Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debiut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debiut. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 października 2026

W zasięgu śmierci - Aldona Kucner

W zasięgu śmierci - Aldona Kucner

 



Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Dolnośląskim


Jak tam czytelniczo Wasz wrzesień? 

Ja przeczytałam 6 książek i wisienką na torcie tego bardzo dobrego czytelniczo miesiąca jest książka ze zdjęcia 🔥Jest to debiut i o ile mnie to hasło totalnie zachęca do sięgnięcia po książkę, tak wiem, że wiele osób nie daje takiej szansy. A naprawdę warto! 

Aldona Kucner to bardzo obiecująca polska autorka, a jeśli to jest jej debiut, to z ogromną niecierpliwością czekam na kolejne książki autorki. Fabuła kręci się wokół próby wyjaśnienia śmierci bardzo popularnego nastoletniego influencera. Jest to jednak tylko tło do rozważań na temat współczesnych zagrożeń, jakie niosą ze sobą social media, Internet oraz nowe technologie.



Autorka nie boi się trudnych tematów, sięgając również po kontrowersyjne kwestie. W śledztwo zaangażowana jest komisarz Gizela Sikora - jest to silna postać, ale jak każdy człowiek - z rysami na duszy. Podobała mi się jej kreacja i pomysł na "słabość", dość niestandardowy w morzu silnych kobiecych bohaterek. Ta historia pokazuje przede wszystkim cienie działalności w Internecie, samotność wśród ludzi, popęd za pieniędzmi, cenę sławy i moc social mediów. Nie jest to łatwy odbiór, można poczuć przytłoczenie i jest to całkowicie zrozumiałe. 

Wątki śledztwa równoważą też te obyczajowe, dość mocno rozwinięte, co ja uznaję za duży plus. Można złapać oddech i lepiej poznać bohaterów. Wszystko podane jest bardzo przystępnie i w sposób, który sprawia, że ciężko jest odłożyć lekturę. 

Ja jestem na tak I czekam na kolejne historie spod pióra autorki.

Malwina

środa, 5 czerwca 2019

[PREMIERA] Więcej, niż pocałunek - Helen Hoang

[PREMIERA] Więcej, niż pocałunek - Helen Hoang
Więcej, niż pocałunek - Helen Hoang




Tytuł: Więcej, niż pocałunek
Tytuł oryginalny: The Kiss Quotient
Autor: Helen Hoang
Wydawnictwo: Muza S.A.
Data premiery: 5 czerwca 2019 r.

Moja ocena: 6/10


Wokół tej książki jest taki szum, że chyba każdy już słyszał ten tytuł. Jakiś czas temu ruszyła ciekawa akcja promocyjna - można było zapoznać się z trzema pierwszymi rozdziałami książki. Moje wrażenia po tym pierwszym kontakcie z "Więcej, niż pocałunek" możecie znaleźć tutaj - klik. Dla niewtajemniczonych w fabułę krótko streszczę - Stella ma 30 lat, zespół Aspargera i jest geniuszem ekonometrii. Jej relacje społeczne w zasadzie opierają się na kontakcie z ludźmi z pracy i rodziną, natomiast jej życie seksualne właściwie nie istnieje.  Wizja bliskości budzi w niej niechęć, a na myśl o całowaniu robi jej się niedobrze. Trochę pod wpływem matki, trochę dla samej siebie postanawia to zmienić - robi to w dość nietypowy sposób. Jej założeniem jest "nauczyć się współżyć", a kto lepiej ją tego nauczy, jak nie wynajęty mężczyzna do towarzystwa? W ten sposób Stella poznaje Michaela, który jest młodszy od niej o 2 lata i ma swoje powody, by zarabiać na życie w ten sposób. Chłopak podchodzi do zadania poważnie, lecz w pewnym momencie relacja naszych bohaterów wymyka się z ram początkowo ustalonego planu.

Jest to romans na pograniczu New Adult - a może sam romans? Albo New Adult? Ciężko w sumie stwierdzić, tyle się porobiło tych nurtów. Niemniej jednak można się spodziewać, jak potoczą się losy bohaterów i że będzie tutaj mnóstwo uniesień (czasem seksualnych bohaterów, czasem brwi czytelnika ze zdziwienia). Autorka miała bardzo ciekawy pomysł na fabułę, lecz niestety w moim odczuciu ta książka nie różni się od innych romansów. O ile bohaterowie zostali wykreowani w ciekawy sposób, o tyle wątek romantyczny już nie do końca. Stella i Michael to trzydziestolatkowie, a ich zachowanie i niezrozumienie wysyłanych sygnałów i wypowiadanych słów było często na poziomie nastolatków. Niektóre sytuacje były wręcz absurdalne, jak zachowanie Stelli i sióstr Michaela podczas pierwszej wizyty głównej bohaterki w domu chłopaka. Miałam czasem wrażenie, że czytam o 15-latkach, a nie dojrzałych ludziach. Polubiłam jednak głównych bohaterów, a zwłaszcza Michaela i kibicowałam ich relacji, choć obydwoje często mnie wkurzali swoim zachowaniem. Na szczęście nie irytowali, irytacja to chyba najgorsze z możliwych odczuć w odniesieniu do głównego bohatera ;) 

Co do akcji - nie jest ona specjalnie wartka. Ot, mamy faceta, który uczy kobietę seksu, więc łatwo można się domyślić, na czym skupia się większość książki. Opisy tych sytuacji wyszły autorce całkiem dobrze, lecz gorzej sobie radziła w zwykłych codziennych sytuacjach, jak przykładowo wspomniana przeze nie wyżej pierwsza wizyta Stelli w domu Michaela. Raczej można się domyślić, w którą stronę zmierzy fabuła, nie znajdziemy tutaj niczego odkrywczego.

Autorka ma lekkie pióro, dobrze i szybko mi się ją czytało. W ogólnym rozrachunku "Więcej, niż pocałunek" mogę określić lekkim, niezobowiązującym czytadłem. Po pierwszych trzech rozdziałach spodziewałam się czegoś więcej po tej książce, szerszego przedstawienia zespołu Aspargera, niekonwencjonalnych rozwiązań fabularnych, a dostałam to, co w każdym romansie. Może gdyby nie ten cały szum, książkę odebrałabym znacznie lepiej? No ale tego się już nie dowiem.

Macie w planach tę książkę? Od dzisiaj można znaleźć ją w księgarniach. Dajcie znać, jak Wasze wrażenia po lekturze.



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Muza S.A.

niedziela, 2 czerwca 2019

Jedyne takie miejsce - Klaudia Bianek

Jedyne takie miejsce - Klaudia Bianek
Jedyne takie miejsce - Klaudia Bianek






Tytuł: Jedyne takie miejsce
Autor: Klaudia Bianek
Wydawnictwo: We Need Ya
Premiera: 15 maja 2019 r.

Moja ocena: 10/10


Co mogę napisać o książce, która wywołała we mnie tyle emocji i wspomnień, że nie mogłam opanować płaczu przez dobre pół godziny po skończeniu książki (dobrze, że małżu ucinał sobie popołudniową drzemkę, bo nawet nie byłabym w stanie wyartykułować wówczas, co się dzieje), by następnego dnia chodzić z podpuchniętymi oczami? Czytałam wiele bardzo pozytywnych opinii o "Jedynym takim miejscu", więc spodziewałam się wzruszenia, ale nie tego, co faktycznie nastąpiło... W moim przypadku istotny jest fakt, że jedna z postaci tej książki przypomina bardzo bliską mi osobę, która odeszła 7 lat temu. I to ona, a właściwie wydarzenia z jej udziałem z ostatnich stron książki spowodowały, że odżyły we mnie wszystkie emocje, które ostatnio ucichły, a związane były z moim dziadkiem.

Zacznę jednak od fabuły. Jak na New Adult przystało, głównymi bohaterami są młodzi ludzie - w tym przypadku 18-letnia Lena i 20-letni Alan. Lena w wieku 16 lat urodziła syna Marcela, lecz nikomu nie wyjawiła, kto jest jego ojcem - nawet babci Teresie i żyjącemu po sąsiedzku panu Tadkowi, który był właściwie członkiem ich rodziny. Z kolei Alan jest wnukiem pana Tadeusza i przyjacielem z dzieciństwa Leny - 10 lat temu przestał przyjeżdżać na wakacje do dziadka na wieś - nie z własnej woli, lecz przez ojca. Teraz Alan znowu wraca na wieś - chłopak próbuje poradzić sobie z pewnymi wydarzeniami ze swojego życia, a wieś, w której spędzał wakacje w dzieciństwie, wydaje mu się najlepszym do tego miejscem. Przeżywa szok, gdy znowu widzi Lenę - nie tylko przez dwuletniego chłopca, uczepionego jej nogi... W naszych bohaterach odżywają dziecięce wspomnienia, lecz życie poszło do przodu i wiele się zmieniło. Lena i Alan muszą poradzić sobie ze swoimi uczuciami i zdecydować, co jest dla nich najlepsze. 

Autorka została obdarowana umiejętnością pięknego malowania słowem. Obrazy przez nią zmalowane są tak realne, że aż ma się wrażenie, że się przebywa z bohaterami na wsi. Prawdziwy popis swoich umiejętności Klaudia pokazała jednak przy opisywaniu uczuć i emocji, jakie odczuwają nasi bohaterowie. Czytając "Jedyne takie miejsce" miałam wrażenie, że jestem albo Leną, albo Alanem - to było tak rzeczywiste, że każdą emocję odczuwałam razem z nimi. Czułam gdzieś z tyłu głowy takie "mrowienie", zapowiedź zbliżających się wydarzeń, ale nie spodziewałam się, że autorka wplecie w wątek miłosny jeszcze inny wątek, tak bardzo mi bliski i tak bardzo emocjonalny.

Bohaterowie zostali wykreowani w bardzo naturalny sposób. Alan i Lena równie dobrze mogliby być naszymi sąsiadami. Obydwoje, pomimo młodego wieku, są już poharatani życiem i próbują wszystkiego, by nic znowu ich nie zraniło. Jest to oczywiście trudna droga, zwłaszcza, gdy serce i rozum nie chcą ze sobą współpracować. Autorka bardzo logicznie i konsekwentnie poprowadziła obie postacie, ma się wrażenie, że przyszło jej to niezwykle łatwo. 

A to, co przeżyłam na końcu, miało miejsce tylko przy jednej książce. Nie wiedziałam zupełnie, co ze sobą zrobić, wspomnienia wróciły, serce znowu zaczęło boleć, łzy nie chciały przestać płynąć. Klaudia zakończyła tę historię w jakże piękny, lecz jednocześnie bardzo bolesny dla mnie sposób. Pisząc te słowa mam zaszklone oczy  i znowu wszystko wraca. Nie znajdziecie w tej książce akcji pędzącej na łeb na szyję, zbijających z pantałyków zwrotów akcji, czy nie wiadomo jeszcze jakich wymyślnych trików. Nie. Ta książka to idealny przykład New Adult, które chwyta za serce i trzyma je w garści jeszcze przez długi czas. 

"Jedyne takie miejsce".

Jedyny taki debiut.

Sprawdźcie.

Szkoda, by ominęło Was coś tak wartościowego.



środa, 1 maja 2019

[PRZEDPREMIEROWO] Niebezpieczna gra - Emilia Wituszyńska

[PRZEDPREMIEROWO] Niebezpieczna gra - Emilia Wituszyńska
Niebezpieczna gra - Emilia Wituszyńska




Tytuł: Niebezpieczna gra
Autor: Emilia Wituszyńka
Wydawnictwo: Kobiece
Premiera: 15 maja 2019 r.

Moja ocena: 6/10


"Niebezpieczna gra" to kolejny debiut, który miałam przyjemność przeczytać w ostatnim czasie, a na który warto zwrócić uwagę. Przyznać jednak na wstępie muszę, że sceptycznie podeszłam do informacji, jakoby ta książka była ostrym połączeniem kryminałów Pauliny Świst (a właśnie, Świście, kiedy coś nowego? wszyscy wydają 15 maja, a Ty nie? :D) i filmowego Pitbulla i w sumie słusznie, bo w mojej ocenie tak nie jest, co bynajmniej nie świadczy źle o tej książce, ale o tym później. 

Co my tutaj mamy? Na blogu pojawiła się już zapowiedź tego tytułu, jednak pokrótce przypomnę - w roli głównej występuje policjantka Weronika Kardasz, która nie może sobie poradzić ze stratą swojego partnera (policyjnego). Dziewczyna zaczyna coraz częściej sięgać po alkohol i po rocznym marazmie dostaje dość ważne zadanie. W Wilanowie zostało bowiem znalezione ciało kandydata na premiera - jedynym świadkiem tego, co zaszło, jest aktor Przemysław Rej, który twierdzi, że był kompletnie pijany i niczego nie pamięta, jednak obawia się, że grozi mu niebezpieczeństwo. Weronika zostaje przydzielona do ochrony mężczyzny, póki sprawa śmierci polityka nie zostanie wyjaśniona.

Tak rysuje się początek fabuły "Niebezpiecznej gry". I teraz tak - po opisie i zapowiedziach spodziewać można się pędzącego na łeb, na szyję thrillera, podszytego dużą dawką humoru. W mojej ocenie jednak faktycznie czytelnik otrzymuje to gdzieś od połowy książki - pierwsza część jest zdecydowanie bardziej obyczajowa. Autorka skupia się na ukazaniu relacji, jaka nawiązuje się pomiędzy Weroniką a Przemkiem. Obydwoje zostali postawieni w nowej dla siebie sytuacji i muszą sobie z tym poradzić, w końcu tutaj może chodzić o życie aktora. Akcja właściwa zaczyna się właśnie mniej więcej gdzieś w połowie książki, kiedy na jaw wychodzą zupełnie nowe okoliczności, które w nieco odmiennym świetle stawiają Przemka. Wtedy też otrzymujemy więcej policyjnej akcji i związanych z tym rozterek głównej bohaterki, czyli jak rozumiem - tego wspomnianego pierwiastka pitbullowego. Nadszedł bowiem moment, w którym Weronika musi rozsądzić, komu ufać. Akcja zaczyna wówczas przyspieszać, na jaw wychodzą nowe fakty, które rzucają więcej światła na wydarzenia także z przeszłości dziewczyny. Powoli zaczyna chodzić nie tylko o Przemka, ale o coś wiele więcej, co sięga także policyjnych korzeni. Autorka od tego momentu nie zwalnia tempa i nie pozwala czytelnikowi odłożyć książki, póki ten jej nie skończy, co jest oczywistym atutem tego tytułu. Odnosząc się natomiast do pierwiastka świstowego - takowy występuje właściwie w całej książce i przejawia się głównie w dialogach naszych bohaterów i ich zachowaniach. Weronika to rogata dusza i często dogryza Przemkowi we właściwy dla siebie sposób, a ten biedak próbuje jej dorównać. Kilkukrotnie parsknęłam śmiechem, czytając ich utarczki słowne, lecz miało to miejsce zdecydowaną mniejszą ilość razy, niż podczas lektury książek Pauliny Świst (skoro tytuł ten jest porównywany do jej książek, to wręcz czuję się w obowiązku do tego się odnieść - autorka niestety nie uniknie porównań przez zastosowanie takiego chwytu marketingowego). Autorka zdecydowanie goni więc Śwista, choć jeszcze mu ustępuje. Dialogi, w których bohaterowie sobie dogryzają, wychodzą jej zdecydowanie lepiej, niż te "zwykłe", w których czasem gubiłam się kto do kogo mówi i jaki jest sens danej wypowiedzi, co jednak wybija nieco z rytmu. A jak już jestem przy tej technicznej kwestii to muszę nadmienić, że autorka ma lekki i bardzo przystępny styl pisania i generalnie "Niebezpieczną grę" czytałam z zainteresowaniem i dość szybko, jednak czasem zdarzało się jej wtrącić małe smaczki, które wybijały z czytelniczego letargu. Jeden taki zachował się w mojej pamięci i brzmiał mniej więcej tak: "przesunął językiem od pępka, przez żuchwę aż do ucha" (ale jak to? to gdzie ona miała pępek? czemu zostały w tym zestawieniu pominięte - nie bójmy się tego słowa - cycki, a pojawiła się żuchwa?) - i całe wkręcenie się w akcję szlag trafiał :D

I teraz płynnie możemy przejść do naszych głównych bohaterów, skoro już zasygnalizowałam co nieco z ich relacji (ale nie mam sobie tego za złe, przecież po przeczytaniu opisu książki to jest oczywiste :D). Zarówno Weronika, jak i Przemek, zostali wykreowani w bardzo wyrazisty sposób. Wera to kobieta, która nie uznaje kompromisów, stawiająca na swoim bez względu na okoliczności, jednocześnie odważna i czasem nawet można powiedzieć, że brawurowa, jednak strata policyjnego partnera mocno pokiereszowała jej psychikę, gdyż dziewczyna obwinia się o jego śmierć. Z kolei Przemek to na pierwszy rzut oka typowy celebryta-amant, jednak wraz z przewracanymi kartkami poznajemy także jego drugie, a nawet trzecie oblicze. Spodobało mi się, w jaki sposób autorka poprowadziła relację tej dwójki, no ale nie oszukujmy się - wiemy, czego oczekujemy, sięgając po tego typu książkę ;) Mogła jednak zrobić to w nieco bardziej skondensowany sposób, bo w pewnym momencie "Niebezpieczna gra" naprawdę trąciła obyczajówką (ja nie mam nic do obyczajówek, ale w końcu cała okładka książki krzyczy, że nią nie jest). Polubiłam tę dwójkę, żadne z nich mnie nie irytowało, bo zdawali się podejmować sensowne i logiczne decyzje, a każda z nich miała swoją konkretną motywację.
Przechodząc już powoli do podsumowania tego wpisu przyznać muszę, że "Niebezpieczną grę" czytałam z przyjemnością, pomimo kilku minusów, które zaakcentowałam Wam wyżej. Książka Emilii Wituszyńskiej to ciekawa propozycja na oderwanie się od rzeczywistości  i myślę, że autorka osiągnęła swój cel kierując ją szczególnie do kobiet, które w literaturze szukają odskoczni. Emilia Wituszyńska zdecydowanie wiedziała, co chce osiągnąć, pisząc tę książkę ;) Fanki opowiadań autorki na Wattpadzie na pewno się nie zawiodą, a zyska ona zapewne nowe grono czytelników po premierze "Niebezpiecznej gry". Jestem ciekawa kolejnych książek autorki i na pewno po nie sięgnę.

Mam nadzieję, że uda Wam się wyłowić "Niebezpieczną grę" wśród premier, które zaleją nasze księgarnie 15 maja i podzielicie się ze mną swoimi wrażeniami po jej lekturze ;)



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


niedziela, 14 kwietnia 2019

Indygo - Camille Galle

Indygo - Camille Galle
Indygo - Camille Galle





Tytuł: Indygo
Autor: Camille Galle
Wydawnictwo: Poligraf
Premiera: 31 stycznia 2019 r.

Moja ocena: 6/10


Uwielbiam debiuty polskich autorów. Kiedyś wzbraniałam się przed takimi książkami, czytałam głównie zagraniczne tytuły, a teraz te proporcje zdecydowanie się odwróciły. Jeśli chodzi o "Indygo" - nie sugerujcie się okładką i nazwiskiem autorki - zaręczam Wam, że jest Polką i więcej - że ta książka to jej bardzo udany debiut! Nie obędzie się oczywiście bez kilku zastrzeżeń z mojej strony, jednak w ogólnym rozrachunku książkę oceniam bardzo na plus i cieszę się, że to dopiero początek tej historii.

Świat, w którym autorka umiejscowiła bohaterów "Indygo" większości jest znany - mamy tutaj do czynienia z nieludźmi wszelkiej maści - wampiry, wilkołaki, czarownicy itp., a samą książkę należy zaliczyć do paranormal romance, graniczącego z urban fantasy. Taki gatunek rządzi się swoimi prawami i nie inaczej jest w przypadku tej historii. Główna bohaterka to 30-lenia (powiem Wam, że odkąd skończyłam 30 lat WSZĘDZIE bohaterami książek, które czytam, są trzydziestolatkowie :D) Skye - agentka nieruchomości, która próbuje poukładać sobie życie po niedawnym rozwodzie. Pewnego dnia do jej agencji wchodzi (oczywiście) nieziemsko przystojny i charyzmatyczny mężczyzna, którego wymagania co do nowego domu są niezwykle osobliwe. Daniel okazuje się być wilkołakiem. Pewien splot wydarzeń powoduje, że na jaw wychodzą interesujące umiejętności Skye... Stawia ją to w niebezpieczeństwie, przed którym skłonny jest ją chronić nie tylko Daniel. Do równania dochodzi bowiem wampir Dante i inny wilkołak z watahy Daniela. Wydarzenia pędzą właściwym sobie rytmem, by dotrzeć do sedna tej historii, w której Skye ma swój niemały udział. 

"Indygo" czyta się z niesamowitą lekkością - autorka ma bardzo przystępny styl, a przez lekturę się właściwie płynie. Narracja poprowadzona jest z punktu widzenia głównej bohaterki, więc mamy wgląd tylko w jej myśli i odczucia - Skye czasem może irytować swoją naiwnością (która powinna być właściwa dla nastolatki) i brawurą, ale w gruncie rzeczy jest to babka z krwi i kości, która znalazła się w takim momencie życia, w którym na nowo musi poukładać sobie w głowie. Można wręcz rzec, że Daniel zjawił się we właściwym momencie. Daniel, Dante, Tristan... Autorka chyba trochę za dużo testosteronu podrzuciła Skye, bo w pewnym momencie biedna sama nie wie, co do kogo czuje. Panowie za to doskonale wiedzą, czego chcą ;) Wszystkie ich kreacje przypadły mi do gustu, w sumie chyba nie umiałabym wybrać swojego ulubieńca. Oczywiście w historii przewijają się też inne postacie, grające w różnych zwrotach akcji główne skrzypce. Zapomniałam dodać, że nieludzie nie żyją w ukryciu, nie są to czasy "Zmierzchu", lecz bardziej Mercedes Thompson - nieludzie wyszli z ukrycia, lecz nie wszyscy się ujawnili. W każdym razie w świadomości ludzi funkcjonują wilkołaki i wampiry jako część ich rzeczywistości. Zabrakło mi w tej historii wyjaśnienia "politycznych" kwestii tego ujawnienia się - czy został powołany jakiś rząd/urząd/organ dla nich właściwy, czy mają z ludźmi jakieś umowy, jakie panują zasady w ich koegzystencji., w jaki sposób się ujawnili. Wprawdzie pojawia się kwestia polityki, jednak dużo później i bez większego zagłębienia się w temat, tak jakby autorka zakładała, że czytelnicy "Indygo" mieli za sobą twórczość Patricii Briggs, a przecież nie możemy zakładać, że wykreowane przez nie światy są tożsame. 

Nie zmienia to jednak faktu, że "Indygo" czytałam z zapartym tchem, póki jej nie skończyłam. Autorka umie tak pisać, że nawet swoiste nastoletnie rozdarcie głównej bohaterki pomiędzy trzema (!) facetami nie przeszkadza i chce się wiedzieć, co będzie dalej. Tak to jest, że czytanie ma sprawiać przyjemność, a lektura tej książki zdecydowanie taką przyjemnością była. Spodobał mi się pomysł na fabułę, poprowadzenie akcji i zakończenie książki, a kwestie, które poruszałam wyżej, są jedynie techniczne, a i każdy czytelnik inaczej może je odebrać. Autorka umiejętnie prowadzi akcję, by zakończyć ją w takim momencie, że natychmiast chce się wiedzieć, co będzie dalej. 

Podsumowując - gratuluję autorce debiutu i czekam na kolejną książkę ;)

Jeśli lubicie paranormal romance to ta pozycja jest z pewnością dla Was. Dajcie znać, czy czytaliście, a może po tej opinii macie ją w planach?




Za książkę dziękuję autorce.

Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger