Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocena:może być. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocena:może być. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2020

Zakłamani - Joanna Dulewicz

Zakłamani - Joanna Dulewicz
Zakłamani - Joanna Dulewicz



Tytuł: Zakłamani
Autor: Joanna Dulewicz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data premiery: 11 marca 2020 r.

Moja ocena: 4/10


Oj rzuciłam się na tę książkę jak szczerbaty na sucharki. Po rekomendacjach na okładce obiecywałam sobie naprawdę wiele. No i książka wygrała konkurs kryminalny wydawnictwa, więc pomyślałam sobie, że to naprawdę musi być sztos... Tymczasem męczyłam się z "Zakłamanymi" tydzień, po czym odłożyłam książkę po przewróceniu ostatniej kartki i dalej się zastanawiam, co właściwie przeczytałam.

Fabuła jest obiecująca. A przynajmniej jej zapowiedź. Prezes zarządu spółki, prowadzącej prywatny szpital, ginie bez wieści. Jego żona - Eryka Olbracht - po roku powraca do rodzinnej miejscowości, nadzorując stąd szpital, bowiem za męża staje na jego czele. Pod jej domem zostają znalezione zwłoki Ukrainki, która kilka miesięcy wcześniej była pacjentką tego szpitala. Sprawę prowadzi kielecka policja, w której pracę zaczyna Patryk Wroński, były uczeń Eryki (która wcześniej była polonistką w liceum). Opis na okładce sugeruje "serię morderstw, korupcję, handel żywym towarem", bohaterów "jak demony, oplątanych siecią kłamstw" oraz "niewyobrażalne zło".

Niestety nie poczułam ani przez chwilę ani napięcia, ani tego zła, które miało się wylewać z kartek tej książki. Właściwie to w połowie zastanawiałam się, czy nie porzucić czytania "Zakłamanych"...

Zacznijmy od tego, że w ogóle nie potrafiłam wyobrazić sobie bohaterów. Nie odnotowałam ich wyglądu, więc autorka albo to pominęła, albo potraktowała po macoszemu. Jedyną charakterystyczną postacią była szefowa Patryka. Babeczka z zadziorem, fajnie się czytało sceny z nią, a dialogi wymiatają ;) Co do reszty - przede wszystkim nie potrafiłam sobie ich wyobrazić. Owszem, ich cechy zostały nakreślone wręcz wprost, przeszłość także, ale co z tego, skoro wszyscy zlewali mi się w jedną całość. Nazwiska się powtarzały (bracia, dzieci) koligacje rodzinne były dla mnie nie do wychwycenia, każdy z każdym miał jakieś powiązanie, a ja już w pewnym momencie przestałam nadążać za tym kto, komu i z kim. 

Nie potrafiłam też zrozumieć motywów zachowań bohaterów. I teraz uwaga - będzie SPOILER (na biało, więc kto czytał, może sobie zaznaczyć fragment i przeczytać) - na przykład Eryka dowiaduje się, że na ciele Ukrainki, którą znaleziono pod jej domem, znaleziono nasienie jej zaginionego przed rokiem męża; Eryka dopiero po długim czasie zaczyna to przeżywać i analizować. Normalnie człowiek przecież od razu wpadły w jakieś emocje... Albo Magda zagina parol na Patryka, nie wiedzieć czemu, wcześniej zupełnie nie zostało zasygnalizowane, że taki on przystojny i pociągający, a z dalszej fabuły nie wynikało, że on może jej się do czegoś przydać. No chyba, że mi to umknęło, ale czytałam dość uważnie. Albo Eryka zupełnie nie powiązała charakterystycznej ozdoby, której części miała ona i Milena... KONIEC SPOILERA. 

W książce jest dużo niedopowiedzeń. Fajnie, autorka zasiewa wiele ziaren niepewności, ale w pewnym momencie było tego za dużo, a żadna zagadka nie jest jeszcze rozwiązana. Akcja płynie raczej jednostajnie, nie przyspiesza, nie jest zawieszana w kulminacyjnych momentach... Inaczej mówiąc, dość nudno jest. A zakończenie - no jest zaskakujące co do pewnych kwestii, więc zaliczam to na plus. Dobrze nawiązuje do tytułu książki tylko szkoda, że jej opis (to, co cytowałam Wam na początku) już wskazuje na clue tej historii... 

Niestety nie czułam tego zła, które miałam poczuć. Brakowało napięcia, zawieszenia akcji w odpowiednich momentach, zbudowania dogłębnie postaci. Na plus na pewno mogę zaliczyć lekki styl autorki i łatwość w budowaniu dialogów. Czytało się je naprawdę dobrze. Jednak zabrakło w tej historii takiej głębi, miałam wrażenie, że ślizgam się po wydarzeniach i nie mogę złapać, o co tak naprawdę chodzi.

Bardziej zaliczyłabym tę książkę do obyczajówek, niż kryminałów czy thrillerów, bo ta część obyczajowa wyszła autorce bardzo dobrze. Wątki kryminale zostały potraktowane po macoszemu. Praca Policji ukazana bardzo pobieżnie (tak na marginesie - serio policjantka pyta innego policjanta, czy udostępnianie pornografii w Internecie jest legalne?). I naprawdę rozczarowałam się, zwłaszcza, że autor uwielbianych przeze mnie książek twierdzi, że jest to "niewiarygodny kryminał"...

Czytaliście "Zakłamanych"? A może macie w planach? Dajcie koniecznie znać, bo jestem ciekawa, czy jestem odosobniona w swoich odczuciach, czy wręcz przeciwnie.


piątek, 25 października 2019

Dziewczyna zwana Jane Doe - Victoria Helen Stone

Dziewczyna zwana Jane Doe - Victoria Helen Stone
Dziewczyna zwana Jane Doe - Victoria Helen Stone




Tytuł: Dziewczyna zwana Jane Doe
Tytuł oryginalny: Jane Doe
Autor: Victoria Helen Stone
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Premiera: 14 sierpnia 2019 r.

Moja ocena: 5/10 


Czytam głównie polską literaturę, ale co jakiś czas mam ochotę sięgnąć po książkę zagranicznego autora. Przypominam sobie wówczas, że kiedyś nie czytałam naszych rodzimych książek i te zagraniczne uważałam za coś niepodrabialnego, bardzo dobrego, na czym warto się wzorować. No i jak tak sobie sięgam po "nie polską" książkę, to zastanawiam się, czy znajdę w niej to, co znalazłabym kiedyś. I odpowiedź zazwyczaj brzmi - nie. 

Tak było między innymi w przypadku "Dziewczyny zwanej Jane Doe". 

Jane zatrudnia się w firmie ubezpieczeniowej. Wydaje się być idealna pod każdym względem - także dla Stevena, który również pracuje w tej firmie. Wkrótce nasi bohaterowie zaczynają się spotykać. Steven jednak nie zdaje sobie sprawy, że Jane prowadzi podwójne życie i nie jest wcale tym, za kogo się podaje.

Od początku wiadomo w tej historii, że Jane chce się zemścić na Stevenie - kolejne kartki odsłaniają przyczynę tej chęci. Można jednak się tego bardzo łatwo domyślić, bo autorka od pierwszych stron sygnalizuje, o co chodzi. Wiemy zatem, co jest celem głównej bohaterki, powoli dowiadujemy się, co takiego zrobił Steven - finał tej historii jest niestety bardzo przewidywalny. Całą fabułę Jane właściwie usidla Stevena i szuka sposobu na zemstę idealną. Niestety zaprezentowane wydarzenia są nudne i nie ma w nich nic nadzwyczajnego - brak zwrotów akcji, zaskoczenia czytelnika. Jakbym miała narysować wykres, przedstawiający fabułę, narysowałabym jedną prostą kreskę. "Dziewczyna zwana Jane Doe" to bardziej studium psychologiczne człowieka (choć przyznam, że jak bohaterka opisywała siebie jako socjopatę, to miałam wrażenie, że opisuje zwykłe cechy zwykłego człowieka...). Odniosłam jednak wrażenie, że zachowania bohaterów - zwłaszcza Stevena, są nienaturalne, nieadekwatne do sytuacji, zbyt oczywiste - jakby autorka chciała bardzo wyraźnie wyłożyć, o co jej chodzi. Nie umiałam się przemóc do żadnego z bohaterów, chyba żadna z postaci nie jest pozytywna. Chociaż nie! Luke! Luke jest postacią, którą polubiłam bardzo i dla mnie to jest najmocniejszy punkt tej historii.

Na plus mogę chyba jeszcze zaliczyć ciekawy styl autorki - nie jest męczący ani przytłaczający. Książkę czytało się szybko, ale jak wspominałam wyżej - bez fajerwerków, bez zaskoczenia, tym samym tempem. No nudą wiało niestety i widzę po opiniach, że nie jestem jedyną osobą, którą ta książka rozczarowała. Na szczęście po niej przeczytałam dwie innych zagranicznych autorów, które odczarowały mi literaturę, która nie pochodzi z naszego podwórka ;)

Znacie tę książkę? A może macie w planach? Dajcie znać w komentarzach ;)


sobota, 13 lipca 2019

Śliska sprawa - Volker Kutscher

Śliska sprawa - Volker Kutscher
Śliska sprawa - Volker Kutscher




Tytuł: Śliska sprawa
Autor: Volker Kutscher
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria/cykl: Gereon Rath, tom I
Data premiery: 24 kwietnia 2019 r.

Moja ocena: 5/10


Powiem Wam, że myślałam, że nigdy tej książki nie skończę. Serio! Czytałam ją i czytałam, i czytałam, i skończyć nie umiałam. No dłużyła mi się niemiłosiernie. Zaczynając może jednak od początku - przenosimy się do lat dwudziestych XX wieku, do Berlina. Komisarz Gereon Rath zostaje przeniesiony z Kolonii, gdzie pracował w inspekcji kryminalnej, do Berlina właśnie, gdzie nasz bohater został "zdegradowany" do pracy w wydziale obyczajowym. Nikt nie wie, że Rath w Kolonii przez przypadek zastrzelił syna wysoko postawionej osoby, a jego przenosiny mają niejako zatuszować tę sprawę. Nasz bohater oddaje się w pełni swojemu nowemu zadaniu, lecz gdy z berlińskiego kanału zostają wyłowione zwłoki, postanawia po godzinach prowadzić swoje własne śledztwo. Wówczas jeszcze nie wie, że wkrótce znajdzie się w samym centrum wydarzeń, a ciało wyłowione z berlińskiego kanału nie jest pierwszym, z jakim Rath będzie miał do czynienia.

Pierwsze, co muszę zarzucić tej książce, to superogromny spoiler na tylnej okładce. Uważam, że to, co zostało tam ujawnione, jest dość istotne w całej fabule, a tymczasem można o tym dowiedzieć się już na tzw. "dzień dobry". Jeśli macie zatem w planach tę książkę - nie czytajcie opisu na tylnej okładce! Kolejna rzecz, przez którą ciężko czytało się tę książkę - obszerność i przewlekłość niektórych wątków. Myślę, że spokojnie można było część z nich okroić, a fabuła by na tym nie ucierpiała, a czytelnik by się nie męczył. Po trzecie - tak na dobrą sprawę akcja rozkręca się dobrze po połowie książki, przez co pierwsza część jest zwyczajnie nudna.

