Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocena: słaba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocena: słaba. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 października 2019

Znak kukułki - Anna Bichalska

Znak kukułki - Anna Bichalska
Znak kukułki - Anna Bichalska


Tytuł: Znak kukułki
Autor: Anna Bichalska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Premiera: 20 maja 2019 r.

Moja ocena: 3/10 


Kilka słów ode mnie o tej książce powinno się pojawić tutaj już dawno temu. Przyznać jednak muszę, że zupełnie nie szło mi jej czytanie, przez co zaczęłam ją czytać w maju, a skończyłam w październiku...

Przede wszystkim opis na okładce raczej nie oddaje tego, co zastaniemy w środku. Główną bohaterką jest Alina, która została adoptowana jako dziecko - jej przybrany ojciec przed śmiercią zostawia jej list i wycinki z gazet związane z jej odnalezieniem dwadzieścia lat temu (tak swoją drogą to nie do końca ogarniam, czemu nie mogli o tym porozmawiać jak dorośli ludzie, jak Mateusz jeszcze żył). Ponadto Alina cierpi na zaburzenia snu - dziewczyna ma przeczucie, że jej sny coś znaczą, dlatego zapisuje je, dzieląc na odpowiednie kategorie. Co więcej - ojciec Aliny przed laty jako dziennikarz zajmował się sprawą niewyjaśnionych zaginięć dzieci. Alina próbuje rozwiązać zagadkę własnej przeszłości, w czym towarzyszy jej nowa współlokatorka - Greta. I tyle mniej więcej dowiadujemy się z opisu na okładce...

... a w rzeczywistości mamy jeszcze do czynienia m.in. z Marią, Wilczą Dziewczynką, Myszą, Zjawą, Panią Przedsionków... i o ile historię samej Aliny czytało mi się dobrze, tak narracje pozostałych postaci (oprócz Marii) sprawiły mi duży problem. Chyba przede wszystkim miałam problem z wciągnięciem się w opisywane przez nie historie, ale też rozwlekanie przez autorkę fabuły tutaj mi nie pomogło za bardzo... Ponadto te nazwy - jest ich więcej w książce, mających zapewne oddać charakter postaci, czy miejsca, ale ciężko było mi je zidentyfikować, czy odnieść do czegokolwiek mi znanego, żeby choć trochę się wciągnąć w lekturę.

"Znak kukułki" to książka, o której ciężko w sumie cokolwiek sensownego napisać. Nie do końca nawet wiem, jaka była puenta, co autorka chciała nam przekazać. Jest tutaj wiele elementów baśniowych, ale także dla mnie nie do końca zrozumiałych. To znaczy wiem, jakie jest połączenie wszystkich wątków i postaci, ale sposób ich podania... No dla mnie było to nudne i chyba zbyt "doniosłe", egzaltowane. Zupełnie mnie nie wciągnęła ta historia, nie czułam żadnych emocji, a wręcz odczułam ulgę, gdy przewróciłam ostatnią kartkę. 

Oczywiście nie twierdzę, że książka jest zła, ale ona totalnie do mnie nie przemówiła. Może wśród Was są osoby, którym się spodobała? Dajcie znać w komentarzach ;)


poniedziałek, 14 sierpnia 2017

[PRZEDPREMIEROWO] Na linii świata - Manuela Gretkowska

[PRZEDPREMIEROWO] Na linii świata - Manuela Gretkowska
Na linii świata - Manuela Gretkowska

źródło
Tytuł: Na linii świata
Autor: Manuela Gretkowska
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data premiery: 16 sierpnia 2017 r.

Moja ocena: 3/10 (słaba)

Piszę te słowa chwilę po tym, jak skończyłam czytać "Na linii świata" Manueli Gretkowskiej. I jest mi bardzo źle na sercu, bo dla mnie ta książka była po prostu... dziwna. Jakby autorka kreowała świat w swojej najnowszej książce na ciężkim haju. A czemu jest mi źle z moimi własnymi odczuciami? Bo wydawnictwo zorganizowało naprawdę świetną kampanię promocyjną. 

Książkę otrzymałam jakoś w połowie lipca - wyglądała jak na załączonym po lewej stronie obrazku. Nie wiedziałam jeszcze wówczas, że jest to "Na linii świata". Właściwie to nic nie wiedziałam - poza datą premiery. Czarna okłada, brak wiedzy o tytule i autorze, nawet informacji, czy jest to thriller czy erotyk. W połowie lektury nie wytrzymałam i sprawdziłam zapowiedzi na stronie wydawnictwa - zanim to zrobiłam podejrzewałam autora o polskie pochodzenie. Wtedy dowiedziałam się, że jest to właśnie "Na linii świata" Manueli Gretkowskiej. A czemu nie wytrzymałam i poszperałam w Internecie? Bo się zacięłam podczas czytania. Nie spotkałam się z żadnym polskim autorem, który (dla mnie oczywiście) pisałby tak ciężko - co mam na myśli? Krótkie zdania, które często do siebie nawet nie nawiązują, mimo że występują jedno po drugim. Jakiś taki brak ciągu przyczynowo-skutkowego i opisy rzeczywistości, które zupełnie nie pasują do kontekstu. Możliwe, że to jest właśnie specyficzny styl autorki, ale do mnie on nie przemawia. 

A książka zapowiadała się tak interesująco. Poznajemy Nataszę, która pracuje na współczesnym sekstelefonie - rozbiera się za pośrednictwem strony internetowej, a równolegle (:)) studiuje psychologię. Za pośrednictwem portalu poznaje Amerykanina Toma - ich relacja ewoluuje w ten sposób, że Natasza wylatuje do USA i zamieszkuje u Toma, zajmuje się jego kilkuletnim autystycznym synem Ethanem. Tom jest fizykiem - właściwie nie umiem opisać, czym się konkretnie zajmuje, jednak ma to związek z fizyką kwantową. To wokół Nataszy i Toma kręci się cała fabuła "Na linii świata" - postaciami drugoplanowymi są Enzo (współpracownik Toma i jego sąsiad), Simone (żona Enza) oraz Peter - pracownik fizyczny, zatrudniony początkowo przez Toma do prac przy basenie.

Nagle wokół bohaterów zaczynają się dziać dziwne rzeczy - pojawiają się zdjęcia scen z ich życia, których nikt nie miał fizycznej możliwości zrobić, rozbija się samolot, którym Natasza miała lecieć do Polski, Tom prawie umiera, dławiąc się kawałkiem jedzenia... Okazuje się, że kontrolę nad ich życiem zaczyna przejmować pewna siła zewnętrzna, a Tom jest jednym z kluczowych elementów pewnej układanki.

Wydarzenia, które wlokły się niemiłosiernie przez pierwszą połowę książki, później przyspieszają, by mogły eksplodować naprawdę totalnym "odjechaniem" na zakończenie. Ja nie wiem, "co autor miał na myśli", ale możliwe, że książka ma jakieś głębsze przesłanie, którego ja nie dostrzegam, albo tego typu literatura po prostu nie jest dla mnie... Ostatnie sceny książki są tak odrealnione, że zastanawiałam się, czy już mi samej nie mąci się w głowie. Nie rozumiem zamysłu na postać Petera, który nagle okazuje się ekspertem w dziedzinie tej siły, o której pisałam w poprzednim akapicie, jak również nagłej akceptacji przez społeczeństwo zmian, które zaszły w życiu ludzi z dnia na dzień i o których nie mogło im się nawet śnić. Nie rozumiem UWAGA SPOILER dlaczego sieć chce unicestwić Toma, który ma w głowie klucz do nowej rzeczywistości, a sama twierdzi, że społeczeństwo nie jest na nią jeszcze gotowe, po czym (pomimo unieszkodliwienia Toma) zagnieżdża się na Ziemi. KONIEC SPOILERU. Wszystko jest w tej książce odrealnione. 

Jednak tak, jak zasygnalizowałam wcześniej - możliwe, że książka jest po prostu nie dla mnie. Oceniam według własnych subiektywnych odczuć i niestety, ale nie sięgnę już więcej po książki, które wyszły lub wyjdą spod pióra Manueli Gretkowskiej. Może jest z tą autorką jak z Gombrowiczem... Trzeba to po prostu lubić i doceniać? 

Na zakończenie zacytuję Wam kilka fragmentów - nie chcę być gołosłowna. Sami oceńcie, czy jest coś na rzeczy.

- A wiesz, że podczas pierwszej wojny światowej żołnierze jeździli taksówkami na front? Francuzi z Paryża na pole bitwy.- U moich dziadków pod Przemyślem była linia frontu. Ale Amerykanie nie znają takich rzeczy, skąd wiesz o tych taksówkach?- Interesowały mnie przeszczepy. Pierwsze badania prowadzono wtedy na okaleczonych z frontu. Oglądałem dokumentację, dosztukowane nosy z wołowiny i takie tam. Na jednej fotografii był chłopak podobny do mnie, to znaczy z tego, co mu zostało z twarzy. Zaciekawiło mnie, przejrzałem książki.- I co, dowiedziałeś się czegoś? - z niedowierzaniem mruknęła oparta o jego ramię Natasza.- O tych taksówkach, był z Paryża, ranny pod Marną. Inni mieli gorzej, lata w okopach. To też znam. Moi rodzice okopali się po dwóch stronach frontu, nie rozmawiali jak ludzie. Wypuszczali na siebie gazy bojowe.- Dlatego chowasz się w górach?Pod jego spodniami wyczuła erekcję. Rozpięła je.- Brudny. - Próbował ją odsunąć.- Zdezynfekuję. - Szarpnęła zawleczkę puszki.

Sczepieni przeturlali się po mchu. Natasza krzyczała mu w usta. Jej wagina była korytarzem orgazmów.
Przestała się bać. Przestała patrzeć na siebie cudzym spojrzeniem.  

A sama historia miała potencjał - jej zarys jest intrygujący.  Co z tego, skoro została podana w niezbyt przystępny sposób...

Znacie twórczość Manueli Gretkowskiej? Podzielcie się swoją opinią na jej temat! Jestem bardzo ciekawa, jak ją odbieracie - a może jestem w mniejszości?





Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, bo polskie.

piątek, 2 grudnia 2016

Manwhore - Katy Evans (Manwhore, tom I)

Manwhore - Katy Evans (Manwhore, tom I)
Manwhore - Katy Evans


Tytuł: Manwhore
Tytuł oryginalny: Manwhore
Autor: Katy Evans
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 16 września 2016 r.
Seria: Manwhore, tom I

Moja ocena: 3/10 (słaba) 
 
Nie nie nie i jeszcze raz nie.  

Czy naprawdę nie można wymyślić czegoś odrobinę bardziej finezyjnego, niż to, co zostało dotychczas wydane? Ta książka jest bliźniaczo podobna do słynnej i mocno kontrowersyjnej serii o Grey'u - jednak to Grey zbiera mocne cięgi za: fabułę, styl i język, a "Manwhore" jest na serwisie lubimyczytac.pl wychwalana pod niebiosa. Może ktoś z Was mi to wytłumaczy? Ja nie jestem w stanie pojąć tego fenomenu.

UWAGA - BĘDĄ SPOILERY.

Główna bohaterka Rachel - uwaga - ma za zadanie zrobić wywiad z najbardziej fascynującym multimiliarderem Chicago, Malcolmem Saintem. Ma go go obnażyć, ale w taki sposób, by podupadająca gazeta, w której pracuje, podniosła się z kolan. Malcolm jest oczywiście niesamowicie przystojny, a wszystkie dziewczyny chciałyby wskoczyć mu do łóżka. Jedyna różnica między nim, a Greyem jest taka, że Malcolm na to pozwala praktycznie każdej, która się nawinie. 

I co się okazuje? Oczywiście  udaje jej się umówić na krótkie spotkanie, potem drugie i kolejne. Tak fascynuje Malcolma, że on sam zaczyna zabiegać o jej uwagę. Spotykają się raz, drugi, trzeci i Rachel oczywiście wpada po uszy i zaczyna mieć obsesję na punkcie Malcolma. Nikogo nie zdziwi, że trafiają do łóżka i że trafiają tam co chwilę. Rachel w niezrozumiały dla mnie sposób zaczyna mieć obiekcje przed spotykaniem się z Malcolmem, gdyż musi napisać pogrążający go artykuł i nagle ma kaca moralnego, podczas gdy wcześniej z chęcią zgodziła się na jego napisanie. A okazuje się, że Malcolm miał trudne dzieciństwo i coraz bardziej otwiera się przed główną bohaterką.

I nagle BUM - wychodzi na jaw, że dziewczyna Malcolma miała niecny plan wykorzystania go i opisania w swojej gazecie. Malcolm nie próbuje nawet porozmawiać z Rachel na ten temat i wyjaśnić sytuację, odcina się od niej i tak właśnie kończy się "Manwhore". W kulminacyjnym momencie, gdy ona żałuje tego, co zrobiła, ale jest już za późno, by to zmienić. 

Gdy przeczytałam "Manwhore", byłam naprawdę szczęśliwa. Przede wszystkim dlatego, że straciłam na tę książkę jeden wieczór. Odniosłam wrażenie, że autorka nie potrafiła początkowo przekazać tego, co chciała tak naprawdę napisać, bo dialogi były sztuczne i tworzone jakby na siłę. Racjonalność postępowania głównej bohaterki - zaraz, tu nie ma mowy o jakimkolwiek racjonalnym postępowaniu. Odniosłam wrażenie, że autorka na siłę chciała napisać erotyk z jakąś ciekawą historią w tle, nieco ambitniejszą, no ale jej nie wyszło. 

Uwaga - uważam, że trylogia E.L. James jest o niebo lepsza od tego gniota. Napisała coś, co było właściwie nowe i czego brakowało dotychczas w literaturze. Pani James przynajmniej gładko pisze i nie zacina się jak Katy Evans, a postępowanie głównych bohaterów jest w jakikolwiek sposób wytłumaczone i jest w miarę logiczne. Tutaj tego zabrakło, przynajmniej dla mnie. A ja piszę o swoich odczuciach. 

Może moja ocena jest dlatego tak niska, że sięgnęłam po "Manwhore" po "Prawie Mojżesza", które zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. I było oryginalne.

Bo można w tych czasach być oryginalnym.



 

niedziela, 3 lipca 2016

Człowiek nietoperz - Jo Nesbo (Harry Hole, tom I)

Człowiek nietoperz - Jo Nesbo (Harry Hole, tom I)

Człowiek nietoperz - Jo Nesbo

(Harry Hole, tom I)

źródło

Tytuł: Człowiek nietoperz
Tytuł oryginału: Flaggermusmannen
Autor: Jo Nesbo
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Cykl: Harry Hole, tom I
Data premiery: 17 października 2012 r.

Moja ocena: 3/10 (słaba)


Nie rozumiem fenomenu. 

Napaliłam się na serię o Harrym Hole jak Reksio na szynkę i już na pierwszej części się bardzo rozczarowałam. 
Dlaczego? 
Po pierwsze - autor w nieciekawy sposób zafundował czytelnikowi opisy wszelakich sfer życia w Australii. 
Po drugie - pseudofilozoficzne wynurzenia jednego z głównych bohaterów były nudne i zbyt obszerne. 
Po trzecie - w tej książce NIC SIĘ NIE DZIEJE. Kiedy w połowie akcja nagle nabrała tempa, ucieszyłam się, jak się okazało, przedwcześnie. 
Po czwarte - nie czułam żadnego napięcia czy dreszczyku emocji, tak dobrze znanego mi z lektur kryminałów, które miałam przyjemność czytać wcześniej. Autor w żaden sposób nie buduje napięcia. Akcja toczy się wolniutko, by nagle ni stąd ni zowąd osiągnąć punkt kulminacyjny i z powrotem osiąść na dnie. 
Po piąte - zagadka morderstwa w ogóle nie jest interesująca. Ot znajdują zwłoki dziewczyny, została uduszona. Harry przylatuje do Australii tylko dlatego, że ta znaleziona dziewczyna była Norweżką. Rozwiązanie tej "zagadki" nie przyspieszyło bicia mojego serca (patrz: pseudofilozoficzne wynurzenia). 
Po szóste - nie dopatrzyłam się w głównym bohaterze tego geniuszu, o którym tyle czytałam/słyszałam. Policjant jak każdy inny - no, może trochę bardziej niezrównoważony, wybuchowy, ulegający nałogom, ale szczerze? Wkurzał mnie, tak zwyczajnie po ludzku wkurzał. 
Po siódme - cała książka wieje nudą. Męczyłam ją kilka dni, a i tak jej nie wymęczyłam. Katastrofa jak dla mnie. Poważnie się zastanowię przed sięgnięciem po kolejne części przygód pana Holy (a tak przy okazji nie rozumiem irytacji postaci na "złe" wymawianie jego nazwiska, trzeba było nadać mu inne).

PS "Rzucili się na siebie jak dwa gotowe do parzenia się borsuki". Panie Nesbo, pan tak na poważnie?

sobota, 27 lutego 2016

Ezotero. Córka wiatru - Agnieszka Tomczyszyn

Ezotero. Córka wiatru - Agnieszka Tomczyszyn
Ezotero. Córka wiatru - Agnieszka Tomczyszyn

źródło

Autor: Agnieszka Tomczyszyn
Tytuł: Ezotero. Córka wiatru
Cykl: tom I
Data wydania: 17 czerwca 2015 r.
Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Moja opinia: 3/10 słaba)



Opis

Latte nigdy nie zastanawiała się nad przyszłością. Wydawało jej się, że przeszłość kryje wystarczająco wiele tajemnic. W poszukiwaniu miłości, przyjaźni i prawdy o swojej matce i sobie natrafiała wciąż na pytania bez odpowiedzi.

Czy człowiek ma wpływ na swoją przyszłość?
Czy mogąc poznać losy bliskich osób, bohaterka zrobi to bez mrugnięcia okiem?
Czy mistyka jest nierozerwalnym elementem nowoczesnego świata?

Ta wciągająca historia z pogranicza kryminału, fantasy i powieści obyczajowej przeniesie czytelników w ezoteryczny świat matki i córki, które łączy wszystko, a jeszcze więcej dzieli i każe zastanowić się nad tym, czy świat faktycznie jest taki, jakim go widzimy? A może rozwiązanie tajemnicy znajduje się tam, gdzie najmniej się tego spodziewamy…



Moja opinia
O czym jest tak naprawdę ta książka?

Tytuł sugeruje, że o tajemniczej Ezotero, córce wiatru. Przeczytałam ją od deski do deski i tak naprawdę dalej nie wiem, kim jest Ezotero. Jedynie wstęp nam delikatnie sugerował, że jest nią Fi, matka głównej bohaterki. Ale dlaczego "córka wiatru"? Na to również nie znajdujemy odpowiedzi.

Autorka w swoim debiucie chciała zawrzeć bardzo wiele, a niestety wyszedł z tego chaos. Akcja w pewnych momentach stoi, by za chwilę przenieść nas kilka miesięcy do przodu i po chwili znów się zatrzymać, z lakonicznym wyjaśnieniem, co się w tym czasie wydarzyło. Obok trywialnych wręcz dialogów odnajdujemy piękne przemyślenia, które mogą stać się podstawą egzystencji każdego z nas. Pewne zabiegi stylistyczne tylko wzmagały ten chaos - J., T., K. - nigdy nie wiedziałam, w jakim mieście się dokładnie znajdujemy, nie umiałam do tych skrótów dopasować odpowiednich wątków i postaci. Gdy po dniu przerwy wracałam do lektury, nie mogłam się zorientować w bohaterach i aktualnym biegu wydarzeń. 

Wydaje mi się, że autorka nie potrafiła przelać do końca na papier myśli kłębiących się w jej głowie i zamierzeń co do samej historii. Zamysł moim zdaniem jest ciekawy (oczywiście go nie zdradzę), lecz brakuje mu szlifu, swego rodzaju ujarzmienia, zaklasyfikowania w odpowiednie ramy. Byłam mocno zdezorientowana pewnymi biegami wydarzeń - dla autorki pewne wątki wydają się łączyć w oczywisty sposób, ja jednak patrzę na to z punktu widzenia czytelnika i niestety, ale zabrakło w tej książce tego "no przecież to było oczywiste, jak mogłam na to wcześniej nie wpaść?". 

Pod koniec książki zdecydowanie za dużo się dzieje. Pewnie sobie teraz pomyślisz - ale marudzi, przecież jak się dużo dzieje, to jest akcja, jest ciekawie! Zgadza się, jest ciekawie, ale nie wtedy, gdy jak Filip z konopi pojawiają się jeden po drugim "gromy z jasnego nieba" (aha, celowo tak napisałam). W pewnym momencie to się stało takie... niesmaczne i wręcz superoczywiste. Zakończenie - intrygujące, mogące podsycić chęć sięgnięcia po drugą część, która się właśnie ukazała i kusi okładką, tak samo jak pierwsza.

Przyznać jednak muszę, iż mimo ogólnego słabego odbioru tej książki, jest ona kopalnią pięknych cytatów i przemyśleń. 

Długo czytałam "Ezotero. Córka wiatru", oj długo. Zmęczyła mnie jej lektura i w najbliższym czasie raczej nie wezmę do ręki jej kontynuacji. Kto wie, może kiedyś, by zaspokoić ciekawość dalszych losów Latte.

piątek, 7 listopada 2014

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd", Matthew Quick

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd", Matthew Quick
"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" - Matthew Quick

źródło

Tytuł: Niezbędnik obserwatorów gwiazd
Tytuł oryginalny: Boy 21
Autor: Matthew Quick
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania na świecie: marzec 2012
Data wydania w Polsce: 23.10.2013 r.

Moja ocena: słaba (3/10)




Na samym początku pragnę zaznaczyć, że moja opinia niemalże o 180 stopni odbiega od tych, które do tej pory czytałam na temat tej książki. Niestety, ale chyba jestem zbyt głupia na tego typu gatunek. Do "Niezbędnika obserwatorów gwiazd" podeszłam z czystym umysłem - nie miałam wcześniej styczności z twórczością Quicka, dlatego nie wiedziałam, na co się piszę. I tak wychodzę z założenia, że zdanie na temat czegokolwiek można sobie wyrobić dopiero wówczas, gdy tą rzecz poznamy. Tak więc ochoczo zasiadłam do niniejszej pozycji. I co? I nic. 

Koszykówka zawsze była dla Finley'a ucieczką. Jego matka zginęła w okolicznościach, o których nie mówi się głośno, ojciec ciężko pracuje na nocną zmianę, a dziadek, który z nimi mieszka, nie ma obu nóg i trzeba się nim stale opiekować. Finley odzywa się wyłącznie wówczas, gdy musi. Jego rytuałem i stabilizacją są cowieczorne spotkania ze swoją dziewczyną Erin i wpatrywanie się w gwiazdy na dachu jego domu. Pewnego dnia życie Finley'a ulega zmianie - trener prosi go o przysługę. Jaką? O tym dowiecie się z książki (jeżeli w ogóle po nią sięgniecie).

Tempo mojego zapominania o przeczytanej historii było proporcjonalne do czytania - czyli szybkie. Po kilkunastu rozdziałach chciałam zarzucić lekturę, ale stwierdziłam, że może końcówka jakoś chwyci mnie za serce i spowoduje, że jeszcze długo będę rozmyślać o historii Finley'a, Erin i Russa. 
No ale nie. 
Po prostu nie. 

Przede wszystkim bardzo irytował mnie styl - proste, krótkie zdania, czasem bardzo infantylne, mimo dużej dojrzałości psychicznej głównego bohatera. Po drugie - wykreowani główni bohaterowie drażnili mnie swoimi ograniczeniami, zwłaszcza Russ. Po trzecie - wszędobylska koszykówka i niemalże bezgraniczne oddanie trenerowi - czy te dzieciaki nie mają własnych rozumów? I tutaj wielkie brawa dla Finley'a za jego postawę pod koniec książki, to spowodowało, że polubiłam jego kreację. 

Zwrócę jeszcze uwagę na tytuł - oryginalny i polski. "Boy 21" a "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" znacznie od siebie odbiegają... Może ktoś wie, czemu?

Nie czytałam "Poradnika pozytywnego myślenia", ale odnoszę wrażenie, że "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" poniekąd ciągnie na opinii tamtej książki. Nie mówię, że nie dostrzegam tutaj żadnego przesłania - nie. Uważam, że mogło ono zostać lepiej podane.
Copyright © 2016 Zakątek czytelniczy , Blogger