
Dzisiaj należy do mnie - Agnieszka Dydycz
Tytuł: Dzisiaj należy do mnie
Autor: Agnieszka Dydycz
Wydawnictwo: Muza S.A.
Premiera: 17 kwietnia 2019 r.
Moja ocena: 6/10
Kama szuka swojego miejsca na ziemi. I szczęścia. Los rzuca ją w wiele różnych miejsc, a w tych poszukiwaniach nieustannie towarzyszy jej Mark, Teodozja i Sophie Madeleine. Nie, nie jest to jej najbliższa rodzina. Kama ma bowiem starą duszę, a Mark, Teodozja i Sophie Madeleine to prawdopodobnie jej poprzednie wcielenia.
Kama czuje, że nie jest na tym świecie pierwszy raz. Jej przypuszczenia potwierdzają się, gdy zaczyna mieć "dziwne" sny - w niektórych jest wędrującym przez Amerykę mężczyzną, który szuka lepszego miejsca do życia dla swojej żony i dziecka, którego właśnie się spodziewają. W innym - młodą dziewczyną, oskarżoną o czary, która ledwo uszła z życiem. Jeszcze w innym - dziewczyną ze służby, która po rewolucji, wraz ze swoją panią, znajduje schronienie u rodziny na wsi. Każdy ze snów przychodzi do Kamy zazwyczaj w takim momencie życia, w którym akurat go potrzebuje, choć zdarzają się sytuacje, w których ich wyczekuje, a one uparcie nie chcą przyjść. Mark, Teodozja i Sophie Madeleine są dla Kamy podporą i wskazują jej drogę, jaką powinna iść. Często ich przemyślenia są dla naszej bohaterki pociechą w gorszych momentach, a zawsze - drogowskazem.
Mogłoby się wydawać, że nie istnieją osoby, takie jak Kama. Dziewczyna dużo jeździ po świecie, ma mnóstwo przygód miłosnych, życie jej niestety nie oszczędza, a do tego te sny... Jeśli chodzi o dwie pierwsze rzeczy - znam takich ludzi, więc zupełnie mnie nie dziwi nagromadzenie wydarzeń w życiu naszej bohaterki. A co do tych snów... To już pozostawiam ocenie każdemu z Was. Historia słyszała już o przypadkach reinkarnacji, a sam motyw wydaje się być dość fantastyczny. Stąd myślę, że ta książka nie będzie dla każdego. Mnie przypadła do gustu właśnie przez ten motyw, bo gdzieś tam w głębi serca chcę wierzyć w to, że po śmierci wracamy na ziemię.
"Dzisiaj należy do mnie" napisana jest bardzo lekko, przez co można czerpać dużą przyjemność z lektury. Autorka maluje słowem, przez co łatwo wpada się w czytelniczy letarg. Jak wspominałam wcześniej - w życiu Kamy dużo się dzieje, jednak zmiany te nie są jakimiś specjalnie wyróżnionymi punktami kulminacyjnymi - nie wszystkie. Większość z nich Kama po prostu przyjmuje i się im poddaje. Inne złamałyby niejednego z nas, tak samo mocno odbijają się na naszej bohaterce. Jednak ona się nie poddaje - jej sny pomagają jej zachować pion w tej wichurze zwanej życiem. Kama jest niezłomna - taki jej obraz zostanie w mojej pamięci.
Ta książka dodaje otuchy. Takie mam skojarzenie już jakiś czas po przewróceniu ostatniej kartki i tak ją zapamiętam. Zdecydowanie jest to inna książka od znanych mi już "Marzeń z terminem ważności" i trafi raczej do innego grona odbiorców. Ja się cieszę, że miałam możliwość wraz z Kamą iść przez jej życie i doświadczyć tego, co ona.
Ciekawa jestem, czy czytaliście tę książkę i czy Wasze przemyślenia są podobne do moich. Koniecznie dajcie znać ;)
Za książkę dziękuję wydawnictwu MUZA S.A.