Na szczęście, jak już się co nieco rozkręciło, to na dobre i nie można było oderwać się od lektury ;)

Na duży plus muszę zaliczyć interesujących i wyrazistych bohaterów, którzy ratowali jak dla mnie początek tej książki. Główny bohater zyskał moją sympatię i mocno mu kibicowałam, by odkuł się po porażce w Kolonii i zyskał serce mojej drugiej ulubionej bohaterki tej historii - Charly. Dalej - logicznie i z rozmysłem poprowadzone wątki i zakończenie. Naprawdę ukłon w stronę autora za pomysł na całą fabułę i finał tej historii, a do tego dochodzi atmosfera międzywojennych Niemiec - to wszystko razem daje kawał dobrej lektury. 

Niestety te minusy, o których napisałam na początku, nie zrównoważyły mocnych bohaterów i dobrej historii. Chętnie bym sięgnęła po kontynuację tej historii, jeśli jednak będzie tak obszerna, jak pierwszy tom - odpuszczę sobie. Podobno na podstawie "Śliskiej sprawy" powstał bardzo dobry serial - ciekawa jestem, jak tam została przedstawiona ta historia, bo podejrzewam, że niepotrzebne wątki i nudne dywagacje zostały pominięte ;)

Znacie tę książkę? Co myślicie o tej historii? Dajcie znać w komentarzach ;)



Za książkę dziękuję wydawnictwu W.A.B.

środa, 19 czerwca 2019

Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót - Stefan Darda

Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót - Stefan Darda
Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót
Stefan Darda





Tytuł: Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót
Autor: Stefan Darda
Wydawnictwo: Akurat
Seria/cykl: tom I
Premiera: 15 maja 2019 r.

Moja ocena: 4/10


Horror kryminalny roku.

Taki napis krzyczy do czytelnika z tylnej okładki.

Może i tak, ale na pewno nie ta część. Może następne tomy. Może cała historia okaże się przerażająca, jak na horror przystało. Tymczasem "Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót" to raczej obyczajówka, na dodatek dość nudna. 

Nie może być nic bardziej krzywdzącego dla książki, jak porównywanie jej do innej, albo nadawanie jej określeń, które już na dzień dobry kształtują podejście czytelnika do historii w niej przedstawionej. Niby to wiem, niby z dystansem podchodzę do takich zabiegów, ale podświadomości nie wyłączysz - spodziewałam się petardy, której niestety nie otrzymałam. I jak czytam te bardzo pozytywne opinie na temat tej książki to zastanawiam się, czy na pewno czytałam tę samą...

Jakub Domaradzki wychodzi z więzienia. W dniu odzyskania wolności ma go odebrać spod więziennych murów jego wuj - Olgierd Lang, słynny przemyski fryzjer. Niestety okazuje się, że w tym samym czasie, w którym ma przebywać już z naszym bohaterem, Olgierd popełnia samobójstwo. Okoliczności tego zdarzenia są co najmniej dziwne, a do tego dochodzi kwestia bardzo osobliwej treści listu pożegnalnego, jaki pozostawił po sobie wuj. Kuba, pomimo ostrzeżeń wuja w tymże liście, szuka rozwiązania zagadki jego tajemniczego samobójstwa.

Tak w kilku słowach przedstawia się fabuła najnowszej książki Stefana Dardy. I teraz tak - skoro okładka krzyczy, że horror, należałoby się spodziewać napięcia, dreszczy, strachu i wszelkich okropieństw, jakie tylko kojarzą nam się ze strasznymi historiami. Niestety, ale nie odczułam żadnej takiej emocji. Możliwe, że ta książka jest wstępem do naprawdę przerażających wydarzeń, ale skoro to ma być horror i na dodatek zachęcać do sięgnięcia po dalsze tomy serii, to niechże czytelnik odczuje to zagrożenie, które płynie z opisywanej historii. Z elementów grozy mamy tutaj właściwie wyłącznie zarysowane jedynie zjawiska nadprzyrodzone i - tutaj plus dla autora - osadzone w polskiej rzeczywistości i bazujące na polskiej historii. 

Znajdziemy tutaj dość obszernie opisaną przeszłość Przemyśla - dla jednym może być to smaczek, innych może zanudzać, jednak jest to nierozerwalnie związane z istotą tajemnicy samobójczej śmierci Olgierda Langa. Gdy już zostają przedstawione te kwestie historyczne - czytelnik łatwo może się domyślić, jak dalej potoczy się historia i co jest prawdziwym zagrożeniem, zwłaszcza, że narracja została poprowadzona z dwóch punktów czasowych. I jakoś tak podskórnie czuję, że będzie tu trochę jak w Avengersach - niby wyszło na zło, ale da się to jakoś odkręcić. 

Co do kreacji samych bohaterów, to w sumie ciężko jest mi się wypowiedzieć na ten temat. Albo nie, inaczej. Główny bohater jest jakiś taki... mdły. Taki bez wyrazu. Najbardziej wyrazistą i charakterystyczną postacią jest chyba tylko pani Róża. Jeśli chodzi natomiast o akcję, to właściwie nie ma jej wcale - o najważniejszym zwrocie akcji, czyli samobójstwie wuja Olgierda, dowiadujemy się już z opisu książki. No i może jeszcze końcówkę można zaliczyć do rodzaju tych "zwrotowych", ale to już zależy od tego, czy czytelnik czegoś się domyślił wcześniej, czy nie. Ja się domyśliłam. Gorzej, jeśli kolejny tom zacznie się statycznie, pomimo zapowiedzi rozpierduszki, że tak to ujmę.

Podsumowując muszę dodać, że plusem tej książki jest jej objętość - dzięki podzieleniu historii na kilka tomów (4 bodajże), przypadająca na pierwszy tom liczba stron jest dość nikła i dzięki temu książkę czyta się całkiem szybko.

Jeśli czytaliście tę książkę, to dajcie znać, jak Wasze odczucia - może są inne od moich?



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Akurat.

środa, 8 maja 2019

[PRZEDPREMIEROWO] Ty - Caroline Kepnes

[PRZEDPREMIEROWO] Ty - Caroline Kepnes
Ty - Caroline Kepnes




Tytuł: Ty
Tytuł oryginalny: You
Autor: Caroline Kepnes
Wydawnictwo: W.A.B.
Premiera: 15 maja 2019 r.

Moja ocena: 4/10


Napiszę tak... Ta książka chyba nie była dla mnie. Nie wiem, jak inaczej, łagodnie, napisać, że mi się nie podobała. Może nawet nie tyle nie podobała, co nie przypadł mi zupełnie do gustu sposób narracji i przedstawienia historii. I chyba po raz pierwszy mam taką zagwozdkę, bo zazwyczaj czytane przeze mnie kryminały i thrillery mają swoje słabe punkty, które potrafię wskazać i uargumentować, dlaczego ta i ta rzecz wpłynęła negatywnie na moje odczucia co do czytanej książki. A tutaj takim głównym punktem jest narracja właśnie...

Zacznijmy od tego, o czym ja w ogóle nie miałam pojęcia (bo w sumie skąd?) - w tej książce główny bohater prowadzi ciągły monolog. Joe - bo o nim mowa - całe kilkaset stron zwraca się do obiektu swojej obsesji, czyli Beck i robi to w sposób jak dla mnie specyficzny. Dziewczyna pewnego razu wchodzi do księgarni, w której pracuje chłopak i tak zaczyna się jej koszmar, chociaż na razie nie może zdawać sobie z tego sprawy. Jest początkującą pisarką z dużymi aspiracjami i podobnie dużymi problemami z sobą samą (o czym dowiadujemy się później). Głównego bohatera od razu trafia strzała amora (o ile można to tak nazwać) i postanawia za wszelką cenę zdobyć tę dziewczynę. Powoli przejmuje kontrolę nad życiem Beck i robi to w sposób bardzo umiejętny, gdyż okazuje się, że to nie jest jego pierwszy raz.

Wracając do tego monologu - zupełnie ten sposób narracji mi nie przypasował. Okropnie męczyłam się całą książkę, bo miałam nadzieję, że może zakończenie będzie takie, że mój post tutaj będzie wychwalał "Ty" pod niebiosa, no ale nie - od samego początku domyślałam się, jak to się skończy, wraz z kilkoma "zwrotami akcji" po drodze. O ile zwrotami akcji można w ogóle to nazwać, bo ta książka nie ma według mnie żadnych punktów kulminacyjnych, żadnego zawieszenia akcji, które mogłoby trzymać czytelnika w napięciu. Facet po prostu ciągle opowiada, tak samo mówi o zwykłych czynnościach dnia codziennego, jak również o czynach, które powinny wstrząsnąć niejednym człowiekiem. Z drugiej strony jednak, jak tak dłużej nad tym myślę, to dodatkowo może świadczyć o psychopatycznej osobowości głównego bohatera. On ma cel i nie cofnie się przed niczym, by go osiągnąć, a każdy środek, jaki wykorzysta do tego, ma dla niego taką samą wagę. 

To, co oceniam na plus, to ukazanie tej psychopatycznej osobowości Joe'go. On roi sobie w głowie wiele różnych rzeczy i każdą najmniejszą pierdołę bierze za dobry albo zły znak w kontekście swoich przemyśleń. Analizuje każdy aspekt życia Beck, każdego wysłanego przez nią maila czy tweeta co do kropeczki na końcu zdania. Co ciekawe - w ogóle nie postrzega siebie za stalkera - potrafi powiedzieć tak o facecie, którego kilka razy widział pod domem Beck, kiedy go obserwował (!). Nie pomyślał - może tu mieszka? Może ma obsesję jak ja? Nie, jego pierwszą myślą było, że nie chce zostać zauważony, jak on sam  zauważył tamtego faceta, żeby ktokolwiek go nie posądził o stalking. Dla Joe'go takie zachowanie, jakie sam prezentuje, jest zupełnie normalne, a że trafił w swoim życiu na podobną osobowość, traktuje to jako coś naturalnego i oczywistego.

Odnośnie do bohaterów - wszyscy są dość specyficzni. Joe - to oczywiste, gdyż już góry dostajemy zapowiedź, że ten człowiek jest psychopatą. Natomiast co do całej reszty... Moją sympatię wzbudziły jedynie dwie przyjaciółki Beck, które pojawiają się w tej książce dość epizodycznie. Beck mnie niemiłosiernie irytowała, podobnie jej najbliższa przyjaciółka Peach. Chyba muszę po prostu przyjąć, że to środowisko, z którego wywodzą się bohaterowie, nakreśliło ich osobowości. 

Nie wiem, może serial będzie lepszy, o ile w ogóle go obejrzę, bo książka mnie do niego zupełnie zniechęciła. Najwyraźniej nie rozumiem geniuszu i fenomenu tej książki. Podczas czytania wymęczyłam się okrutnie i gdyby nie to, że zobowiązałam się zrecenzować tę książkę, to porzuciłabym ją w połowie. 

Jak widzicie - u mnie odbiór tej książki całkowicie położyła zastosowana w niej narracja. Jestem jednak ciekawa, jakie są Wasze odczucia odnośnie do "Ty"? Komu się podobała? Będę czekać na Wasze wrażenia po lekturze ;)



Za książkę dziękuję Wydawnictwu W.A.B.


środa, 3 kwietnia 2019

[PREMIERA] Zostań w domu - Agnieszka Pietrzyk

[PREMIERA] Zostań w domu - Agnieszka Pietrzyk
Zostań w domu - Agnieszka Pietrzyk



Tytuł: Zostań w domu
Autor: Agnieszka Pietrzyk
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Premiera: 3 kwietnia 2019 r.

Moja ocena: 4/10


Ogromnie przykro mi to pisać, ale z mojej strony nie będzie zachwytów nad tą książką, mimo tego, że tak świetnie się zapowiadała. Pierwsze pięć rozdziałów to była dla mnie petarda, ale niestety dalej już tak kolorowo nie było. Postaram się bezspoilerowo oddać to, co leży mi na wątrobie po lekturze tej książki.

Zacznę może od fabuły, gdyż już sam jej zarys jest dość interesujący. Mamy bowiem sobie Elbląg i jeden ze znajdujących się w tym mieście bloków z wielkiej płyty. Są Święta Bożego Narodzenia, wszyscy są w domach, do niektórych lokatorów przyjeżdżają goście. W samym środku tego świątecznego obrazka lokatorzy znajdują na swoich wycieraczkach kartki z informacją, że są zakładnikami i jeżeli spróbują opuścić budynek, zostaną zdetonowane ładunki wybuchowe umieszczone w mieszkaniach na dolnych piętrach. Dla niektórych to żart, inni sprawdzają, czy na dole faktycznie zostały podłożone jakieś bomby, a jeszcze inni nie są w ogóle świadomi, że nagle stali się obiektem zainteresowania całej Polski. Nikt by nie przypuszczał, że do ataku terrorystycznego mogłoby dojść w Elblągu. Szybko okazuje się, że w mieszkaniach na parterze i pierwszym piętrze, a także przy wyjściu z klatki, zostały rozmieszczone ładunki wybuchowe. Lokatorzy mają dostęp do Internetu, więc o całej sytuacji szybko dowiaduje się elbląska Policja. Wydarzenia nabierają tempa, terroryści dają wyraźny znak, że to nie jest zabawa i że oczekują spełnienia swoich żądań. Sprawę nadzoruje prokurator Milena Łempicka-Krol, natomiast prowadzi ją komisarz Kamil Soroka. 

Sytuację obserwujemy z wielu perspektyw - kilku mieszkańców bloku, pani prokurator, komisarza, sędziego Lasockiego oraz jego syna. Lubię taki zabieg w książkach, gdyż daje czytelnikowi pełny ogląd na całą sytuację i pozwala wyczuć nastroje wszystkich ważnych bohaterów, jednak odniosłam wrażenie, że wątek sędziego Lasockiego oraz jego syna był tutaj zupełnie niepotrzebny (no chyba że "Zostań w domu" to pierwszy to większej serii i autorka chciała nas wprowadzić w ten temat). Nie wnosił on do fabuły nic prócz tego, że łączył się w pewien sposób z przykrą przeszłością Mileny, przez co pośrednio z aktualnymi wydarzeniami, lecz dla mnie był on lekko naciągany i niezbyt realnie oddany (nie czułam tej grozy, jaką zapewne miałam poczuć). Głównymi narratorami autorka uczyniła Milenę i Kamila - gdyby nie to, że zostało wprost w pewnym momencie napisane, jaka relacja łączy tę dwójkę, w życiu bym się tego nie domyśliła. Słowa słowami, ale o uczuciach świadczą przede wszystkim zachowania, które tutaj niczego nie zwiastowały. Tak tak, wiem, że obydwoje są profesjonalistami, łączy ich też relacja zawodowa, a ponadto Kamil ma też inny cel w tym wszystkim, ale zabrakło mi urealnienia tego uczucia ze strony Mileny - to kobieta po trudnych przejściach, potrzebująca uwagi i uczucia, rozczulająca się nad przestępcą, bo przypomina jej syna, a w relacjach z Kamilem staje się jakby "bezosobowa". I teraz przechodzimy dalej - nasza bohaterka ma za sobą przykre doświadczenia związane z mężem i synem, pozostaje w swoistym zawieszeniu i żywi się nadzieją. Nie mogę tutaj zdradzić za wiele, bo domyślilibyście się od razu całego clue tej historii, tak samo, jak ja domyśliłam się w połowie książki, jak się to wszystko skończy. To jej ogromny minus - przewidywalność głównego wątku. Został on na szczęście ubarwiony wątkami pobocznymi, które dają fajny pogląd na kwestię obyczajową tej historii - jak zachowują się ludzie w obliczach tragedii. Wszyscy są przecież przekonani, że zginą, jeśli Policja nie spełni żądań terrorystów, którzy już zdążyli dać się "poznać" jako ludzie bezwzględni. Osobiste tragedie, podsycane strachem, niepewnością, paniką - to się autorce udało i tę stronę historii czytało się bardzo dobrze. Może autorka po prostu powinna się skupić na obyczajówkach? Elementy "kryminałowe" (że tak je nazwę) wyszły bowiem w moim odczuciu gorzej, od obyczajowych, brakowało mi napięcia i swoistej grozy, a momenty, które powinny być naprawdę przerażające wcale takimi nie były. 

Przechodząc dalej - odniosłam wrażenie, że autorka wprowadziła kilka istotnych dla historii elementów na zasadzie bardzo widocznego wtrącenia od niechcenia, niby w przemyśleniach bohatera, albo w dialogu, co niestety było widoczne i od razu naprowadziło mnie na rozwiązanie historii. Nie wiem, czy zrozumiecie, o co mi chodzi - informacja jest rzekomo nieistotna, ale podana w taki sposób, że aż bije po oczach, że coś jest na rzeczy. Tak, jakby autorce się nagle przypomniało, że tutaj i tutaj trzeba napisać to i to, bo przecież ten wątek ma iść tak i tak, tylko co z tego, skoro to były takie jakby łaty na historii, bez rozwoju tej kwestii, bez jej zapowiedzi, tylko podane tak o. Niezbyt mi to pasowało, bo początkowe kilka rozdziałów tylko dało mi to napięcie związane z budowaniem historii i niemożnością doczekania się na jej dalszy rozwój, a potem już czytałam właściwie dlatego, że miałam nadzieję, że końcówka będzie równie mocna, jak początek. 

Niestety nic z tego. Po punktach kulminacyjnych (a było ich kilka) autorka się właściwie prześlizgnęła i raz nawet nie zauważyłam, że dowiedziałam się, kim są terroryści, potem ze zdziwieniem wracałam się kilka kartek, żeby jeszcze raz znaleźć ten moment. Powiedzmy też, że rozumiem motyw, dla którego mieszkańcy bloku zostali zakładnikami, ale nie jest on dla mnie oczywisty, a autorka chyba założyła, że skoro czytelnik wie "to", to oczywistym będzie też dla niego "to" - tej materii nie została poświęcona w mojej ocenie należyta uwaga i odczuwam pod tym kątem niedosyt. 

Bohaterowie - oprócz Mileny (a dlaczego - akcentowałam to już wyżej, choć to nie jest jedna kwestia, która mi w niej nie pasowała) - są "ludzcy", z krwi i kości (na szczęście). Dobrze się czytało ich historie, rozterki i dylematy, autorka wykreowała swoje postaci bardzo realnie. Kolejnym plusem "Zostań w domu" jest niewątpliwie szybkość, z jaką można przeczytać tę historię - autorka ma lekki, przystępny i dość prosty styl, choć czasami można było się zaciąć i trzeba było wracać kilka zdań, by zrozumieć o co chodzi, albo kto z kim rozmawia. 

Zakończenie - jak wspomniałam wcześniej - przewidywalne, aczkolwiek ta książka ma także jakby drugie zakończenie, znacznie ciekawsze i poprowadzone krótko, ale dobrze. Jestem przekonana, że ta historia będzie miała kontynuację i z jeśli moje przeczucia mnie nie zawiodą - z pewnością po nią sięgnę, żeby móc zaobserwować rozwój autorki, która ma ogromny potencjał. No bo zobaczcie - sam pomysł na fabułę jest naprawdę nietuzinkowy i interesujący, lecz gdzieś po drodze zboczyło jego wykonanie.

Jestem ciekawa, co Wy sądzicie o tej książce. Dajcie znać, jeśli ją przeczytaliście i jakie są Wasze wrażenia - może zupełnie różne od moich?





Za książkę dziękuję Czwartej Stronie.


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Czerwień jarzębin - Katarzyna Michalak (Leśna trylogia, tom II)

Czerwień jarzębin - Katarzyna Michalak (Leśna trylogia, tom II)
Czerwień jarzębin - Katarzyna Michalak
(Leśna trylogia, tom II)


Tytuł: Czerwień jarzębin
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Znak Literanova
Seria: Leśna trylogia, tom II
Data premiery: 24 maja 2017 r.

Moja ocena: 4/10 (może być)

Pierwszą część "Leśnej trylogii" pochłonęłam w zaledwie kilka godzin, tak bardzo spodobała mi się i wciągnęła mnie historia Gabrieli Leszeńskiej, jej dwóch przyjaciółek oraz braci Prado. Moją opinię na temat "Leśnej polany" (klik) wyświetlono ponad 6.000 razy, co jest absolutnym rekordem Zakątka i świadczy o fenomenie autorki. Dlatego tym większe było moje zdziwienie, gdy czytałam "Czerwień jarzębin"... Odniosłam bowiem wrażenie, że tę książkę napisał zupełnie ktoś inny - z niecierpliwością czekałam na kontynuację "Leśnej polany" i niestety bardzo się zawiodłam.

"Czerwień jarzębin" zaczyna się bezpośrednio po zakończeniu pierwszego tomu - Gabriela znika i zrozpaczeni przyjaciele próbują ją odnaleźć, posuwając się do każdego możliwego sposobu i dostępnej metody. Wreszcie trafiają na jej ślad, po czym okazuje się, że poruszyli niebo i ziemię tylko po to, by dowiedzieć się, że... Gabriela jest lekkomyślna i ma w poważaniu swoich najbliższych. W międzyczasie reszta zachowuje się pochopnie, prowokują się nawzajem, próbują sobie coś udowadniać, są agresywni wobec drugich, by za moment zmienić podejście o 180 stopni, a to wszystko okraszone jest dość dużą dawką melodramatyczności i infantylności, przez którą nieśmiało próbuje przebijać się głębszy przekaz... 

Naprawdę, naprawdę historia miała potencjał, pierwszy tom zarysował ciekawych bohaterów, którzy dużo stracili w moich oczach w drugim tomie... To tak jakby autorka specjalnie uwydatniła wyłącznie ich negatywne cechy. Gabriela, Majka, Patryk, Wiktor... Tylko Julia i Marcin zostali poprowadzeni konsekwentnie z "Leśnej polany", dlatego te postacie na ten moment lubię najbardziej. Bieg zdarzeń, w jakie zostają wplątani bohaterowie w drugim tomie jest czasem tak nieprawdopodobny, że niekiedy robiłam klasycznego facepalma. Ja rozumiem, że autorka chce podtrzymywać napięcie wśród czytelniczek, ale tymi tragediami, które spotykają głównych bohaterów, można by było obdarzyć kilka książek.

O czym chciałam jeszcze napisać? Tak, już wiem - autorka wprowadza pewien element baśniowości w "Czerwieni jarzębin" - pojawia się on zupełnie znienacka i właściwie nie rozumiem za bardzo, co miał dać taki zabieg. Może ktoś w komentarzu do niniejszego posta mi to wytłumaczy, chętnie spróbuję to zrozumieć ;) Plusem tej historii jest to, że główna bohaterka i bracia Prado mogą czuć się już bezpieczni. Szkoda tylko, że autorka poprowadziła losy mojego ulubionego bohatera historii - ojca Gabrieli - w taki sposób, bo to była zdecydowanie postać najbliższa mojemu sercu.

Zakończenie - takie, żeby nie można było doczekać się kolejnego tomu. Pozostawia czytelnika z wielką niewiadomą, ale po lekturze drugiego tomu serii nie wiem, czy mam ochotę kontynuować swoją przygodę z "Leśną trylogią". Nawet nie umiałam tej książki przeczytać z zaangażowaniem, czytałam ją niemal tydzień, gdzie wcześniej "Prokuratora" Pauliny Świst przeczytałam w niecałe dwa dni. Wszystko przez irracjonalne (oczywiście według mnie) zachowania głównych bohaterów. To prowokowanie się wzajemnie, wyrzuty, próby nacisku, stawiania na swoim... Stracili w moich oczach i to bardzo. Przy okazji "Leśnej polany" pisałam, że z rozczarowaniem przewróciłam ostatnią kartkę książki. Tym razem zrobiłam to z wielką ulgą. I jak czytam to, co napisałam o pierwszej części "Leśnej trylogii", to zastanawiam się, jakim cudem "Czerwień jarzębin" jest jej kontynuacją.

Zdaję sobie sprawę, że włożyłam kij w mrowisko i zaraz pojawią się tutaj komentarze różnej maści. Nie podawałam w opinii konkretnych przykładów zachowań, czy wydarzeń, żeby uniknąć spoilerów, a dodatkowo ciężko jest pisać o kolejnym tomie jakiejś serii, bowiem wiele osób nie czytało jeszcze wcześniejszych części. Zapraszam więc do dyskusji, ale merytorycznej, w komentarzach - tam myślę możemy pozwolić sobie na małe spoilerowanie :) 


PS Tak właśnie przyszło mi do głowy - przed premierą "Czerwieni jarzębin" na fanpage autorki na Facebooku pojawiła się informacja, że nie będą wysyłane blogerom egzemplarze recenzenckie, że wszyscy czytelnicy poznają kontynuację losów Gabrieli, Majki, Julki i braci Prado w tym samym czasie, tj. najwcześniej w dniu premiery. Skąd zatem na skrzydełkach okładki (to chyba tak się nazywa?) pojawiły się opinie czytelniczek na jej temat? o.O


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.



Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie.




czwartek, 12 stycznia 2017

Cappuccino z cynamonem - Edyta Świętek

Cappuccino z cynamonem - Edyta Świętek
Cappuccino z cynamonem - Edyta Świętek


Tytuł: Cappuccino z cynamonem
Autor: Edyta Świętek
Wydawnictwo: Replika
Data premiery: październik 2015 r.

Moja ocena: 4/10 (może być)


Pozycja, o której właśnie czytacie, jest pierwszą od dawien dawna moją lekturą, którą zamówiłam w bibliotece w ciemno - nie znając autorki, nie sprawdzając jej ocen na lubimyczytac.pl, bazując wyłącznie na opisie fabuły. A opis brzmi następująco:

Patrycja i Sebastian są zupełnie przeciętnym małżeństwem: wspólnie wychowują dwunastoletnią córkę, borykają się z problemami dnia codziennego. Pati pracuje w biurze, gdzie musi znosić dziwactwa swojego zwariowanego kolegi, Teodora, zwanego przez nią Pączkiem.
Pewnego dnia ten na pozór uporządkowany świat rozsypuje się jak domek z kart – Sebastian postanawia odejść. Co się stało, że mąż podjął decyzję o rozstaniu? Czy sprawił to słynny kryzys wieku średniego, będący tematem regularnych dyskusji koleżanek Patrycji? A może wina leżała po stronie Pati, która od jakiegoś czasu kieruje ukradkowe spojrzenia w stronę Przystojnego Bruneta?
Po rozwodzie kobieta musi nie tylko odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale również poszukać odpowiedzi na pytanie, czy w „zatrważającym” wieku 36 lat można szczerze się zakochać. Wsparcia moralnego w trudnych chwilach udziela jej najlepsza przyjaciółka Elwira, która wraz z przyjaciółkami knuje małą intrygę. (źródło: klik)
Przyznajcie - brzmi to dość zachęcająco i obiecuje przyjemną babską lekturę. I co otrzymałam?

Nudną książkę o niczym.

Chociaż może nie o niczym, bo "Cappuccino z cynamonem" opiera się głównie na utyskiwaniu na męską część naszej populacji, co nie przeszkadza bohaterce strzelaniu oczyma tu i tam (przy czym jest ona niby nieświadoma swego wyglądu) oraz wykorzystywaniu nadarzających się sposobności... Ponadto opis każdego bohatera skupia się głównie na analizie jego majętności i przyczyny takiego, a nie innego stanu portfela. Czytelnik otrzymuje również zupełnie irracjonalne postępowanie głównej bohaterki w porównaniu do jej opinii na dane tematy. Jednym zdaniem - myśli jedno, robi zupełnie na odwrót. Mamy również do czynienia ze zdaje się nad wyraz dorosłą dwunastolatką, aczkolwiek autorka chyba zdała sobie w pewnym momencie sprawę, że chyba przesadziła z tą kreacją, bo gdzieś w połowie książki dziewczynka zaczęła się zachowywać adekwatnie do swojego wieku.

Co więcej? Miałam wrażenie, że czytam zupełnie nie tę książkę, której opis przeczytaliście wyżej. Ten pewien dzień, w którym Sebastian postanawia odejść, następuje chyba w połowie (może troszkę szybciej) książki, a ta mała intryga, którą knuje Elwira wraz z przyjaciółkami, zupełnie rozmywa się w tle przemyśleń głównej bohaterki i dywagacji innych postaci zaprezentowanych w książce. I tak sobie właśnie myślę - czy tym wsparciem moralnym Elwiry miało być feministyczne nastawianie Patrycji do świata?...

Narracja prowadzona jest z kilku perspektyw w formie trzecioosobowej, głównie z punktu widzenia głównej bohaterki - Patrycji, ale również i Jacka (Przystojnego Bruneta) oraz Klaudiusza - dentysty, który sprowadza się do mieściny, w której mieszka Patrycja. Nie jest się trudno domyślić, że Klaudiusz odgrywa w tym trójkącie ważną rolę, skoro autorka prowadzi narrację z jego perspektywy. A Sebastian? Cóż, autorka nie zgrzeszyła tutaj "innowacyjnością" i od razu można się domyślić, jaki  jest powód jego decyzji o odejściu.

Akcja... Akcja biegnie dość chaotycznie - potrafi skupić się na błahostkach i ciągnąć się przez kilka stron, by momentalnie (dwa-trzy zdania) przeskoczyć o kilka dni/tygodni/miesięcy do przodu. Ja nie lubię takiego stylu pisania, lektura nie idzie wówczas gładko i przyjemnie, czasem ma się wrażenie, że gdzieś uciekła kartka albo dwie.

Zakończenie - zwykłe i nijakie, jak nijaka jest cała książka. Zniechęciłam się do autorki, a szkoda bardzo, bo jest to nasza rodzima pisarka, a ja ostatnio polubiłam się z polską literaturą. Jedyne, z czego się cieszę, to to, że nie spędziłam z tą książką zbyt dużo czasu...


Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie oraz WyPożyczone.

  

niedziela, 11 września 2016

Rekiny wojny - Guy Lawson

Rekiny wojny - Guy Lawson
Rekiny wojny. Jak trzech kolesi z Miami Beach stało się najbardziej niezwykłymi przemytnikami broni 
w dziejach - Guy Lawson

źródło

Tytuł: Rekiny wojny. Jak trzech kolesi z Miami Beach stało się najbardziej niezwykłymi przemytnikami broni w dziejach
Tytuł oryginalny: War Dogs: The True Story of How Three Stoners from Miami Beach Became the Most Unlikely Gunrunners in History
Autor: Guy Lawson
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 25 lipca 2016 r.
Ekranizacja: Rekiny wojny, reż. Todd Phillips, obsada: Jonah Hill, Miles Teller, premiera: 18 sierpnia 2016 r. (świat), 19 sierpnia 2016 r. (Polska)

Moja ocena: 4/10 (może być)


Książki, które czytam, oceniam bardzo subiektywnie. Są dwie opcje, albo mi się podoba, albo nie, niezależnie od tego, co na jej temat mówią/piszą inni. A ta książka należy w mojej hierarchii do tych, o których będę myśleć: "męcząca", a zatem konkluzja, do której grupy należy, jest dosyć jasna.

Co mnie zachęciło do jej przeczytania? To, że została porównana do "Wilka z Wall Street". Oczekiwałam soczystej fabuły, zwrotów akcji i ciętego humoru. A co otrzymałam? Reportaż, mocno osadzony w polityce i wydarzeniach wojennych, których nie rozumiałam, stąd moje rozczarowanie tą pozycją.

Tytuł tej książki mówi o niej właściwie wszystko, także fabuły przytaczać nie będę, bo szkoda na to czasu a i Ty, drogi czytelniku, pewnie już o niej słyszałeś, więc przedstawiać jej nie trzeba. O czym wspomnieć trzeba to to, że autor tej pozycji zrobił kawał dobrej roboty, gromadząc wszelkie informacje dotyczące głównych bohaterów oraz ich historii. Całą opowieść wzbogacił o ich wspomnienia z konkretnych wydarzeń, co podnosi atrakcyjność tej publikacji. Jednak zawiera ona mnóstwo fachowego języka, politycznych zawiłości i swego rodzaju peanów na cześć trzech dwudziestolatków o przepalonych mózgach, którym wydawało się, że mogą wszystko.

Powyższe trzy elementy sprawiły, że "Rekiny wojny" nie przypadły mi do gustu. Książkę męczyłam ponad miesiąc (!). Początkowo czytanie szło mi bardzo opornie, później dość sprawnie, by na koniec znowu przechodzić męczarnie. Tak - nie mogłam się doczekać, aż ją skończę. 

Nie oznacza to jednak, że jest to zła pozycja, o nie! Ja po prostu oczekiwałam czegoś innego, tak jak napisałam na początku, dlatego przeżyłam mocne rozczarowanie. Na pewno jednak "Rekiny wojny" przypadną do gustu przede wszystkim osobom, które lubią reportaż, a ta książka zdaje się dość wiernie przedstawia historię, na której została oparta. 

Z pewnością skuszę się również na obejrzenie jej ekranizacji, bo podejrzewam, że została zrobiona z większym polotem :)
Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger