Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller psychologiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller psychologiczny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 listopada 2020

Okrutnie piękny - Wojciech Nerkowski

Okrutnie piękny - Wojciech Nerkowski

 Okrutnie piękny - Wojciech Nerkowski




Tytuł: Okrutnie piękny
Autor: Wojciech Nerkowski
Wydawnictwo: Lira
Premiera: 21 październik 2020 r.

Moja ocena: 8/10

"Okrutnie piękny" to nie jest moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Za mną "Koniec scenarzystów", który miał wydźwięk mocno humorystyczny i mocno przypadł mi do gustu. Myślałam więc, że wiem, z czym się mierze, sięgając po najnowszą książkę Wojciecha Nerkowskiego, ale cóż - byłam w błędzie ;) Otrzymałam coś, czego zupełnie się nie spodziewałam, ale zacznijmy od początku.

Książka zaczyna się dość specyficznie - sceną, po której dopiero cofamy się rok i poznajemy wydarzenia, które do niej doprowadziły. Z ósmego piętra hotelu na Sri Lance wypada młody mężczyzna i ginie na miejscu. Nie wiadomo, czy było to morderstwo, samobójstwo, czy może nieszczęśliwy wypadek. Potem dopiero poznajemy bohaterów tej historii. Do lekarskiej paczki przyjaciół, która powstała jeszcze na studiach, dołącza Tomasz. Wchodzi w towarzystwo poprzez awans na chłopaka jednej z jego członkiń - Marty. Do paczki należy także Konrad - przystojny lekarz, w którym podobno kochały się wszystkie dziewczyny na roku. Tomasz jest bardzo spostrzegawczym człowiekiem i szybko dostrzega, jakie są relacje pomiędzy członkami paczki. Pewnego wieczoru zaś słyszy rozmowę, od której zaczyna się jego niezdrowa fascynacja Konradem. Czy podejrzenia Tomasza są słuszne, a może to jedynie wytwór jego ukierunkowanej już wyobraźni?

Zacznę może od mankamentów, albo inaczej - czegoś, co akurat ja za mankament postrzegam. Początkowo miałam problem z odróżnieniem bohaterów, a zwłaszcza bohaterek. Jest ich tam sporo, poznajemy ich w jednym momencie, więc potrzebowałam trochę czasu, by połapać się, kto jest kto. Czasem dywagacje, które czynił główny bohater z biologicznego punktu widzenia były monotonne, choć potrzebne w kontekście całej historii - ale to wszystko nic w porównaniu do całości książki, która wypada w ogólnym rozrachunku naprawdę bardzo dobrze. 

Autor wziął na tapet temat, który w społeczeństwie jest dość dyskusyjny, ale też postrzegany stereotypami. Uroda - jaki jest jej wpływ na życie tego urodziwego i jego otoczenia? Czy faktycznie otwiera wiele drzwi? A może przysparza samych kłopotów? Jak pięknych ludzi postrzegają inni? Główny bohater nie może się odciąć od stereotypowego myślenia o Konradzie, a sposób, w jaki Wojciech Nerkowski ukazuje fiksację Tomasza na punkcie tego pięknego jest wręcz mistrzowski. Autor świetnie uchwycił relacje między bohaterami "Okrutnie pięknego", których notabene ciekawie wykreował, zwłaszcza Tomasza. Siedzimy w jego głowie i obserwujemy, w jaki sposób dochodzi o wielu wniosków i czyni spostrzeżenia na temat swojej dziewczyny i nowych znajomych. Czy słuszne? Taki jest właśnie urok narracji pierwszoosobowych. Widzimy świat oczami głównego bohatera i razem z nim próbujemy odnaleźć się w otaczającej go rzeczywistości, dzięki czemu ma się wrażenie, że wręcz siedzi się w jego głowie. 

Akcja płynie wartko, raczej bez zacięć, choć czasem te "biologiczne" wstawki wytrącały mnie z rytmu. Pomysł na fabułę bardzo mi się spodobał, jak również sposób jej przedstawienia. A zakończenie... No tego się totalnie nie spodziewałam! Świetnie rozegrane, zmieniające postrzeganie całej historii, zostawiające czytelnika z gorzką refleksją na temat świata. Brawo, panie Nerkowski!

Zastanawiałam się, do jakiej kategorii zaliczyć tę książkę. Thriller psychologiczny? Obyczajówka? Sensacja? Do tej pory nie wiem, ale jedno jest pewne - mieszanka, jaką zaserwował autor jest naprawdę dobra i warta uwagi. Jest tutaj wszystko, czego szukam w książkach - emocje, tajemnice, niebanalne zakończenie i interesująca fabuła. 

Po raz olejny nie zawiodłam się na książce autora i niecierpliwie wyczekuję kolejnych historii, które wyjdą spod jego pióra.

Znacie autora? Może macie w planach tę książkę? Dajcie znać ;)


 

środa, 28 sierpnia 2019

Rana - Wojciech Chmielarz

Rana - Wojciech Chmielarz
Rana - Wojciech Chmielarz





Tytuł: Rana
Autor: Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo: Marginesy
Data premiery: 14 sierpnia 2019 r.

Moja ocena: 8/10


Oj długo szło panu Chmielarzowi wydawanie kolejnej książki ;) Po "Żmijowisku" czekałam na kolejną spod pióra tego autora jak na zbawienie i po ponad roku wreszcie się doczekałam! "Ranę" przeczytałam w dwa dni (kuźwa szybko jak na takie długie czekanie) i napiszę Wam tak - to jest Chmielarz i książka czyta się wręcz sama, jednak w moim prywatnym rankingu nie przebiła "Żmijowiska".

"Rana" na pewno jest inna od pozostałych znanych mi książek autora. Ciężko mi uchwycić tę "inność" tak, żeby ją opisać, ale jeśli sięgniecie po "Ranę", to będziecie wiedzieli, o co mi chodzi ;) 

Klementyna jest starszą kobietą, która podejmuje pracę nauczycielki w prywatnej, elitarnej szkole na warszawskim Mokotowie. Początkowo wiemy o niej tylko tyle, że niedawno pochowała matkę, a obecnie nie ma żadnych środków do życia. Potrzebuje tej pracy jak spragniony wody i nie zważa na pewne kwestie, które powinny przesądzić o poszukaniu innego zajęcia. To, co jeszcze wiadomo o Klementynie to to, że ciągnie się za nią jakaś tragiczna przeszłość, poza problemami z matką-tyranem. Już w początkowych dniach jej pracy dochodzi do pewnej tragedii, która wstrząsa całą szkołą. Kilka dni później dochodzi do kolejnego tajemniczego wydarzenia i tylko Klementyna widziała, co się stało naprawdę. Ale czy na pewno? Okazuje się bowiem, że to, co widziała na oczy, otrzymuje oficjalnie inną wersję... Z różnych względów próbuje dojść do prawdy i niestety nie wie, do czego ją to doprowadzi.

Właściwie jedyne, co mam tej książce do zarzucenia, to w mojej ocenie ogromny i niepotrzebny spoiler na tylnej okładce książki, który ja powyżej ominęłam. Jeśli nie czytaliście "Rany", to proszę - darujcie sobie opisy książki, które pochodzą od wydawnictwa. Uważam, że pisanie na okładce o istotnych i kluczowych zwrotach akcji, które występują gdzieś w okolicach setnej strony to strzał w kolano. I tak czytałam sobie niemalże 1/3 książki wiedząc, co się wydarzy - taki zabieg odbiera czytelnikowi element zaskoczenia, niezależnie od tego, jak bardzo zaskakujące jest potem zakończenie i niestety czuć można potem coś na kształt niedosytu. 

Poza powyższym książka to prawdziwy majstersztyk. Autor ma dar świetnego kreowania postaci (bardzo rzeczywistych i wyrazistych, namacalnych, aż do bólu) i ukazywania studium psychologicznego człowieka - niezależnie od jego ran i problemów. Wojciech Chmielarz jest dobrym obserwatorem rzeczywistości i bezczelnie to wykorzystuje w swoich książkach, za co niezmienne należą mu się brawa. I tak sobie teraz właśnie myślę, że "Rana" to chyba najbardziej psychologiczna powieść autora, stąd moje wrażenie, że jest inna od jego pozostałych znanych mi książek. Z "Rany" wręcz wylewa się ból i krzywdy jej bohaterów, a Wojciech Chmielarz potrafi tak pisać, że czytelnik niemalże sam odczuwa te wszystkie emocje. 

Do tego dochodzi ciekawie zarysowana fabuła, rasowo rozkręcająca się akcja, która na końcu wbija czytelnika w fotel i zostawia z uczuciem niesprawiedliwości, że tak to się kończy. Co dalej? Czemu autor zostawia nas w takim zawieszeniu? Może dlatego, że będzie kolejna część, a może czytelnik musi dopowiedzieć sobie resztę, według własnego uznania...

Podsumowując - "Rana" z całą pewnością nie zawiedzie fanów autora i gatunku. Żałuję jedynie, że tyle przyszło mi czekać na książkę, którą niemalże pochłonęłam! Mam nadzieję, że autor pokusi się o wydawanie tak chociaż dwóch książek rocznie, coby zaspokoić apetyt swoich fanów ;)

Czytaliście "Ranę"? Jak Wasze wrażenia?



Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy.

piątek, 7 czerwca 2019

Oszukana - Magda Stachula

Oszukana - Magda Stachula
Oszukana - Magda Stachula



Tytuł: Oszukana
Autor: Magda Stachula
Wydawnictwo: Edipresse
Data premiery: 15 maja 2019 r.

Moja ocena: 8/10


Uwielbiam polskich pisarzy kryminałów i thrillerów za zaskoczenie, które serwują mi za każdym razem, gdy czytam ich książki. Mam ostatnio za sobą kilka zagranicznych tytułów z tego gatunku i naprawdę wypadają przy naszych rodzimych autorach dość słabo. Twórczość Magdy Stachuli nie jest mi obca, czytałam jej dwie pierwsze powieści i słysząc, że autorka wydaje kolejną, wiedziałam, że będzie to książka, z którą warto spędzić czas. I nie pomyliłam się ;)

Lena ma prawie 23 lata i mieszka wraz ze swoim partnerem, prawie dwa razy starszym Nikodemem, w jego nowoczesnym domku we wsi pod Gnieznem. Dziewczyna nie pracuje, nie uczy się, nie ma kont na portalach społecznościowych - jest bardzo tajemnicza, nie zdradza nic o swojej przeszłości i rodzinie. Nikodemowi zdaje się ten układ bardzo odpowiadać, gdyż o nic nie pyta i wydaje się, że jest z Leną szczęśliwy. Z narracji Leny dowiadujemy się, że dziewczyna skrywa jakiś mroczny sekret, lecz oczywiście nie jest nam dane, by zbyt szybko go poznać. Na początku możemy się jedynie domyślać, o co może chodzić, lecz nawet przez myśl nam nie przyjdzie, jak mogło do tego dojść. Narracja prowadzona jest także z punktu widzenia Emila (nie zdradzę jednak, kim on jest dla Leny, żeby nie tracić nic na tajemniczości pierwszej części książki) i Nikodema, a także z różnych perspektyw czasowych. Najpierw autorka serwuje nam wydarzenia, które występują już po tych, które doprowadziły Lenę do momentu, w którym ją poznajemy. Następna część obejmuje przeszłość naszych bohaterów, by w kolejnej przeskoczyć do czasów po jakby teraźniejszości. Taki zabieg pogłębia tylko napięcie, które czuje się już od pierwszych stron książki. Lena czuje się bowiem obserwowana. Wyobraźnia podpowiada jej wiele różnych scenariuszy, jednak najbardziej prawdopodobne są jej przypuszczenia, że ma to związek z jej przeszłością. Jaką? Tego na razie nie wiemy. Lena prowadzi narrację tak, jakby czytelnik doskonale zdawał sobie z tego sprawę, jednak nie nazywa tych wydarzeń wprost, a my możemy się jedynie domyślać. To powoduje, że niecierpliwie przewraca się kolejne kartki, by jak najszybciej dowiedzieć się, o co tutaj tak naprawdę chodzi.

Autorka nie odkrywa zbyt szybko kart, a tropy, które podrzuca nam po drodze mogą być zarówno prawdziwe, jak diabelnie mylące. W pewnym momencie nie wiadomo, co faktycznie wydarzyło się kilka miesięcy temu, a przed czym ucieka nasza bohaterka. Magda Stachula w bardzo umiejętny sposób zaciekawia czytelnika i właściwie nie pozwala mu odłożyć książki, póki ten nie dowie się, jak ta cała historia się zakończy. Do tego dochodzi jej lekki styl pisania, umiejętność zawieszenia akcji w odpowiednim momencie i nieoczywiste zakończenie - ta mieszanka nie może dać nic innego, jak trzymającą w napięciu historię.

Bohaterowie zostali wykreowani w bardzo rzeczywisty sposób. Każdy z nich posiada indywidualne cechy, nie zlewają się w jedną niewyraźną papkę. Główne skrzypce gra oczywiście Lena, co do której początkowo miałam mieszane uczucia, jednak z biegiem fabuły rozstrzygnęły się one na jej korzyść. Z kolei Nikodem, w pierwszej części tej historii, może wydawać się nic nie znaczącym i cichym mężczyzną... Chciałabym napisać coś więcej, lecz cokolwiek by to nie było, mogłoby Was naprowadzić na trop, jakim podążyła autorka, a bardzo bym tego nie chciała. W każdym razie - bohaterowie to mocny punkt tej historii.

Wydarzenia, jak już wspomniałam wyżej, zostały przedstawione z różnych punktów czasowych. W zależności od tego, czy jest to przeszłość, teraźniejszość, czy przyszłość, inny bohater jest narratorem wiodącym. Pozwala to na wgląd do każdego aspektu tej historii, czyli mamy pogląd całościowy na to, co się wydarzyło i perspektywy każdego z bohaterów, a zatem możemy poznać, jakie motywy popychały ich do określonych zachowań. Zakończenie przynosi jednak kilka niewiadomych i to już od Waszych indywidualnych preferencji zależy, czy odbierzecie to na plus, czy niekonieczne.

Początkowo może się wydawać, że akcja nie płynie jakoś szczególnie wartko. Ot, dziewczynie roi się w głowie, że ktoś ją obserwuje. Jednak opisy jej przeżyć i przemyśleń powodują, że wręcz włoski na karku się jeżą z niepokoju. Tempo tak naprawdę przyspiesza w tej ostatniej części - teraźniejszość i przeszłość wprowadzają czytelnika w historię Leny i wyjaśniają jej przeszłość i zostało zrobione to w taki sposób, że nawet człowiek się nie orientuje, jak już niemalże kończy książkę ;) Wszystko ma swoje logiczne wytłumaczenie, logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy, a znaki zapytania, które rodzą się na końcu w głowie, pozostają już do indywidualnej interpretacji każdego z nas.

Autorka zaskoczyła mnie kolejny raz i utwierdziła tym w przekonaniu, że na pewno sięgnę po jej kolejne książki. Bardzo spodobała mi się historia opisana w "Oszukanej" i jestem ciekawa, co Magda Stachula wymyśli następnym razem. Polecam Wam tę książkę i ma nadzieję, że będziecie tak sami zadowoleni z lektury, jak ja ;)

No chyba że już czytaliście? Jak wrażenia? :)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Edipresse.

czwartek, 18 kwietnia 2019

Milcząca ofiara - Caroline Mitchell

Milcząca ofiara - Caroline Mitchell
Milcząca ofiara - Caroline Mitchell




Tytuł: Milcząca ofiara
tytuł oryginalny: Silent Victim
Autor: Caroline Mitchell
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Premiera: 28 lutego 2019 r.

Moja ocena: 6/10


Emma jest kochającą żoną, oddaną matką i… mimowolną zabójczynią. Przez kilka lat ukrywała zwłoki swojego nauczyciela, który ją uwiódł, gdy była nastolatką. Ten sekret mógłby pozostać nadal ukryty, gdyby tylko jej życie było mniej perfekcyjne. Awans męża Emmy, Alexa, oznacza jednak, że wraz z małym synkiem będą się mogli przeprowadzić do większego domu. A ponieważ starą posiadłość trzeba sprzedać, Emma stwierdza, że nie może wyjechać, pozostawiając za sobą ciało – ostatni ślad swojej zemsty… Gdy wraca do płytkiego grobu w ogrodzie, odkrywa, że jest pusty. Zwłoki zniknęły. Spanikowana wyznaje wszystko mężowi. Ale to tylko początek historii...

"Milcząca ofiara" została napisana w taki sposób, że wręcz tej książki nie można odłożyć. Autorka potrafi w niesamowicie lekki i przystępny sposób opisywać wykreowaną przez nią historię i zawieszać akcję w takich momentach, że po prostu trzeba czytać dalej. A poznajemy ją z kilku perspektyw: Emmy, Alexa i... Luka (nauczyciela), także czasowych. Widzimy co dzieje się teraz i co działo się w przeszłości, a uczynienie jednym z narratorów Luke'a powoduje, że czytelnik sam musi spróbować rozsądzić, co jest prawdą i czy historia przedstawiona przez Emmę jest tą prawdziwą. Bardzo udany zabieg, angażujący czytelnika w opisywaną rzeczywistość. Bohaterowie zostali wykreowani w sposób bardzo realny i każdy z nich ma swoje charakterystyczne cechy, na szczęście nie zlewają się w jedną bezkształtną masę. Miałam problem z Emmą, właśnie przez narrację prowadzoną przez Luke'a, nie umiałam się zdecydować, czy ją lubię, czy nie ;) Z Alexem nie miałam na szczęście takiego problemu, to świetny facet, którego niestety dopadła przeszłość żony i który musi odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań, nawet jeśli musi zrobić to za jej plecami. Emma może jednak zawsze na niego liczyć, niezależnie od tego, co wydarzyło się tych kilka lat temu. A Luke... No cóż... Nie będę Wam zdradzać, czy to "ten zły", bo stracicie całą przyjemność z czytania "Milczącej ofiary" :)

Jedyny minus, jaki dostrzegam w tej książce to to, że w ogóle nie dałam się zaskoczyć, stąd ocena. Wiedziałam, jak ta historia się skończy, jakie będą dalsze wydarzenia i co się okaże na końcu. Dla miłośnika thrillerów i kryminałów jest jednak ważne, by autor go zaskoczył. Tutaj niestety tego zabrakło, ale to może mój umysł jest tak genialnie skonstruowany :D 

Jak widzicie ta książka jest po prostu dobra, a ja jestem zbyt wymagająca ;) Bo właściwie nie mam się do czego przyczepić, sam pomysł na fabułę, jak i jego wykonanie są dobre. Przeczytałam jednak w swoim życiu zbyt wiele naprawdę świetnych thrillerów i podświadomie czuję, że byłabym niesprawiedliwa, stawiając "Milczącą ofiarę" na równi z nimi. 

To są jednak moje odczucia po lekturze tej pozycji i chętnie się dowiem, jak jest z Wami. Dajcie znać, czy ta książka przypadła Wam do gustu :)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


czwartek, 31 stycznia 2019

Niechciany gość - Shari Lapena

Niechciany gość - Shari Lapena
Niechciany gość - Shari Lapena


Tytuł: Niechciany gość
Tytuł oryginały: An unwanted guest
Autor: Shari Lapena
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data premiery: 19 listopada 2018 r.

Moja ocena: 7/10



Podobno "Niechciany gość" emanuje duszną atmosferą, znaną z książek Agathy Christie. I o ile nie czytałam nic twórczości tej autorki, to słyszałam o niej same pozytywne opinie. Nic nie stało zatem na przeszkodzie, by dowiedzieć się, o co chodzi z tą duszną atmosferą - tym bardziej, że opis jest bardzo zachęcający.

Mamy bowiem hotel na uboczu, do którego przyjeżdżają na weekend goście - odpocząć, nabrać dystansu, podładować baterie, napisać książkę. Burza śnieżna powoduje awarię elektryczności i uniemożliwia wszelką komunikację. Właściciel hotelu, wraz z pracującym tam synem, dwoją się i troją, by oczekiwanie na służby było dla gości hotelowych jak najbardziej znośne. Po pierwszej nocy w takich warunkach zostaje znalezione ciało jednej z "wczasowiczek". Początkowo wygląda to na nieszczęśliwy wypadek, jednak gościem hotelu jest także adwokat, dla którego oczywistym jest, że ktoś kobietę zabił. Wobec powyższego pojawia się pytanie - który z gości jest mordercą? A może w hotelu przebywa ktoś, o kim jego właściciel nie wie? Bohaterowie zaczynają snuć podejrzenia, a z biegiem czasu napięcie pomiędzy nimi jest nie do wytrzymania. 

Akcja "Niechcianego gościa" dzieje się w ciągu kilku dni. Wydarzenia obserwujemy z perspektywy wszystkich bohaterów, co pozwala wraz z nimi je przeżywać, a od pewnego momentu - także typować potencjalnego mordercę. Autorka w świetny sposób ukazuje przez to ludzką psychikę - jej możliwości i czynniki, którym się poddaje. Początkowo wydaje się, że w tej historii nie wydarzy się nic spektakularnego, ale nic bardziej mylnego. Akcja zagęszcza się ze strony na stronę, by zakończyć się zaskakującym finałem. Autorka bardzo delikatnie podrzucała tropy, które mogłyby sugerować czytelnikowi możliwe rozwiązanie zagadki - ja dopiero po skończonej lekturze zorientowałam się, w których było to momentach. 

Bohaterowie zostali wykreowani w bardzo realny i charakterystyczny dla każdego z nich sposób. Poznajemy ich problemy, co powoduje, że zwyczajnie się z nimi zżywamy i kibicujemy w jak najszybszym wydostaniem się z hotelu. Autorka bardzo sprawnie buduje napięcie w książce, nie tylko pomiędzy bohaterami - to napięcie powoduje, że czytelnik podświadomie czuje, że coś się zaraz stanie. Przynajmniej ja byłam lekko poddenerwowana, nim wyszło na jaw, co tak naprawdę wydarzyło się w tym hotelu. Pomysł na fabułę jest bardzo prosty i mogłoby się wydawać, że nudny, lecz autorka pokazała, że i z czegoś prostego można stworzyć pasjonującą i wciągającą historię.

Czytanie tej książki przypominało oglądanie dobrego filmu. Czego chcieć więcej? Ja jestem usatysfakcjonowana tą książką i z pewnością sięgnę po kolejne, które wyjdą spod pióra autorki.

Znacie twórczość Shari Lapeny? Dajcie znać w komentarzach ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


piątek, 20 lipca 2018

Żmijowisko - Wojciech Chmielarz

Żmijowisko - Wojciech Chmielarz
Żmijowisko - Wojciech Chmielarz


Tytuł: Żmijowisko
Autor: Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo: Marginesy
Premiera: 9 maja 2018 r.

Moja ocena: 10/10


Na moje szczęście lub nieszczęście, "Żmijowisko" przeczytałam zaraz po "Hashtagu" Remigiusza Mroza. I o ile mrozowej książce nie miałam właściwie nic do zarzucenia (nastawiłam się na raczej kiepską lekturę, a miło się rozczarowałam), to zostawiłam sobie w ocenie jeden punkt zapasu, na wszelkie wypadek, gdybym przeczytała lepszy thriller psychologiczny. Nie miałam pojęcia, że ten moment nastąpi tak szybko, a prawda jest taka, że - albo powinnam obniżyć ocenę "Hashtagowi", albo wywalić przyjętą przeze mnie skalę w piz**, bo to, co zaserwował w "Żmijowisku" Wojciech Chmielarz (w odniesieniu do przeczytanych przeze mnie thrillerów psychologicznych i "Hashtagu" przede wszystkim - choć tutaj oceniałam książkę także w kontekście znanej mi twórczości autora), po prostu się w niej nie mieści. 

I może wydaje Wam się, że jestem jakaś oderwana od rzeczywistości, bo czytaliście "Żmijowisko" i nie zrobiło na Was aż takiego wrażenia, albo po prostu znacie lepsze książki (tak teraz myślę, że "Nie ufaj nikomu" także powinnam dać wyższą ocenę), ale uwierzcie mi - na świeżo po przeczytaniu tych dwóch książek mam właśnie takie odczucia. Dla "Żmijowiska" w mojej skali ocen po prostu brakło miejsca, a daję dziesiątkę tylko dlatego, że nie przyjęłam wyższej wartości.

"Żmijowisko" opowiada historię zaginionej Ady - piętnastolatki, która wraz z rodzicami i ich znajomymi wyjechała na agroturystyczne wczasy. Choć w sumie tak naprawdę o samej Adzie książka nie traktuje za wiele, a zatem bardziej prawidłowym byłoby stwierdzenie, że opowiada historię Arka i Kamili - rodziców Ady, Adaomy i Roberta - ich znajomych, Asi, Krzysztofa i Szuwara - właścicieli agroturystyki, Damiana - syna Asi i Krzysztofa oraz dalszych znajomych rodziców Ady. Podczas wczasów latem 2016 roku Ada ginie w tajemniczych okolicznościach. Historię poznajemy z trzech okresów (wcześniej, potem, pomiędzy), z kilku punktów widzenia (Arka, Kamili, Adaomy, Roberta, Krzysztofa, Szuwara, Damiana i wreszcie Ady) - wszystkie te elementy są ze sobą pomieszane tak, by wywołać mętlik w głowie czytelnika i dać mu ułudę, że sam powoli odkrywa prawdę o zaginięciu Ady.

Tak naprawdę więcej poznajemy przeszłości naszych głównych i drugoplanowych bohaterów, a akcja z wcześniej, potem i pomiędzy to tak właściwie echo wcześniejszych wydarzeń, uczuć i emocji postaci tego spektaklu. 

Nie chcę za wiele zdradzać z fabuły, ale tak szczerze - ciężko jest o niej pisać. Wszystko jest ze sobą tak powiązane, że pisząc cokolwiek, można by za wiele zdradzić. Wczoraj w nocy długo dyskutowaliśmy z mężem o tej książce i stwierdziliśmy, że ta historia jest idealna do zekranizowania (choć wiele wątków musiałoby zostać wówczas pominiętych albo potraktowanych po macoszemu, co byłoby ogromną stratą) i że idealnym reżyserem byłby Wojciech Smarzowski (jego filmy w punkt nam się wpasowują w klimat tej książki, a w pewnym momencie była tam taka rozpierducha jak w "Domu złym", co ostatecznie przesądziło w wyborze tego reżysera). Grunt, że autor trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej kartki, czytelnik cały czas przewraca strony w przekonaniu, że zaraz coś po prostu pierd*****, a niepokój kołacze się bez przerwy z tyłu głowy. Poprowadzone przez Wojciecha Chmielarza wydarzenia prowadzą do zaskakującego finału, po którym zachodzi się w głowę - jak można mieć tak psychopatyczną osobowość? Jak dla mnie ta książka to genialne studium psychologiczne człowieka - autor odwalił kawał dobrej roboty, budując każdą z postaci tej historii, ukazując, jak wielką potęgą jest ludzka psychika i jak wiele od niej zależy - jak z pozoru nic nie znaczące gesty i słowa mogą wywołać efekt motyla. 

Myśląc o "Żmijowisku"  Chmielarza, mimowolnie nasuwa mi się J.K. Rowling i jej seria o Harrym Potterze czy Cormoranie Strike'u - podobieństwo w pieczołowitości w budowaniu historii i kreacji bohaterów tych dwóch autorów jest dla mnie wręcz uderzające. Wyobrażam sobie, jak obydowje z niebywałą dbałością nanizują na nitkę genialnej fabuły poszczególne elementy charakterystyczne dla każdej postaci, by ostatecznie pokazać światu pełne, kompletne i bez żadnych niedociągnięć dzieło. Wojciech Chmielarz w swojej książce idealnie wyważa elementy opisowe z dialogami - tak, że czytelnik może wyobrazić sobie całą scenerię, w jakiej dzieją się wydarzenia "Żmijowiska", jak również dogłębnie poznać każdą z postaci oraz ich wzajemne powiązania i stosunki. Każde słowo ma swoje miejsce, każda scena do czegoś prowadzi, a każdy szczegół jest istotny, a podpowiedzi serwowane czytelnikowi, by ten mógł sam spróbować rozwikłać zagadkę zaginięcia Ady, nie są nachalne i nie walą wielkim czerwonym alarmem po oczach "TO TUTAJ JEST COŚ NIE TAK". 

Przy tym, co napisałam w poprzednim akapicie, to, w jaki sposób została przedstawiona historia i bohaterowie w "Hashtagu", wydaje mi się takie... powierzchowne. Bez głębszego zastanowienia się, z szybkim wyjaśnieniem, z dużą ilością swoistej górnolotności, niepopartej takim zwykłym człowieczeństwem. Wojciech Chmielarz na czymś na pozór zwykłym i pospolitym zbudował coś niesamowitego, budzącego prawdziwą grozę i wprowadzającego czytelnika w stan zadumy nad światem i ludźmi.

I zobaczcie, jak bardzo to, co dotychczas przeczytamy, determinuje nasze wrażenia z każdej kolejnej lektury.

Jestem pod ogromnym wrażeniem "Żmijowiska" i mam nadzieję, że kiedyś zobaczę tę historię na wielkim lub małym ekranie - kunszt i warsztat autora po prostu na to zasługuje.

Znacie twórczość autora? Dajcie znać w komentarzach, co o niej sądzicie ;)



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Marginesy.


wtorek, 10 lipca 2018

[PRZEDPREMIEROWO] Hashtag - Remigiusz Mróz

[PRZEDPREMIEROWO] Hashtag - Remigiusz Mróz
Hashtag - Remigiusz Mróz

W kwestii wyjaśnienia - książka do mnie dotarła w trakcie pakowania się na krótki wypad nad morze, nic dziwnego więc, że uznałam ją za idealną lekturę na plażę (w tle moje pakowanie się ;))
Tytuł: Hashtag
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Premiera: 18 lipca 2018 r.

Moja ocena: 9/10

Ci, którzy mnie znają, dobrze wiedzą, że ostrożnie podchodzę do twórczości Remigiusza Mroza. Nie chodzi nawet o ilość wydawanych przez niego książek (choć może to razić, można się zastanawiać nad "rzetelnością" tak napisanych/wydanych książek, ale nie można autorowi zarzucać, że wykorzystuje to, iż jest na topie, każdy z nas by to zapewne zrobił - wszystko zależy od perspektywy), lecz o mętne tłumaczenie się fikcją literacką, gdy zarzucane mu są błędy logiczne czy niezgodność z rzeczywistością pewnych faktów (wielokrotnie wspominałam choćby o mrozowych aplikantach w todze czy oskarżonym jako świadku). I o ile nie przeczytałam "Nieodnalezionej", czy "Czarnej Madonny", to myślę, że z dużą dozą prawdopodobieństwa negatywne (ale uargumentowane) komentarze na temat tych książek mogą mieć pokrycie w rzeczywistości. Jeśli chodzi o Chyłkę - zatrzymałam się na "Inwigilacji" i raczej nie sięgnę po kolejne części z uwagi na moje zboczenie zawodowe i niechęć do czytania kolejnych głupot procesowych (na które jednak przeciętny czytelnik nie zwróci uwagi). Przyznać musicie, że nie dziwi już zupełnie kolejna informacja o nowej książce Mroza - ja jednak, gdy usłyszałam, że autor próbuje sił w thrillerze psychologicznym, postanowiłam bliżej przyjrzeć się jego nowemu "dziełu", żeby móc zabrać głos w dyskusji, która zapewne rozgorzeje po premierze. 

Po lekturze "Hashtagu" moja refleksja jest taka - autor zagrał mi, jako czytelnikowi, na nosie (spodziewałam się bowiem błędów logicznych, których jednak nie wyłapałam) i świetnie przygotował się na ewentualny atak ze strony "hejterów" (pamiętajmy, że dobrze uargumentowany negatywny komentarz pod ten trend nie podpada) - "Hashtag" został napisany tak, że właściwie każde ewentualne niedociągnięcie można bardzo prosto wytłumaczyć. Nie, nie napiszę jak, bo zdradziłabym cloue fabuły, niemniej przyznać trzeba, że Remigiusz Mróz dobrze odrobił swoją lekcję, choćby w ten (sprytny moim zdaniem) sposób właśnie. 

Zacznę może od tego, że narracja została poprowadzona dwutorowo - narratorką pierwszoosobową jest Tesa, zakompleksiona kobieta ze znaczną otyłością, mająca problemy z funkcjonowaniem w społeczeństwie, lecz wbrew pozorom kochana i kochająca żona Igora, którego poznała na studiach - wspólnie uczęszczali na koło naukowe, prowadzone przez jednego z wykładowców, Krystiana Strachowskiego. To on jest kolejnym głównym bohaterem tej książki i to z jego punktu widzenia prowadzona jest ta druga narracja - tutaj pojawia się w formie trzecioosobowej, wszechwiedzącej. Początkowo czytelnik musi rozstrzygnąć, w jakich relacjach czasowych pozostają te dwa punkty widzenia, jednak szybko można się zorientować, co i jak. Krystian pojawia się także na etapie późniejszym w relacji Tesy - okazuje się, że bohaterowie mają za sobą bliżej nieokreślony związek, nie tylko na poziomie wykładowca-student. Przez całą książkę tak naprawdę nie wiadomo, co do końca łączyło tych dwoje, gdyż z różnych fragmentów czytelnik  może wyciągać różne wnioski, a często informacje (i nie tylko co do relacji tej dwójki) są ze sobą w sprzeczności, jak również niedomówione. Jednak zostało to podane w taki sposób, że czytelnik zdaje sobie sprawę, że autor zrobił to po prostu specjalnie i że to część drogi do poznania rozwiązania zagadki tajemniczej apsydy.

No właśnie - od tego zaczyna się książka. Tesa otrzymuje smsa, że czeka na nią paczka. Sytuacja wydaje się nie być w ogóle podejrzana, ale sęk w tym, że dziewczyna niczego nie zamawiała, a z racji fobii społecznej, jeśli już - zamówiłaby z dostawą do domu, nie paczkomatu. W paczce znajduje się kartka z jej imieniem i hashtagiem "apsyda" oraz figurka czaszki. Tesa, wraz ze swoim mężem Igorem, zaczyna śledztwo, sprawdza znaczenie tego słowa i trafia do ojczyzny hashtagów - Twittera. Jej odkrycie przyprawia o gęsią skórkę, bowiem znajduje pod tym # zdjęcie osoby (wrzucone tego samego dnia), która... wiele lat temu zaginęła. Z biegiem czasu pojawiają się kolejne zdjęcia pod #apsyda, należące do osób, które albo są zaginione, albo... nie żyją. Historia zaczyna jeszcze bardziej mrozić krew w żyłach, gdy znika sam Igor, a Tesa otrzymuje przesyłkę z informacją, że jej mąż jest pierwszym z wielu... 

Bohaterka postanawia odezwać się do Krystiana, by ten pomógł jej rozwikłać zagadkę #apsydy - nie trzeba chyba wyjaśniać, że ostatnia przesyłka ma tragiczne przesłanie, a być może to od Tesy zależy życie wielu osób. Dziewczyna otrzymuje wiele sprzecznych sygnałów i tajemniczych wiadomości, do tego dochodzą jej problemy psychiczne (chyba zapomniałam wspomnieć, że Tesa wielokrotnie próbowała targnąć się na swoje życie) i fobie społeczne -Tesie zaczyna najzwyczajniej w świecie mieszać się w głowie, nie wie, co jest prawdą, a co być może wytworem jej wyobraźni. Co więcej - czytelnik także tego nie wie. Autor sprawnie wyprowadza w pole (może nie w tak "spektakularny" sposób, jak w dotychczas przeczytanych przeze mnie jego książkach, lecz tak jakby... subtelniej, nie śmiejąc się z inteligencji czytelnika, dość "logicznie", na ile logiczny może być "Hashtag"). Pisałam wyżej, że informacje z punktu widzenia każdego z bohaterów często były ze sobą sprzeczne - wyszłam z założenia więc, że to do narracji Tesy (jako pierwszoosobowej!) należy podejść ostrożnie (czytałam ostatnio "Nie ufaj nikomu", podejrzewałam podobny zabieg), że to ona ma zaburzone poczucie rzeczywistości. I co? Nie odpowiem na to pytanie... inaczej odebrałabym Wam całą przyjemność z czytania tej książki. Zgrzytało mi ponadto to, jaki obraz Tesy wyłaniał się z jej opowieści, a jaki z narracji trzecioosobowej - miałam wrażenie, że czytam o dwóch różnych osobach (podobnie w przypadku Krystiana) i myślałam, że tutaj autor się mocno potknął, ale... no właśnie. Odnoszę wrażenie, że Remigiusz Mróz nigdzie się nie wyłożył. Autor podrzuca czytelnikowi tropy, już ma się wrażenie, że wiadomo, o co chodzi (choć dalej budzi to niedowierzanie), a potem następuje charakterystyczne dla autora zakończenie historii.

Nic nie jest takie, jakim się wydaje, a książkę zamyka się z wielkim znakiem zapytaniem w głowie. Co się tutaj tak właściwie stało?

Przeplatane relacje - z punktu widzenia Tesy i Krystiana - mają pomóc czytelnikowi w rozwikłaniu zagadki tajemniczej #apsydy. Kto za tym wszystkim stoi? Dlaczego akurat Tesa? Czytelnikowi ma się wydawać, że powoli dochodzi prawdy, jednak co rusz następują kolejne zwroty akcji, które całkowicie wywracają przyjętą dotychczas (już i tak kilka razy zmienianą) koncepcję. Przez to nie można właściwie oderwać się od lektury, a książka zdecydowanie wpisuje się w klimat gatunku.

Co do bohaterów - portret Tesy został nakreślony bardzo wyraźnie i jest inny od dotychczas poznanych przeze mnie mrozowych kobiecych kreacji. Dziewczyna mnie nie irytowała, a wręcz przeciwnie - mocno jej kibicowałam, by odkryła wreszcie swoją rolę w tym całym przedstawieniu. W ogóle poprawcie mnie, jeśli się mylę (nie czytałam wszystkich książek autora), ale to chyba pierwsza kobieca narracja pierwszoosobowa w twórczości Mroza? W moim odczuciu wypadła całkiem zgrabnie (i nie chodzi mi o tuszę głównej bohaterki oczywiście). Co do Krystiana... tutaj jest mi znacznie ciężej odnieść się do jego postaci, a wszystkiemu winne jest zakończenie właśnie, a spoilerować zwyczajnie nie wypada. Ale zdradzić chyba mogę, że przez całą książkę byłam wobec niego podejrzliwa, ale takie odczucie autor zdecydowanie chciał osiągnąć.

W książce pojawia się dużo filozoficznego i psychologicznego "bełkotu", jak to się mówi, oraz teorii postrzegania świata. Jest to niezbędne nie tylko po to, by poznać motywy sprawcy i spróbować je zrozumieć, ale także, by namieszać czytelnikowi w głowie co do racjonalności i poczytalności Tesy. To zupełnie nie moja działka, dlatego o wiele lepiej czytało mi się tę książkę, niż jakąkolwiek z serii o Chyłce. Jedno z pojęć pamiętałam ze studiów, inne sprawdziłam w Internecie i myślę, że autor całkiem zgrabnie je wykorzystał w swojej książce, czyniąc z niego jakby podwaliny do powątpiewania w racjonalność Tesy. 

Co do stylu pisania autora - tutaj nigdy nie miałam zastrzeżeń i nie inaczej jest w przypadku "Hashtagu". Przez lekturę płynie się lekko i z zaciekawieniem, nie tylko z uwagi na historię przedstawioną w książce, ale także dzięki lekkiemu pióru Mroza. 

Książce właściwie nie mam nic do zarzucenia. Tak, jak pisałam na początku - wszelkie sprzeczności i niedomówienia wyjaśnia zakończenie i to takie, za które biję brawo autorowi, bo nie pozostaje mi robić nic innego. Jestem pod wrażeniem tej historii, a przede wszystkim jej konstrukcji - nie spotkałam jeszcze w żadnej książce takiego zabiegu, jaki zdecydował się zastosować autor. I dał mi tym pstryczka w nos, bo byłam nastawiona na skrytykowanie tej pozycji - pstryczka w nos wszystkim krytykującym jego tempo pisania i częstotliwość wydawania książek w kontekście robionego przez niego researchu. Jeśli przeczytacie tę książkę, to dowiecie się, dlaczego tak podkreślam to ostatnie. Mam nadzieję, że Remigiusz Mróz będzie się tego trzymał, bo lekcję ewidentnie wyciągnął.

Czekacie na premierę? Domyślam się, że tak ;) Dajcie później znać, jak Wasze wrażenia po lekturze ;)




Za książkę dziękuję Czwartej Stronie.

#hashtag #apsyda #remigiuszmróz #czwartastrona #czwartastronakryminału, #thrillerpsychologiczny


Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger