal, że nie przekazuje dalej swoich genów...) pozostaje we dworku (i nie ma to związku z okolicznością, że Róża to po prostu ciekawskie babsko i chce przeprowadzić swoje własne śledztwo). Smaczku dodaje okoliczność, że każda z pisarek ma coś za uszami, a jest takie jedno indywiduum, które już niejednej osobie zaszło za skórę...

Mega są te okładki, nie? :)

Sięgając po "Do trzech razy śmierć" wiedziałam, że się nie zawiodę. Autor konsekwentnie z ogromną dawką humoru tworzy swoich bohaterów i prowadzi fabułę, a niektóre dialogi zasługują na nagrodę, którą przyznaje się za super dialogi. W rozróżnianiu niektórych postaci początkowo się gubiłam (jak dobrze, że autor na początku książki umieścił słowniczek!), lecz szybko porzuciłam uczucie zdezorientowania na rzecz czasem utożsamiania się z niektórymi z nich. Główna bohaterka jest super i niech nikt nie wmówi Wam, że jest inaczej! A jeszcze fajniejszy jest Pepe, tzn. Paweł, pałający ogromną miłością do Magdy Gessler, a jednocześnie menager naszej pisarki. Odnośnie do finału książki - można się domyślać, co i jak, jednak nie poczytuję tego jako minusa tej powieści - wszystko logicznie składa się w jedną całość i pięknie zamyka historię, wprowadzając czytelnika powoli w kolejny tom przygód Róży Krull.

Ciekawym i miłym akcentem jest wprowadzenie do katalogu bohaterów blogerek książkowych. Autor (mam nadzieję!) pokazuje w ten sposób, że jednak cośtam wnosimy w życie pisarzy i odgrywamy w ich twórczości choćby nieznaczną, ale jednak rolę ;) Książka jawi się też jako przestroga dla pisarzy, by nie kalać własnego gniazda. Czemu wysnuwam taki wniosek? Weź drogi czytelniku "Do trzech razy śmierć" do ręki i przekonaj się o tym sam! Naprawdę warto poświęcić ze dwa/trzy wieczory na lekturę tej książki ;) Dobra zabawa i relaks gwarantowany!

O ile "Jak cię zabić, kochanie?" nazwać można z czystym sumieniem komedią pomyłek, tak o "Do trzech razy śmierć" raczej nie da się tego powiedzieć - to jest po prostu humor zbudowany na postaciach i dialogach, jakie się pomiędzy nimi toczą. Bardzo mi odpowiada taka forma lektury i bardzo się cieszę, że opisywana książka jest dopiero pierwszą częścią serii "Róża Krull na trupie tropie". Kolejna ukazać się ma dopiero (!) 27 września, ale pocieszenie jest takie, że to już w tym roku ;)

Znacie autora i jego twórczość? Co sądzicie o jego książkach? Dajcie znać w komentarzach!



Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie.



czwartek, 16 lutego 2017

W cieniu prawa - Remigiusz Mróz

W cieniu prawa - Remigiusz Mróz
W cieniu prawa - Remigiusz Mróz


Tytuł: W cieniu prawa
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data premiery: 15 czerwca 2016 r.

Moja ocena: 6/10 (dobra)


Nie wiem czemu, ale zupełnie bez przekonania sięgnęłam po tę książkę. Nie miałam parcia, by ją przeczytać - zamówiłam ją w bibliotece i o tym zapomniałam, aż przyszedł mail, że książka jest już do odbioru. Wzięłam Prezesa (psa wielorasowego ze schroniskowej hodowli, łasego na wszelkie przechadzki) i udałam się ulicę dalej do bibliotecznej filii i tak oto książka "W cieniu prawa" zawitała w progi mojego domu.

Jako że jestem aktualnie na dość dziwnym etapie mojego życia, zdjęcie powyżej powstało w wyniku dość pokrętnie tłumaczonej logiki - jak ktoś ciekawy, a nie śledzi mojego Facebooka ani Ig, to pytać :) W chwili wytchnienia od kolorowych pozycji, które znajdują się na owym zdjęciu, sięgnęłam po opisywaną tutaj lekturę i cóż - Mróz to Mróz, historię umie skonstruować tak, że po prostu siadasz i czytasz tę książkę i właściwie masz w nosie wszystko inne. A historia zaczyna się ciekawie - w Raisentalu - dworze barona von Reignera - majordomus wraz z guwernantką odnajdują zwłoki Julusa von Reignera, najstarszego syna Hendrika von Reignera, dziedzica rodowej fortuny. Ojcu zamordowanego (bo że dziedzic został zamordowany nie ulega najmniejszej wątpliwości) zależy na jak najszybszym ukaraniu winnego. Jednakowoż najpierw trzeba go znaleźć. Najlepszym kandydatem wydaje się być Erik Landecki, świeżo zatrudniony czyścibut, spędzający w Raisentalu swoją pierwszą noc. Zebrane dowody nie świadczą na jego korzyść i Erik zostaje szybko osądzony i skazany. A kary były wówczas dość hmmmm... surowe. To jest dopiero początek całej tej historii, zatem nie zdradzam Wam zbyt wiele, bo autor w książce zawarł tyle akcji i wątków, że spokojnie starczyłoby ich na serię o Eriku Landeckim... 

Odnośnie do bohaterów - mamy tutaj głównego podejrzanego Erika Landeckiego, postać, której właściwie nie da się nie polubić, tzw. facet z jajami (ups), wiedzący, czego chce i konsekwentnie dążący do celu. Jest brat nieboszczyka, Marc-Oliver, młodszy od Julusa, dziedziczący rodzinną fortunę w drugiej kolejności, w moim odczuciu zawsze w cieniu, nigdy nie ujawnił rodzinie swojego prawdziwego oblicza, trochę niedoceniany przez rodzinę. Jego narzeczona Sophie to takie prawilne dziewczę, niższego pochodzenia, sól w oku Hendrika i Hiltrude von Reignerów, bardzo naiwna, czasem wręcz głupia i irytująca. Willy - prawnik, "przyjaciel" Sophie, po prostu fajny facet i pozytywna postać. Hendrik von Reigner - wkurzający buc, który tresuje nie tylko służbę, ale i swoich najbliższych, stawiający zawsze na swoim, prowadzący uprzednio bardzo, ale to bardzo hulaszczy tryb życia, tak hulaszczy, że wiele jego wybryków musiało zostać zatuszowanych. Hiltrude von Reigner - żona barona, przez pierwszą część powieści w cieniu męża, przejmuje pałeczkę pod koniec książki i dopiero wówczas ukazuje swoje prawdziwe oblicze, sucz to za mało powiedziane. Kto jeszcze? Ach, majordom Joachim Gröger - jak dla mnie najlepsza postać z całej plejady wykolejeńców zaprezentowanej w książce. Wszystko ma poukładane, potrafi być wierny swoim ideałom, ale również w odpowiednim czasie je weryfikuje. Każda z postaci jest charakterystyczna dla swojej kreacji oraz konsekwentnie prowadzona, od razu wiadomo kto jest kto. Niektórzy są stworzeni do nienawidzenia (Hendrik), inni do lubienia (Erik, Willy), a jeszcze inni - do wkurzania (jak Sophie). 



Fabuła pędzi na łeb, na szyję. Autor popuścił ewidentnie wodze fantazji, a książka obfituje w taką ilość wydarzeń, że chyba faktycznie powinien rozłożyć je na kilka tomów, co pozwoliłoby dopieścić niektóre wątki, bardziej je rozwinąć - po prostu poświęcić im więcej uwagi. Czasem miałam problem z wnioskowaniem co się z czego wzięło, no ale to może wynikać z moich umiejętności odbierania aktualnie rzeczywistości. Pomysł na fabułę bardzo na plus, autor chyba oddał klimat czasów, w których dzieje się akcja (chyba, bo nie wiem, nie żyłam w 1909 roku :)). Jak dla mnie super poprowadzony wątek zemsty, jednak to jest chyba pierwszy kryminał, w którym UWAGA SPOILER nie dowiadujemy się tak naprawdę, kto zabił. Wszystko to tylko domysły (chyba że coś przeoczyłam?). KONIEC SPOILERU. Generalnie jakiegoś wielkiego WOW nie było po zakończeniu lektury, ale nie mogę powiedzieć, że mi się ona nie podobała, bo było wręcz przeciwnie :) ALE! "Behawiorysta" był w moim odczuciu lepszy :) Dlatego "W cieniu prawa" dostało gwiazdkę mniej - na półce czeka "Wotum nieufności", ciekawe, jak ono wypadnie w starciu mrozowo-nieseriowych książek :)

Czytaliście "W cieniu prawa"? Jak wypada w Waszym rankingu książek, które wyszły spod pióra Remigiusza Mroza?


Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie oraz WyPożyczone.



piątek, 27 stycznia 2017

Gdzie jesteś, Leno? - Joanna Opiat-Bojarska

Gdzie jesteś, Leno? - Joanna Opiat-Bojarska
Gdzie jesteś, Leno? - Joanna Opiat-Bojarska


Tytuł: Gdzie jesteś, Leno?
Autor: Joanna Opiat-Bojarska
Wydawnictwo: Replika
Data premiery: czerwiec 2013 r.
Seria: Burzyński i Majewski, tom I

Moja ocena: 8/10 (rewelacyjna)

Od kilku/kilkunastu lat w Polsce notuje się wzrost liczby zaginionych osób. Z 15 059  osób zgłoszonych jako zaginione w roku 2009 do 19 368 w 2013 roku, by wreszcie w roku 2014 przekroczyć próg 20 tysięcy (źródło). Ludzie giną z różnych powodów - ucieczka, samobójstwo, morderstwo, porwanie... Bez względu na wiek, płeć i status społeczny. Wiele z tych osób udaje się odnaleźć, ale... No właśnie.

Ostatnio cały kraj żył zaginięciem Ewy Tylman, a historia opisana przez autorkę "Gdzie jesteś, Leno?" jest jakby... zapowiedzią przyszłych wydarzeń. Nie wiem, jak inaczej to ująć, ale skojarzenia ze sprawą Ewy po prostu nasuwają się same. Książka została wydana w połowie 2013 r., więc ponad dwa lata przed wydarzeniem, o którym mówi się do dnia dzisiejszego. 

Lena Pietrzak to 19-letnia, pochodząca z zamożnej rodziny, studentka. Mimo że mieszkała wraz z rodzicami - Dorotą i Waldemarem - w pięknym domu pod Poznaniem, postanowiła na czas studiów w tym właśnie mieście przenieść się do mieszkania studenckiego, gdzie zamieszkała razem z Natalią i Łukaszem, a okazjonalnie weekendami również z Kają i Kasią - siostrami Natalii. Pewnego dnia Lena wraz z przyjaciółmi wybrała się do jednego z poznańskich klubów - Utopii - by uczcić zdanie trudnego egzaminu. Po raz pierwszy wyszła na miasto bez swojego chłopaka Szymona. Wychodzi z klubu sama, po godzinie drugiej w nocy i zamierza wrócić do domu. Wybiega za nią Kaja, mówi kilka zdań, po których roztrzęsiona Lena dzwoni do Szymona, rozłącza się i... No właśnie. Nie wiadomo. 

Na drugi dzień matka Leny orientuje się, że coś jest nie tak i zgłasza zaginięcie córki na Policji. Sprawę dziewczyny zaczynają prowadzić Przemysław Burzyński i Michał Majewski, "świeży" duet - do doświadczonego i spokojnego Burzy został ledwo co przydzielony młody i entuzjastycznie nastawiony, dość hałaśliwy Michał. 

Śledztwo powoli zaczyna odkrywać kolejne tajemnice z życia rodziny Pietrzaków. Nic nie jest takie, jak mogłoby się wydawać, jeden trop prowadzi do kolejnego i w głowach śledczych pojawiają się różne hipotezy odnośnie do zaginięcia Leny. Matka, która tak naprawdę nie zna swojej córki, zdystansowany i obojętny ojciec, nieuchwytny chłopak, mataczący świadkowie - Burza i Michał nie mają łatwo. Stary wyjadacz i znający życie młodziak ciągle są zwodzeni na manowce...

Książka porusza wiele problemów, z którymi na co dzień może spotkać się każdy z nas - trudne relacje rodziców z dziećmi; pracoholizm, a z drugiej strony jego niezrozumienie; różne oczekiwania małżonków względem życia; brak czasu dla najbliższych... W ekstremalnych sytuacjach człowiek tak naprawdę poznaje sam siebie. Wszyscy snują domysły, co się stało z Leną, szukają rozwiązania, źródła problemu, na wierzch wychodzą paskudne tajemnice. 

Akcja pędzi na łeb na szyję, a opisywane wydarzenia poznajemy z perspektywy kilku osób - Leny, Szymona, Doroty, Burzy i Michała. Dzięki temu czytelnik ma świetne rozeznanie w sytuacji wszystkich bohaterów, a rzucane przez autorkę tropy mieszają mu w głowie. Książkę czyta się gładko, z zaciekawieniem i chęcią poznania zakończenia. Styl pisania autorki, jej sposób kreowania bohaterów oraz pomysł na fabułę bardzo przypadły mi do gustu. 

A zakończenie?

Dowiadujemy się prawdy o Lenie i w świetle przedstawionych wydarzeń jest... szokujące. Tak, takie słowo pasuje. Tylko my poznajemy prawdę, w pozostałym zakresie jest ono otwarte i możemy sobie dopowiedzieć dalszy ciąg. Chyba i tak za dużo napisałam, ale wierzę, że Cię to zaciekawi, drogi czytelniku, i sięgniesz po "Gdzie jesteś, Leno?".

Książka jest moją pierwszą lekturą z dorobku Joann Opiat-Bojarskiej i jestem pewna, że nie ostatnią. Powoli będę się rozglądać za kolejnymi dwoma tomami serii. Burza i Majewski zyskali moją sympatię i chętnie poznam kolejne sprawy, nad którymi będą pracować.

Znacie autorkę i jej książki? :)


Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie oraz wyPożyczone.



poniedziałek, 16 stycznia 2017

Never, never - Colleen Hoover, Tarryn Fisher

Never, never - Colleen Hoover, Tarryn Fisher
Never, never - Colleen Hoover, Tarryn Fisher


Tytuł: Never never
Autor: Colleen Hoover, Tarryn Fisher

Wydawnictwo: Moondrive
Data premiery: 3 sierpnia 2016 r.

Moja ocena: 8/10 (rewelacyjna)



Znacie to porzekadło, że należy uważać, czego sobie życzysz, bo życzenie to może się spełnić? 

Charlie i Silas to główni bohaterowie książki "Never, never" - chodzą do tej samej szkoły i mieszkają w jednym mieście. Poznajemy ich w dość nietypowej sytuacji - tego samego dnia o tej samej godzinie... Tracą pamięć. Pierwszą relację przekazuje nam Charlie - nie wie, kim jest, gdzie jest, jak wygląda. Nie wie, co się wokół niej dzieje, ale na przykład pamięta słowa piosenek, ale już nie zna drogi do domu. Podobnie dzieje się z Silasem i również z jego perspektywy obserwujemy jego próbę odnalezienia się w "nowej" rzeczywistości.

Wraz z upływem kartek czytelnik poznaje losy głównych bohaterów - na równi z nimi samymi. Jest to bardzo ciekawe doświadczenie, bowiem mamy okazję jakby "wejść" w głowy Charlie i Silasa, właściwie stać się naszymi bohaterami. Narracja płynie gładko i bez żadnych zacięć, co powoduje, że książkę czyta się wręcz jednym tchem. 

No i historia... Przede wszystkim historia.

Autorki wykreowały niesamowitą fabułę, a jej istota zasługuje na owacje na stojąco. No i niestety nie mogę już nic więcej napisać na ten temat, bo zdradziłabym Wam zbyt dużo, a chciałabym tego uniknąć - w końcu poznajemy przeszłość bohaterów wraz z nimi, więc jaki byłby sens, gdybym choć trochę zdradziła Wam na temat Charlie i Silasa? Ponadto książka zawiera swego rodzaju baśniowość, a ja uwielbiam, gdy ta baśniowość przenika się ze światem realnym, a lektura zostawia czytelnika z pewną nutą refleksji. 

Czy to, jak żyjemy, ma sens?

Czy czyny innych ludzi mogą determinować naszą postawę i zachowanie?

Co jest ważniejsze - prawda, czy konieczność chronienia bliskich?

Na te pytania znajdziecie odpowiedzi w "Never, never".

I naprawdę okazuje się, że należy uważać, czego sobie człowiek życzy. Przez to Charlie i Silas stracili pamięć...

Bardzo się cieszę, że mogłam wreszcie mieć przyjemność przeczytania tej książki. Czekałam na nią dość długo w bibliotece, ale zdecydowanie było warto. Tego rodzaju powieści na długo pozostają w pamięci czytelnika i sprawiają, że aż chce się sięgać po kolejne pozycje danego autora. To z pewnością więc nie jest moja ostatnia przygoda z Colleen Hoover.


Jakie jest Wasze zdanie na temat tej pozycji? Podobne do mojego, czy może zupełnie odwrotne?





Książka bierze udział w wyzwaniu WyPożyczone.


czwartek, 12 stycznia 2017

Cappuccino z cynamonem - Edyta Świętek

Cappuccino z cynamonem - Edyta Świętek
Cappuccino z cynamonem - Edyta Świętek


Tytuł: Cappuccino z cynamonem
Autor: Edyta Świętek
Wydawnictwo: Replika
Data premiery: październik 2015 r.

Moja ocena: 4/10 (może być)


Pozycja, o której właśnie czytacie, jest pierwszą od dawien dawna moją lekturą, którą zamówiłam w bibliotece w ciemno - nie znając autorki, nie sprawdzając jej ocen na lubimyczytac.pl, bazując wyłącznie na opisie fabuły. A opis brzmi następująco:

Patrycja i Sebastian są zupełnie przeciętnym małżeństwem: wspólnie wychowują dwunastoletnią córkę, borykają się z problemami dnia codziennego. Pati pracuje w biurze, gdzie musi znosić dziwactwa swojego zwariowanego kolegi, Teodora, zwanego przez nią Pączkiem.
Pewnego dnia ten na pozór uporządkowany świat rozsypuje się jak domek z kart – Sebastian postanawia odejść. Co się stało, że mąż podjął decyzję o rozstaniu? Czy sprawił to słynny kryzys wieku średniego, będący tematem regularnych dyskusji koleżanek Patrycji? A może wina leżała po stronie Pati, która od jakiegoś czasu kieruje ukradkowe spojrzenia w stronę Przystojnego Bruneta?
Po rozwodzie kobieta musi nie tylko odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale również poszukać odpowiedzi na pytanie, czy w „zatrważającym” wieku 36 lat można szczerze się zakochać. Wsparcia moralnego w trudnych chwilach udziela jej najlepsza przyjaciółka Elwira, która wraz z przyjaciółkami knuje małą intrygę. (źródło: klik)
Przyznajcie - brzmi to dość zachęcająco i obiecuje przyjemną babską lekturę. I co otrzymałam?

Nudną książkę o niczym.

Chociaż może nie o niczym, bo "Cappuccino z cynamonem" opiera się głównie na utyskiwaniu na męską część naszej populacji, co nie przeszkadza bohaterce strzelaniu oczyma tu i tam (przy czym jest ona niby nieświadoma swego wyglądu) oraz wykorzystywaniu nadarzających się sposobności... Ponadto opis każdego bohatera skupia się głównie na analizie jego majętności i przyczyny takiego, a nie innego stanu portfela. Czytelnik otrzymuje również zupełnie irracjonalne postępowanie głównej bohaterki w porównaniu do jej opinii na dane tematy. Jednym zdaniem - myśli jedno, robi zupełnie na odwrót. Mamy również do czynienia ze zdaje się nad wyraz dorosłą dwunastolatką, aczkolwiek autorka chyba zdała sobie w pewnym momencie sprawę, że chyba przesadziła z tą kreacją, bo gdzieś w połowie książki dziewczynka zaczęła się zachowywać adekwatnie do swojego wieku.

Co więcej? Miałam wrażenie, że czytam zupełnie nie tę książkę, której opis przeczytaliście wyżej. Ten pewien dzień, w którym Sebastian postanawia odejść, następuje chyba w połowie (może troszkę szybciej) książki, a ta mała intryga, którą knuje Elwira wraz z przyjaciółkami, zupełnie rozmywa się w tle przemyśleń głównej bohaterki i dywagacji innych postaci zaprezentowanych w książce. I tak sobie właśnie myślę - czy tym wsparciem moralnym Elwiry miało być feministyczne nastawianie Patrycji do świata?...

Narracja prowadzona jest z kilku perspektyw w formie trzecioosobowej, głównie z punktu widzenia głównej bohaterki - Patrycji, ale również i Jacka (Przystojnego Bruneta) oraz Klaudiusza - dentysty, który sprowadza się do mieściny, w której mieszka Patrycja. Nie jest się trudno domyślić, że Klaudiusz odgrywa w tym trójkącie ważną rolę, skoro autorka prowadzi narrację z jego perspektywy. A Sebastian? Cóż, autorka nie zgrzeszyła tutaj "innowacyjnością" i od razu można się domyślić, jaki  jest powód jego decyzji o odejściu.

Akcja... Akcja biegnie dość chaotycznie - potrafi skupić się na błahostkach i ciągnąć się przez kilka stron, by momentalnie (dwa-trzy zdania) przeskoczyć o kilka dni/tygodni/miesięcy do przodu. Ja nie lubię takiego stylu pisania, lektura nie idzie wówczas gładko i przyjemnie, czasem ma się wrażenie, że gdzieś uciekła kartka albo dwie.

Zakończenie - zwykłe i nijakie, jak nijaka jest cała książka. Zniechęciłam się do autorki, a szkoda bardzo, bo jest to nasza rodzima pisarka, a ja ostatnio polubiłam się z polską literaturą. Jedyne, z czego się cieszę, to to, że nie spędziłam z tą książką zbyt dużo czasu...


Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie oraz WyPożyczone.

  

sobota, 7 stycznia 2017

Wyzwania czytelnicze - edycja 2017 :)

Wyzwania czytelnicze - edycja 2017 :)
Ostatnio blogosfera obfituje w ciekawe wyzwania czytelnicze na 2017 rok. Z uwagi na to, że w sumie i tak czytam (choć najbliższe miesiące będą stały pod znakiem literatury zawodowej), postanowiłam wziąć udział w dwóch z nich:

1) WyPożyczone - organizowane przez Martę z bloga rudym spojrzeniem (klik - regulamin wyzwania), mające promować czytanie książek wypożyczonych z biblioteki (jestem fanką mojej biblioteki i często z niej korzystam)


2) Czytam, bo polskie - organizowane przez Poligon domowy (klik - regulamin wyzwania), promujące polską literaturę.

Wyzwania czytelnicze uważam za świetną inicjatywę - można nie tylko poszerzyć horyzonty, ale też poznać nowe blogi oraz ich autorów. A skoro i tak czytam książki, które trafiają w ich zakres, to czemu nie? :)

Bierzecie udział w wyzwaniach czytelniczych w 2017 roku? Udało się Wam jakieś ukończyć w zeszłym roku? :)


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger